Stowarzyszenie Macierz

Stowarzyszenie MACIERZ powstało jako organizacja zajmująca się ochroną Praw Człowieka, ekologią, promocją zdrowego odżywiania i funkcjonowania, działalnością charytatywną w różnych dziedzinach życia.

Ilość wejść: 9177


ANTYPSYCHIATRIA - Alternatywne Terapie Psychiki a Zbrodnie Psychiatrii

Antypsychiatria nie jedno ma oblicze, także takie jak dianetyka czy psychosynteza ale i psychiatria humanistyczna. Zwykle krytykowana walczy jednak o prawa człowika dla pacjentów. 

 

Foto: Symbol Koalicji Antypsychiatrycznej

Antypsychiatria jako sprzeciw wobec leczenia psychiatrycznego jest silnie  krytykowana przez środowiska konserwatywno- naukowe. We współczesnej psychiatrii, której podstawy zawarte są w manifeście Kandela  uznaje się, że wszystkie zaburzenia psychiczne są wynikiem zaburzenia  struktur mózgu, chociażby na poziomie synaptycznym. Połączenia  synaptyczne mogą być modyfikowane przez psychoterapię wpływającą na  procesy uczenia, jednak nie może ona zastąpić odpowiedniej  farmakoterapii chorób psychicznych. W związku z tym tak rozumianej  antypsychiatrii nie można włączyć jako nurtu czy hipotezy w psychiatrii.  Antypsychiatria to ruch społeczny, zapoczątkowany szerzej w latach 60-  tych XX wieku, który głosił, że pacjenci placówek psychiatrycznych nie są  osobami chorymi, ale jednostkami, które nie przyjmują wartości i norm  społecznych, obowiązujących w zachodnim społeczeństwie. Zwolennicy  antypsychiatrii głosili, że pojęcie "choroby psychicznej" jest narzędziem  represji społeczeństwa wobec nonkonformistycznych jednostek. W swej istocie terapii alternatywnych dla psychiatrii farmakologicznej powstało więcej, jak chociażby psychosynteza czy dianetyka. 

Szereg historycznych doświadczeń z jakimi spotkała się psychiatria, cały szereg nadużyć, szczególnie w obrębie psychiatrii instytucjonalnej, wobec własnych pacjentów oraz wobec całych społeczności, nakazuje nam być szczególnie ostrożnym co do naukowego autorytetu psychiatrii oraz wobec wizerunku psychiatrii jako wiedzy opartej na naukowych podstawach, której niepodważalnemu autorytetowi winniśmy się podporządkować. Fakt obecności szeregu szkół psychiatrycznych, z których każda posiada własny hermetyczny język oraz ma tendencje do perswazyjnej autoprezentacji jako dyscypliny skutecznej i opartej na ściśle naukowych podstawach, nakazuje nam znaleźć rozsądny sposób traktowania tego rodzaju wizerunku. Pojawiają się głosy jakie wnioski wyciągnąć z pluralizmu metod i propozycji oraz jakiego rodzaju terapeuta oraz pacjent pozwoli nam uniknąć sytuacji ideologizacji i przemocy w obrębie psychiatrii oraz jej instytucji. Jak powiada Fancher: „Potrzebujemy raczej zmiany statusu profesjonalistów z zakresu zdrowia psychicznego i tego w jaki sposób będziemy ich słuchać”. Amerykański psychiatra nakazuje nam myśleć o różnych nurtach w psychiatrii jako o „kulturach uzdrawiania” (cultures of healing), które nie posiadają autorytetu prawd naukowych a terapeuci stanowią dla nas swoistego rodzaju „służące nam umysły” (ancillary minds), które asystują w naszych usiłowaniach i oferują różne możliwości, które winniśmy brać pod uwagę, aczkolwiek w żadnym momencie nie zawieszać własnych ocen i systemów wartości. Równocześnie, problem konieczności przemyślenia fenomenu bycia ekspertem w dziedzinie psychoanalizy, i nie tylko, porusza Adam Phillips, który stwierdza: „Kiedy wszystko staje się przedmiotem ekspertyzy – od żałoby po miłość i wychowywanie dzieci – jako rosnący przemysł; odkąd żyjemy w wieku specjalistów, psychoanaliza może okazać się użyteczna jako krytyka całego projektu zapotrzebowania na autorytety. Może nam dopomóc w wyborze przedmiotu tego co nazywamy ekspertyzą; oraz jakie może ona posiadać alternatywy”.

 

Psychiatria stanowi zatem rodzaj kontroli społecznej, która poddaje medykalizacji jednostki nieprzystosowane społecznie. Thomas Steven Szasz w "Micie Choroby Psychicznej" pisał: "Wyrażenie "choroba psychiczna" to metafora używana zamiast faktów. Ludzi nazywamy chorymi fizycznie wtedy, gdy funkcjonowanie ich ciała nie odpowiada określonym normom anatomicznym i fizjologicznym. Podobnie, chorymi psychicznie nazywamy tych, których osobisty sposób bycia gwałci ustalone normy etyczne, polityczne i społeczne" (Szasz 1981). Antypsychiatrzy postulują zlikwidowanie szpitali psychiatrycznych i organizowanie terapii środowiskowych, które mają ulżyć problemom ludzi cierpiących ze względu na swoje nieprzystosowanie. Posługują się w tym celu następującym tokiem rozumowania: skoro problemy psychiczne powstają w społeczeństwie, a w szczególności w grupach pierwotnych, posiadających dominujący wpływ na procesy socjalizacji, należy zatem rozwiązywać je w ramach tych grup, porzucając farmakologiczne leczenie w ośrodkach zamkniętych. Antypsychiatrzy prowadzą ośrodki, w których ludzie z problemami psychicznymi mogą przy asyście terapeutów dawać upust swoim popędom. Działania katarktyczne, oczyszczające i procesy twórcze uwalniają te osoby od cierpienia, wynikającego z niemożliwości realizowania się w społeczeństwie. Antypsychiatrzy dowodzą bowiem, że wystarczy stworzyć ludziom nieprzystosowanym przestrzeń, w której będą czuli się swobodnie, aby mogli normalnie żyć. 

Idee Goffmana, Lainga, Szasza oraz Foucaulta wchodząc w interakcję z demokracją i psychoanalizą, teoriami feministycznymi oraz ruchami wyzwolenia pacjentów psychiatrycznych przyczyniły się do powstania ruchu antypsychiatrycznego. Franco Basaglia, jeden z radykalnych liderów antypsychiatrycznych w latach 60-tych i 70-tych włoskiej służby zdrowia psychicznego, posłużył się w swych krytykach psychiatrii myślą społeczną, socjaldemokratyczną. Ten autor L’istituzione negata mówi o centralnej sprzeczności tkwiącej w samej psychiatrii jako instytucji społecznej. Jest to sprzeczność między cura (terapią i leczeniem) a custoda (opieką i aresztem). Dlatego powiada Basaglia: „Koniecznym było spojrzeć poza ściany azylum, na rolę jaką psychiatria pełni w społeczeństwie w ogólności”. Wśród idei o których mówi Basaglia można wymienić tezę, że instytucjonalna psychiatria jest formą represji nad niższymi i biednymi klasami. W tekście opisującym demontaż prowincjonalnego szpitala oraz wprowadzenie nowego rodzaju opieki zdrowia psychicznego w Gorizia (w latach 1962-1967) stwierdza: "Musieliśmy wyjść poza świat szpitala dla umysłowo chorych aby stanąć przed obliczem szaleństwa "normalnego" życia: dychotomii zdrowia/ choroby, normalności/ dewiacji, mężczyzny/ kobiety, starego/ młodego, które zaczęły ukazywać swe wspólne źródło w podziałach klasowych i nierównej dystrybucji władzy”. Dlatego instytucji tych nie należało reformować, lecz zanegować i zburzyć.  

Reich próbował łączyć idee socjalne i demokratyczne z psychoanalizą i twierdził, że źródłem choroby umysłu oraz wyzysku jednych klas przez drugie jest obecność autorytarnej patriarchalnej rodziny, gdzie represyjna władza ojców powoduje zahamowanie seksualnej energii. Reich utożsamia zaburzenia psychologiczne z polityczną represją. Marcuse postrzega chorobę psychiczną jako uboczny efekt represyjnej natury struktur politycznych. Przeciwstawiając się katastrofizmowi Freudowskiej teorii kultury (przewaga tendencji destrukcyjno-agresywnych) Marcuse jest przekonany, że jest możliwa kultura bez represji. Społeczeństwa kapitalistyczne, socjalno- demokratyczne dzięki głębokim przeobrażeniom cywilizacyjnym są w stanie odrzucić supra- represywną organizację relacji społecznych bez dezintegracji i chaosu. Celem Marcusego jest polityczna zmiana (rewolucja), która zniesie dotychczasowe aparaty przymusu i represji, w tym likwidację prymusu leczenia psychiatrycznego. 

Perspektywa socjo-historyczna może nam ujawnić perswazyjną i normotwórczą rolę psychiatrii i psychologii sądowej (obok np. specjalistów od human relations) oraz jej funkcję społecznej kontroli oraz propagandy we wszystkich obszarach życia społecznego. Powszechne techniki „modelowania ludzkiej świadomości” w czasach końca wieku ideologii zdają się być według J. Sowy klęską w walce humanistów o „samostanowienie jednostki”: „Czego bowiem nie dokonała partykularna ideologia i polityka, czego nie osiągnęły wsteczne usiłowania występujące na terenie religii, pedagogiki czy prawa na skutek sprzeciwu ludzi o odmiennych dążeniach, tego może dokonać działalność licznych rzesz psychiatrów, pracowników społecznych, kuratorów społecznych, higienistów etc., występująca w przebraniu naukowym, a kierowana często osobistymi i profesjonalnymi emocjami i postulatami”.

Jak nieco ironicznie powiada Fencher: „Nie akceptuję twierdzenia, że psychiatrzy są jedynymi ludźmi odpowiednimi do tego, by zajmować się sprawami zdrowia psychicznego”. 

Jak powiada Robyn M. Dawes w swej książce House of Card: „jest niewiele dowodów, że 'ekspertyza' w dziedzinie zdrowia psychicznego doprowadziła do redukcji zmartwień i zasięgu zaburzeń emocjonalnych”.

 

Instrumentalizm Psychiatrii

Foto: Thomas Steven Szasz

 W pismach Thomasa Szasza (Czyt. Sas'a) pojawia się szereg wyjaśnień, które  psychiatrii przypisują specjalną instrumentalną funkcję w państwie. Wymieńmy  trzy z nich:

 1. Zadaniem psychiatrii jest przekształcenie moralnych i społecznych  problemów w problemy medyczne. Źródła napięć i konfliktów społecznych  pojawiających się w obrębie rodziny, w pracy, w edukacji, czy nawet polityce  zostają zamienione w zagadnienie medyczne, czyli w problem zdrowia  poszczególnych jednostek. Można podać wiele egzemplifikacji takiej  interpretacji „politycznej” funkcji psychiatrii. Przykładowo, społeczność  pracowników plantacji trzciny cukrowej w północno-wschodniej Brazylii żyje w  nędzy i niedożywieniu. Niedożywienie zaś jest przyczyną złego stanu zdrowia  robotników, co objawia się w postaci lęków, nerwowości, zmęczenia. Te objawy  nie są przez nich interpretowane jako efekt nadmiernej eksploatacji przez właścicieli plantacji, czemu mogli by się oni ewentualnie przeciwstawić, lecz są oni diagnozowani przez tamtejszych farmaceutów (i sami zgadzają się z taką diagnozą) jako cierpiący z powodu zaburzeń psychiatrycznych; dlatego są leczeni środkami uspokajającymi. Również w debacie dotyczącej Prozaku, czy Ritalinu opisuje się je często jako środki, które służą remedykalizacji społeczno-etycznych problemów. 

Powracając do problemu usprawiedliwiania przez psychiatrię problemów moralnych, można stwierdzić, że taki efekt, czy funkcje są obecne w psychiatrii w wielu przypadkach. Chociaż pozycja Szasza wydaje się przynajmniej częściowo i w niektórych sytuacjach słuszna, to trudno dokonywać tutaj generalizacji. Jest bowiem wiele przypadków gdzie psychiatria pełni ściśle medyczną funkcję (np. choroba Alzheimera). Nawet jeżeli współczesna psychiatria preferuje biologiczny (medyczny) model choroby psychicznej, i za bardziej wartościowy uznaje język biochemii, i neurobiologii, nie oznacza to, że dogmatycznie ignoruje społeczne, moralne i polityczne aspekty chorób psychiatrycznych. 

2. U Szasza możemy również znaleźć stwierdzenie, że psychiatria stanowi publiczną formę uwalniania negatywnych społecznych emocji. Podobnie jak palenie na stosie czarownic stanowiło przejaw uczucia gniewu, którego rzeczywistym obiektem były kobiety i niższe klasy społeczne (padał też argument, że ich karanie stanowiło przejaw przywiązania do restrykcyjnego seksualnego kodu który w życiu prywatnym był często łamany, rodzajem pełnego hipokryzji oburzenia), czy publiczne procesy wobec przestępców. Ten argument trudny jest do utrzymania, albowiem diagnoza psychiatryczna na ogół nie przyjmuje publicznej postaci (chyba, że w postaci etykietyzacji, która przeprowadzana jest przez społeczność a nie ekspertów od spraw zdrowia psychicznego), a relacje terapeutyczne wobec chorego psychicznie na ogół przyjmują formę dyskrecji i zaufania. Częściej obiektem społecznego osądu są raczej sami terapeuci i ich niepowodzenia, czy nadużycia. Nietrudno więc odnaleźć stwierdzenia, które niesprawiedliwie generalizują ich działalność. Jaccard stwierdza wręcz: „niektórzy psychiatrzy dokonują okropnych rzeczy, a dokonywać ich z najpogodniejszym sumieniem pozwala im pozycja jaką mają wśród lekarzy, oraz środki jakimi rozporządzają (od neuroleptyków po lobotomię) zapewniające im zupełną bezkarność”. 

3. Chorych psychicznie postrzega się jako winnych społecznych konfliktów, jako źródło problemów do których w rzeczywistości się nie przyczynili. W tym momencie spotykamy się z szerszym fenomenem wykluczania różnorodnych grup (obok obłąkanych mogą to być Żydzi, Murzyni, czy kiedyś czarownice oraz oczywiście przestępcy) jako środek do rozwiązania niektórych problemów społecznych. Wykluczenie dotyczy tych grup ludzi, których zachowania odbiegają od normy i zgodnie z teoriami zachowań dewiacyjnych (deviancy theory) sankcjonowanie tych rodzajów zachowań jest efektem potrzeby zachowania społecznego porządku. Zaburzenia mogą być kontrolowane w postaci pozytywnej poprzez edukacje oraz socjalizację (profilaktyka), ale także poprzez formy negatywne jako odstraszanie, zamykanie oraz różnego rodzaju sankcje. Gdyby jednak chorzy psychicznie ponosili winę za problemy społeczne (lub gdyby takie było społeczne odczucie), to byliby albo karani, albo prześladowani. Jednakże we współczesnych społeczeństwach nie tylko nie są oni karani, ale nawet sam fakt obecności choroby psychicznej zwalnia osobnika od odpowiedzialności karnej. Powstaje nawet problem jak odróżnić działania kryminalne od patologii psychiatrycznej (różnica między „bad” i „mad”). Prawdą jednak jest, że osoby chore psychicznie są obiektem lęku oraz wykluczenia ze strony społeczeństwa. Choć nie dlatego, że się je postrzega jako źródło zagrożenia dla stabilności społecznej ale z powodu nieprzewidywalności oraz niezrozumiałości ich zachowań (irracjonalność). Należałoby więc odróżniać wykluczanie przestępców, czy wykluczanie Żydów, Murzynów od wykluczania obłąkanych. Zapewne w społeczeństwie istnieją różne poziomy i powody integracji i wykluczania. Należy też odróżnić (wątpliwe) rozumienie strukturalnej funkcji psychiatrii jako etykietowania chorych psychicznie i traktowania ich jako kozłów ofiarnych w ramach instytucji psychiatrycznych, od pewnych nadużyć samej psychiatrii, czy to poprzez wykorzystanie etykiety chory psychicznie dla celów politycznych, czy też potrzeby likwidacji osobników, którzy są postrzegani jako niepełnowartościowi przedstawiciele ludzkiego gatunku, których należy prześladować, wymordować, czy też wysterylizować.

SKP

Socjalistyczny Kolektyw Pacjentów to nazwa założonej w latach sześćdziesiątych w neuropsychiatrycznej klinice Akademii Medycznej w Heidelbergu (Niemcy) organizacji, zrzeszającej część chorych i lekarzy pod hasłem odrzucenia normalnej praktyki, dotychczasowych metod i kryteriów w rozpoznaniu i leczeniu zaburzeń psychicznych. Antypsychiatria to kierunek oparty na poglądzie, że choroby, w których nie wykryto zmian organicznych mózgu i układu nerwowego jak wszelkie psychozy afektywne, schizofrenia etc, są spowodowane represyjnym charakterem środowiska społecznego, traumatycznymi przeżyciami, negatywnym wpływem cywilizacji i nie są par excellence zaburzeniami. Antypsychiatria kwestionuje sens zinsytucjonalizowanego lecznictwa psychiatrycznego w zamkniętych szpitalach proponując zastąpienie go nowymi formami psychoterapii, tworzeniem wolnych kolektywów pacjentów i lekarzy. 

Socjalistyczny Kolektyw Pacjentów odrzucił w ogóle fakt istnienia chorób psychicznych i obarczył winą za patologie, defekty i dysfunkcje psychiczne całą współczesną kulturę i system społeczny, podkreślił też odwieczne istnienie destrukcyjnych czynników odpowiedzialnych za tragedię tysięcy skazanych na izolację od społeczeństwa i wegetację w zakładach zamkniętych. SPK, którego nazwa była czymś w rodzaju nom ś en ś hommage dla heidelberskiej organizacji, powstał we wrześniu 1978 w Sydney (Australia) z inicjatywy przybyłego z Nowej Zelandii Graeme Revella, był on wtedy członkiem personelu jednej z miejscowych klinik psychiatrycznych (choć w niektórych śródłach utrzymuje się, że był pacjentem ośmiu szpitali). 

Psychiatria: Leczenie czy Inkwizycja?

Amerykański psychiatra Thomas Stheven Szasz obnaża bezlitośnie współczesną psychiatrię i jej służbę totalitarnym systemom Zachodu. Według Thomasa Szasza, w obecnych czasach linię walki o wolność wyznacza problem zdrowia i stosunek do przymusowej hospitalizacji osób uważanych za chore psychicznie. Nie ma jednak – jak twierdzi – ludzi psychicznie nienormalnych, są jedynie jednostki inne od pozostałych, posiadające własne wartości, przekonania oraz potrzeby i z tego też powodu, a nie z uwagi na rzekomą nienormalność, zamyka się je przymusowo w szpitalach. Szasz wypowiada explicite pogląd, że jest to nowa forma starego starcia sił wolności i władzy, i dlatego przymusowa hospitalizacja winna być uznana za „zbrodnię przeciw ludzkości”, pozostającą w „fundamentalnej paraleli” z niewolnictwem. „Przez wieki – pisał ten postępowy psychiatra – mężczyźni uciskali kobiety, biali kolorowych, chrześcijanie Żydów. Jednakże tradycyjne powody i uzasadnienia dyskryminacyjne straciły wiele ze swojej wiarygodności (…) Współczesny liberalizm (w rzeczywistości będący rodzajem etatyzmu) w sojuszu ze scjentyzmem stworzył nowy rodzaj obrony opresji i dostarczył nowego hasła bojowego: Zdrowie!” Ponieważ przymusowa hospitalizacja związana jest z rozwojem nauki, do największych zamachów na wolność dochodzi w krajach najbardziej rozwiniętych technologicznie i intelektualnie, takich jak Stany Zjednoczone, gdzie ma miejsce szczególnie złowroga, niemal totalitarna forma opresji, którą Thomas Szasz określa słowem „społeczeństwo terapeutyczne”. Takie postawienie sprawy pozwoliło mu sformułować zdumiewający wniosek końcowy, że Stany Zjednoczone nie tylko są pod tym względem porównywalne ze Związkiem Sowieckim, ale nawet w takim porównaniu wypadają znacznie gorzej. „O ile wiem – pisał Szasz – sowiecka psychiatria nie była używana do tłumienia ruchu dysydenckiego (czy do zniesławiania osób żyjących lub zmarłych) poza Związkiem Sowieckim, natomiast zachodnia psychiatria była w takich celach wykorzystywana. (…) Rzeczywista liczba (politycznych ofiar sowieckiej psychiatrii) jest zaledwie niewielkim ułamkiem setek tysięcy osób, które przymusowo hospitalizuje się na Zachodzie – i to nie od roku 1962, ale rocznie – za ich przekonania”.  

Profesor Thomas Steven Szasz pokazuje jak szpitale psychiatryczne przejęły funkcję polowań na czarownice i Inkwizycji: "Psychiatrzy i inkwizytorzy mają wiele wspólnych poglądów na temat kobiet- czarownic. Ponieważ kobieta nie jest mężczyzną, jest tajemnicza i w związku z tym niebezpieczna; jest podrzędna wobec mężczyzny, ale posiada ukrytą moc; jest odpowiedzialna za męską przemoc seksualną ze względu na swoją “grzeszną” naturę uwodzicielki. Polujący na czarownice często uważali masturbację za ostateczny dowód w procesie o czary; dziewiętnastowieczni psychiatrzy twierdzili, że prowadzi ona do “obłędu”, który czasem leczono przeprowadzając klitoridektomię [wycięcie łechtaczki] … Izolacja, ostracyzm społeczny, hydroterapia, biczowanie, terapia szokowa – wszystkie techniki psychiatryczne – były wcześniej praktykowane przez prześladowców czarownic. Chociaż kaftan bezpieczeństwa, odosobnienie, chirurgia mózgu i systematyczna przemoc fizyczna były tradycyjnymi metodami “terapeutycznymi”, obecnie jedyną zmianą jest zastąpienie ich środkami uspakajającymi i antydepresyjnym oraz terapią szokową." 

