Stowarzyszenie Macierz

Stowarzyszenie MACIERZ powstało jako organizacja zajmująca się ochroną Praw Człowieka, ekologią, promocją zdrowego odżywiania i funkcjonowania, działalnością charytatywną w różnych dziedzinach życia.

Ilość wejść: 24688


Śmierć Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i władz państwowych

Lech Kaczyński z małżonką MariąZginął Prezydent Lech Kaczyński z małżonką i funkcjonariuszami Państwa Polskiego! Lech Kaczyński był czwartym z kolei prezydentem Rzeczpospolitej i trzecim wybranym w wyborach bezpośrednich. Jego kadencja kończyła się w grudniu 2010 roku. Lech Kaczyński miał ubiegać się o reelekcję. 

Prezydent Lech Kaczyński zginął w katastrofie rządowego samolotu Tupolew 154M. Maszyna rozbiła się dnia 10 kwietnia 2010 roku około godziny 8.41 (wcześniej podawano 8.56) rano czasu polskiego przy podejściu do lądowania w gęstej mgle na lotnisku wojskowym Siewiernyj pod Smoleńskiem w Rosji przy granicy z Białorusią. Na pokładzie znajdowało się 96 osób wraz z ochroną plus siedem osób załogi, w tym małżonka prezydenta Maria, wicemarszałkowie sejmu, posłowie i najwyżsi dowódcy wszystkich rodzajów polskich sił zbrojnych. Nikt nie przeżył. Smoleńsk oraz Katyń to miejsce wielu tragicznych wojen i bitew w historii Polski i Rosji. 

Na pokładzie - według najnowszych doniesień - było 96 osób oraz załoga. 88 z nich to pasażerowie, ośmioro kolejnych to członkowie ochrony z BOR, a załoga to czterech pilotów i trzy stewardessy. Wcześniej rosyjskie portale internetowe donosiły, śmierć poniosły 132 osoby, mylnie podając standardową liczbę miejsc w tym samolocie pasażerskim. Samolot - według świadków - zahaczył lewym skrzydłem o drzewa w czasie nawrotu, a następnie uderzył w ziemię po obróceniu się o 180 stopni. Urwał się ogon z silnikami. Maszyna rozpadła się na kilka części i stanęła w płomieniach. Już pierwsze oględziny pokazały, że nikt nie przeżył katastrofy, chociaż katastrofy na tak niskiej wysokości przeżywa sporo ofiar. Tutaj samolot lądował praktycznie w lesie na bagnistym terenie, a przed lotniskiem jest głęboki wąwóz. Samolot po prostu wleciał w las, walnął w drzewo czy raczej zaczął kosić drzewa. Czyżby zawiodły przyrządy pokładowe i radiolokacja? 

Prezydent Lech Kaczyński miał wziąć udział w obchodach 70-tej rocznicy tak zwanej zbrodni katyńskiej. Ze względu na złe warunki atmosferyczne (mgła i niskie chmury) samolot, którym leciała głowa Państwa Polskiego, czterokrotnie podchodził do lądowania. Pilotowi maszyny proponowano z wojskowej wieży kontrolnej już wcześniej lądowanie na lotniskach zastępczych, w Mińsku lub Moskwie - donosi serwis gazeta.ru. Załoga nie zgodziła się na awaryjne lądowanie na zastępczym lotnisku. Katastrofa wydarzyła się w piątą rocznicę śmierci katolickiego papieża Jana Pawła II. 

Według naocznego świadka, na którego powołuje się agencja ITAR-TASS, w wyniku silnego uderzenia oderwał się ogon samolotu. Rzecznik Polskiego MSZ poinformował, że samolot najprawdopodobniej zahaczył o drzewo. Zapalił się, a następnie został ugaszony przez straże pożarne lotniska. W kilkanaście minut po katastrofie ratownicy próbują wejść do maszyny, która leży około 1,5 czy nawet 2 kilometry od lotniska i wydobyć ofiary. Na lotnisku panował wielki chaos, cały czas słychać było od 9 rano syreny alarmowe. Szczątki samolotu są rozrzucone na obszarze o średnicy około 800 metrów. Niektóre szczątki samolotu były w odległości około 200 metrów od początku pasa startowego na którym miał lądować samolot z prezydentem...

