Stowarzyszenie Macierz

Stowarzyszenie MACIERZ powstało jako organizacja zajmująca się ochroną Praw Człowieka, ekologią, promocją zdrowego odżywiania i funkcjonowania, działalnością charytatywną w różnych dziedzinach życia.

Ilość wejść: 1894


13 lat Świra

My, Naród Polski
– wszyscy obywatele Rzeczypospolitej

z wyjątkiem chorych psychicznie.

przedruk z tygodnika NIE (20/2008)



Polska pobiła rekord świata w zwlekaniu z realizacją ustawy. Ustawa o ochronie zdrowia psychicznego uchwalona w 1995 r. Zobowiązywała resort do ustalenia docelowej sieci zakładów psychiatrycznej opieki zdrowotnej z uwzględnieniem jej dostępności i sposobu finansowania. Kolejni ministrowie przesuwali termin wdrożenia ustawy w życie. Najnowszy to 31 grudnia 2008 r. Od 13 lat ustawa jest więc martwym prawem.

Ale prawdziwym ciosem dla pacjentów jest niedobór rzeczników praw chorych psychicznie. Od 3 lat obowiązuje ustawa, która nakazuje podległemu ministerstwu Biuru Praw Pacjenta powołanie 50 rzeczników. Do dziś zatrudniono jedynie 20 i nie ma żadnej możliwości, aby w najbliższym czasie ich liczba uległa zwiększeniu.

– To kwestia finansów i oraz braku odpowiednich ludzi. Od lat nie możemy doprosić się pieniędzy z ministerstwa na pensje dla nich, a ogłaszane przez nas nabory nie przynoszą efektów, bo nie zgłaszają się tacy, jakich byśmy chcieli – powiedziała nam dyrektor BPP Barbara Kozłowska.

Te wielkie pieniądze, których nie można się doprosić, to marna urzędnicza pensja w wysokości 2 tys. zł na miesiąc, a odpowiedni ludzie może i by się znaleźli, gdyby nie fakt, że ministerstwa z błachych powodów odwoływało kolejne rekrutacje.

Jednak nawet tam, gdzie rzecznicy są, można do ich pracy wiele zastrzeżeń.

– Przez cały rok apelowałam do wszystkich możliwych urzędów i instytucji, od dzielnicowego po ministerstwa, aby umieścili pod przymusem moją chorą psychicznie matkę. Nikt nigdy nie skierował mnie do rzadnego rzecznika, byłam zdana wyłącznie na siebie i dopiero po roku i którejś z kolei interwencji policji w mieszkaniu mamy łaskawie umieszczono ją w zakładzie – powiedziała nam pani Bożena Tomczyńska spod warszawskiego Józefowa.

Nic dziewnego, że jej nie pomogli. Do dziś wszyscy zatrudnieni rzecznicy obejmują swoim „zasięgiem” zaledwie 26 proc. szpitali. W województwach warmińsko-mazurskim, opolskim i lubelskim nie ma ani jednego. W pozostałych są przypisani do określonych zakładów i guzik ich obchodzi, co się dzieje w innych rejonach. I tak mają od cholery roboty,  bo rocznie wpływa do każdego z nich średnio kilkaset zawiadomień dotyczących nieprawidłowości w szpitalach,  z czego prawie połowa to zgłoszenia uzasadnione.

Próbowaliśmy dowiedzieć się, co jest powodem tej bezradności kontaktując się z rzecznikami. Udało nam się dodzwonić tylko do pani Justyny Drelich pełniącej obowiązki rzecznika praw chorych psychicznie w Szpitalu Specjalistycznym im. Józefa Babińskiego w Krakowie. Nie zechciała jednak opwiedzieć nam o swojej pracy ani odpowiedzieć na pytanie, dlaczego w jej szpitalu – mimo 1300 wniesionych skarg – wciąż dochodzi do łamania praw pacjentów.

A nie są to drobnostki w rodzaju „bo zupa była za słona”. W jednostce tej nagminnie stosowano niedozwolone formy zabezpieczeń pacjentów w trakcie wykonywania przymusu bezpośredniego, zamykało się ich w odosobnieniu w salach, które nie były izolatkami, poddawano przymusowym kąpielom. Unieruchomionych zostawiano na pastwę losu. Lekarze dyżurni i izby przyjęć „in blanco” podpisywali karty przebiegu przymusu nie interesując się tym, wobec kogo będzie stosowane.

Te i wiele innych nieprawidłowości wykazał najnowszy raport NIK z kontroli funkcjonowania opieki psychiatrycznej. Wnioski są druzgocące. Złe warunki sanitarne (porośnięte grzybem budynki, brud i zimno), nie sprawdzane, więc nie wiadomo, czy bezpieczne, instalacje energetyczno-gazowe to tylko przykłady zaniedbań, których jest wiele.

Pacjentów traktuje się niemal jak zwierzęta w ich schroniskach.

W połowie polskich szpitali tylko co trzeci pacjent był informowany, dlaczego został przymusowo zatrzymany, oraz w jaki sposób będzie leczony. 74 proc. dokumantacji lekarskich było niekompletnych. Tylko 8 z 209 skontrolowanych pacjentów było informowanych o skutkach ubocznych podawanych im leków.