 

Antypsychiatria powstała pod wpływem prac Gregory'ego Batesona o psychorodzinnym pochodzeniu schizofrenii, dekonstrukcji pojęcia "choroby psychicznej" przez Michela Foucaulta (Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu, 1961), oraz prac Herberta Marcuse'a o społeczeństwie dobrobytu. Ogromny wpływ na antypsychiatrię miały poglądy psychiatry brytyjskiego, Davida Lainga, który postrzegał chorobę psychiczną jako rodzaj doświadczenia ludzkiego (podróż). Etykietkę choroby psychicznej jako pierwszy odrzucił psychiatra południowoafrykański, David Cooper. Jego najbardziej reprezentatywnym przedstawicielem był inny psychiatra, Thomas Szasz, autor książki "Mit choroby psychicznej". Antypsychiatria głosiła prawo do własnych przeżyć, niezależnie od społecznych norm i ocen, postrzegając różne formy zinstytucjonalizowanego lecznictwa psychiatrycznego, zwłaszcza w zamkniętych szpitalach oraz przymusową farmakoterapię jako przemoc. Szasz żądał "oddzielenia psychiatrii od państwa" (czyli usunięcia sankcjonowanego prawnie przymusowego leczenia), zakazu orzekania o niepoczytalności i nieodpowiedzialności prawnej sprawców przestępstw, zakazu pozbawiania praw osób z powodu choroby psychicznej etc. 

 

CUKIER A ZDROWIE PSYCHICZNE

W średniowieczu osoby targane wewnętrznymi konfliktami rzadko zamykano w odosobnieniu z powodu ich szaleństwa. Zamykanie ludzi jako „psychicznych” rozpoczęło się dopiero w Oświeceniu, po tym jak cukier pokonał drogę od przepisu aptekarskiego do produkcji cukierków. „Wielkie odosobnianie chorych umysłowo”, jak nazywa to jeden z historyków, zaczęło się w końcu XIX wieku, kiedy spożycie cukru w Wielkiej Brytanii wzrosło w ciągu 200 lat od szczypty lub dwóch w beczce piwa do ponad dwóch milionów funtów rocznie. W tym okresie londyńscy lekarze zaczęli dostrzegać i odnotowywać nieuleczalne fizyczne objawy zespołu znanego jako „sugar blues”. Pojęciem „Sugar Blues” William Dufty określa zespół fizycznych i umysłowych problemów spowodowanych spożywaniem przez ludzi rafinowanej sacharozy, zwanej powszechnie cukrem. 

Gdy osoby spożywające cukier nie manifestowały wyraźnych objawów fizycznych i lekarze byli z tego powodu zdezorientowani, pacjentów nie uznawano już za będących pod wpływem czarów, ale za szalonych, chorych psychicznie lub niezrównoważonych emocjonalnie. Lenistwo, zmęczenie, rozpasanie, niezadowolenie rodziców - każdy z tych powodów wystarczał do zamknięcia każdego poniżej 25 roku życia w którymś z pierwszych paryskich szpitali dla psychicznie chorych. Aby do nich trafić wystarczyły skargi zgłaszane przez rodziców, krewnych lub wszechpotężnych pastorów parafii w ramach inkwizycji. Mamki ze swymi dziećmi, nastolatki w ciąży, opóźnione lub uszkodzone dzieci, starcy, paralitycy, epileptycy, prostytutki, homoseksualiści lub lunatycy - zamykano każdego, kogo chciano usunąć z ulic lub pola widzenia. Szpitale psychiczne zastąpiły polowanie na czarownice i heretyków jako bardziej oświecona i humanitarna metoda inkwizycyjnej kontroli społecznej. Lekarze i księża zajęli się brudną robotą oczyszczania ulic z niewygodnych osobników w zamian za królewskie przywileje. 

Początkowo, gdy na podstawie dekretu królewskiego utworzono w Paryżu Szpital Ogólny, zamknięto w nim l procent jego mieszkańców. Od tego czasu do XX wieku wraz ze wzrostem konsumpcji cukru rosła - szczególnie w miastach - liczba ludzi umieszczanych w tym szpitalu. 300 lat później można już było z pomocą kontrolujących mózg leków psychotropowych zamieniać „emocjonalnie niezrównoważonych” ludzi w chodzące automaty. Dzisiaj, pionierzy psychiatrii ortomolekularnej, tacy jak dr Abram Hoffer, dr Allan Cott, dr A. Cherkin, a także dr Linus Pauling, twierdzą, że choroby psychiczne są mitem i że zaburzenia emocjonalne mogą być pierwszym symptomem oczywistej niezdolności organizmu danego człowieka do zwalczenia stresu uzależnienia od cukru. W swojej “Orthomolecular Psychiatry” (”Psychiatrii Ortomolekularnej”) dr Pauling pisze: „Funkcjonowanie mózgu i tkanki nerwowej jest w sposób bardziej wrażliwy zależne od tempa przebiegu reakcji chemicznych niż funkcjonowanie innych organów i tkanek. Uważam, że choroby umysłowe są w większości powodowane przez nienormalny przebieg reakcji determinowany przez budowę genetyczną i dietę, a także przez nienormalne stężenie molekularne niezbędnych substancji… Wybór pożywienia (i leków) w świecie, który przechodzi gwałtowne naukowe i technologiczne zmiany często może być daleki od właściwego”. Z kolei w Megavita m.in “B3 Therapy for Schizophrenia” (”Terapii schizofrenii megadawkami witaminy B3”) dr Abram Hoffer zauważa: „Pacjentom zaleca się stosowanie się do programu dobrego odżywiania z ograniczeniem sacharozy i bogatych w nią produktów”. 

Badania kliniczne prowadzone z dziećmi nadaktywnymi lub psychotycznymi, a także dziećmi z uszkodzeniami mózgu lub zaburzeniami w uczeniu się wykazały: „nienormalne wysoką historię rodzinną cukrzycy, to znaczy rodziców i dziadków, których organizm nie mógł kontrolować przyswajania cukru; nienormalnie wysoką ilość przypadków niskiego poziomu glukozy w krwi lub funkcjonalną hipoglikemię u badanych dzieci, co wskazuje, że ich system nie może dać sobie rady z cukrem; uzależnienie od wysokiego poziomu cukru w diecie wielu dzieci, których organizm nie daje sobie rady z jego przyswajaniem. Wywiad dotyczący historii diet pacjentów diagnozowanych jako schizofreników ujawnia, że wybierana przez nich dieta jest bogata w słodycze, cukierki, ciastka, kawę, napoje z kofeiną i żywność przygotowaną z użyciem cukru. Żywność, która stymuluje nadnercza, powinna być eliminowana lub ściśle ograniczona”. Awangarda nowoczesnej medycyny odkryła na nowo to, czego skromne czarownice nauczyły się dawno temu przez cierpliwe badanie natury. 

„Przez ponad 20 lat pracy psychiatrycznej” - pisze dr Thomas Szasz - „nigdy nie spotkałem psychologa klinicznego, który doniósłby na podstawie planowanego testu, że pacjent jest normalną, zdrową psychicznie osobą. Podczas, gdy niektóre czarownice mogły przeżyć próbę wody przez pławienie, żaden «wariat» nie jest w stanie przejść pomyślnie testów psychologicznych… nie ma zachowania lub osoby, której nowoczesny psychiatra nie mógłby w sposób budzący zaufanie zdiagnozować jako nienormalnej lub chorej”. Tak też było w XVII wieku, gdy wzywano doktora lub egzorcystę, znajdował się on pod presją, aby coś zrobić. Gdy jego starania nie przynosiły skutku, biedny pacjent musiał być usunięty z drogi. Często mówi się, że chirurdzy zakopują swoje błędy. Lekarze i psychiatrzy dla odmiany usuwają je, zamykając w odosobnieniu. 

W latach 1940-tych dr John Tintera odkrył ponownie doniosłą wagę systemu endokrynologicznego, szczególnie gruczołów nadnerczy, w „patologicznym działaniu mózgu, lub „leniwym mózgu”. Analizując 200 przypadków leczenia z hipoadrenokortyzmu (brak odpowiedniej produkcji hormonu kory nadnerczy lub brak równowagi między tymi hormonami) odkrył, że główne skargi jego pacjentów były często podobne do tych, jakie stwierdzał u osób, których organizm nie mógł dać sobie rady z cukrem: zmęczenie, nerwowość, depresja, obawy, łaknienie słodyczy, niezdolność metabolizowania alkoholu, alergie, niskie ciśnienie krwi. Sugar blues! Dr Tintera zaczął nalegać, aby wszyscy jego pacjenci poddali się czterogodzinnemu testowi tolerancji glukozy (Glucose Tolerance Test; w skrócie GTT) w celu stwierdzenia, czy ich organizm może metabolizować cukier. Wyniki były tak zaskakujące, że laboratoria dwukrotnie sprawdziły swoje techniki, a następnie przeprosiły za coś, co uznały za nieprawidłowe odczyty. To, co ich zadziwiło, to niskie, mocno spłaszczone krzywe uzyskane u niezrównoważonych emocjonalnie młodocianych. Ta procedura laboratoryjna była wcześniej stosowana tylko u pacjentów z objawami fizycznymi nasuwającymi podejrzenie cukrzycy. 

W definicji schizofrenii Dorianda (dementia praecox Bleulera) znajdujemy zdanie: „często rozpoznawana podczas lub krótko po dojrzewaniu” - a w odniesieniu do hebefrenii i katatonii: „występuje wkrótce po osiągnięciu dojrzałości”. Wydawać się może, że warunki te powstają lub zaostrzają się w czasie dojrzewania, ale sięgając do przeszłości pacjentów często odkrywa się wskazania, które były obecne podczas urodzin, w pierwszym roku życia, a także w latach przedszkolnych oraz szkoły podstawowej. Każdy z tych okresów posiada swój własny charakterystyczny obraz kliniczny. Obraz ten staje się bardziej znaczący w momencie osiągnięcia dojrzałości i często powoduje, że pracownicy szkolni skarżą się na młodzieńcze wykroczenia lub niedostateczne osiągnięcia. Przeprowadzony w każdym z tych okresów test tolerancji glukozy powinien zaalarmować rodziców i lekarzy. Może on zaoszczędzić im niezliczonych godzin czasu i małych fortun traconych na poszukiwanie w psychice dziecka i środowisku domowym wątpliwych przyczyn jego niedopasowania. Negatywizm, nadaktywność i uparta niechęć do dyscypliny są dostatecznymi wskazaniami do przeprowadzenia przynajmniej minimum testów laboratoryjnych: badania moczu i morfologii, określenia poziomu jodu związanego z białkiem (PBI) i pięciogodzinnego testu tolerancji glukozy. Test tolerancji glukozy powinien być wykonany u małego dziecka mikrometodą, która zaoszczędzi mu urazu. W rzeczywistości nalegam, aby te 4 testy obowiązywały rutynowo wszystkich pacjentów, nawet zanim zostanie przeprowadzony wywiad i badanie fizyczne.

W prawie wszystkich dyskusjach dotyczących uzależnienia od leków, alkoholizmu i schizofrenii stwierdza się, że nie ma definitywnego typu konstytucyjnego, który byłby podatny na te przypadłości. Prawie zawsze stwierdza się, że wszystkie te osoby są emocjonalnie niedojrzałe. Od dawna staramy się przekonać lekarzy, bez względu na to, czy zajmują się oni psychiatrią, genetyką, czy fizjologią, do uznania, że jeden typ indywidualności endokrynologicznej przeważa w większości tych przypadków: hipoadrenokortyczny. Tintera opublikował kilka epokowych artykułów medycznych. Wielokrotnie podkreślał, że poprawa, złagodzenie, uśmierzenie lub leczenie „zależy od odtworzenia normalnych funkcji całego organizmu”. Pierwszym, co zapisywał, była odpowiednia dieta. Wielokrotnie mówił, że „nie da się przecenić doniosłości diety”. Wprowadzał daleko idące trwałe zakazy używania cukru w jakiejkolwiek postaci i pod jakimkolwiek pretekstem. 

Podczas gdy Egas Moniz z Portugalii odbierał nagrodę Nobla za wynalezienie zbrodniczej lobotomii w celu fikcyjnego leczenia schizofrenii, nagrodą dla Tintery było nękanie i napastowanie przez mędrców zorganizowanej medycyny. Chociaż daleko idące implikacje dotyczące cukru jako przyczyny tego, co się nazywa „schizofrenią”, mogły być publikowane w czasopismach medycznych, pozostawał osamotniony i ignorowany. Był tolerowany, dopóki ograniczał się do „swojego terytorium” - endokrynologii. Nawet kiedy sugerował, że alkoholizm jest związany z uszkodzeniem nadnerczy wskutek nadużycia cukru, nikt go nie słuchał, albowiem medycy zdecydowali, że w alkoholizmie nie ma dla nich nic do roboty, i scedowali ten temat na stowarzyszenia Anonimowych Alkoholików. Gdy jednak Tintera ośmielił się zasugerować w powszechnie dostępnym magazynie, że „mówienie o alergiach jest śmieszne, w sytuacji gdy jest ich tylko jeden rodzaj, który jest przejawem uszkodzenia gruczołów nadnerczy przez cukier”, wzięto go na celownik. 

Same alergie powodują wielki rozgłos. Alergicy zabawiali się nawzajem przez lata skargami na egzotyczne alergie - od sierści konia po ogon homara. I tu pojawia się ktoś, kto mówi, że to wszystko jest bez znaczenia, że wystarczy przestać jeść cukier i trzymać się z dala od niego. Przypuszczalnie przedwczesna śmierć Tintery w roku 1969 w wieku 57 lat ułatwiła profesji medycznej zaakceptowanie odkryć, które wydawały się jej przedtem tak samo odległe, jak proste zasady medycyny orientalnej dotyczące genetyki i diety, yin i yang. Dziś lekarze na całym świecie powtarzają to, co Tintera głosił wiele lat temu: nikt pod żadnym pozorem nie powinien zaczynać tego, co nazywa się „leczeniem psychiatrycznym”, bez wcześniejszego przeprowadzenia testu tolerancji glukozy w celu ustalenia, czy organizm danej osoby jest zdolny do przyswajania cukru.

Tak zwana medycyna prewencyjna idzie dalej i sugeruje, że jeśli myślimy, że nasz organizm może przyswajać cukier, ponieważ początkowo mieliśmy sprawne nadnercza, lepiej nie czekajmy na sygnały ich uszkodzenia. Zdejmijmy z nich ciężar już teraz usuwając cukier we wszystkich formach, zaczynając od tej szklanki gazowanego napoju, którą trzymamy w ręku. Doprawdy aż kręci się w głowie, kiedy rzuci się okiem na to, co nazywamy historią medycyny. Przez stulecia zagubieni ludzie byli paleni za czary, egzorcyzmowani z powodu opętania, zamykani z powodu chorób umysłowych, torturowani z powodu szaleństwa masturbacji, leczeni z powodu chorób psychicznych i poddawani lobotomii z powodu schizofrenii. Ilu pacjentów uwierzyłoby, gdyby miejscowy uzdrowiciel powiedział im, że jedyną rzeczą, jaka powoduje ich dolegliwości, jest „sugar blues”? 

 

Psychiatria i Księża

Klasyczna myśl chrześcijańska wyróżniała trzy sfery aktywności człowieka: fizyczną, psychiczną i duchową. Postępująca sekularyzacja spowodowała, że zanikła wiara w realność tej ostatniej sfery, a cała duchowość zredukowana została do fenomenu psychicznego. Psychologowie zajęli więc miejsce kapłanów. Z problemami, z jakimi kiedyś zwracano się do księdza, zaczęto udawać się do psychoterapeutów, psychoanalityków, psychiatrów. Miejsce spowiednika i kierownika duchowego zajął psycholog, a rolę konfesjonału przejęła kozetka. Wielu ekspertów marzy jednak o jeszcze większej sakralizacji psychologii i wprowadzeniu nowych rytuałów, wzorowanych na chrześcijaństwie, np. Wojciech Eichelberger w swym programie telewizyjnym „Okna" proponował kiedyś, by wprowadzić uroczyste, uświęcone ceremonie rozwodowe na wzór ceremonii ślubnych. Amerykański teolog Seth Farber w swej książce o współczesnej psychologii pisał: „Freud jest czczony w Ameryce w środowiskach intelektualistów niczym Bóg (...) Freud zapewnił specjalistom od «zdrowia psychicznego» status zbawców dusz w gabinetach psychoanalizy. Można zaryzykować twierdzenie, że w połowie XX stulecia jego «religia» posiadała w Stanach niemal tylu wyznawców, co chrześcijaństwo." 

Główny przedstawiciel nurtu zwanego antypsychiatrią, prof. Thomas Szasz, uważa, że współcześni psychologowie zajęli miejsce inkwizytorów: „stwierdzanie obłędu stało się w naszych czasach następstwem dawniejszej diagnozy o opętaniu". O ile Freud chciał uwolnić ludzkość od poczucia winy, o tyle dzisiejsi psychoanalitycy w ogóle eliminują pojęcie winy. Dlatego głównym dogmatem psychologii jako religii jest, według Szasza, odrzucenie wolnej woli człowieka, który w ten sposób przestaje być odpowiedzialny za swoje czyny. Tak więc złodziej okazuje się kleptomanem, podpalacz - piromanem, słowem: nie ma zbrodniarzy, są tylko pacjenci. Człowiek nie jest już podmiotem, lecz przedmiotem swoich uczynków, a nawet ich ofiarą. Nic więc dziwnego, że - jak pisze amerykański badacz Charles J. Sykes - tym, co najbardziej łączy dziś mieszkańców USA, jest poczucie, że są „ofiarami niemalże wszystkiego, począwszy od rasizmu i seksizmu, przez konieczność posiadania odpowiedniego wyglądu (look-ism) i rozmiarów (size-ism), po bycie dorosłymi dziećmi alkoholików".

Zaczyna to mieć przełożenie także na prawodawstwo. Znana jest historia pewnego agenta FBI, który zdefraudował dwa tysiące dolarów i został wyrzucony z pracy, jednakże sąd nakazał przyjąć go z powrotem, gdyż uznano jego skłonność do hazardu za „niepełnosprawność", a to oznaczało, że jest chroniony prawem federalnym. Z kolei pracownik lokalnych władz szkolnych, zwolniony za notoryczne spóźnianie się do pracy, utrzymywał, że jest ofiarą „syndromu chronicznego spóźniania się". Profesor Thomsa Szasz uważa, że psychiatrzy negują wolną wolę człowieka, gdyż nie są w stanie pogodzić się z faktem, że jest on zdolny do świadomego popełniania zbrodni. Nie dopuszczają bowiem myśli, że natura ludzka może być zła. Z tym wiąże się kolejny dogmat „nowej wiary", a mianowicie przekonanie o tym, że człowiek jest z natury tylko dobry. W sumie jest to jak sugerują teolodzy przebrana w nowe szaty, a potępiona przez Kościół już w pierwszych wiekach, „herezja” pelagianizmu. Wspomniany już Paul Vitz nadaje zjawisku psychologii jako religii nazwę selfizmu (od angielskiego self - jaźń, własna osoba), czyli kultu samego siebie. Chrześcijańska czy hinduistyczna i buddyjska dewiza „Kochaj Boga i bliźniego" zostaje zastąpiona selfistycznym postulatem: „Poznaj i wyraź siebie". Kategorie dobra i zła zastąpione zostają przez kategorie tego, co jest korzystne i tego, co jest szkodliwe dla zdrowia psychicznego. 

Urzędem Nauczycielskim nowej religii jest bez wątpienia Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne (APA), które niczym najwyższy autorytet kapłański pełni funkcje prawodawcze. Taki charakter nosi wykreślenie przez APA w 1973 roku homoseksualizmu z rejestru zaburzeń psychicznych. Decyzja ta nie była wynikiem jakichś nowych odkryć naukowych, lecz wyrazem woli środowiska - w głosowaniu opowiedziało się za nią 58 procent członków APA. Metoda głosowania tyczy wszystkich uznawanych bądź nieuznaanych zaburzeń psyhicznych. Po prostu przyjmuje się ich istnienie poprzez głosowanie, a nie na podstawie przesłąnek naukowych i badań. Nowa religia z pewnym opóźnieniem dociera także do Polski, może mieć jednak problemy ze zdobywaniem wiernych - skandale wokół świeckich kapłanów tego kultu odstraszają bowiem potencjalnych wyznawców. 

 

Trafność Diagnozy Psychiatrycznej 

Pod koniec lat siedemdziesiątych R.D. Laing stanął na czele ruchu, ostro krytykującego środowiska medyczne i psychiatryczne w USA. Rezultaty tego ataku były dramatyczne, jednak zupełnie inne niż przewidywał Laing. Jego idee podważyły autorytet wszechwładnej medycznej elity, jednak zamiast wyzwolić ludzi, stały się podwaliną nowego rewolucyjnego systemu kontroli i porządku opartego na bezwzględnej władzy liczb. Laing stał się w tym czasie gwiazdą, stojąc na czele ruchu nazywanego ruchem anty-psychiatrycznym. Laing twierdził, że psychiatria jest oszustwem nie mającym nic wspólnego z nauką; narzędziem politycznego systemu kontrolii i prześladowań wobec społeczeństwa. Twierdził, że kategorie szaleństwa i normalności opisywane przez psychiatrów nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Według niego szaleńswto było użyteczną etykietką, pozwalającą odizolować tych, którzy sprzeciwiali się systemowi. Setki młodych psychiatrów uczęszczało na wykłady Lainga. Jeden z nich, zainspirowany jego słowami, zapragnął sprawdzić, czy to co mówi Laing jest rzeczywiście prawdą. Człowiek ten nazywał się David Rosenhan. Zastanawiał się czy psychiatrzy potrafią odróżnić szaleństwo od normalności? Aby to sprawdzić przeprowadził dramatyczny eksperyment.