Razem z ochroną BOR i załogą samolotu zginęły 103 osoby...

 

Ostatnie chwile życie

Ostatnie momenty przed wypadkiem wyglądały najprawdopodobniej następująco: bardzo dobra maszyna TU-154 M próbowała po raz czwarty podejść do lądowania w wielkiej mgle. Widoczność była od rana ograniczona do kilkudziesięciu metrów. Nie udało jej się usiąść na pasie. Piloci przyspieszyli i chwilę później kontakt z maszyną się urwał. Rozległ się ryk silników i wybuch.

Prócz prezydenckiej pary wraz z Lechem Kaczyńskim w Katyniu mieli być m.in. ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, prezes IPN Janusz Kurtyka, biskup polowy Wojska Polskiego generał dywizji Tadeusz Płoski, prawosławny ordynariusz Wojska Polskiego biskup i generał brygady Miron Chodakowski oraz sekretarz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik oraz szef NBP Sławomir Skrzypek oraz wszyscy szefowie sił zbrojnych polskiej armii czyli cała generalicja odpowiedzialna także za zbrodniczą okupację Afganistanu, a wcześniej w Iraku.

Nieco wcześniej, około 8.40 rano kontrolerzy lotniska w Smoleńsku nie udzielili pozwolenia na lądowanie maszynie wojskowej Ił-76. Jest to bowiem lotnisko w rosyjskiej, strategicznej bazie wojskowej, nie jest przystosowane do cywilnego ruchu lotniczego; nie posiada systemu naprowadzania samolotów w trudnych warunkach atmosferycznych znanego jako ILS. Przed lotniskiem obecni byli liczni polscy dziennikarze, akredytowani przez redakcje mediów do obsługi obchodów tak zwanego mordu katyńskiego. Nie zostali jednak dopuszczeni do miejsca katastrofy, które jest w lesie około 2 km od lotniska. Na miejscu pracowały służby ratownicze, które mają pracy na 2 tygodnie w takich wypadkach. Nad lotniskiem wciąż unosiła się mgła, nawet około południa. 

 

Prezydent Lech Kaczyński nie żyje 

Rosyjski Gubernator obwodu smoleńskiego poinformował, że zginęli wszyscy, którzy znajdowali się na pokładzie Polskiego samolotu rządowego z wielkim napisem "Rzeczpospolita Polska". Oprócz pary prezydenckiej tupolewem 154 M lecieli wicemarszałkowie sejmu Jerzy Szmajdziński i Krzysztof Putra, były prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego generał Franciszek Gągor, szef kancelarii prezydenta Władysław Stasiak, Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski, szef Instytutu Pamięci Narodowej Janusz Kurtyka, bp Tadeusz Płoski, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Aleksander Szczygło, prezes NBP Sławomir Skrzypek, szef Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski, posłowie Zbigniew Wasserman, Przemysław Gosiewski i wielu innych polityków. 

W katastrofie samolotu prezydenckiego zginął kwiat polskiej prawicy rewizjonistycznej, wierchuszka najbardziej prawicowej partii politycznej jaką jest PiS, znanej z bezwzględnego potępiania epoki PRL. Niektórzy działacze PiS jak Jolanta Szczypińska i Ryszard Nowak są ciągle zaangażowani w bestialskie mordowanie Polskich artystów pokroju Adama "Nergala" Darskiego z zespołu Behemot. Czy prawicy przystoją takie faszyzujące zachowania jak znęcanie się nad najwybitniejszymi artystami metodami rodem z inkwizycyjnego średniowiecza? Czy tragedia coś nauczy prawicę? 