Sądy opiekuńcze nie są powiadamiane o osobach opuszczających zakłady i nie mogą sprawować nad nimi żadnej kontroli. U wielu pozostawionych samym sobie powoduje to nawrót choroby skutkujący często konfliktami z prawem.

Jak niebezpiecznie w skutkach mogą być lekarskie zaniedbania, przekonano się w ubiegłym roku w Wojewódzkim Ośrodku Lecznictwa Psychiatrycznego w Toruniu. Uciekł stamtąd 21-letni Przemysław L. W jego dokumentacji widniał zapis, że jego stan zdrowia nie odbiega od normy psychicznej i nie jest zagrożeniem. W rzeczywistości zbiegły znajdował się w „głębokie psychozie”, co sam niejako potwierdził atakując nożem kobietę z małym dzieckiem.

– Opieka w naszym zakładzie stoi na wysokim poziomie i mogę panu powiedzieć, że możemy być dumni z naszych dokonań – usłyszeliśmy od dyrektora Wojewódzkiego Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych im. dr Józefa Bednarza w Świeciu. W szpitalu tym zaś w co czwartym z bananym przypadku zastosowania przymusu bezpośredniego wystąpiły uchybienia dotyczące niewłaściwego założenia uchwytów unieruchamiających pacjenta (powodujących ból przy próbie wyrwania się z nich) oraz związania bez uprzedniego zalecenia lekarskiego – czytamy w raporcie NIK. W 60 proc. przypadków przyjmowano pacjentów bez lekarskiej adnotacji wskazań do przyjęcia. Zdarzało się także, wbrew obowiązującym przepisom, że nie powiadamiano dyrekcji o unieruchamianiu pacjentów na czas dłuższy niż 4 godziny. Liczba pomniejszych uchybień w tej placówce jest taki liczna, że szkoda na nie papieru, a przy tym uroczyście eksponowanym mottem zakładu są słowa: „Miarą człowieczeństwa jest stosunek do chorych psychicznie”. Obecne władze szpitala bronią się twierdząc, że za wszystkie nieprawidłowości odpowiada poprzedni dyrektor.

Ogółem skontrolowano 34 zakłady dla psychicznie chorych. Żaden nie spełniał wymogów określonych w rozporządzeniach.

Także przepisy kodeksu postępowania karnego łamią prawa człowieka gwarantowane przez konstytucję. Na podstawie art. 203 na wniosek prokuratora sądy mogą przymusowo umieszczać na 6 tygodniową obserwację osoby podejrzane o chorobę psychiczną. Na wniosek szpitala okres pobytu w zakładzie może zostać przedłużony. W nieskończoność!

Taki los spotkał w ubiegłym roku panią Hannę Różańską z Poznania, której przypadek jako pierwsza opisała „Gazeta Wyborcza”. W trakcie rozprawy zarzuciła sądowi stronniczość. W odpowiedzi na ten zarzut sędzie stwierdziła, że kontakt z oskarżoną jest utrudniony i skierowała ją na badania psychiatryczne – pisze „GW”. Biegły, który badał ją przez całe 8 minut, uznał, że nie jest w stanie wydać opinii i wysłał ją na obserwację w zamkniętym ośrodku. Sprawa skończyła się w Trybunale Konstytucyjnym, który w ubiegłym roku orzekł, że art. 203 kpk narusza godność człowieka, gdyż pozbawia go wolności w stopniu, który nie jest konieczny w demokratycznym państwie. Mimo tego wyroku Ministerstwo Sprawiedliwości nie zmieniło przepisów.

O tym, że nie jest łatwo opuścić zakład psychiatryczny, przekonują się nie tylko ci, którzy pomieszkują w nim pod przymusem. Wielu chorych jest niezdolnych do samodzielnej egzystencji i po zakończeniu leczenia powinni być umieszczani na oddziałach opieki długoterminowej. Marzenie ściętej głowy! Na przykład w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Poznaniu na swoją kolej czeka się nawet 6 lat.

Ministerstwo Zdrowia od 10 lat nie przeprowadziło ani nie zleciło podległym mu organom przeprowadzenia ani jednej kontroli zakładów psychiatrycznej opieki zdrowotnej.

Instytut Psychiatrii i Neurologii wielokrotnie to podnosił, ale zawsze spotykał się ze stanowczą odmową. Dziesiątki stowarzyszeń rok w rok piszą do kolejnych ministrów petycje, wysyłają apele, zbierają podpisy – stają na głowie, aby politycy w końcu zainteresowali się psychicznie chorymi. Bezskutecznie. Ministerstwo jest głuche na skargi, ponieważ wychodzi z założenia, że nieprawidłowości są w większości zgłaszane przez świrów, a ich nie należy traktować poważnie.

W chwili obecnej w zakładach przebywa 30 tys. pacjentów, wśród których co czwarty znajduje się tam wbrew swojej woli, a co 10-ty nie ma pojęcia, że w ogóle jeszcze żyje. Nie mam im nic optymistycznego do powiedzenia, ponieważ w najbliższym czasie nic się nie zmieni i muszą pogodzić się z tym, że prawa człowieka kończą się tam, gdzie zaczyna psychiatryk.

T.T.

 


Z naszego bloga


Top 11

Najpopularniejsze artykuły: 


Newsletter


Wyślij

Po więcej informacji zapisz
się do naszego newslettera

Licznik odwiedzin: 6964530 Ostatnia aktualizacja strony: 2017-02-23 10:25:47