 

Eksperymenty Davida Rosenhana

Diagnoza psychiatryczna jest dość kontrowersyjną i subiektywną kwestią. Trafna i praktyczna diagnoza wymaga dużej wiedzy i czasu, bo w przypadku diagnozowania mogą pojawić się dwa błędy. Pierwszy polegający na niezdiagnozowaniu i nieudzieleniu pomocy, drugi wiąże się ze zdiagnozowaniem zaburzenia, podczas gdy tak naprawdę ono nie występuje. Konsekwencje drugiego błędu są duże. Klasyczne eksperymenty nad trafnością diagnozy Davida Rosenhana polegały na tym, że grupa osób, które nie miały poważniejszych objawów zaburzeń psychicznych symulowała pewien pojedynczy objaw przed lekarzami decydującymi o przyjęciu do szpitali psychiatrycznych. Było to osiem osób (pięciu mężczyzn i trzy kobiety). W skład tej grupy oprócz samego Rosenhana wchodził absolwent psychologii, pediatra, trzech psychologów, malarz i gospodyni domowa. Osoby te zgłaszały się do dwunastu szpitali znajdujących się w pięciu różnych stanach na wschodnim i zachodnim wybrzeżu USA. Szpitale te różniły się zarówno standardem materialnym, jak i liczbą pracowników przypadających na jednego pacjenta. Każdy z ośmiu uczestników eksperymentu zadzwonił do szpitala psychiatrycznego, prosząc o wyznaczenie terminu badania. Podczas badania każdy z nich twierdził, że słyszy głosy, często niezrozumiałe, mówiące prawdopodobnie „pusty”, „głuchy”, „głęboki”. Każdy z uczestników podał fałszywe nazwisko i zawód, ale mówił prawdę o znaczących wydarzeniach ze swojego życia. Wszystkich uznano za chorych psychicznie. We wszystkich przypadkach poza jednym, uznanym za przypadek psychozy maniakalno-depresyjnej, zdiagnozowano schizofrenię. Wszystkich przyjęto na leczenie i zwolniono z rozpoznaniem schizofrenii w stanie remisji. W badaniach tych zebrano bardzo dużo informacji na temat traktowania pacjentów w szpitalach psychiatrycznych, a także następstw przyjęcia określonej diagnozy. Osoby te po przyjęciu do szpitala miały zachowywać się zupełnie naturalnie, może z wyjątkiem prowadzenia notatek. Jednakże dla personelu także naturalne zachowania były już postrzegane przez pryzmat diagnozy i świadczyły o zaburzeniach. Ciekawostką było to, że inni pacjenci zorientowali się, że osoby te symulowały. 

Eksperyment ten dotknął niezwykle ważnej kwestii, a mianowicie takiej, że osoby diagnozujące mają tendencję do postrzegania innych przez pryzmat zaburzeń. Początkowo dyskusje wokół tych badań związane były z trafnością samej diagnozy i istnienia zaburzeń psychicznych. Czy zaburzenia takie mają taki sam status jak zaburzenia medyczne, czy też istnieją bardziej w umysłach osób diagnozujących, które w ten sposób etykietują zachowania nie przystające do społecznych oczekiwań. Był to początek lat 70-tyh XX wieku i na gruncie kontrkultury i przemian obyczajowych także ostro krytykowano same wzorce kulturowe. Psychiatrzy tacy jak Thomas Szasz i Robert Dawid Laing twierdzili, że choroba psychiczna jest mitem, a nadawanie takich diagnoz jest sposobem radzenia sobie z odmiennością przez represyjny establishment. Obecnie sam Rosenhan w czwartym wydaniu Psychopatologii (autorstwa Seligmana, Walkera, Rosenhana) omawia wyniki tego eksperymentu jako ilustrujące wpływ kontekstu na diagnozę psychiatryczną. Do innych czynników wpływających na diagnozę zalicza oczekiwania i wiarygodność źródeł. Oczekiwania, że mamy do czynienia z osobą z zaburzeniami lub z osobą normalną, mogą również wpłynąć na ocenę diagnostyczną. Gdy Rosenhan omawiał wyniki swojego eksperymentu, jeden z dyrektorów pewnego szpitala, gdy dowiedział się jak łatwo rozpoznano schizofrenię u pseudopacjentów stwierdził, że „u nas nic podobnego nie mogłoby się zdarzyć”. W związku z tym Rosenhan obmyślił proste doświadczenie, poinformował szpital, że w ciągu następnych trzech miesięcy w izbie przyjęć pojawi się jeden lub kilku pseudopacjentów. W tym okresie każdy członek personelu – lekarze, pielęgniarki, psychologowie i psychiatrzy – mieli oceniać każdego pacjenta, który zgłaszał się do szpitala lub już przebywał na oddziale, za pomocą skali wskazującej, na ile jest prawdopodobne, że pacjent jest w rzeczywistości pseudopacjentem. Ponad 20% pacjentów skierowanych na leczenie psychiatryczne zostało uznanych z dużą pewnością za symulantów przynajmniej przez jednego członka personelu, a prawie 10% miało być symulantami według dwóch pracowników. Jak podsumowuje to Rosenhan „ukierunkowani na wyszukiwanie pseudopacjentów znaleźli ich wielu. W rzeczywistości nie zgłosił się żaden pseudopacjent – przynajmniej w tym eksperymencie!” 

 

Eksperymenty  Maurice K. Temerlina

Także sugestie ze strony źródeł o dużej wiarygodności w dużym stopniu mogą wpłynąć na diagnozę. Wykazano to w jednym z eksperymentów autorstwa Maurice K. Temerlina, w którym grupa diagnostów słuchała nagranego wywiadu z pewnym człowiekiem w wyjątkowo szczęśliwym i aktywnym okresie życia. Miał on satysfakcjonującą pracę, jego stosunki z innymi były serdeczne i życzliwe, także w małżeństwie układało się pomyślnie. Człowiek ten był również całkowicie wolny od objawów, które zwykle przyczyniają się do rozpoznania zaburzeń psychicznych: depresji, lęku, objawów psychosomatycznych, podejrzliwości, wrogości i zaburzeń myślenia. Po wysłuchaniu wywiadu jedna z grup usłyszała od uznanego autorytetu, że mimo oznak nerwicy pacjent w rzeczywistości cierpi na psychozę. Druga grupa usłyszała, że wywiad przeprowadzono z osobą zupełnie normalną. Trzecia grupa usłyszała, że jest to wywiad z kandydatem do pracy. Wyniki eksperymentu okazały się wręcz dramatyczne. Diagności z wykształceniem psychologicznym – psychiatrzy, psychologowie i studenci psychologii klinicznej – w ogromnej mierze ulegli wpływom, zdecydowanie rozpoznając zaburzenie. W swoich opiniach ulegli sugestii nawet trochę bardziej niż osoby nie będące specjalistami, na przykład studenci prawa. Jeśli natomiast mieszanej grupie diagnostów (specjalistów i laików) powiedziano, że wywiad przeprowadzono z człowiekiem zdrowym, to nie wspomnieli oni w swojej ocenie o żadnych niepokojących objawach. 

W świetle podstawowych założeń psychologii procesów poznawczych i społecznej psychologii poznawczej wyniki tych eksperymentów są jak najbardziej zrozumiałe. Podstawowym założeniem poznawczego podejścia jest twierdzenie, że percepcja czy też spostrzeganie jest nie tylko biernym odbiciem rzeczywistości, co raczej twórczym procesem. Obraz rzeczywistości zależy zarówno od napływających informacji jaki też oczekiwań i wiedzy, których używa się do interpretacji napływających danych. Te same sytuacje społeczne mogą być różnie postrzegane w zależności od tego, jakie schematy zostały aktywizowane. Stąd spojrzenie psychopatologa może być zupełnie różne od spojrzenia np. psychologa społecznego, albo psychologa emocji i motywacji. Posługują się oni inną wiedzą w celu zrozumienia drugiego człowieka i sytuacji. 

 

Profesor Thomas Szasz Zasymulował

Wszelakie 'izmy' związane z psychologią czy też nie daj Boże z psychiatrią, to łatki, którymi inni próbują nas związać i umiejscowić w odpowiednim miejscu, tak byśmy nie przeszkadzali, byśmy mogli być kontrolowani. Także według niejakiego prof. Thomas Szasz'a - współcześni psychologowie zajęli miejsce inkwizytorów: „stwierdzanie obłędu stało się w naszych czasach następstwem dawniejszej diagnozy o opętaniu". To prof. Thomas Szasz jest autorem i uczestnikiem badania, które wykazało, że współczesna psychiatria działa jak inkwizycja i nie ma ucieczki tak naprawdę. Całkiem normalni, codzienni ludzie zgłosili się do psychiatrów - opowiadając o swoich problemach. Ktoś mówił o pogarszającym się związku i bezsenności, inny o wzmożonej chęci do picia, a jeszcze ktoś o tym, że z biegiem czasu coraz bardziej woli własne towarzystwo. Zostali skierowani do ośrodków. Ich codzienne nawyki, które były co najwyżej dziwactwami w świecie otwartym, w ośrodku stały się objawami groźnych zaburzeń. A im bardziej próbowali udowodnić swą normalność, tym bardziej się pogrążali. Prof. Szasz - nudził się okrutnie w ośrodku, a zajęć żadnych nie organizowano. Z braku odpowiedniego zajęcia zaczął chodzić po ośrodku od ściany do ściany, zabawiając się liczeniem położonej terakoty. Obserwacje psychiatryczne wykazały, iż takie chodzenie było objawem pogłębiającej się depresji. Przykładów można by mnożyć. 

Dodatkowo uczestniczył też w eksperymencie, bo to był wielki to eksperyment. Otóż, gdy ukazały się wyniki, jak łatwo psychiatrzy szufladkują, a potem pogrążają swych pacjentów - oburzenie było wielkie. I sami psychiatrzy zaproponowali rewanż - w postaci ponownego eksperymentu - badań wstępnych na zasadzie włoskiego strajku. Po określonym czasie zostało zweryfikowane - ilu pacjentów zostało przyjętych do różnych ośrodków na leczenie. Wyniki były szokujące. Otóż psychiatrzy odrzucili bodajże 40-50% pacjentów, kierując je tylko na terapie grupowe, bądź w ogóle, a Szasz - nie skierował żadnego podstawionego pacjenta. 

 

Piekło Psychiatrycznej Etykietki

Psychiatria to często wykroczenie przeciw rozumowi czy nauce, które teoretycznie winny być wolne od ideologii, nie tylko przeciw lokalnej kulturze czy świadomości religijnej. Profesor Felicitas Goodman prześledziła rzetelnie i rzeczowo historię wielu nieudanych leczeń psychiatrycznych, kiedy w grę wchodziło nietypowe doświadczenie religijne oraz zdemaskowała jako nieprawdę stereotypowe twierdzenia nauk mechanicystycznych, iż pojęcia „opętanie" i „diabeł" są - wedle „oświeconego" człowieka dzisiejszych czasów - jedynie wytworami „obłędu ciemnego średniowiecza". Wychodząc z pozycji naukowej wykazała ona, że jest akurat odwrotnie: prawdziwą „ciemnotą" i nieuczciwością intelektualną jest odrzucanie istnienia duchów czy demonów, których „doświadczenie" (niem. Ur Erlebnis) jest czymś pierwotnym i powszechnym w nieredukcjonistycznej i „otwartej” na doświadczenie, a nie na ideologię społeczności. Już zwykły opis zjawisk metafizycznych jak kontakty z aniołami czy duchami zmarłych przekonuje o nadużyciach pseudonaukowców, którzy klasyfikują takie doświadczenia do omamów czy halucynacji. Słusznym jest zakaz rozpoznawania choroby pscyhicznej jeśli nietypowe zachowania mają wyraźnie podłoże religijne lub są uwarunkowane wierzeniami kultury. 

Poważny uczony jest najgłębiej przekonany, że arbitralne i politycznie uwarunkowane odrzucenie świata duchów przez naukowców- ateistów skaziło i ogłupiło na parę wieków całą kulturę europejską. W ramach oświeceniowego paradygmatu pojawił się swoisty totalitaryzm przedefiniowanego, „znaturalizowanego", sprowadzonego do tworów ludzkiej kultury - ducha (jak u Hegla). Od tego czasu wszystko umieszcza się w ludzkiej głowie, choć szamani, spirytyści, media czy opętani mówią od tysiącleci dobitnie o „bytach zewnętrznych" z doświadczenia, a nie z przekonań ideologicznych. Do „zewnętrznego" rozumienia świata duchów wrócił również pod koniec życia Carl G. Jung, choć to na jego wczesne i błędne poglądy w tej materii powołują się wspomniani redukcjoniści czy materialiści z kręgów psychologii bądź psychiatrii. Zdefiniowano bowiem uprzednio wewnętrzny świat człowieka jako „układ zamknięty". Wskutek takich założeń wnioski poznawcze nie mogą być prawdziwe, a nawet są zwodnicze i niebezpieczne. Ilu bowiem ludzi mających autentyczne problemy duchowe cierpi z tego powodu? 

Jak pisze prof. Goodman o konkretnym przypadku, oskarżeni w „przypadku Klingenberg" zostali skazani, ponieważ rzekomo dopuścili się zaniedbania i nie sprowadzili pomocy lekarskiej dla powierzonej ich opiece chorej dziewczyny. Mimo że Anneliese była pełnoletnia, stała się ponoć niezdolna, aby ocenić swą zagrożoną sytuację i dlatego należało ją zmusić - rzekomo w jej własnym interesie - do poddania się takiemu leczeniu. Prof. Sattes w toku postępowania sądowego sprecyzował, z czego miałoby się takie leczenie składać: wyciszenie lekami, przymusowe odżywianie, elektrowstrząsy. Anneliese do dnia swojej śmierci broniła się przed tego rodzaju brutalną ingerencją w jej życie religijne. Niemiecki sąd uznał, że w przypadku sprzeciwu należało ją do tego zmusić w celu ratowania jej życia. Prof. Goodman ukazując bowiem, że opowiadania o chorobie psychicznej Anneliese to „bajki", wykazała czysto metodologiczne niekompetencje lekarzy, gdyż według niej to psychiatrzy i ich podawane jej wcześniej leki zabiły dziewczynę. Dokładne badanie tego przypadku post factum wykazały, że rodzice i księża padli ofiarą prześladowań ze strony bałwochwalczej „religii nauki", ale też - co jest bardzo istotne i znaczące - ze strony autorytaryzmu państwa, które się bezprawnie porwało na ocenę zjawisk religijnych na których się nie zna. Dokładnie jak za Hitlera, choć nie mieliśmy tu do czynienia z państwem faszystowskim. Podobne bałwochwalstwo jest uprawiane do dziś. Jego podstawą jest postoświeceniowy model wiedzy - będący natchnieniem dla faszyzmu i nazizmu, dla socjalizmu narodowego czy maoizmu - aspirujący bezprawnie do pozycji bezstronnej neutralności. Będący dziećmi oświeceniowych przesądów powierzchowni empirycy i zadufani w sobie racjonaliści - oraz przestraszeni ich presją i naciskiem mediów niektórzy ludzie „religijni” - myślą, że są „otwarci" dl anauki. Sądzą, że „walczą z ciemnotą", a sami stworzają pseudointelektualne getto duchowej śmierci i fizycznej zagłady, na którą skazali przykładowo Anneliese Michel, a wcześniej tysiące innych, gdyż proponowane założenia teraputyczne są po prostu zupełnie nieadekwatne do rzeczywistości ascetów, ludzi bardzo religijnych czy opętanych.  

Cytowany przez Goodman, prof. Thomas S. Szasz, dobrze znany ze swej długotrwałej walki przeciw „piekielnym" etykietkom psychiatrycznym czy temu, co nazywa „mitem choroby psychicznej", powiedział, że na Zachodzie istnieją tylko dwie grupy ludzi, których prawa mogą być bezkarnie łamane: więźniowie oraz osoby klasyfikowane jako „psychotyczne", tzn. „obłąkane". Należy więc zapytać, czy Anneliese była „obłąkana"? To oczywiście zależy od tego, jak zdefiniuje się „obłęd". W filmie Scotta Derricksona obie opcje definicji doświadczeń wewnętrznych przedstawione są bardzo wyraziście. Widz w kinie może w wolności swego umysłu ustosunkować się do tej problematycznej kwestii. Z doświadczenia duszpasterskiego i doświadczenia egzorcystów wynika jednak jasno, że wiele osób niepotrzebnie jest leczonych, bo zostały źle czy tendencyjnie zdiagnozowane. Materialistyczne oblicze współczesnej psychiatrii uniemożliwia często właściwą ocenę sytuacji wewnętrznej, duchowej cierpiącego człowieka, co odkrywali niezależnie - poza kontekstem chrześcijańskim - wybitni myśliciele w nurcie „antypsychiatrii" w rodzaju Ronalda D. Lainga czy Thomasa S. Szasza. Podobne problemy ukazał znakomity film, Lot nad kukułczym gniazdem, oparty na słynnej powieści Kena Keseya. Z tego punktu widzenia psychiatrzy- materialiści to najgorsza herezja ludzkości, niebezpieczna dla zwykłych ludzi. Istnieje jednak kategoria jeszcze bardziej niebezpieczna: teologowie - materialiści, przyjmujący oświeceniowy punkt widzenia w interpretacji zjawisk duchowych, co zakrawa już na świętokradztwo. 

Jeśli naukowiec nie może potwierdzić istnienia świata duchów czy innych bytów niewidzialnych, to nie znaczy, że może to wykluczyć bądź ma prawo temu zaprzeczyć. Opętanie nie jest bowiem tylko konstruktem teologicznym, ale filozoficznym i kulturowym. Według Goodman, takie czysto kliniczne podejście wobec zjawiska opętania, doświadczen wywoływania duchów czy anielskich wizji jest już przestarzałe z czysto naukowego punktu widzenia, gdyż nie uwzględnia danych antropologii kulturowej czy transkulturowej. Nieszczęśliwym przypadkiem jest to, że ktoś z takimi doświadczeniami konsultuje się tylko z psychiatrami klinicznymi, materialistycznymi, a nie z psychiatrami transkulturowymi. Badania psychologów i psychiatrów transkulturowych przekonuje, że opętania pojawiają się w wielu kulturach. Mówią z pokorą, a zarazem z przekonaniem, że nie wszystko daje się zbadać metodami empirycznymi, a otwarta - niezideologizowana - wizja nauki nie pozwala na wykluczenie istnienia bytów niewidzialnych czy duchowych. Ten filozoficzny argument a nie tylko teologiczny - zresztą w pełni intelektualnie uzasadniony - dotyczący właśnie możliwości istnienia bytów duchowych sugeruje, żeby w wielu wypadkach weryfikować decyzje psychiatrów tyczące lekowania osób o mistycznych doznaniach religijnych. Na taką właśnie możliwość opętania przez duchy, a nie na fakt choroby w postaci epilepsji czy rozdwojenia osobowości, wskazuje w przypadku Anneliese Michel - według Goodman - „trans religijny" w swej szczególnej specyfice nadzwyczajności („nadnormalności"), ale nie patologii („nienormalności"). Prof. Goodman, wykazała post factum, m.in. na podstawie badania głosu z taśm magnetofonowych, że śmierć Anneliese Michel była wyraziście spowodowana nieuzasadnionym zażywaniem szkodliwych i zbędnych w jej wypadku leków psychotropowych, takich jak zentropil czy tegretol, a nie zaniedbaniami ze strony rodziców czy egzorcystów. 

 

Leki psychotropowe mogą osoby o doświadczeniach głęboko religijnych, metafizycznych doprowadzić do krańcowego wyniszczenia i śmierci lub tylko spowodować obłąkanie z powodu spożywania szkodliwej substancji psychotropowej. W doświadczeniach szamanów i ekstatyków przez wieki mówi się o pewnej ascezie i zakazie zażywania środków mocno wpływających na psychikę, właśnie takich jak środki psychotropowe. A Polsce lat 90-tych XX wieku są niestety znane przypadki wywożenia przez rodzinę do zakładu psychiatrycznego osób, które uporczywie raczyły recytować mantram Hare Kryszna od rana, nie reagując w ekstazie religijnej na wezwania durnej rodziny do zaprzestania takowej modlitwy. Istnienie duchów w tym także złych duchów to pierwotne i powszechne przekonanie ludzkości, nie może więc być jakimś banalnym błędem, choć można mieć o tym różne poglądy. Byle tymi poglądami nie leczyć innych jak to potrafią materialistyczni psychiatrzy Zachodu i Sowietów. Psychiatrzy mechanicystyczni nie znają się na przykład na parapsychologii, która dziś ich ciasne poglądy ocenia jako horrendalną głupotę. Owocem tego rodzaju przymusowego i ograniczonego modelu wiedzy jest przedziwne i nielogiczne zamknięcie się klinicznych psychiatrów, którzy „leczą" pacjentów także na parapsychologię, a nawet na wszelkie fakty bądź zjawiska paranormalne jak jasnowidzenie czy znajomość nieuczonych języków, których jest bardzo dużo w doświadczeniach mistyków i mistyczek we wszytkich religiach i kulturach włącznie z VooDoo. 

 

Thomas Steven Szasz a Narkotyki

Jak to się dzieje, że narkotyki są niebezpieczne dla indywidualnych osób oraz dla społeczności jako kolektywu? Co takiego sprawiają oficjalnie zakazane narkotyki - w szczególności opium, kokaina i marihuana - co odróżnia ich wyraźnie od działania pozostałych farmaceutyków? Jeśli przedstawiają one dzisiaj tak wielkie zagrożenie, dlaczego nie zagrażały ludzkości przez tysiąclecia? Każdy odpowiadając sobie na takie pytania musi dojść do wniosku, że nasze kulturowo akceptowane narkotyki - alkohol, tytoń, leki psychotropowe - przynoszą znacznie więcej zła i powodują bardziej widoczną szkodliwość wobec ludzi, aniżeli czynią to zakazane i tzw. niebezpieczne narkotyki. Istnieje wiele religijnych, historycznych i ekonomicznych przyczyn, które odgrywają rolę w decyzji ludzi o wyborze takich czy innych narkotyków, jednakże, nie bacząc na takie historyczno- kulturowe determinanty i zysk farmakologiczny z “niebezpiecznych narkotyków”, pozostaje jeszcze zwykły fakt, że nikt nie zażywa, nie wącha i nie wstrzykuje sobie jakiejkolwiek substancji, jeśli tego nie chce. Ten prosty fakt powinien postawić “problem narkotykowy” w zupełnie innym świetle, aniżeli to się czyni w mass mediach. Nie trudno zauważyć, jak istotną rolę w tworzeniu się narkomanii odgrywa bunt. Współczesne subkultury manifestują odrzucenie konwencjonalnych i legalnych narkotyków na rzecz pasjonującego korzystania z niekonwencjonalnych i nielegalnych narkotyków. Odwieczna konfrontacja pomiędzy władzą i autonomią, stałe napięcie pomiędzy zachowaniem opartym na podporządkowaniu się przymusowi a wolnym wyborem swojej drogi życia - te podstawowe kwestie ludzkiej moralności i psychologii mają dzisiaj miejsce w scenerii, gdzie zasadniczymi rekwizytami są narkotyki i prawo przeciw nim skierowane. Amerykanie uznają wolność słowa i wyznania za swe fundamentalne prawa. Do 1914 roku uważali również za nie swobodę wyboru pożywienia i narkotyków. Dzisiaj jest już inaczej. 