 

Dziennikarze też mieli kłopoty z samolotem

Dziennikarze, którzy towarzyszą prezydentowi w oficjalnych delegacjach zazwyczaj lecą wraz z nim tym samym samolotem. Tym razem, na uroczystości katyńskie polecieli inną maszyną - Jak-40. I także mieli kłopoty ze swoim samolotem. W sobotę rano krótko po tym jak dziennikarze wsiedli do rządowego Jak-40, obsługa tej maszyny poinformowała, że z powodu usterki technicznej lot nią nie będzie możliwy. Pilot Jaka poprosił o pozostanie w samolocie do czasu przygotowania drugiego stojącego obok Jak-a. Po około 10 minutach podróż mogła się rozpocząć.

Wspólny lot z prezydentem samolotem Tu-154 M nie był możliwy ze względu na liczebność delegacji, która miała wziąć udział w uroczystościach katolickich w Katyniu. Zabezpieczający podróże osób pełniących najwyższe funkcje w państwie pułk specjalny dysponuje jednym pozostałym Tu-154 M, który obecnie przechodzi remont, czterema mniejszymi samolotami pasażerskimi Jak-40, trzema M-28 Bryza oraz śmigłowcami: sześcioma typu Mi-8, pięcioma Sokołami i jednym śmigłowcem Bell-412. 

 

Posiedzenie rządu i pierwsze kondolencje

Premier Donald Tusk zwołał nadzwyczajne posiedzenie Rady Ministrów, czyli rządu. Premier przyjechał z Gdańska do Warszawy samochodem, również wszyscy ministrowie szybko dotarli do stolicy na godzinę 13-tą. W resorcie spraw zagranicznych zorganizowany został sztab kryzysowy. Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew powołał specjalną komisję do zbadania przyczyn katastrofy polskiego samolotu. Będzie jej przewodniczył premier Rosji Władimir Putin. Prezydent Rosji wysłał także na miejsce wypadku ministra do spraw nadzwyczajnych Siergieja Szojgu. W Rosji od spraw kryzysowych jest specjalne ministerstwo do spraw nadzwyczajnych. Może czas podobne rozwiązania wprowadzić w Polsce, zamiast dość powszechnej rusofobii. 

 

Relacje na żywo w TVN24.pl 

Oficjalne przyczyny katastrofy są na dzień katastrofy nieznane. Okoliczności wypadku ma wyjaśnić specjalna komisja powołana w tym celu przez prezydenta Federacji Rosyjskiej, Dmitrija Miedwiediewa. Na jej czele stanie rosyjski premier Władimir Putin oraz prokurator generalny Rosji. Rosyjska prokuratura już wszczęła śledztwo. W oględzinach miejsca wypadku i zabezpieczaniu materiału dowodowego weźmie też udział grupa polskich prokuratorów wojskowych, ktorej przewodniczy naczelny prokurator wojskowy płk Krzysztof Parulski. Zgodnie z zapisami konstytucji RP obowiązki głowy państwa przejmie marszałek sejmu, Bronisław Komorowski

 

Samolot Tu 154 M (Tu 164)

Jest to samolot trójsilnikowy, o konstrukcji duralowej, półskorupowej. Skrzydła o skosie +35°, zbiorniki paliwa w skrzydłach. Wyposażony do lotów bez widoczności, podwozie chowane, trójwózkowe, z kołem przednim. Załogę stanowi dwóch pilotów, nawigator i mechanik pokładowy. Tu-154 (ros. Ту-154) oznaczenie NATO Careless – pasażerski samolot średniego zasięgu, produkcji radzieckiej, zaprojektowany w biurze konstrukcyjnym Tupolewa. Pierwszy Tu 154 do użytku publicznego został wyprodukowany w 1972 roku. Pierwszy oblot prototypu nowego samolotu pasażerskiego odbył się 4 października 1968. 

Tu-154 to pasażerski samolot produkcji radzieckiej, zaprojektowany wstępnie jeszcze w latach 60-tych XX wieku. Używany był w krajach byłego ZSRR, Bułgarii, Kuby, Polski, Rumunii, Węgier, KRL-D i Syrii. TU-154 wycofano z użycia w Polskich Liniach Lotniczych LOT. Dwie maszyny typu Tu 154M Lux znajdują się na wyposażeniu 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego jako samoloty do przewozu najwyższych władz państwowych. Tupolew, chociaż jest już starym modelem samolotu, ale bardzo dobrej konstrukcji.  Tu 154 zastąpił od 1972 roku latające w barwach Aerofłotu odrzutowe Tu-104 oraz turbośmigłowe An-10, An-12 i Ił-18. Jako jeden z pierwszych w historii lotnictwa został wyposażony w urządzenia do lotów bez widoczności...

Zgodnie z panującymi wówczas tendencjami, w Tu 154 zdecydowano się na układ trzysilnikowy z silnikami w końcu samolotu, z wlotem powietrza do trzeciego silnika przy nasadzie statecznika pionowego. Aby umożliwić korzystanie z lotnisk o słabszej nawierzchni zdecydowano się na podwozie z dwiema sześciokołowymi goleniami pod skrzydłami (oraz jedną dwukołową golenią pod przednią częścią kadłuba), obniżając tym samym nacisk kół na podłoże. Pierwsze samoloty Tu-154M opuściły fabrykę w 1984 roku. Wyposażone były w silniki podobne do stosowanych w samolotach Ił-62M z odwracaczami ciągu typu klapowego i obniżonym ciągu (dzięki czemu możliwe stało się przedłużenie resursów silnika). Twierdzenie dziennikarzy, że Tu 154 M to model z lat 60-tych jest sporo przesadzone, gdyż dziennikarze i PiSowcy mylą solidarnie Tu 154 z 1972 roku z modelem Tu 154M z 1984 roku! 

Tupolewy nie są już najnowocześniejszymi samolotami, a kwestia unowocześnienia rządowej floty powietrznej powraca od kilku, jeśli nie od kilkunastu lat. W 2008 roku z powodu awarii technicznej Tu-154 M prezydent Lech Kaczyński nie poleciał z Mongolii do Japonii - maszyna nie mogła wystartować, prezydent poleciał z opóźnieniem wyczarterowanym samolotem. Problemy ze startem mieli też polscy ratownicy, którzy udzielali pomocy ofiarom trzęsienia ziemi na Haiti - samolot miał awarię układu sterowniczego, którą usunięto na miejscu. 

O włos od tragedii był premier Leszek Miller w 2003 roku, kiedy helikopter, na pokładzie którego się znajdował spadł na las pod Piasecznem. Na szczęście nikt nie zginął. Powodem wypadku była awaria jednego z silników spowodowana oblodzeniem. Wedle wielu osób, nie tylko jasnowidzących, był to pierwszy wyraźny sygnał od Opatrzności Bożej, że rządy polityczne w Polsce zmierzają w niewłaściwym kierunku, a politycy prowadzą kraj generalnie do upadku! 

Wersje Tupolewa 154

Tu-154 - pierwsza wersja seryjna napędzana silnikami NK-8-2 (od 1972)

Tu-154A - wersja z silnikami NK-2U o większym ciągu i większym zapasie paliwa (od 1975) 

Tu-154B - wersja o zwiększonym udźwigu napędzana silnikami NK-8-2U (od 1977) - 180 osób

Tu-154B2 - wersja Tu-154B wyposażona w lepszą awionikę

Tu-154S - wersja transportowa Tu-154B o powiększonym udźwigu

Tu-155 - eksperymentalny Tu-154 w którym paliwo dla środkowego silnika stanowił wodór lub metan.

Tu-156 - eksperymentalny Tu-154 w którym paliwo dla wszystkich silników stanowił wodór lub metan.

Tu 154M (Tu-164) - wersja z oszczędniejszymi silnikami D-30KU-154, o wydłużonym zasięgu (od 1984).

Tu-154M2 - dwusilnikowa wersja z nowymi silnikami PS-90A, w fazie projektu. 