To prawda, że narkotyki mogą oddziaływać, dobrze lub źle, na nasze ciała i umysły. Dlatego też potrzebujemy prywatnych stowarzyszeń ochotników, którzy ostrzegali by nas przed zagrożeniami płynącymi na skutek używania heroiny, soli czy też tłustej diety. Tyle że jedną sprawą jest “informowanie” nas o tym, co uznaje się za niebezpieczne substancje, a całkiem inną “karanie” nas za to, że się z tym nie zgadzamy i nie wypełniamy narzucanych nam poleceń. To smutne, że wojna przeciwko narkotykom daje ludziom wiele z tego, co już mają: fałszywe współczucie i prawdziwy przymus, pseudonaukę i prawdziwy paternalizm, wymyślone zarazy i ich metaforyczne zwalczanie, oportunistyczną politykę i obłudną hipokryzję. Ciężko jest widzieć, jak ktoś, kto wie coś o historii, farmakologii oraz fundamentalnej ludzkiej walce o odpowiedzialność za swoje czyny, nie potrafi zrozumieć, że wojna przeciwko narkotykom jest tylko kolejnym rozdziałem w dziejach ludzkiej głupoty. Zgodnie ze słynną formułą Cezara masy ludzkie potrzebują tylko dwóch rzeczy: panem et circenses, chleba i igrzysk. Jest to nadal aktualne. W dzisiejszych czasach farmy i fabryki dostarczają nam “chleba”, podczas gdy kontrola narkotyków i próby jej “obchodzenia” dostarczają nam “igrzysk”. Innymi słowy, zainteresowanie narkotykami i narkomanią w świecie współczesnym oraz zwalczanie (nielegalnych) narkotyków, narkomanów i odlotowców najlepiej można zrozumieć jako świecki rytuał, który zajmuje, pasjonuje, terroryzuje i przynosi satysfakcję ludziom współczesnym w większej mierze, aniżeli zawody gladiatorów i cudy chrześcijan fascynowały i bawiły Rzymian. Nikt nie musi zażywać narkotyków, jeśli tego nie chce, tak samo jak nikt nie musi czytać książek lub oglądać obrazów, jeśli nie ma na to ochoty. Państwo, obejmując nad tym kontrolę, może to czynić tylko w tym celu, by podporządkowywać sobie obywateli - chroniąc ich przed pokusą, podobnie jak to czyni z dziećmi, nie pozwalając im na samostanowienie oraz ze społeczeństwem, zniewalając je. 

 

I Kto tu Zwariował

Zazwyczaj jesteśmy przekonani, że potrafimy odróżnić osobę zdrową od chorej psychicznie. Przekonanie to podziela wielu psychiatrów i psychologów – przyjmują oni, że u pacjentów występują pewne objawy, które można skategoryzować, a tym samym można odróżnić chorych psychicznie od całej reszty. Na tej zasadzie oparte są kolejne klasyfikacje chorób psychicznych (amerykańska DSM – czyli Diagnostic and Statistical Manual i europejska ICD – International Classification of Diseases). Czy jednak cechy, na których opiera się diagnoza, są atrybutem samych pacjentów, czy też wynikają z kontekstu, w jakim widzą ich obserwatorzy? Czy patologia tkwi w pacjentach, czy też w sytuacji, w jakiej się znaleźli? Pytanie o granice normy i patologii jest zasadne z kilku powodów, z których wybijają się sprzeczne diagnozy specjalistów. Po pierwsze, jak zauważyła, w wydanej w 1934 roku książce 'Wzory kultury' antropolog Ruth Benedict, pojęcie normalności bądź nienormalności nie jest uniwersalne. To, co w jednej kulturze uznaje się za całkiem normalne, w innej takie nie jest. Po drugie, zdarza się, że sami specjaliści spierają się, gdzie przebiega ta granica, co jest wskaźnikiem zdrowia i na ile przydatne są  takie pojęcia, jak: „choroba psychiczna”, „schizofrenia”, „paranoja”. Co więcej, raz postawiona diagnoza zaczyna żyć własnym życiem i stygmatyzuje pacjenta, szczególnie sądowego, ale także dzieci jako autystyczne czy z ADHD. Jak zauważa dr hab. Bogdan de Barbaro, „gdy coś nazwiemy, jesteśmy gotowi przyjąć, że to coś obiektywnie istnieje. Bywa, że psychiatra wpada w tę pułapkę. Mówi: trzeba to leczyć, bo to jest schizofrenia. A przecież obiektywnie nie istnieje schizofrenia czy anankastia – natręctwa, ale osoba, która jakoś się zachowuje i czegoś doświadcza.” 

To, jak ktoś się zachowuje i czego doświadcza, rozumiemy jako ludzie przez pryzmat schematu poznawczego. Diagnoza psychiatryczna jest takim schematem, dzięki któremu można wyjaśniać i przewidywać zachowania innej osoby. Problem w tym, że raz zaktywizowane schematy ukierunkowują nasze rozumienie ludzi i są oporne na zmianę. Najczęściej zauważamy i zapamiętujemy to, co potwierdza nasze schematy myślowe. Fakty zaś z nimi niezgodne przeoczamy, zapominamy lub zniekształcamy tak, by pasowały do schematu i o dziwo psychiatrzy oraz psycholodzy należą do osób, które najbardziej wybiórczo i niesprawiedliwie oceniają innych. W ten sposób utrzymujemy swoje przekonania o świecie i ludziach, nawet wtedy, gdy świat lub ludzie się zmienili albo schemat okazał się mylny. W takim rozumieniu podstawa diagnozy psychicznej tkwi w umysłach specjalistów od zdrowia psychicznego. Czy potrafią oni odróżnić osoby chore psychicznie od zdrowych w sposób obiektywny? Co się stanie, jeśli normalni ludzie, tacy, którzy nie mają i nigdy nie mieli żadnych objawów i zaburzeń psychicznych, trafią do szpitali psychiatrycznych celem zbadania? Czy zostaną rozpoznani jako zdrowi czyteż psychiatra doszuka się jakiś chociaż nieznacznych objawów? Takie pytania postawił David Rosenhan, profesor prawa i psychologii ze Stanford University i w latach 70-tych XX wieku przeprowadził prowokacyjne eksperymenty, które dowiodły chrobliwego robienia z ludzi chorych psychicznie przez psychiatrów i inny personel szpitali dla nerwowo i psychicznie chorych. 

Badania Rosenhana wykazały, że granica między normalnością i patologią wcale nie jest tak wyraźna i zaciera ją często kontekst sytuacyjny, w którym stawiana jest diagnoza. Zakładano, że skoro pacjent jest w szpitalu, to musi być psychicznie chory. A skoro jest chory, to każde jego zachowanie może być przejawem jego choroby. Jeśli na przykład robi notatki, to może być to zachowanie kompulsywne, które towarzyszy schizofrenii. Sposób interpretacji zachowań pacjentów podyktowany był diagnozą, jaką im postawiono. Badani podawali wyłącznie prawdziwe informacje ze swego życia. Jeden z nich opowiadał, że w dzieciństwie miał bliski kontakt z matką. Potem stosunki z matką uległy ochłodzeniu, za to ojciec stał mu się bliższy. Badany miał wyjątkowo bliskie i ciepłe relacje z żoną. Rzadko się sprzeczali, rzadko też karał dzieci. A oto jak go opisano w karcie „Był to trzydziestodziewięcioletni mężczyzna (...) mający za sobą długą historię wyraźnej ambiwalencji w bliskich związkach, sięgającej jego wczesnego dzieciństwa (...) Brak zrównoważenia. Jego dążeniom do kontrolowania kontaktów emocjonalnych z żoną i dziećmi towarzyszą wybuchy gniewu i, w odniesieniu do dzieci, stosowanie kar fizycznych. Mimo iż twierdzi, że ma kilku dobrych przyjaciół, to odnosi się wrażenie, że również w kontaktach z nimi dużo jest ambiwalencji.” Złamana noga w końcu się zrasta, natomiast choroba psychiczna rzekomo nigdy się nie kończy. Gdy raz uznano pacjenta za schizofrenika, ta etykieta pozostaje z nim na zawsze i ma wpływ na ocenę wszelkich jego zachowań i cech. 

Psychiatrzy wymuszają dożywotnie zażywanie leków psychotropowych, które często zupełnie nie są potrzebne, a jeśli już na krótko, przez kilka tygodni. Czy ktoś mająć od czasu do czasu katar zażywa dożywotnio dzień w dzień leków przeciw katarowi? Lekarze tendencyjnie dostrzegają i zapamiętują fakty zgodne z tą etykietą, co utwierdza ich w słuszności postawionej diagnozy. Uznany za schizofrenika pseudopacjent nie może nic zrobić, żeby się pozbyć tej etykiety. Cokolwiek zrobi, jakkolwiek się zachowa, personel szpitala dostrzega tylko te fakty, które potwierdzają wyjściową diagnozę. Całkiem normalne zachowanie pseudopacjentów interpretuje się jako patologiczne akurat w szpitalach psychiatrycznych. Ich autentyczne historie życia są widziane z perspektywy diagnozy schizofrenii, robienie notatek uważa się za jeden z chorobliwych objawów, zaś normalne próby nawiązania kontaktu personel ignoruje lub traktuje jak dziwaczne zachowanie. Spór dotyczący trafności diagnozy psychologicznej, który rozpoczął się eksperymentami Rosenhana, nadal trwa. Niezależnie od jego wyniku, nie ulega wątpliwości, że badania Rosenhana należą do ważnych i jednych z bardziej kontrowersyjnych w historii psychologii. Trudno ocenić, jak wiele osób przebywających w szpitalach psychiatrycznych jest tak naprawdę całkiem psychicznie zdrowych. Wiadomo za to na ilu osobach odcisnęły piętno mylne diagnozy psychiatryczne, szczególnie w sowieckich czy hitlerowskich psychuszkach. Kiedy okaże się, że diagnoza raka była błędna, to jest powód do radości. Diagnozy psychiatryczne – szczególnie te z powodów politycznych – rzadko bywają korygowane, a biegli z zakresu psychiatrii traktowani są jak święte krowy mające prawo decydowania o cudzych losach i wolności.

Na początku lat dziewięćdziesiątych „epidemia zaburzeń psychicznych” przetoczyła się przez USA i Wielką Brytanię. W tym samym czasie korporacje farmaceutyczne ogłosiły, że wprowadziły na rynek nową generację leków, które niwelują zaburzenia pracy mózgu, rzekomo będących przyczyną problemów psychicznych. Środki takie jak Prozac, miały za zadanie przywracać równowagę chemiczną w mózgu. „Ta mała pigułka, znana pod nazwą Prozac, rozwiąże wszystkie twoje problemy.” W ten sposób zaczęto reklamować środki psychotropowe. Zaczęła się nowa era psychiatrii. Ludzie, którzy zostali zakwalifikowani jako nienormalni, poddani zostali kuracji medycznej, polegającej na przyjmowaniu środków psychoaktywnych. W ten sposób uczucia takie jak smutek, żal, samotność zostały zakwalifikowane jako medyczne anomalie, które należy skorygować przy pomocy środków chemicznych. 

 

Psychoza czy Odreagowanie

Psychoza (gr. psyche - umysł i osis - szaleństwo) - zaburzenie psychiczne definiowane w psychiatrii jako stan umysłu, w którym doznaje się silnych zakłóceń w odczuwaniu rzeczywistości. Osoby które doznają stanu psychozy mogą doświadczać halucynacji, paranoidalnych urojeń i obsesji, nagłych zmian osobowości, a ich sposób myślenia ulega zwykle całkowitej dezorganizacji. Bardzo często osoba znajdująca się w stanie psychozy nie ma jej świadomości i wydaje się jej, że funkcjonuje normalnie. Psychoza według tradycyjnej psychiatrii jest zwykle traktowana jako symptom poważnej choroby psychicznej takiej jak np: schizofrenia i depresja dwubiegunowa. Czasami jest też skutkiem zwykłej depresji, lub nadużywania środków psychotropowych. Krótkie stany psychozy wywołane przez bardzo silny stres, są uważane za normalną, zdrową reakcję psychiczną i dla odróżnienia od "prawdziwej" psychozy są nazywane psychozą reaktywną. Bezpośrednie halucynacje odczuwane po zażyciu narkotyków nie są zwykle klasyfikowane jako psychoza, pod warunkiem że nie utrzymują się one zbyt długo po wydaleniu narkotyku przez organizm. Psychozę od nerwicy (neurozy) odróżnia brak świadomości własnych dolegliwości psychotyka. Termin psychoza jest często krytykowany przez przeciwników tradycyjnej psychiatrii. Wielu z nich uważa, że to co się nazywa psychozą jest rodzajem odmiennego stanu świadomości od tego, który w danym momencie uważa się za społeczną normę normalności psychicznej. Np: Ronald David Laing twierdził, że psychoza jest formą ekspresji lęków i obaw, których wyartykułowanie w "normalny" sposób jest niemożliwe ze względu na społeczne tabu. Thomas Szasz dowodził, że opatrywanie ludzi etykietą "psychotyków" jest często sposobem na radzenie sobie społeczeństwa z niezrozumiałymi dla większości sposobami widzenia świata i służy głównie do poddania takich ludzi pseudomedycznej kontroli. 

 

Dianetyka i Scjentologia – Zwalczanie Psychiatrii

Foto: Lafayette Ron Hubbard

 Na początku była książka nosząca tytuł: "Dianetyka, czyli współczesna nauka o  zdrowiu umysłowym" (Dianetics: The Modern Science of Mental Health) napisana  przez Rona L. Hubbarda, która po raz pierwszy ukazała się w 1950 roku, dość    szybko zdobywając sobie miano bestsellera. Pozycja ta zakreśla podstawy  nowoczesnej filozofii i techniki "terapii dianetycznej" (dianetic therapy), śmiało  można powiedzieć wyjątkowo dobrej i skutecznej konkurencji dla psychologii i  psychoterapii z połowy XX wieku. Dianetyka jako metoda super nowoczesna w  czasie swojego powstania odwołuje się także do szamanizmu czy kultury  aborygeńskiej, została jednak złośliwie krytycznie przyjęta przez środowiska  psychologów i psychiatrów amerykańskich bardzo niezadowolone z powstania wyraźnej konkurencji. Nawet takie postacie jak E. Fromm uważały, że dianetyka nie posiada żadnego respektu, ani żadnego zrozumienia złożoności ludzkiej osobowości, co nie jest prawdą, a trzeba powiedzieć, że są to opinie wypowiadane przez autorytety bez zapoznania z metodą terapii dianetycznej. Od tamtego czasu Ron Hubbard pozostawał ze środowiskami betonu psychiatrycznego w ostrym konflikcie, pogłębionym jeszcze przez późniejszą działalność ruchu, gdyż z czasem początkowo świecki system przekształcił się z powodów formalnych w ruch parareligijny i przyjął nazwę Kościoła Scjentologicznego. Te względy formalne to tworzenie zakazów prowadzenia terapii dianetycznej przez środowisko psychologów i psychiatrów farmakologiczno- elektrowstrząsowych, którzy w owych czasach promowali ludobójczą metodę o nazwię lobotomia jako remedium na dolegliwości psychiczne pacjentów. Jako działalności religijnej terapii dianetycznej nie można było zakazać ani zdeformować, a stała się bardzo popularna. Chodziło tu o poważną walkę, o być albo nie być specjalistów od dianetyki, o walkę z lobby polityczno- pseudomedycznym jakim w swej istocie jest psychiatria farmakologiczna. Zdaniem scjentologów, pod oczywistością zdarzeń codzienności ukrywa się niedostrzegana przez zmanipulowane społeczeństwo rzeczywistość, wyrażająca się w tym, że mała, potężna grupa decyduje o losach świata: "My w dianetyce i scjentologii mieliśmy do czynienia z totalitarnym spiskiem, który wykorzystywał 'duchowe zdrowie' do tego, aby kontrolować społeczeństwa. (...) Rozpoczęła się wojna, przy czym przeciwnik kontrolował wszystkie media prasowe i rządy. (...) Przeciwnik stosował wszystkie możliwe techniki propagandy i techniki tajnych służb, aby nas powstrzymać".  

Dianetyka, a szerzej scjentologia to szkoła terapeutyczna podobnie jak psychosynteza czy pscyhologia transpersonalna albo antypsychiatria. Ma własne metody i skutecznością pomocy przekonuje swych pacjentów, pomimo tego, że ewidentni paranoicy antysektowi wyzywają scjentologów od sekciarzy, za to tylko, że dla uratowania metody przed korporacyjnym zniszczeniem przez psychicznych psychiatrów zarejestrowali ją formalno- prawnie jako Kościół Scjentologiczny, pod nazwą wskazującą, że scjentologia to prawdziwa nauka o tym jak rozwiązywać ludzkie problemy emocjonalne, umysłowe i psychiczne. Gdyby Polskie Stowarzyszenie Psychoterapeutów zarejestrować jako Kościół Psyche, też byłby przez złych wrogów terapii psychicznej okrzyknięty jako niebezpieczna i destrukcyjna sekta, z zawiści o klienta i wpływy oraz popularność, a także z zawodowej zawiści o skuteczność. Scjentolodzy to, co oferują swoim klientom, jak najbardziej nazywają psychologią, walcząc jednocześnie zajadle z oficjalną psychologią czy psychiatrią w jej polityczno- represyjnym wobec pacjentów kontekście. Podobnie jak w najwcześniejszej fazie działalności ruchu nadal podstawową rolę - przynajmniej na wstępnym etapie przyjmowania nowych członków, odgrywają koncepcje i metody stanowiące psychologię i psychoterapię ujmowaną jednak w sposób syntetyczny i odpowiedni metodycznie dla klienta. Ludzi przychodzących do misji scjentologicznych przyciąga realna naukowość metod przez nich stosowanych. Na początek oferuje się bezpłatny test, który zdiagnozuje stan psychoduchowy, a nie tylko psychiczny. Test zwany jest "Oxford Capacity Test" jako że bazuje na najnowszych osiągnięciach uniwersytetu w Oksfordzie i służy do oceny stanu psychicznego oraz duchowego człowieka, by następnie zaoferować diagnozowanej osobie jak najbardziej odpowiednie usługi w postaci kursów terapeutyczno-rozwojowych. Jak wiadomo, nie ma terapii psychiki czy umysłu bez rozwoju wewnętrznego. 

Dianetyka pomaga ludziom pokonać kompleksy, nałogi, natręctwa, blokady psychiczne, psychozy oraz leczy lub pomaga w leczeniu wszystkich chorób o podłożu psychosomatycznym. Ron Hubbard sam twierdził, że w wyniku okaleczenia i ślepoty tylko trening umysłu pomógł mu pokonać kalectwo. Zaraz też założył fundację i zaczął zarabiać pieniądze, a nie chcąc dopuścić do tego, by moda na dianetykę minęła, Ron Hubbard postanowił dać swemu odkryciu w postaci dianetyki naukową podbudowę i stworzył nową gałąź wiedzy, którą nazwał scjentologią, która stała się nie tylko terapią, ale swoistą drogą rozwoju wewnętrznego i doskonalenia człowieka. Gdyby dianetyka nie była złośliwie zwalczana przez psychiatrycznych i psychologicznych nieuków, którzy nie mogli znieść jej skuteczności w praktyce terapii, niewątpliwie byłaby dziś, u początku XXI wieku podstawowym narzędziem stosowanym w terapii pacjentów psychicznych na całym świecie, a oblicz epsychitarii i psychologii byłoby zupełnie inne. Ludzie decydują się na kursy proponowane przez scjentologów, gdyż są one praktyczną  terapią opartą na zdobyczach nauki potwierdzonych empirycznie, która daje większe szanse na rozwiązania ich problemów. Hubbard często stawia tezy dowiedzione empiryczne i sparwdzone w praktyce, a jego idee pokazują, że jest on obeznany w wiedzy wyczytanej z różnych postępowych książek, którą zestawiono w nową naukę. Tak też metoda dianetyki zawiera w sposób widoczny elementy sprawdzone z psychologii, choć jednocześnie Ron Hubbard gwałtownie potępiał psychologię podporzaądkowaną doraźnej polityce i powołuje się na niewzruszone prawdy wiedzy o duszy. 

Scjentologia wyraziście stylizuje psychiatrię na wspólczesnego wroga ludzkości i praw człowieka. Według Rona Hubbarda, ludzkość znajduje się w dramatycznym upadku politycznym i społecznym. Uzależnione od narkotyków i rzekomo manipulowane przez mass media społeczeństwa Zachodu znajdują się w stanie psychicznego paraliżu i znieczulicy. Psychiatria kliniczna i sądowa w szczególności będąca kontynuatorką czasów nazistowskich wprowadziła kontrolę społeczeństwa przy pomocy technik "mind control" oraz metod podobnych do gestapowskich. Kliniki psychiatryczne to tolerowane przez państwo totalitarne obozy koncentracyjne, które Ron Hubbard porównuje do Auschwitz.  Jeśli chodzi o Amerykę w latach 50-tych i 60-tych, lobotomię, izolację i elektrowstrząsy, obraz ten nie jest przesadzony a drastycznie prawdziwy. Dopiero w latach 60-tych i 70-tych psychiatria zaczęła się w USA i innych państwach nieco humanizować wcielając niektóre postulaty scjentologów za sprawą innych reformatorów. Wielu zwolenniczków scjentologii nauczyło się żeby nie podawać siebie ani swoich rzekomo chorych na schizofrenię bliskich „terapii” lekami psychotropowymi i w ogóle zaprzestać leczenia psychiatrycznego, gdyż psychiatria to szarlatańska nauka, która sprowadziła na świat systemy totalitarne wraz z ich gułagami i obozami koncentracyjnymi typu Psychuszka.  Należy jednak pamiętać, że osoby które chcemy odzwyczaić od życia na lekach psychotropowych mogą czasem mieć nieprzyjemne syndromy agresji z powodu ich odstawienia, gdyż leki psychotropowe silnie uzależniają organizm czyniąc w nim spustoszenie. W niektórych wypadkach, jeśli ktoś długo brał niektóre psychotropy, odstawianie leków może wywołać psychozę wtórną z powodu odzwyczajania od środka psychoaktywnego. Nie jest to skutek nawrotu choroby psychicznej jak się wmawia pacjentom, ale skutek nagłego odstawienia środka psychoaktywnego. 

 

Psychiatria to Przemysł Śmierci

Psychiatria: Przemysł Śmierci (ang. Psychiatry: An Industry of Death) to muzeum w Hollywood w Kalifornii, będące własnością i prowadzone przez Citizens Commission on Human Rights (CCHR) [Obywatelską Komisję Praw Człowieka], anty-psychiatryczną organizację obrony praw człowieka założoną przez Kościół Scjentologiczny dla obrony praw i godności pacjentów psychicznych. Na otwarciu muzeum w dniu 21 grudnia 2005 pojawiło się wiele gwiazd należących do Scjentologów, takich jak Priscilla Presley, Lisa Marie Presley, Jenna Elfman, Danny Masterson, Giovanni Ribisi, Leah Remini, Catherine Bell i Anne Archer. Muzeum poświęcone jest "przemysłowi nastawionemu wyłącznie na zysk" oraz dostarcza "praktycznych wskazówek dla twórców prawa, lekarzy, obrońców praw człowieka i zwykłych obywateli, którzy powinni podjąć działania we własnym środowisku, które doprowadzą do postawienia psychiatrii przed sądem." 

W muzeum można zobaczyć wystawy i ekspozycje popierające antypsychiatryczne twierdzenia, takie jak:

 * Psychiatrzy przeprowadzają długotrwały "plan generalny" którego celem jest zdobycie dominacji nad światem. 

 * Pewną rolę w tym planie miał Adolf Hitler ("żaden człowiek w historii nie grał tak widocznej roli w psychiatrycznym marzeniu o dominacji nad światem"). 

 * Psychiatria odpowiada za śmierć takich postaci jak Ernest Hemingway, Del Shannon, Billie Holiday, Kurt Cobain, Spalding Gray i wielu innych. 

 * Siedemnaście milionów dzieci na całym świecie zażywa lekarstwa psychiatryczne, które doprowadzają do samobójstw, wrogości, przemocy i uzależnienia. 

 * Psychiatrzy corocznie mordują nawet do 10.000 osób przy pomocy terapii elektrowstrząsowej. 

 * Od 10 do 25 procent psychiatrów molestuje seksualnie swoich pacjentów, w tym dzieci. 

 * Psychiatrzy są odpowiedzialni za działania pilotów samobójców, którzy stali za atakmi z 11 września ("Piloci samobójcy to zamachowcy stworzeni za pomocą lekarstw i psycho-politycznych metod. Staranne wpajanie i leczenie przy pomocy psychiatrii może sprawić, że nawet najbardziej barbarzyński czyn będzie wydawał się racjonalny.") 

W 2006 Kościół Scjentologów wydał na DVD film dokumentalny pt. Psychiatria: Przemysł Śmierci. Kościół opisuje go w ten sposób: Dzięki historycznym i współczesnym materiałom filmowym i wywiadom z ponad 160 lekarzami, prawnikami, wykładowcami, ekspertami i z ludźmi ocalałymi z przemysłu zdrowia psychicznego i jego nadużyć, ten przykuwający uwagę film dokumentalny rzuca jasne światło prawdy na brutalną pseudonaukę i wielomiliardowe oszustwo, jakim jest psychiatria." 

Podczas Worldconu, który miał miejsce w Anaheim w Kalifornii w 2006, w muzeum można było zobaczyć wystawę, na której przedstawiono eksponaty popierające antypsychiatryczne poglądy CCHR na temat psychiatrii. 

 

Dianetyka. Współczesna Nauka o Zdrowiu Umysłowym

Międzynarodowy bestseller z listy „New York Timesa” pomagający milionom ludzi żyć godnie i szczęśliwie. L. Ron Hubbard jest jednym z najbardziej poczytnych współczesnych autorów. Sprzedano prawie 150 milionów egzemplarzy jego dzieł w przekładach na ponad 50 języków. Jest autorem 18 dzieł na światowych listach bestsellerów. Czyż nie wygląda na to, że mamy jakiegoś ukrytego wroga, który działa przeciwko nam, bez względu na to, jak bardzo staramy się godnie żyć? Owszem, mamy. Ten wróg to umysł reaktywny. To on jest źródłem wszystkich niepożądanych emocji, lęków i dolegliwości  psychosomatycznych. Dianetyka jest jedynym sposobem do uniezależnienia się od umysłu reaktywnego i wykorzystania twoich prawdziwych możliwości.

Czytelnicy ze wszystkich środowisk społecznych potwierdzają, że dianetyka pomogła im:

– zdobyć większą pewność w życiu,

– realizować własne cele,

– nabrać szacunku do siebie,

– podnieść własną samoocenę,

– odnosić sukcesy w każdej dziedzinie życia.

John Travolta (aktor): Dianetyce zawdzięczam osiągnięcie sukcesu. Zawsze nieźle sobie radziłem. Dianetyka wyzwoliła mnie jednak do tego stopnia, że mogło się wydarzyć coś naprawdę wielkiego, bez żadnych przeszkód.

Chick Corea (pianista jazzowy, laureat nagrody Grammy): Stan Clear oznacza zrozumienie moich własnych myśli i celów. Bitwę ze swym umysłem reaktywnym mam już za sobą. Żadnych „konfliktów wewnętrznych”. Dzięki dianetyce osiągam swoje cele.

Keith Code (mistrz i instruktor wyścigów motocyklowych): Dianetyka usuwa niekontrolowane myśli, które przeszkadzały mi w rozwoju. Teraz potrafię urzeczywistnić wszystko, czego pragnę. Odzyskałem ogromną część swojego pełnego potencjału i to jest wspaniałe!

Walter Winchell („New York Daily Mirror”): Wszystko wskazuje na to, że dianetyka okaże się dla ludzkości równie rewolucyjna, jak odkrycie i oswojenie ognia przez człowieka jaskiniowego.

 

ANTYPSYCHIATRZY

Antypsychiatrzy - takim terminem określa się ruch wielkiej grupy z początku amerykańskich później światowych psychiatrów twierdzących, że psychiatria instytucjonalna jest narzędziem zbędnej państwowej kontroli i przymusu społecznego. Najbardziej rewolucyjnym twierdzeniem antypsychiatrów jest teza, że choroby psychiczne (np. schizofrenia) są wywoływane wyłącznie presją społeczną. Antypsychiatrzy postulują zlikwidowanie szpitali psychiatrycznych i organizowanie terapii środowiskowych, które miały ulżyć problemom ludzi cierpiących ze względu na swoje nieprzystosowanie. 

Thomas Stephen Szasz

Thomas Stephen Szasz urodził się 15 kwietnia roku 1920 w Budapeszcie na Wegrzech. Jest emerytowanym profesorem psychiatrii State University of New York Health Science Center in Syracuse. Jest jednym z twórców ruchu antypsychiatrycznego. W internecie dostępna jest jego strona internetowa: www.szasz.com 

"Głupi ani nie przebacza, ani nie zapomina. Naiwny przebacza i zapomina. A mądry przebacza, ale nie zapomina." - Thomas S. Szasz 

"Kto nie akceptuje i nie szanuje tych, którzy pragną odrzucić życie, ten w istocie nie szanuje i nie akceptuje życia". - Thomas Szasz 

„Kiedy mówisz do Boga, modlisz się. Kiedy Bóg mówi do ciebie, cierpisz na schizofrenię?” - Thomas Szasz 

„Psychologia nie istnieje; istnieje tylko biografia i autobiografia". - Thomas S. Szasz 

 

Erving Goffman

Erving Goffman (ur. 11 stycznia 1922, zm. 19 listopada 1982), amerykański socjolog i pisarz pochodzenia kanadyjskiego. Był profesorem kilku uniwersytetów, m.in. w Chicago, Berkeley i Filadelfii. Był przedstawicielem interakcjonizmu symbolicznego. Głównym tematem zainteresowań Goffmana był porządek interakcyjny, czyli siatka jawnych i ukrytych reguł kierujących interakcjami ludzi w obrębie "spotkań", "zgromadzeń", "sytuacji" i "okazji społecznych". Porządek ten można zrekonstruować przy pomocy różnych modeli, np. modelu dramaturgicznego. W myśl tego modelu kontakt twarzą w twarz to rodzaj przedstawienia teatralnego, w czasie którego obaj rozmówcy odgrywają swoje partie w celu wywarcia zamierzonego wrażenia na drugiej osobie. Publicznie prezentują oni tylko jedną jaźń – "fronton". Za nią kryje się druga – "kulisy", która na zimno ocenia skuteczność działań podjętych w czasie rozmowy. Jednostki społeczne przedstawiają siebie tak jak aktorzy na scenie, z tym że wzajemnie wobec siebie są widzami i zespołami odgrywającymi różne role (zobacz też: autoprezentacja). Goffman zanegował istnienie tożsamości jednostki. Twierdził, że w zależności od kontekstu sytuacyjnego przejawiają się różne tożsamości aktora społecznego (zobacz też: obserwacyjna samokontrola). Goffman jest twórcą koncepcji instytucji totalnej. 

Świat jest w istocie uroczystością, w której wszyscy bierzemy udział.” - Erving Goffman

Jego najważniejsze dzieła to:

 * Człowiek w teatrze życia codziennego (1959),

 * Instytucje zamknięte (1961),

 * Piętno (1963),

 * Interakcja strategiczna (1969),

 * Analiza ram (1974). 

 

Ronald David Laing

Ronald D. Laing - wybitny szkocki lekarz psychiatra, psychoanalityk, psychoterapeuta i filozof, twórca całkowicie oryginalnej koncepcji schizofrenii oraz praktyki terapeutycznej osadzonej w głęboko humanistycznym i całościowym podejściu do człowieka i jego cierpienia, autor 18 książek [4 światowe bestsellery] z zakresu schizofrenii, terapii, komunikacji międzyosobowej, szeroko pojętej humanistyki.

Podzielone "ja" to dotąd najsłynniejsza praca o schizofrenii. Autor rzucił nowe światło na przeżycia osoby zdiagnozowanej jako "chorego na schizofrenię". Przy zastosowaniu drobiazgowej obserwacji [w różnych sytuacjach życiowych] i szczegółowego opisu, nieskrępowanego ciężarem dogmatycznego myślenia Laing przedstawił swoją koncepcję powstawania psychoz schizofrenicznych. Książka napisana jest prostym językiem wolnym od psychiatrycznego żargonu z dużym ładunkiem empatii i troski o pacjenta, co zapewne przyczyniło się do tak dużej jej popularności na świecie i w Polsce - najlepiej sprzedająca się książka z dziedziny psychiatrii w Polsce. Nieocenione źródło informacji dla zainteresowanych schizofrenią i sytuacją człowieka w obliczu narastającego stresu. Ronald D. Laing (1927-1989) to jeden z najbardziej znanych współczesnych psychiatrów, który w latach 60-tych XX wieku rozwinął tezę mówiącą, że pozostawienie rozwoju ostrych zaburzeń umysłowych i emocjonalnych własnemu biegowi może dać pozytywne rezultaty, zwykle lepsze niż stosowanie środków psychoaktywnych. W latach 50-tych i 60-tych XX wieku wybitny szkocki psychiatra Ronald David Laing rozpoczął stosowanie radykalnie nowej metody terapii osób z zaburzeniami psychicznymi. W miejsce szpitali psychiatrycznych, które zamiast leczyć, izolują chorych i stawiają ich w hierarchii lekarz - pacjent, Laing zaproponował społeczność, w której wszyscy mają równe prawa. Laing promował wolność, odpowiedzialność i współczucie jako metody wspierania osób chorych, wykazał, że w ten sposób dotknięci chorobą staną się silniejsi jako jednostki społeczne. Ronald Laing miał odmienne podejście do pacjentów niż dotychczas to miało miejsce w środowisku lekarskim. Chorzy nie przyjmowali leków, a częściej wracali do zdrowia. Laing uważał, iż choroba to naturalna droga duchowa do samodoskonalenia i pokonywania przeszkód wewnętrznych. Nie można według niego blokować tej drogi "nienaturalnie", t.j. lekami itd. 

Schizofrenicy i mistycy zanurzeni są w tym samym oceanie, z tym, że ci pierwsi toną, a drudzy płyną” - Ronnie D. Laing 

 

Michel Foucault

Paul Michel Foucault (czyt. [miʃɛl fukɔ] wg IPA; ur. 15 października 1926 w Poitiers we Francji, zm. 25 czerwca 1984 w Paryżu), historyk, ale przede wszystkim jeden z najwybitniejszych filozofów francuskich XX w., przedstawiciel poststrukturalizmu. Być może to pod wpływem psychiatry, dra Gaillot, Foucault zainteresował się psychologią. Studia psychologiczne podjął już po uzyskaniu licencjatu z filozofii – ukończył je w 1947 roku (miał zatem dyplomy z filozofii, psychologii oraz psychopatologii). Foucault-filozof był uczniem Louisa Althussera; Foucault-psycholog był uczniem Ludwiga Binswangera. W 1951 roku złożył egzamin państwowy z filozofii, w 1952 roku zdobył dyplom z psychopatologii. W latach 1953-1954 pracował jako asystent na uniwersytecie w Lille (na wydziale psychologii). W latach 1955-1960 przebywał poza Francją. W 1954 roku ukazała się drukiem jego pierwsza praca: Maladie mentale et psychologie (Choroba umysłowa a psychologia). Od 1960 roku pracował jako docent psychologii na uniwersytecie w Clermont-Ferrand. W 1961 roku opublikowana została jego rozprawa doktorska pt. Folie et déraison. Histoire de la folie a l'âge classique (Szaleństwo i nierozum. Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu). Foucault zaangażował się w ruch praw dla więźniów. W 1971 roku powołał nieformalną organizację zajmującą się obserwacją warunków w więzieniach. W rezultacie w 1975 roku opublikował Surveiller et punir. La naissance de la prison (Nadzorować i karać. Narodziny więzienia). W roku 1976 opublikował pt. La volonté de savoir pierwszy tom zakrojonego na wielką skalę ostatniego dzieła, Histoire de la sexualité (Historia seksualności).

Michel Foucault podjął refleksję krytyczną nad tradycją filozoficzną związaną z racjonalizmem i empiryzmem. Szczególne znaczenie w filozoficznych dociekaniach Michela Foucault zajmowały archeologia wiedzy i genealogia władzy. W dziedzinie archeologii wiedzy podjął próbę analizy dyskursów. Natomiast w ramach genealogii władzy zajmował się wpływem dyskursu na kształtowanie zjawisk społecznych. Posługiwał się metodą analizy warunków historycznych, w jakich rozwijają się: wiedza, sposoby sprawowania władzy i egzekwowania przymusu. Rozpatrywał sposoby wykluczania i represjonowania pewnych grup, takich jak przestępcy, chorzy umysłowo, trędowaci, zadżumieni, żołnierze, dzieci. Jest autorem neologizmu "biopolityka" (1971) odnoszącego się do formy sprawowania władzy nad grupami społecznymi i sposobem życia jednostek. Publikacje i wykłady Michela Foucaulta, począwszy od lat 60. uzyskały szeroki rozgłos z powodu nowatorskich, śmiałych i kontrowersyjnych poglądów autora. 

 

Danny Masterson

Daniel Peter Masterson (ur. 13 marca 1976 w Albertson w Nowym Jorku), aktor amerykański, najlepiej znany ze swej roli jako Steven Hyde w serialu "Różowe lata siedemdziesiąte". Występował także jako Justin w serialu "Cybill", jako Jimmy w "Roseanne". Gościł też kilkukrotnie na łamach programów Punk'd i MADtv. Jego młodszy brat - Christopher Masterson - jest również aktorem: grał w serialu Malcolm in the Middle i w Strasznym filmie 2. Masterson jest współwłaścicielem "Dolce", restauracji założonej wraz z innymi gwiazdorami "Różowych lat siedemdziesiątych" - Ashtonem Kutcherem i Wilmerem Valderramą. Często występuje jako DJ w nocnych klubach w Los Angeles pod pseudonimem DJ Donkey Punch. Masterson jest jednym z prowadzących program radiowy o nazwie "Feel My Heat" w stacji Indie 103.1 w LA. Obecnie spotyka się z aktorką Bijou Phillips. Masterson jest publicznie znanym członkiem Kościoła Scjentologów, który czynnie popiera ruch antypsychiatryczny. W grudniu 2005 współpracował w kampanii promującej otwarcie kontrowersyjnego muzeum scjentologów o nazwie "Psychiatria: Przemysł Śmierci", w którym znaleźć można próby rozwinięcia teorii konspiracyjnej wiążącej Adolfa Hitlera ze spiskiem psychiatrów próbujących osiągnąć dominację nad światem. 

 

Lafayette Ronald Hubbard

Założycielem Kościoła Scjentologicznego i głównym filozofem scjentologii był L. Ron Hubbard (urodzony 13 marca 1911 r. w Tilden w stanie Nebraska, USA), autor poczytnych opowiadań i książek SF. Począwszy od roku 1930 młody Lafayette Ron Hubbard pisywał różne rodzaje historyjek: kryminały, sensacje, romanse, SF i tak dalej. Około 10 lat później, L. Ron Hubbard zostaje zatrudniony w Astounding Science Fiction Magazine (obecnie Analog Science Fiction and Fact, często uważane za pismo, które dało podwaliny pod współczesną fantastykę. To tam zaczynali swoje kariery Isaac Asimov czy Robert A. Heinlein) aby pisać stosowne do tematyki czasopisma opowieści (warto zauważyć że, już wtedy Astounding było liderem w swojej kategorii). W 1950 r. światło dzienne ujrzała jego najsłynniejsza książka, a mianowicie „Dianetyka. Współczesna nauka o zdrowiu umysłowym” (wydanie polskie – Panteon, 2002), która po dziś dzień stanowi niejako biblię Scjentologów. W 1951 r. Hubbard po wielu przemyśleniach dochodzi w końcu do wniosku że człowiek to istota duchowa. To „sensacyjne” odkrycie prowadzi do powstania jego filozofii zwanej scjentologią. W przeciągu 3 lat scjentologia znajduje spore grono zwolenników (już wtedy były to w sporej części osoby z Hollywood) i w 1954 roku kilkoro zwolenników tej terapeutycznej filozofii zakłada pod patronatem Hubbarda, niejako w nagrodę za „duchowy wymiar” scjentologii, pierwszy Kościół Scjentologiczny. Scjentologia zaczyna zdobywać ogromną popularność, zwłaszcza wśród bogatych, amerykańskich gwiazd. Szybko przekształca się to w  światowy, zwolniony od podatku ruch religijny, a to z powodu zwalczania dianetyki przez psychiatrów jako swojej zdrowszej konkurencji. Siedziby są zakładane na całym globie aby szerzyć „Słowo Hubbarda”. 24 stycznia 1986 r. L. Ron Hubbard umiera. Ale jego dziedzictwo pozostaje, żyje i rozwija się w milionach Scjentologów na całym świecie, nieważne czy aktorów, gwiazd estrady, zwykłych zjadaczy chleba czy krezusów. 

 

Koalicja Przeciwko Psychiatrii 

Koalicja Przeciwko Psychiatrii (Antipsychiatry Coalition, APC, AC) jest niedochodową ochotniczą grupą osób przekonanych ze jesteśmy niszczeni przez psychiatrię - oraz z naszych sprzymierzeńców. Stworzyliśmy te strony aby Was ostrzec przed zniszczeniem jakie rutynowo powoduje "leczenie" psychiatryczne oraz aby promować demokratyczne ideały wolności dla wszystkich szanujacych prawo, ideały łamane w USA, Kanadzie, Polsce i innych rzekomo demokratycznych krajach.

 

Wyzwolenie Pacjentow Psychicznych!

Wewnątrz szpitala, jak wiadomo, pacjenci psychiczni są rozpoznawalna grupą z rozpoznawalną tożsamością: to znaczy ofiar w piekle na ziemi. Potrzeba uwolnienia naszych braci i sióstr jest zatem zrozumiała. 

Jako rozwiązanie na dłuższą metę, wyzwolenie pacjentow psychicznych oznacza zaniechanie obowiązku poddawania się przymusowemu leczeniu dla wszystkich przestrzegających prawo obywateli, przywracając tym samym jedno z najbardziej podstawowych i ważnych praw w Ameryce. Jednakże drzwi szpitali są ciągle zaryglowane a Wy ciągle jesteście wewnątrz. Na naszych podnoszących świadomość sesjach dyskutowaliśmy jak się dostać do środka i jak się wydostać na zewnatrz, ustaliliśmy że każdy z nas wydostał się nauczywszy sie mowić lekarzom to co chca oni usłyszeć. Nazwaliśmy to "nauczyć się kręcić". Ustaliliśmy, wymieniając nasze doświadczenia, że kiedy głośno deklarujemy (w szpitalu) iż nie jesteśmy chorzy i że należy zostawić nas w spokoju, nagradza sie nas przymusowym gigantycznym zastrzykiem Thoraziny oraz wysłaniem do izolatki, kiedy jednak nauczymy się pokornie stwierdzać: "bylem chory ale z pomocą pana/pani Doktora jestem coraz zdrowszy" nasze uwolnienie jest bliskie. Będziesz mieć satysfakcje świadomości co jest prawdą a co fałszem, oraz wiedzy że jakkolwiek uwięzili oni Twoje ciało, jednak nie Twój umysł. 

Problemy z ex-pacjentami są bardziej subtelne choć nie mniej uciążliwe. Wielu ex-pacjentów próbuje poradzić sobie z tym co ich spotkało udając że nie miało to miejsca. Jednakże, ponieważ doświadczenie bycia choć raz pacjentem psychicznym nauczy Cię widzieć siebie jako gorszy gatunek człowieka, takie rozwiązanie nie jest zadowalające. Ludzie odczuwają emocje. Czują się uzasadnienie szczęśliwi lub przygnębieni, rozgniewani, spokojni, podekscytowani i tak dalej. Jako pacjenci jednak, zostaliśmy nauczeni myśleć o sobie jako o trwalych kalekach i mamy tendencje traktowania normalnych wzlotów i upadków życiowych jako objawów naszego ukrytego kalectwa. Na dodatek, społeczeństwo nakłada na ex-pacjenta kary które wyciskają piętno bez względu na to czy zdradzi swoją tożsamość czy nie. Przez resztę życia będziesz musiał kłamać na podaniach o prace, do szkoły, o prawo jazdy i zamartwiać się czy zostaniesz zdemaskowany. Twoi znajomi i przyjaciele podzielą się na 2 grupy, tych którzy wiedzą i tych którzy nie wiedzą i zawsze będziesz musieć uwazać co mówisz i do kogo. 

Ex-pacjencji są przepełnieni gniewem za to co im zrobiono, ale ten gniew osamotniony i niezorganizowany często odwraca sie przeciwko nim. Nasz gniew jest paliwem naszego ruchu, i kiedy się zjednoczymy, rozpoznając swoją tożsamość wobec siebie i ucząc innych, będzie to pierwszy i największy krok w kierunku odwetu na naszych ciemięzcach. 

("Wyzwolenie Pacjentow Psychicznych!, bylo oryginalnie dystrybutowane w poczatkach lat 70tych przez Brooklynska Opozycje Pacjentow Psychicznych - Nowy Jork):  

http://www.antipsychiatry.org/

 

Remember Lives Ruined by Psychiatry! 

Antypsychiatria to ruch społeczny, zapoczątkowany w latach 60. XX wieku, który głosił, że pacjenci placówek psychiatrycznych nie są osobami chorymi, ale jednostkami, które nie przyjmują wartości i norm społecznych, obowiązujących w zachodnim społeczeństwie. Zwolennicy antypsychiatrii głosili, że pojęcie "choroby psychicznej" jest narzędziem represji społeczeństwa wobec nonkonformistycznych jednostek. W istocie większość tak zwanych leków psychiatrycznych powodujących otumanienie i zniszczenie psychiki poprzez pranie mózgu powstało w najbardziej represyjnych ustrojach politycznych jak hitlerowskie Niemcy i stalinowski Związek Radziecki! 

Antypsychiatria powstała pod wpływem prac Gregory Batesona o psychorodzinnym pochodzeniu schizofrenii, dekonstrukcji pojęcia "choroby psychicznej" przez Michela Foucaulta (Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu, 1961), oraz prac Herberta Marcuse'a o społeczeństwie dobrobytu. Ogromny wpływ na antypsychiatrię miały poglądy psychiatry brytyjskiego, Davida Lainga, który postrzegał chorobę psychiczną jako rodzaj doświadczenia ludzkiego (podróż). Etykietkę choroby psychicznej jako pierwszy odrzucił psychiatra południowoafrykański, David Cooper, a jego najbardziej reprezentatywnym przedstawicielem był inny psychiatra, Thomas Szasz, autor książki "Mit choroby psychicznej".

Antypsychiatria głosiła prawo do własnych przeżyć, niezależnie od społecznych norm i ocen, postrzegając różne formy zinstytucjonalizowanego lecznictwa psychiatrycznego, zwłaszcza w zamkniętych szpitalach oraz przymusową farmakoterapię jako przemoc. Szasz żądał "oddzielenia psychiatrii od państwa" (czyli usunięcia sankcjonowanego prawnie przymusowego leczenia), zakazu orzekania o niepoczytalności i nieodpowiedzialności prawnej sprawców przestępstw, zakazu pozbawiania praw osób z powodu choroby psychicznej etc. 

Antypsychiatria jako sprzeciw wobec leczenia psychiatrycznego jest silnie krytykowana przez konserwatywne środowiska naukowe. We współczesnej psychiatrii, której podstawy zawarte są w manifeście Kandela uznaje się, że wszystkie zaburzenia psychiczne są wynikiem zaburzenia struktur mózgu, chociażby na poziomie synaptycznym. Połączenia synaptyczne mogą być modyfikowane przez psychoterapię wpływającą na procesy uczenia, jednak nie może ona zastąpić odpowiedniej farmakoterapii chorób psychicznych. W związku z tym tak rozumianej antypsychiatrii nie można włączyć jako nurtu czy hipotezy w psychiatrii. 

Leczenie psychiatryczne i wmawianie ludziom w zasadzie nieistniejących chorób dla wymuszenia określonych zachowań i przetrzegania tak zwanych chrześcijańskich czy katolickich wartości to bodaj największa psychomanipulacja jakiej dokonuje się na całej europejskiej i amerykańskiej cywilizacji białych rasistów, którzy chorobliwie wierzą w swoją wyższość. Trzeba pamiętać, że powstające masowo w XVIII-XIX wieku tak zwane „szpitale psychiatryczne” były w większości od początku miejscem uwięzienia, internowania i wykańczania osób za poglądy, nowym narzędziem inkwizycji przeciwko tym, którzy niezgadzali się na skatoliczenie i schrystianizowanie pod przymusem prawnym! Wcześniej heretyków i czarownice palono na stosach inkwizycji po torturach, nawet jak zmarły w wyniku bestialskich kościelno-policyjnych tortur. Współcześnie trzyma się dysydentów w szpitalach psychiatrycznych i dokonuje chemicznego trucia i uszkadzania systemu nerwowego, co jest jedynie bardziej zakamuflowanym inkwizycyjnym torturowaniem. Czarownice i szamani wizjonerzy, słyszący głos Boga czy anielskie chóry od początku istnienia kościoła byli niewygodnymi dysydentami, którzy byli wyniszczani przez inkwizycyjną machinę kościelnych rzezimieszków! Szpitale psychiatryczne pełne są osób niewygodnych dla systemu państwowego, a dzisiejsi heretycy i dysydenci mają nową nazwę: pacjentów psychicznych i sądowych (detencyjnych). Demokracja prawie nic nie różni się w tej materii ani od stalinizmu ani od nazizmu ani szczególnie od wiadomej powszechnie morderczej inkwizycji imperium rzymsko-watykańskiego! Używanie w stosunku do niewygodnych osób terminu chory psychicznie, wariat, czubek, świr zawsze miało i ma na celu zdyskredytowanie cudzych przekonań i poglądów, szczególnie w celu politycznym i w celu utrzymania monopolu religijnego przez wielkie sekty takie jak katolicyzm, monopolu na kasę z tacy i rząd dusz oraz monopolu głoszenia swej ideologii. Jezus Chrystus, jak wynika z Biblii był przez swoją rodzinę, matkę i część rodzeństwa uważany za świra o zaburzonym umyśle i dlatego rodzina próbowała go porwać i obezwładnić celem uwięzienia, na co nie pozwolili liczni wielbiciele, a sam Jezus Chrystus oddalił swoją matkę i braci, którzy czynili mu taki absurdalny zarzut profanując świętość. 

 

Antypsychiatria.org 

to nazwa ruchu, zapoczątkowanego w latach sześćdziesiątych XX wieku, stawiającego sobie za cel zniesienie leczenia psychiatrycznego i negującego istnienie czegoś takiego jak choroba psychiczna. Według antypsychiatrii zaburzenia tego rodzaju są wynikiem funkcjonowania opresywnego społeczeństwa i nie mają żadnego podłoża biologicznego, nie są więc chorobami, a jedynie trudnościami życiowymi, albo czasami wręcz są wynikiem indywidualnej odmienności. Choć możemy się zgadzać z tym albo nie, antypsychiatria położyła ogromne zasługi dla poprawy stanu osób cierpiących na tego typu zaburzenia i dla walki o prawa pacjentów. Poniżej przedstawiamy artykuł Lawrence'a Stevensa "Czy istnieje choroba psychiczna?" oraz najczęściej wysuwane argumenty przeciwko antypsychiatrii. Z czasem, miejmy nadzieję, strona zostanie rozbudowana. Zobacz też interesujące spostrzeżenia na temat leku o nazwie Zyprexa.

 

 

Lawrence Stevens
Czy Istnieje Choroba Psychiczna?

W psychiatrii, zwłaszcza biologicznej, cała diagnostyka i kuracja opiera się na powziętym z góry założeniu, że istnieje coś, co nazywamy chorobą psychiczną, czasem też niezrównoważeniem psychicznym albo zaburzeniami psychicznymi. Co się rozumie przez niezrównoważenie, chorobę, albo zaburzenia? Z semantycznego punktu widzenia niezrównoważenie znaczy po prostu nie-zrównoważenie, przeciwieństwo równowagi. Ale czy przypadkiem przez brak równowagi nie rozumie się wszystkiego, co powoduje utrudnienia? Jeśli tak, to definicja ta oznaczałaby, że utrata pracy, wojna albo recesja gospodarcza, albo kłótnia ze współmałżonkiem powinna zostać zakwalifikowana jako "niezrównoważenie", czyli "choroba". W książce Is Alcoholism Hereditary (Czy alkoholizm jest dziedziczny?) psychiatra Donald W. Goodwin omawia definicję choroby i dochodzi do następującego wniosku: "Choroby są czymś, z czym ludzie udają się do lekarzy. (...) Ludzie radzą się lekarzy odnośnie problemu alkoholizmu, i dlatego alkoholizm staje się, na mocy tej definicji, chorobą" (Ballantine Books, 1988, p. 61). A gdyby tak, przyjąwszy tę definicję, ludzie z jakiegoś powodu zaczęli radzić się lekarzy, jak wydobyć gospodarkę z recesji, albo jak rozwiązać nieporozumienie z kolegą czy sąsiednim krajem, to problemy te także zostałyby zakwalifikowane do chorób! Ale oczywiste jest, że nie to rozumiemy przez "chorobę". W swoich rozważaniach o definicji choroby dr Goodwin przyznaje, że istnieje "wąska definicja choroby, która wymaga obecności odstępstwa od norm biologicznych" (ibid). W niniejszej broszurze wykażę, że nie istnieją żadne odstępstwa od norm biologicznych, które byłyby odpowiedzialne za tak zwane choroby psychiczne, niezrównoważenie psychiczne, czy zaburzenia psychiczne, i że z tego powodu choroba psychiczna jako zjawisko biologiczne nie istnieje. I, co może jest jeszcze ważniejsze, wykażę, że choroba psychiczna nie istnieje także jako zjawisko nie-biologiczne - za wyjątkiem znaczenia, w jakim ten termin jest używany do wskazywania dezaprobaty dla jakiegoś aspektu stanu umysłu danej osoby. 

Koncepcja choroby psychicznej jako zjawiska biologicznego jest łatwa do obalenia. W roku 1988 Seymour S. Kety, emerytowany profesor neurologii psychiatrycznej, i Steven Matthysse, profesor nadzwyczajny psychobiologii, obydwaj z Wydziału Medycznego Uniwersytetu Harvarda, powiedzieli, że "bezstronna lektura dzisiejszej literatury nie dostarcza tak wyczekiwanego wyjaśnienia hipotez o roli amin katecholowych, ani też nie wyłania przekonującego materiału dowodzącego istnienia innych różnic biologicznych, jakie mogłyby cechować mózg pacjentów cierpiących na choroby psychiczne" (The New Harvard Guide to Psychiatry, Harvard Univ. Press, p. 148). W roku 1992 panel ekspertów zebranych przez Biuro amerykańskiego Kongresu ds. Oceny Technologii wyciągnął następujące wnioski: "W kwestii biologii zaburzeń psychicznych wiele pytań pozostaje bez odpowiedzi. Tak naprawdę badania muszą dopiero wyodrębnić poszczególne czynniki biologiczne odpowiedzialne za każde z tych zaburzeń. (...) Zaburzenia psychiczne są określane na podstawie objawów, ponieważ jak dotąd nie znamy ich markerów biologicznych ani testów laboratoryjnych na ich oznaczanie" (The Biology of Mental Disorders, U.S. Gov't Printing Office, 1992, pp. 13-14, 46-47). Profesor psychiatrii Uniwersytetu Columbia Jack M. Gorman napisał w swojej książce The Essential Guide to Psychiatric Drugs "Tak naprawdę nie wiemy, co powoduje którąkolwiek chorobę psychiczną" (St. Martin's Press, 1990, p. 316). Inny profesor psychiatrii Uniwersytetu Columbia, Jerrold S. Maxmen, powiedział "Na ogół nikt nie przyznaje się do tego, że psychiatrzy są jedynymi lekarzami specjalistami, którzy leczą zaburzenia, które z samej swojej definicji, nie mają do końca poznanych przyczyn ani leków. (...) Diagnoza powinna wykazać przyczynę zaburzenia psychicznego, ale, jak powiemy sobie później, ponieważ etiologia większości zaburzeń umysłowych jest nieznana, obecne systemy diagnostyczne nie mogą ich zobrazować" (Mentor, 1985, pp. 19 & 36 - w oryginalnym tekście słowa te zostały wytłuszczone). Psychiatra Peter Breggin, doktor nauk medycznych, napisał w książce Toxic Psychiatry (Toksyczna psychiatria) "nie ma żadnego dowodu na to, że któreś z pospolitych zaburzeń leczonych przez psychologów lub psychiatrów zawierają genetyczny albo biologiczny składnik" (St. Martin's Press, 1991, p. 291). 

Niektórzy ludzie przekonują, że leki psychotropowe "leczące" (powstrzymujące) myślenie, emocje, czy zachowania nazywane chorobą psychiczną są dowodem na istnienie biologicznych przyczyn choroby psychicznej. Ten argument łatwo jest obalić. Przypuśćmy, że ktoś gra na fortepianie, a tobie się to nie podoba. Przypuśćmy, że zmusiłeś albo przekonaleś tego kogoś, aby zażył leku, który tak ciężko go porazi, że nie będzie już więcej mógł grać na fortepianie. Czy to jest dowód na to, że gra na fortepianie została spowodowana przez odstępstwo od norm biologicznych i że lekarstwo to wyleczyło? Tego typu argumentacja jest równie częsta, co bezsensowna. Większość leków psychotropowych (jeśli nie wszystkie) to neurotoksyny, doprowadzające w większym bądź mniejszym stopniu do ogólnej niepełnosprawności neurologicznej. Dlatego rzeczywiście powstrzymują one niechciane zachowania i mogą porazić umysł danej osoby wystarczająco, by nie czuła się już więcej wściekła, albo nieszczęśliwa, albo "przygnębiona". Ale nazywanie tego "leczeniem" jest absurdalne. Wyciąganie z tego jeszcze dalej idących wniosków, że lekarstwo musiało zwalczyć stanowiące podłoże niechcianych emocji odstępstwo od norm biologicznych, jest równie absurdalne. 

Niektórzy obrońcy pojęcia choroby psychicznej w konfrontacji z brakiem dowodów potwierdzających wiarę w istnienie choroby psychicznej jako zjawiska biologicznego zaczynają zapewniać, że choroba psychiczna może istnieć i może zostać nazwana "chorobą" bez obecności powodującego ją odstępstwa od norm biologicznych. Koncepcja choroby psychicznej jako zjawiska niebiologicznego wymaga dłuższego omówienia w celu dyskredytacji niż argumentacja biologiczna. 

O ludziach się sądzi, że są chorzy psychicznie dopiero wtedy, gdy ich myślenie, emocje albo zachowanie jest sprzeczne z tym, co uważa się za akceptowalne, czyli wtedy, gdy innym (albo samym tzw. pacjentom) coś się w nich nie podoba. Wgląd w to, jak wartości się różnią w różnych kulturach i zmieniają się wraz z upływem czasu jest jednym ze sposobów wykazania absurdalności nazywania czegoś chorobą nie dlatego, że jest to spowodowane odstępstwem od norm biologicznych, ale dlatego, że nam się to nie podoba albo nie aprobujemy tego. 

Psycholog Nathaniel Branden napisał w książce The Psychology of Self-Esteem (Psychologia szacunku dla samego siebie): "Jednym z najważniejszych zadań psychologii jako nauki jest podanie definicji zdrowia psychicznego i choroby psychicznej. (...) Ale nie ma powszechnej zgody wśród psychologów i psychiatrów co do istoty zdrowia psychicznego i choroby psychicznej - nie ma powszechnie przyjętych definicji, nie ma podstawowych standardów, za pomocą których należy oceniać jeden bądź drugi stan psychiczny. Wielu autorów oświadcza, że nie można określić żadnych obiektywnych definicji ani standardów - że podstawowe, uniwersalne pojęcie zdrowia psychicznego nie może istnieć. Zapewniają oni, że ponieważ zachowanie uznawane za zdrowe lub normalne w jednej kulturze może zostać uznane za neurotyczne albo zboczone w innej kulturze, wszystkie kryteria pozostają kwestią 'tendencyjności kulturowej'. Teoretycy, podtrzymujący takie stanowisko, zazwyczaj upierają się, że najlepszym przybliżeniem, do jakiego można dojść w definiowaniu zdrowia psychicznego, jest podporządkowanie się normom kulturowym. Oświadczają zatem, że człowiek jest zdrowy pod względem psychologicznym w takim stopniu, w jakim jest dostosowany do swojej kultury. (...) Taka definicja rodzi oczywiste pytania: A co, jeśli wartości i normy danego społeczeństwa są irracjonalne? Czy zdrowie psychiczne może polegać na dobrym dostosowaniu się do irracjonalnego? Na przykład - co w przypadku nazistowskich Niemiec? Czy entuzjastyczny sługa nazistowskiego państwa - taki, który w swoim środowisku społecznym czuje się spokojny, pogodny i szczęśliwy, niczym we własnym domu - to wzorcowy przykład zdrowia psychicznego?" (Bantam Books, 1969, pp. 95-96, w oryginale ostatnie zdania zostały wytłuszczone). 

W swoich wywodach dr Branden robi kilka różnych rzeczy jednocześnie. Po pierwsze, myli moralność z racjonalnością, twierdząc, że poszanowanie praw człowieka jest racjonalne, podczas gdy tak naprawdę jest to raczej kwestia moralności niż racjonalności. Zatem dr Branden jest tak zaślepiony emocjonalnie i psychologicznie uwięziony w świecie swoich wartości, że najwyraźniej jest niezdolny dostrzec różnicę. Ponadto dr Branden definiuje niektóre ze swoich wartości. Między innymi: poszanowanie dla praw człowieka jest dobre; łamanie praw człowieka (np. nazizm) jest złe. I mówi jeszcze: naruszanie tych wartości to "irracjonalność" albo choroba umysłowa. Chociaż psychiatrzy i psychologowie kliniczni do tego się nie przyznają, a często są tego nieświadomi, ich fach z samej swej istoty dotyczy wartości - wartości ukrytych pod tapetą języka, który sprawia, że ich wypowiedzi brzmią tak, jak gdyby nie popierali oni wartości, lecz lansowali "zdrowie". Odpowiedź na pytanie wysunięte przez dra Brandena jest następująca: Osoba żyjąca w nazistowskich Niemczech i dobrze do tego dostosowana jest "zdrowa psychicznie" według osądu na podstawie wartości swojego własnego społeczeństwa. Według zaś osądu na podstawie wartości wyznawanych przez społeczeństwo szanujące prawa człowieka osoba ta jest równie chora (w znaczeniu przenośnym tego słowa), co reszta przedstawicieli jej kultury. Jednakże ktoś taki jak ja mówi, że taka osoba jest "chora" pod względem moralnym, i przyznaje, że słowo chory jest tutaj używane nie w swoim dosłownym, lecz w przenośnym znaczeniu. Dla kogoś takiego jak dr Branden, kto wierzy w mit o chorobie psychicznej, taka osoba dosłownie jest chora i potrzebuje lekarza. Różnica polega na tym, że ktoś taki jak ja uznaje swoje wartości za to, czym są w istocie: za moralność. Co jest charakterystyczne, ktoś wierzący w chorobę psychiczną, jak dr Branden w cytowanym urywku, wyznaje te same wartości, co ja, ale myli je ze zdrowiem. 

Jednym z najwymowniejszych przykładów jest homoseksualizm, który był oficjalnie definiowany przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne jako choroba psychiczna do roku 1973, ale od tamtej pory już nie jest. Homoseksualizm został zdefiniowany jako zaburzenie umysłowe na stronie 44 standardowego podręcznika Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, DSM-II: Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders (wydanie drugie), opublikowanego w 1968 r. W książce tej "Homoseksualizm" został zaklasyfikowany jako jedno ze "Zboczeń seksualnych" na stronie 44. W roku 1973 Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne przegłosowało usunięcie homoseksualizmu ze swojej oficjalnej listy diagnostycznej chorób psychicznych. (Patrz artykuł "An Instant Cure" ("Natychmiastowe lekarstwo"), Time magazine, April 1, 1974, p. 45). A gdy w r. 1980 opublikowano trzecie wydanie tej książki, przeczytaliśmy w niej, że "homoseksualizm sam w sobie nie jest uznawany za zaburzenie psychiczne" (strona 282). Wydanie podręcznika The Merck Manual of Diagnosis and Therapy z 1987 roku stwierdza: "Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne już nie uznaje homoseksualizmu za chorobę psychiczną" (str. 1495). Gdyby choroby umysłowe były naprawdę chorobami w takim samym znaczeniu, w jakim są nimi choroby cielesne, to pomysł usunięcia homoseksualizmu albo czegokolwiek innego z listy chorób przez głosowanie byłby równie absurdalny, co grupa lekarzy głosująca nad usunięciem raka albo odry z listy zaburzeń będących w ich pojęciu chorobami. Ale choroba psychiczna nie jest "taką samą chorobą jak każda inna choroba". W przeciwieństwie do choroby fizycznej, gdzie trzeba leczyć zjawiska fizykochemiczne, "choroba" umysłowa pozostaje całkowicie kwestią wartości, dobra i zła, odpowiedniego zachowania przeciwko nieodpowiedniemu. Pewnego razu homoseksualizm wydał się tak dziwny i trudny do zrozumienia, że w celu jego wyjaśnienia konieczne było przywołanie pojęcia choroby psychicznej. Po tym, jak homoseksualiści urządzili z siebie znaczące widowisko i pokazali swoją "siłę liczebną", i z powodzeniem wymogli przynajmniej odrobinę społecznej akceptacji, objaśnianie homoseksualizmu jako choroby nie było już potrzebne i nie wydawało się właściwe. 

Przykładem czynu różnie ocenianego przez różne kultury jest samobójstwo. W wielu krajach, takich jak Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, osoba popełniająca samobójstwo lub próbująca go popełnić, albo choćby myśląca o tym poważnie, jest uznawana za chorą psychicznie. Ale w przeciągu dziejów ludzkości nie zawsze tak było. Nie jest też tak i dzisiaj w wielu kulturach na całym świecie. Psycholog Eustace Chesser w swojej książce Why Suicide? (Dlaczego samobójstwo?) dowodzi, że "Ani hinduizm, ani buddyzm nie wykazuje żadnych wewnętrznych sprzeciwów wobec samobójstwa, a niektóre formy buddyzmu wiążą się z wiarą, że samospalenie nadaje człowiekowi szczególne zasługi". Wskazuje również, że "Celtowie pogardzali czekaniem na sędziwy wiek i zniedołężnienie. Wierzyli, że ci, którzy popełnili samobójstwo, zanim opuściły ich siły, idą do nieba, zaś ci, którzy zmarli z powodu chorób albo dożyli późnej starości, idą do piekła - ciekawe odwrócenie doktryny chrześcijańskiej" (Arrow Books Ltd., London, England, 1968, p. 121-122). Psychiatra Harvey M. Ross w książce Fighting Depression (Zwalczanie depresji) twierdzi, że "W niektórych kulturach oczekuje się po wdowie, że rzuci się na stos pogrzebowy swojego męża" (Larchmont Books, 1975, p. 20). Prawdopodobnie najbardziej znanym przykładem społeczeństwa akceptującego samobójstwo jest Japonia. Zamiast sądzić, że samobójstwo (harakiri, jak je nazywają Japończycy) prawie zawsze jest powodowane przez niezrównoważenie czy chorobę psychiczną, Japończycy w pewnych okolicznościach uważają samobójstwo za rzecz normalną, społecznie akceptowaną, tak jak wtedy, gdy ktoś "traci twarz" albo zostaje upokorzony przez jakiegoś rodzaju niepowodzenie. Innym przykładem na to, że w oczach Japończyków samobójstwo jest uznawane za normalność, nie szaleństwo, są piloci kamikadze wykorzystywani przez Japonię przeciwko marynarce wojennej Stanów Zjednoczonych podczas drugiej wojny światowej. Dawano im tylko tyle paliwa, aby wystarczyło go na lot w jedną stronę, na misję samobójczą w miejsca, gdzie były rozmieszczone atakujące siły amerykańskiej marynarki wojennej. Kamikadze rozmyślnie rozbijali swoje samoloty o okręty wroga. Nigdy natomiast nie było amerykańskiego pilota kamikadze, a już na pewno żadnego oficjalnie sponsorowanego przez rząd Stanów Zjednoczonych. Powodem tego był różny stosunek do samobójstwa w Japonii i Ameryce. Czy możliwe jest, by w Ameryce samobójstwo popełniali jedynie ludzie cierpiący na choroby psychiczne, ale za to w Japonii ludzie normalni? Albo może akceptacja samobójstwa w Japonii jest niezdolnością lub niechęcią do przyznania istnienia nienormalności psychologicznych, jakie muszą wykazywać osoby dobrowolnie kończące swoje życie? Czy piloci kamikadze byli chorzy psychicznie, czy może raczej wraz z całym swoim społeczeństwem odziedziczyli zupełnie inne wartości niż my? Czyż nawet w Ameryce niemal dosłownie samobójcze czyny, dokonywane dla swoich kolegów żołnierzy albo dla swojego kraju w czasie wojny, są poczytywane nie za obłęd, ale za bohaterstwo? Dlaczego myślimy o takich osobach jako o bohaterach, a nie obłąkańcach? Wydaje się, że potępiamy (czy "diagnozujemy") samobójców jako szalonych albo chorych psychicznie tylko wtedy, gdy kończą ze sobą z powodów egoistycznych (typu "Nie mogę już dłużej tego znieść"), a nie dla dobra innych ludzi. Zatem rzeczywistym problemem zdaje się tu być egoizm, a nie samobójstwo. 

Omówione przykłady pokazują, że "choroba psychiczna" jest po prostu odstępstwem od tego, czego chcą albo oczekują ludzie w jakimś konkretnym społeczeństwie. "Choroba psychiczna" to coś takiego w umyśle człowieka, co jest bardzo nielubiane przez osobę to opisującą. Sytuacja została trafnie podsumowana w artykule, który się ukazał w wydaniu magazynu Omni z listopada 1986 roku: "Zaburzenia psychiczne pojawiają się na liście chorób i znikają z niej. Nawet wprowadzone przez Zygmunta Freuda pojęcie nerwicy zostało pominięte w oryginalnym podręczniku DSM-III (1980). A w roku 1973 członkowie zarządu Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego przegłosowali wykreślenie niemal wszystkich odniesień do homoseksualizmu jako do zaburzenia chorobowego. Przed tym głosowaniem bycie gejem stanowiło problem psychiatryczny. Po głosowaniu zaburzenie to zostało odesłane do lamusa psychiatrii. 'Jest to kwestia mody', mówi doktor John Spiegel z Brandeis University, który był prezydentem Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego w roku 1973, kiedy to rozgorzała debata o homoseksualizmie. Dodaje: 'A mody stale się zmieniają'.

 

To, co stanowi zło w takim podejściu do sprawy, polega na opisywaniu ludzi jako cierpiących na "zaburzenia" lub "chorobę" psychiczną tylko dlatego, że ich zachowanie nie pokrywa się z wymyśloną przez diagnostyka albo przez innych ludzi koncepcją, jak dana osoba "powinna" przestrzegać standardów ubierania się, zachowywania się, myślenia czy wyrażania opinii. Kiedy obejmuje to łamanie praw innych ludzi, niedostosowanie się do norm czy wartości społecznych musi zostać poskromione lub powstrzymane różnymi metodami, choćby na przykład prawerm karnym.Ale nie ma żadnego sensu nazywanie nonkonformizmu albo nielubianego zachowania "chorobą", czy zakładanie, że muszą być one powodowane przez chorobę, tylko dlatego, że według wartości przeważających w chwili obecnej są one nie do przyjęcia. Tym, co skłania nas do takiego postępowania, jest nieznajomość rzeczywistych powodów myślenia, emocji, czy też zachowań których nie lubimy. Kiedy nie rozumiemy rzeczywistych powodów, tworzymy mity, aby dostarczyły nam wyjaśnienia. W poprzednich stuleciach ludzie wykorzystywali mity o złych duchach albo opętaniu przez demony, aby wyjaśnić myślenie bądź zachowanie uznawane za nie do przyjęcia. Dziś zamiast tego większość z nas wierzy w mit choroby psychicznej. Wierzenie w mityczne byty takie jak złe duchy albo choroby psychiczne daje nam złudzenie zrozumienia, a wygodniej jest wierzyć w mit niż przyznać się do niewiedzy.

 

Nazywanie nieaprobowanego myślenia, emocji albo zachowania chorobą psychiczną może dałoby się wybaczyć, gdyby choroba psychiczna była pożytecznym mitem. Ale tak nie jest. Zamiast pomagać nam w postępowaniu z osobami mającymi kłopoty albo sprawiającymi kłopoty, mit choroby psychicznej odwraca naszą uwagę od rzeczywistych problemów, którym powinniśmy stawiać czoła. Nonkonformizm, złe zachowanie, czy reakcje emocjonalne, które nazywamy chorobą psychiczną nie są spowodowane przez "brak równowagi chemicznej" czy inne problemy biologiczne, lecz raczej są skutkiem trudności, na jakie ludzie napotykają próbując zaspokoić swoje potrzeby, i zachowań, jakich niektórzy ludzie nauczyli się w ciągu swojego życia. Rozwiązaniem jest uczenie ludzi, jak zaspokajać swoje potrzeby, jak się zachowywać, i wykorzystywanie wszelkich dostępnych środków przymusu, niezbędnych do tego, aby ludzie musieli szanować prawa innych. Są to zadania systemu edukacyjnego oraz wymiaru sprawiedliwości, nie medycyny czy terapii.

 

AUTOR, Lawrence Stevens, jest prawnikiem, którego praktyka zawodowa obejmuje reprezentowanie "pacjentów" psychiatrycznych. Opublikował serię broszur na temat rozmaitych aspektów psychiatrii, między innymi leków psychotropowych, elektrowstrząsów i psychopterapii. Do swoich broszur nie zastrzega sobie praw autorskich. Zachęca każdego do kopiowania ich w dowolnej ilości w celu dostarczania ludziom, którzy zdaniem kopiującego mogą mieć z tego korzyść.

 

Szkodliwość leku Busha o nazwie ZYPREXA!

Relacja pacjenta: „Jesienią 2003 roku moja lekarka przepisała mi nowy lek. Miał być on prawdziwym cudem, najnowszym sukcesem nauki. Lek ten nazywał się Zyprexa. Miał postać tabletek w srebrnym, światłoszczelnym opakowaniu. Kiedy wziąłem pierwszą tabletkę, poczułem się dziwnie. Potem przeszło. Ale po godzinie dostałem konwulsji, czułem się, jakby miała mnie łapać bardzo silna gorączka. Położyłem się spać; była to już odpowiednia pora. Kiedy rano się obudziłem, wszystko było w porządku. Nie miałem gorączki. Dopiero gdzieś koło południa zorientowałem się, że mam brzuch o połowę większy. Spuchła mi wątroba. Nie wziąłem już drugiej tabletki. Gdybym to zrobił, chyba bym odwalił kitę. Następnego dnia zaczęło mnie mdlić, bolał mnie brzuch, nastąpił ogólny rozstrój układu pokarmowego, nie mogłem nic jeść, żadne lekarstwa nie pomagały. Taki stan utrzymał się prawie przez tydzień. W końcu jakoś doszedłem do siebie. Kiedy oddałem niewykorzystane pudełko Zyprexy swojej lekarce, bardzo się zdziwiła. Powiedziała, że pierwszy raz słyszy coś podobnego. I na pewno mówiła szczerze - lekarzy tak się szkoli, by byli bezkrytyczni wobec koncernów farmaceutycznych. Rzecz w tym, że Zyprexa to wynalazek koncernu Eli Lily (Anglia), w którym poważne udziały ma rodzina Bushów. Dlatego lek ten jest tak lansowany, mimo, że jest szkodliwy i nieskuteczny.”  

 

PiS i Sędzia Kryże Szkodzą Psychiatrii – Polska 2006

Wszyscy Polacy znajdują się trochę w sytuacji McMurphy`ego z Lotu nad kukułczym gniazdem. W Polsce Sąd kieruje na leczenie psychiatryczne osoby, które popełniły przestępstwa w stanie niepoczytalności. Polski Sąd kieruje ludzi także na sześciotygodniową a często i 3-miesięczną lub dłuższą obserwację do szpitali psychiatrycznych aby tam sprawdzono ich zdrowie psychiczne. Kieruje chorych, mniej chorych, poważnych przestępców, drobnych złodziejaszków i osoby zupełnie zdrowe. Polski Sąd nie ma rozeznania, kto jest chory a kto zdrowy, nie ma też żadnych kompetencji aby orzec zdrowie lub chorobę psychiczną czyli w praktyce niepoczytalność. Takie kompetencje, a i to wielce wątpliwe, bo z natury pozanaukowe, niebiologiczne posiada lekarz psychiatra. Nauka medyczna czy w wypadku psychiatrii paramedyczna wciąż ma problem z rozróżnieniem, kto jest zdrowy psychicznie a kto chory. Mimo to sąd w Polsce ingeruje w sposób zupełnie nieuprawniony w nasze (obywateli) zdrowie psychiczne i ingeruje także w kompetencje psychiatrii narzucając lekarzom psychiatrom sposób obchodzenia się z osobami, które są zdrowe lub chore lub znajdują się gdzieś pośrodku między zdrowiem a chorobą. Polski Sąd ingeruje w orzekanie o zdrowiu lub chorobie psychicznej a także narzuca psychiatrom sposób postępowania z chorymi psychicznie. 

Dotychczas, czyli do roku 2005-tego szpitale psychiatryczne wypuszczały pacjentów psychicznych na przepustki ale okazuje się, że rzekomo robiły to nielegalnie bo istnieje post-stalinowski „przepis prawny” z 1961 roku, który nie przewiduje wypuszczania pacjentów szpitala psychiatrycznego na przepustki. Pod koniec 2005 roku wiceminister sprawiedliwości, stalinowski aparatczyk sędzia Andrzej Kryże uznał, że wydawanie przepustek przez lekarzy psychoatrów swoim pacjentom sąowym jest nielegalne i zakazał tego niecnego procederu psychiatrom. Od tej pory wszyscy skierowani przez Polski sąd do szpitali siedzą tam odizolowani od świata, a jak im ktoś z rodziny umrze nie mają prawa jechać na pogrzeb, nawet tuż przed zwolnieniem z internacji czyli detencji. Tym debilnym pociągnięciem prawnym Polscy sędziowie odbierają psychiatrom możliwości rehabilitacji społecznej sądowych pacjentów szpitali oraz przywracania osób odizolowanych w szpitalach do powrotu do normalnej rzeczywistości i życia w społeczeństwie. Skierowanie obywatela przez Polski sąd do szpitala psychiatrycznego stało się karą, taką samą izolacją jak więzienie i jeszcze do tego bez prawa wychodzenia na przepustki, które formalnie mogą dostawać wszyscy skazani. Polskie sądy i minister sprawiedliwości są zadowoleni z pozbawienia jednej grupy uwięizonych tych praw, które mają inni więźniowie RP. Pokrzywdzeni są bracia i siostry skierowani do szpitali gdzie mają mniejsze prawa niż zwyczajni przestępcy w więzieniach. Czy to może ustrój komunistyczny był lepszy, że jakoś nie stosował tego idiotycznego w skutkach przepisu - niźli kapitalistyczny i jego psychiatria sądowa, bezduszna, odmóżdżona i irracjonalna? 

Pokrzywdzeni są też a właściwie ubezwłasnowolnieni przez PiS w swoich kompetencjach psychiatrzy, którzy mają narzucony przez sąd sposób postępowania z pacjentem i sposób leczenia. Mamy zatem prawo i sprawiedliwość siostry Ratched z filmu Lot nad kukułczym gniazdem, i każdy z nas może znaleźć się w sytuacji McMurphy`ego. Nie ma dokładnie żadnego uzasadnienia dla tak drastycznego podejścia do pacjentów szpitali psychiatrycznych. Nieuzasadniona jest też bezczelna ingerencja prawa w medycynę i sądów w psychiatrię, bo dlaczego nie odwrotnie może to psychiatrzy powinni mieć większe możliwości ingerowania w działalność sędziów i orzekania o prawidłowości ich postępowania, ponieważ wielokrotnie odbiega ono od normy psychicznej. Polskie Ministerstwo Sprawiedliwości uzasadnia zamianę szpitali psychiatrycznych w więzienie bez prawa do przepustek potrzebą zaostrzenia przepisów prawa wobec bandytów, gangsterów i tym samym wszystkich nas traktuje na równi właśnie z bandytami i gangsterami. Proponuję się posłać wiceministra Andzreja Kryże do szpitala psychiatrycznego na stałe, a może i ministra Ziobro także, niech zobaczą jak to jest zostać odizolowanym od społeczeństwa nawet na parę miesięcy. W warunkach szpitala psychiatrycznego jak wiadomo zdrowy człowiek ma szansę zwariować i jest to szansa dość duża. Istnieje też groźba zachorowania na psychozy udzielone, indukowane. 

Jak pamiętamy, za rządów SLD, 63 dni spędził w szpitalu psychiatrycznym zdrowy psychicznie Piotr Trznadel (rolnik, przewodniczący Związku Zawodowego Rolników Ojczyzna) i tak o tym mówi: Umieszczono mnie na oddziale z pacjentami, którzy siedzieli już w psychiatryku po kilkanaście lat. Zabrano mi telefon komórkowy, zabroniono odwiedzin rodzinie. Gdy zacząłem domagać się przestrzegania praw pacjenta, zostałem przypięty pasami do łóżka. Jak mi powiedzieli lekarze: żebym nie był taki aktywny. W pasach leżałem tydzień. Z całego oddziału przychodziły wycieczki pacjentów, żeby mnie oglądać. Odmawiałem przyjmowania leków, więc podawali mi je siłą: kilku sanitariuszy wykręcało mi ręce, a pielęgniarka robiła zastrzyk w pośladek. Leki – jak się okazało później – psychotropowe powodowały podkurcz nóg i rąk. Zamiast chodzić, człowiek po nich tak dziwnie dreptał. Język drętwiał, umysł drętwiał. Tak wyglądają patologiczne zbodnie psyhiatrii sądowej w Polsce XXI wieku. 

Psychiatria była manipulowana przez politykę od początków swojego istnienia. Uważa się w Polsce że najsilniejsza ingerencja polityki w psychiatrię miała miejsce w Rosji sowieckiej, ale nie łudźmy się, że w innych krajach i innych ustrojach politycznych nie było jej wcale. Thomas Steven Szasz - amerykański terapeuta węgierskiego pochodzenia - wypowiedział jeszcze w latach 60-tych opinię, że: Psychiatria to polityka ukryta pod płaszczykiem nauki. Szasz przypominał, że w krajach kapitalistycznych na zachodzie w tym w USA rocznie zamyka się w Psychuszkach więcej osób niż w całym okresie radzieckich Psychuszek. Psychiatria ma wystarczająco dużo kłopotów sama z sobą, ma kłopot z określenie własnej tożsamości, wciąż znajduje się pod pręgierzem ostrej krytyki. Ingerowanie polityków, prawników a także innych niefachowców w problemy psychiatrii nie ułatwia życia psychiatrom, chorym psychicznie i zdrowym obywatelom. Sposób podejścia PiS-owskiego Ministerstwa Sprawiedliwości do leczenia psychiatrycznego jest charakterystyczny w ogóle dla faszyzującej i obsesyjnej polityki PiS, także w zupełnie innych dziedzinach życia społecznego. To typowe wylewanie dziecka z kąpielą, gdzie marni i obsesyjni fachowcy podchodzą do problemu jak jaskiniowiec z maczugą i łubudu grzmocą na prawo i lewo zupełnie nie licząc się z skutkami swoich decyzji. Nie ma to jak dyletanci dorwą się do władzy i zaczynają rządzić zgodnie z zasadą: „wpuść chłopa do biura to atrament wypije”. Módlmy się, żeby tylko wszystko trochę inaczej się dla nas skończyło niż dla McMurphy`ego. 

 

Przymusowe Leczenie Psychiatryczne

Jednym z najbardziej haniebnych rodzajów zniewolenia praktykowanych w naszym współczesnym społeczeństwie jest szeroko rozpowszechniona przymusowa hospitalizacja pacjentów chorych psychicznie. W przeszłości mówiono otwarcie o tym, że jest to sposób na wyeliminowanie chorych psychicznie ze społeczeństwa. Dwudziestowieczny liberalizm narzucił normy z pozoru bardziej humanitarne, ale w istocie jeszcze bardziej podstępne. Teraz zamyka się tych nieszczęśników „dla ich własnego dobra”. Ta humanitarna retoryka umożliwia znacznie szersze stosowanie zasady, a przede wszystkim ułatwia krewnym pozbycie się problemu opieki nad chorym, uwalniając ich od poczucia winy.

W ostatnich latach libertariański psychiatra i psychoanalityk dr Thomas S. Szasz prowadził jednoosobową krucjatę przeciwko przymusowemu leczeniu psychiatrycznemu. Z początku wydawało się, że jest ona skazana na niepowodzenie, ale teraz zaczyna znajdować coraz więcej zrozumienia w środowisku psychiatrów. W licznych książkach i artykułach dr Szasz przedstawia obszerną i wyczerpującą argumentację przeciwko przymusowej hospitalizacji. Przekonuje, na przykład, że taki rodzaj leczenia w sposób zasadniczy narusza etykę lekarską. Zamiast spieszyć z pomocą pacjentowi, lekarz działa przeciwko niemu, tyranizuje go, służąc w ten sposób pomocą innym osobom – rodzinie pacjenta lub państwu. Przymusowa hospitalizacja, a tym bardziej przymusowa „terapia”, przyczyniają się raczej do pogłębienia i utrwalenia „choroby psychicznej” niż do jej wyleczenia. O wiele częściej, pisze Szasz, przymusowe leczenie jest sposobem na pozbycie się niewygodnego członka rodziny niż próbą niesienia pacjentowi prawdziwej pomocy.

Głównym argumentem na rzecz przymusowego leczenia jest twierdzenie, że pacjent może być „niebezpieczny dla siebie lub dla swojego otoczenia”. Na tej jednak zasadzie policja powinna wkraczać do akcji nie w momencie, gdy ktoś dopuszcza się aktu przemocy, lecz wtedy, gdy poweźmie przypuszczenie, że ktoś może się takiego aktu dopuścić w przyszłości. To zaś otwierałoby nieograniczone możliwości przed tyranią. Każdego można by uznać za potencjalnego sprawcę przestępstwa i zamknąć go na tej podstawie w więzieniu – nie za przestępstwo, lecz dlatego, że ktoś doszedł do wniosku, iż ktoś inny być może popełni przestępstwo. Ten sposób myślenia usprawiedliwia nie tylko pozbawienie wolności, ale trwałe pozbawienie wolności każdego podejrzanego. Tymczasem podstawowa zasada libertarianizmu głosi, że każda jednostka ma wolną wolę i prawo wyboru i że nikt nie jest skazany na popełnienie przestępstwa, nawet jeśli statystyki i inne dane wskazują, że trzeba się liczyć z takim prawdopodobieństwem. Zgodnie z tą zasadą stosowanie przymusu wobec kogokolwiek, kto nie dopuścił się jawnego i faktycznego przestępstwa, tylko jest potencjalnym przestępcą, jest nieetyczne i samo stanowi akt przemocy i naruszenia prawa.

Ostatnio zapytano dr. Szasza: „Czy nie uważa pan jednak, że społeczeństwo ma prawo i obowiązek zająć się jednostkami uznanymi za ‘niebezpieczne dla siebie samych i innych’?”. Szasz udzielił przekonującej odpowiedzi:

„Myślę, że pomysł „pomagania” innym przez więzienie ich i znęcanie się nad nimi należy do  poglądów religijnych, tak jak kiedyś idea „ratowania” czarownic torturami i paleniem na stosie. Jeśli chodzi o „zagrożenie dla siebie samego”, to sądzę, podobnie jak John Stuart Mill, że dusza i ciało człowieka należą do niego samego, a nie do państwa. Każdy człowiek ma „prawo” zrobić ze swoim ciałem, co mu się podoba, dopóki nie zagraża to w żaden sposób innym ludziom ani nie narusza praw innych osób.”

„Jeśli chodzi o „zagrożenie dla otoczenia”, większość psychiatrów pracujących z hospitalizowanymi pacjentami przyznałaby, że jest ono czystym wymysłem. (…) Badania statystyczne dowodzą nawet, że chorzy psychicznie znacznie rzadziej łamią prawo niż normalna część społeczeństwa.”

A prawnik – specjalista w sprawach wolności obywatelskich – Bruce Ennis dodaje:

„Wiemy, że 85% byłych więźniów zostanie recydywistami i że największe prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa występuje wśród mieszkańców miejskich gett oraz młodocianych mężczyzn. Z najnowszych badań wiemy również, że chorzy psychicznie są statystycznie mniej groźni niż przeciętny obywatel. Jeśli więc naprawdę chodzi nam o zapewnienie bezpieczeństwa, dlaczego nie pozamykamy najpierw byłych więźniów, mieszkańców gett i młodocianych mężczyzn? (…) Pytanie Szasza brzmi: „Jakim prawem społeczeństwo zamyka osobę, która nie złamała prawa”?”

Leczonych przymusowo można podzielić na dwie grupy: tych, którzy nie popełnili przestępstwa, i tych, którzy je popełnili. Libertarianin opowie się za bezwarunkowym zwolnieniem tych pierwszych. Ale co zrobić z drugą grupą, z przestępcami, którzy z powodu niepoczytalności lub pod jakimś innym pretekstem uniknęli „brutalności” kary więzienia i zamiast niej otrzymują od państwa opiekę medyczną? W tym przypadku dr Szasz, jako pierwszy, przeprowadza druzgocącą krytykę dyktatu liberalnego „humanitaryzmu”. Po pierwsze, twierdzenie, że zamknięcie w państwowym szpitalu psychiatrycznym jest „bardziej humanitarne” niż więzienie, wydaje się śmieszne. Przeciwnie, osoba zakwalifikowana jako „chora psychicznie”, nie mając takich możliwości obrony swoich praw, jaka przysługuje więźniowi, będzie prawdopodobnie jeszcze bardziej bezbronna wobec despotyzmu władz. Upośledzony umysłowo jest zaszufladkowany jako „nie-osoba”, ktoś, kogo nie trzeba traktować poważnie. Jak to żartobliwie ujął dr Szasz, „Przebywanie w państwowym szpitalu psychiatrycznym z każdego zrobi wariata!”.

Idąc dalej, musimy zakwestionować prawo do wyłączania kogokolwiek spod działania prawa obiektywnego. Wyłączenie takie nie jest pomocą, lecz może mieć skutki negatywne dla potraktowanych w ten szczególny sposób jednostek. Wyobraźmy sobie, że dwie osoby A i B dopuściły się takiej samej kradzieży i że normalną karą przewidzianą za ich przestępstwo jest pięć lat więzienia. Osoba B „unika” kary, ponieważ zostaje uznana za chorą psychicznie i przewieziona do państwowego szpitala. Liberał ma przede wszystkim na uwadze, że B może zostać za dwa lata zwolniony przez państwowego psychiatrę po uznaniu go za „wyleczonego” i „przywróconego do normalności”. Ale co się stanie, jeśli psychiatra nigdy nie uzna pacjenta za wyleczonego albo uzna go za zdrowego dopiero po upływie bardzo długiego czasu? Wówczas B z powodu zwykłej kradzieży może resztę życia spędzić zamknięty w szpitalu. W ten oto sposób „liberalna” koncepcja wyroku o nieokreślonej długości – skazania kogoś nie za obiektywne przestępstwo, lecz za to, jak państwo ocenia stan wewnętrzny przestępcy, jego chęć współpracy – usprawiedliwia tyranię i dehumanizację w najgorszej postaci. Indeterminate sentence to wyrok bez dokładnego podania długości kary; długość kary zależy od sprawowania się więźnia w zakładzie detencyjnym, podczas internacji. W dodatku jest to tyrania, która zachęca więźnia do udawania wobec państwowego psychiatry – którego słusznie uważa za swojego wroga – że jest już „wyleczony” i może wyjść z zamknięcia. Nazywanie tego procederu „terapią” czy „rehabilitacją” jest okrutną kpiną z tych terminów. Traktowanie każdego więźnia zgodnie z przepisami obiektywnego prawa jest daleko bardziej usprawiedliwione i humanitarne. 

 

Dyskurs Argumentów przeciw Antypsychiatrii!

1. Choroby psychiczne nie są wyłączną domeną naszej cywilizacji. Występują również w społeczeństwach niepiśmiennych. 

--Po pierwsze - to, że jakieś społeczeństwo nie zna pisma, nie oznacza jeszcze, że nie jest ono opresywne. Po drugie, nawet jeśli jakieś społeczeństwo jako takie nie jest opresywne, to mogą w nim się pojawiać od czasu do czasu opresywne jednostki, wywierające destruktywny wpływ na swoje otoczenie. Po trzecie, dziwne zachowania określane jako "choroba psychiczna" mogą być skutkiem niekoniecznie opresji, ale równie dobrze traumatycznych przeżyć wywołanych przez zjawiska fizykochemiczne, takie jak głód, choroby cielesne, śmierć osób bliskich, albo też nieprzeciętnych zdolności (np. kontakty ze światem duchów). Po czwarte - faktem jest, że w społeczeństwach "prymitywnych" to, co nazywamy nerwicami i "chorobami psychicznymi" jest o wiele rzadsze.

2. Choroby psychiczne zdarzają się także u zwierząt (np. psów, które mogą wtedy stać się agresywne bez powodu), są zatem zjawiskiem biologicznym. 

--Na temat mechanizmów rządzących zachowaniem się zwierząt wiemy wciąż jeszcze zbyt mało, by wysuwać takie tezy.

3. Odkrycie licznych przesłanek sugerujących biologiczne i genetyczne podłoże poważnych chorób psychicznych (patrz czwarte wydanie amerykańskiego podręcznika DSM) może zadać kłam powszechnej w ruchu antypsychiatrycznym tezie, że choroba psychiczna to raczej społeczna etykietka niż biologiczne zaburzenie. 

--Jeden człowiek jest blondynem, a drugi brunetem. Jeden jest powolny, a drugi szybki. Jeden jest poważny, a drugi wesoły. Jeden jest dokładny, a drugi niedbały. Wszystkie te cechy bywają dziedziczone w rodzinach, co znaczy, że mają (oprócz innych uwarunkowań) jakieś podłoże genetyczne. Czy to ma znaczyć, że włosy blond, szybkość w pracy, wesołość czy niedbałość są chorobami? To, że dziwne zachowania są dziedziczone i stoją za nimi określone zjawiska biochemiczne, nie oznacza jeszcze, że są one chorobami czy patologiami. Jest to po prostu przejaw zmienności osobniczej, bioróżnorodności. Wprawdzie mogą czasem one powodować bardzo niepożądane skutki, ale to samo przecież możemy powiedzieć o niedbałości albo o jasnej karnacji skóry (zagrożenie czerniakiem).

4. Zdaniem wielu ludzi, u których zdiagnozowano jedną lub kilka chorób psychicznych - i wielu ludzi mających członków rodziny albo bliskich przyjaciół, u których zdiagnozowano chorobę psychiczną - poglądy ruchu antypsychiatrycznego są sprzeczne z ich własnymi doświadczeniami życiowymi. Ludzie ci wierzą, że bardzo rzeczywiste, koszmarne cierpienia zrodzone przez choroby psychiczne zostały skutecznie złagodzone przez psychiatrię i programy terapii środowiskowej. 

--Ból fizyczny także jest bardzo rzeczywistym, koszmarnym cierpieniem. I może zostać skutecznie złagodzony przez narkotyki, np. morfinę. Czy to znaczy, że każdemu, kogo coś boli, trzeba dawać morfinę? Rzecz w tym, że morfina uzależnia i do tego jeszcze wcale nie leczy schorzenia. Poza tym ból fizyczny jest integralną i niezbędną częścią naszego organizmu. Jest to po prostu sygnał ostrzegawczy, który mówi nam, że coś w naszym organizmie dzieje się nie tak i trzeba coś z tym zrobić. Jeśli ktoś nie odczuwa bólu, to znaczy, że jest kaleką i jego życiu w każdej chwili zagraża niebezpieczeństwo wskutek jakiejś groźnej choroby, o której nawet nie będzie wiedział. Chyba najlepszym na świecie środkiem przeciwko bólowi głowy i zębów były polskie tabletki z krzyżykiem. Mimo to zostały wycofane z produkcji, ponieważ nie leczyły niczego, miały szkodliwe składniki i uzależniały niektórych ludzi. Oczywiście w terminalnych przypadkach można dawać ludziom i morfinę, i leki psychotropowe, ale tylko wtedy.

Tak samo jest z cierpieniami psychicznymi. Mogą one skutecznie zostać złagodzone przez psychiatrię, ale tego typu "leczenie" ma poważne skutki uboczne, czasem uzależnia i do tego jeszcze wcale nie likwiduje przyczyn cierpienia. Cierpienia psychiczne, takie jak zły nastrój, rozpacz, gniew, czy strach, to integralna i niezbędna część naszego życia. Są to po prostu sygnały, które mówią nam, że coś w naszym życiu albo w otaczającym nas świecie jest nie tak i trzeba coś z tym zrobić. Jeśli ktoś zawsze jest w dobrym humorze, to znaczy, że jest kaleką i nie jest w stanie dać sobie rady z wyzwaniami, jakie rzuca nam życie. 

Tymczasem we współczesnym świecie coraz modniejsze staje się psychiatryczne leczenie złego humoru czy gniewu zamiast likwidacji ich przyczyn. Na przykład w Indiach do rodzin ludzi, którzy umierają z głodu, wysyła się psychiatrów za państwowe pieniądze, zamiast wysłać im ryżu albo ustanowić takie ceny produktów rolnych, które pozwoliłyby im na przeżycie. Takie rozwiązania byłyby jednak niezgodne z doktryną neoliberalizmu, a zatem niepoprawne ideologicznie. Za to leczenie psychiatryczne ludzkich frustracji jest poprawne ideologicznie. W ogóle w dzisiejszych czasach modą jest szukanie skutecznych "rozwiązań" różnych problemów bez likwidacji ich przyczyn. Na przykład - zamiast bezrobotnym dać pracę czy zasiłek, wydaje się duże sumy pieniędzy na uczenie ich, jak mają wygryźć z rynku pracy innych bezrobotnych. Albo zamiast dążyć do zmniejszenia nierówności społecznych, które są główną przyczyną wzrostu przestępczości, zaostrza się kodeks karny i wprowadza godzinę policyjną, co jeszcze bardziej zmniejsza pulę pieniędzy dostępnych na cele socjalne, jeszcze bardziej zaostrzając nierówności, i - w konsekwencji - jeszcze bardziej nasilając przestępczość. Dochodzi do sytuacji, w której - ponieważ likwidacja rzeczywistych przyczyn problemów nie wchodzi w rachubę - kładzie się coraz większy nacisk na różne pozorne rozwiązania, dąży do ich eskalacji, mimo że gołym okiem widać, iż są one nieskuteczne. Gdyby ktoś postępował w taki sposób ze swoimi sprawami osobistymi, psychiatrzy określiliby to jako "urojeniową wizję świata", a zatem jako chorobę psychiczną!

Po drugie, "zdaniem wielu ludzi" to wyrażenie bardzo nieprecyzyjne. O wiele dokładniejszych danych dostarcza nam statystyka. Według raportu światowej Organizacji Zdrowia w Stanach Zjednoczonych - kraju z niezwykle silnie rozwiniętą i bardzo modną psychiatrią - wśród ludzi, u których zdiagnozowano schizofrenię, tylko 38% wraca do pełnego zdrowia. Za to w ubogich i zacofanych krajach Trzeciego świata, gdzie brakuje i psychiatrów, i leków psychotropowych, i pieniedzy na ich zakup, odsetek ten wynosi aż 61%. Wnioski chyba się nasuwają same.

5. Jedną z konsekwencji uznania nieistnienia chorób psychicznych byłoby zniesienie niepoczytalności jako czynnika chroniącego przed odpowiedzialnością karną. Thomas Szasz, czołowy działacz ruchu antypsychiatrycznego, nalega, aby ktoś, kto dopuścił się zabójstwa pod wpływem psychozy, ponosił pełną odpowiedzialność karną za swoje czyny.Wielu ludzi uważa takie stanowisko za nieludzkie. 

--Choć wielu żądnych sensacji dziennikarzy nagłaśnia opowieści o zbrodniach popełnianych pod wpływem psychozy, statystyki mówią zupełnie co innego. Ludzie z psychiatryczną etykietką o wiele częściej sami padają ofiarą przemocy innych ludzi, niż ją wobec nich stosują. Tak naprawdę niepoczytalność nie daje żadnych korzyści popełniającym przestępstwa kryminalne. Zamiast odsiadywać swoje wyroki w więzieniach, odsiadują je w szpitalach, gdzie się poddaje ich przymusowej intoksykacji lekami i przymusowym elektrowstrząsom. W wielu przypadkach osądzeni tak naprawdę odsiadują dłuższe wyroki w szpitalach psychiatrycznych, niż gdyby trafili do więzienia. Przykładem jest Janusz Ochnik, żołnierz służby zasadniczej, który uciekł z wojska zabijając strażników. Do dziś przebywa w szpitalu psychiatrycznym w Abramowicach. Gdyby trafił do zakładu karnego, dawno by już z niego wyszedł. Poza tym, okres odsiadywania wyroku w szpitalu psychiatrycznym, w przeciwieństwie do zwykłej kary pozbawienia wolności, jest nieokreślony i szef szpitala może go ustalać wedle swego własnego widzimisię.I jeszcze jedno - popełnienie zbrodni w afekcie zawsze jest okolicznością łagodzącą, a do tego nie jest uznawane za oznakę choroby psychicznej.

6. Ale przecież choroba psychiczna istnieje, bo ma swoje charakterystyczne objawy. Na przykład katatonia - chory siedzi bez ruchu dniami i tygodniami, co zagraża jego życiu. Albo też słyszy nieistniejące głosy w swojej głowie i widzi nieistniejące obrazy. 

--Każdy człowiek może siedzieć bez ruchu dniami i tygodniami, jeżeli przydarzy mu się jakieś straszne nieszczęście. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Prawie każdy człowiek, jeśli wędruje przez gorącą pustynię i usycha z pragnienia, widzi fatamorgany. Tak samo z palącymi potrzebami psychicznymi - jeśli nie ma realnej szansy na ich zaspokojenie, zaspokajać je będą w końcu głosy w czyjejś głowie. Czy to znaczy, że człowiekowi na pustyni potrzebny jest psychiatra? Nie, jemu potrzebna jest woda! Dajcie mu wodę, a przestanie widzieć fatamorgany. Dajcie też "choremu" miłość, zrozumienie i solidarność, a nie będą potrzebne mu do niczego żadne głosy w głowie. Albo też i odwrotnie - jak mówi polskie przysłowie, "na złodzieju czapka gore". Mówi ono o tym, że jeśli ktoś czegoś się bardzo boi, to wszędzie zaczyna to widzieć. Nieprzyjemne halucynacje są po prostu nasileniem się tego zjawiska. W takiej sytuacji potrzebne jest bezpieczeństwo, a nie psychiatria. A przeżycia mistyczne, kontakty z siłami nadprzyrodzonymi? Też wymagają leczenia psychiatrycznego? Bardzo często mamy do czynienia z połączeniem tych dwu zjawisk - w zależności od nastroju człowiek na przemian przeżywa halucynacje przyjemne i koszmarne, również i obojętne. Jeśli nikt mu nie pomoże w wyeliminowaniu przyczyn, stan taki może się pogłębić. Zaczynają się wtedy pojawiać również pseudohalucynacje, czyli własne myśli odczuwane jako jakaś wyższa prawda narzucona z zewnątrz (coś pośredniego między zwykłymi myślami a głosami z zewnątrz) i następuje ogólny rozpad poczucia rzeczywistości, czasem też pojawia się poczucie bycia zdalnie sterowanym. W takiej sytuacji leki psychotropowe mogą stać się chwilową koniecznością, tak samo jak w pewnych okolicznościach jest nią amputacja kończyny. Ale zazwyczaj głosy w głowie pojawiają się u ludzi tylko od czasu do czasu. Nie są zjawiskiem patologicznym, tylko intensywnym przeżyciem.

7. Między zdrowiem a chorobą psychiczną istnieje pewna różnica. Ludzie chorzy psychicznie mają urojenia - są nimi fałszywe i niczym nieuzasadnione przekonania, których (w odróżnieniu od zwykłych złudzeń czy błędnych przypuszczeń albo podejrzeń) nie można zbić żadnymi argumentami, a dopiero leczeniem psychiatrycznym. Urojenia tworzą nieraz całą sieć, przenikającą postrzeganie świata przez chorego. Zdrowi psychicznie nigdy nie mają urojeń. 

--Gdyby przyjąć taką definicję, okazałoby się, że około 90% wszystkich ludzi to chorzy psychicznie. A wśród psychiatrów odsetek ten byłby jeszcze wyższy. Cała rzecz polega na tym, że tylko niektóre rodzaje urojeń są postrzegane przez lekarzy jako choroba, inne są popierane. A urojenia ma zdecydowana większość ludzi. Na przykład ktoś dobrze wie, że pieniądze nie dają mu szczęścia, ma już ich dużo, ale chce za wszelką cenę zdobyć jeszcze o wiele więcej i wmawia sobie, że to mu da szczęście. Czy takiego człowieka może przekonać jakakolwiek racjonalna argumentacja? Jeśli już w ogóle (co i tak by graniczyło z cudem), to tylko na chwilę, a potem wszystko wróci do normy. Inne przykłady - fanatycy religijni, wyznawcy ekonomii neoliberalnej - dokładnie ten sam mechanizm. Albo rasiści - ich poglądy mogą wynikać z niewiedzy, ale bardzo często pomimo rozległej wiedzy jakiś człowiek ma urojenia, że jego rasa jest rasą panów. To samo zresztą ze wszystkimi innymi rodzajami dyskryminacji.

Wszystko więc zależy tylko od tego, czy urojenia danego człowieka są zgodne z interesami klas rządzących, czy z nimi sprzeczne, czy też nie mają na nie wpływu. W drugim i trzecim przypadku człowieka z urojeniami czeka leczenie psychiatryczne, w pierwszym nagroda. Mówiąc prościej - jeśli ktoś uroił sobie, że jest prześladowany przez jakąś potężną siłę, że obcy odczytują jego myśli, albo że jest przybyszem z kosmosu, to trafi na oddział psychiatryczny. Jeśli uroił sobie, że jest nieomylny, to raczej tam nie trafi (chyba żeby ta nieomylność była na szkodę klas rządzących, ale to mało prawdopodobne). A jeśli uroił sobie, że zostanie nowym Billem Gatesem, albo że zwykłe, racjonalne ludzkie zachowania to skutek choroby psychicznej, albo że należy do wyższej rasy nadludzi, to trafi na ekrany telewizorów i do wysokonakładowej prasy jako autorytet moralny.

 

Pamiętaj Życia Zrujnowane przez Psychiatrię!

http://www.antipsychiatry.org/

Jeśli chcesz podjąć działalność antypsychiatryczną w Polsce, to daj znać emailem: 

gergiar@poczta.onet.pl 

 

Antypsychiatria - Bibliografia

Szasz, Thomas (1978), Mit choroby psychicznej, /w:/ K. Jankowski (red.) Przełom w psychologii, Czytelnik, Warszawa. 

Rosehan, David L. (1978), O ludziach normalnych w nienormalnym otoczeniu, /w:/ K. Jankowski (red.) Przełom w psychologii, Czytelnik, Warszawa. 

Laing R.D.: Rozszczepione ja. Dom Wydawniczy Rebis, Poznań, 1995.  (A Divided Self - The Divided Science: Essay Review of R. D. Laing, The Divided Self 

Laing R.D.: Ja i inni. Dom Wydawniczy Rebis, Poznań, 1995. (Self and Others) 

Torrey E.F.: Czarownicy i psychiatrzy. PIW. (The Mind Game: Witchdoctors and Psychiatrists - Review) 

R. Jaccard, Szaleństwo, przekł. S. Cichowicz, Wydawnictwo Siedmioróg: Wrocław 1993. 

J. Sowa, Kulturowe założenia pojęcia normalności w psychiatrii, PWN: Warszawa 1984.

D. Fancher. Cultures of Healing. 

F. Basaglia, „Breaking the Circuit of Control”, w: D. Ingleby (red), Critical Psychiatry, Penguin Books: London 1981. 

L. Bowers, The Social Nature of Mental Illness. Routledge: London and New York 1998.

A. Phillips, Terror and Experts, Harvard University Press: Cambridge; Massachusetts 1996. 

Thomas Szasz, The Theology of Medicine. The Political-Philosophical Foundations of Medical Ethics, str. 170 (brosz.)

Thomas Szasz, Psychiatric Justice, str. 298 (brosz.)

Thomas Szasz,  The Myth of Mental Illness (1960) 

Thomas Szasz, The Manufacture of Madness: A Comparative Study of the Inquisition and the Mental Health Movement. New York: Harper & Row, 1970. 

John W. Tintera, Hypoadrenocorticism, Adrenal Metabolic Research Society of the Hypoglycemia Foundation, Inc., Mt Vemon, Nowy Jork, 1969.

K. Thomson, Angels and Aliens, Fawcett Columbine, New York 1991.

L. Ron Hubbard, Richtlinienbrief "Das Image der Org" w: "Die Menagement-Serien Band 3", Kopenhagen 2001, s. 23.

Z naszego bloga


Top 11

Najpopularniejsze artykuły: 


Newsletter


Wyślij

Po więcej informacji zapisz
się do naszego newslettera

Licznik odwiedzin: 6961244 Ostatnia aktualizacja strony: 2017-02-22 02:39:07