 

Tu154M_Katastrofa_Prezydenta

Lawina informacji 

W związku z katastrofą, w Warszawie, sieciach telefonii komórkowej nie radzą sobie z ruchem - ciężko jest nawiązać połączenie. Trwało do rana "oblężenie" na serwery Onetu i Wirtualnej Polski - strony nie chcą się wyświetlać, Polacy szukają informacji na temat tragedii. Oficjalna strona głowy państwa Prezydent.pl przez chwilę nie działa, po południu jest czarno-biała i informuje o katastrofie. Strona nie podawała przez kilka godzin informacji o śmierci głowy państwa, czekając na oficjalne potwierdzenie. 

W parę godzin po tragedii na frazę "katastrofa samolotu Lecha Kaczyńskiego" Google wyświetlała ponad 42 tysiące stron. Na portalu mikroblogowym Blip najpopularniejszy tag to "prezydent" i "smolensk". O katastrofie pod Smoleńskiem informują czołowe portale WWW na całym świecie, w tym serwis agencji Reutera, New York Times i BBC. 

Rosyjska agencja Interfax pisze, że samolot rozbił się na lotnisku pod Smoleńskiem przy czwartej próbie lądowania. Według agencji RIA Novosti przyczyną katastrofy mógł być błąd pilota, który zdecydował się na lądowanie w gęstej mgle. Wieża kontrolna miała radzić załodze prezydenckiego samolotu lądowanie w Mińsku lub w Moskwie. Czy może być prawdą, że tak jak w innej katastrofie, piloci działali pod presją lecących na pokładzie generałów? W Smoleńsku doradzano pilotowi, by lądował w Moskwie lub Mińsku, ze względu na gęstą mgłę, ale on mimo wszystko zdecydował się na lądowanie w Smoleńsku – mówił BBC rosyjski pracownik wieży kontrolnej! Nikt nie powinien był lądować w takiej mgle! - podkreśla.

Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew powołał w sobotę po południu dnia 10 kwietnia 2010 specjalną komisję do zbadania przyczyn katastrofy polskiego samolotu Tu 154 M. Będzie jej przewodniczył premier Rosji Władimir Putin. Prokurator generalny Rosji Jurij Czajka będzie osobiście nadzorował śledztwo w sprawie katastrofy. Prezydent Rosji wysłał także na miejsce wypadku ministra do spraw nadzwyczajnych Siergieja Szojgu. Polski Premier Donald Tusk zwołał nadzwyczajne posiedzenie Rady Ministrów. W MSZ dopiero organizuje się sztab kryzysowy, gdyż brak jest procedur na tego typu tragedie narodowe. Tymczasowe obowiązki prezydenta obejmuje marszałek Sejmu Bronisław Komorowski - także kandydat na prezydenta Platformy Obywatelskiej. Pierwszą decyzją było ogłoszenie tygodniowej żałoby narodowej. 

 

Tusk płakał

Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski powiedział, że premier płakał, gdy się dowiedział o katastrofie prezydenckiego samolotu. - Było moim strasznym, smutnym obowiązkiem poinformowanie o tym premiera, marszałka Sejmu i Jarosława Kaczyńskiego - poinformował.

Prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew powołał specjalną komisję do zbadania przyczyn katastrofy polskiego samolotu. Będzie jej przewodniczył premier Rosji Władimir Putin. Minister Sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski poinformował, że będzie polskie śledztwo w sprawie katastrofy w Smoleńsku polskiego samolotu z parą prezydencką na pokładzie. Takie polecenie wydał Prokurator Generalny Andrzej Seremet.  

Według Kwiatkowskiego, polskie MSZ zwróci się do strony rosyjskiej o umożliwienie polskim prokuratorom dostępu do miejsca zdarzenia. Zadeklarował też, że śledczy będą mieli pełny dostęp do wraku samolotu. - Prokurator Generalny Andrzej Seremet zgodził się na mój wniosek o wszczęcie odrębnego polskiego śledztwa - niezależnie od śledztwa rosyjskiego - dodał Kwiatkowski.

Kondolencje w związku z katastrofą przekazali natychmiast Dmitrij Miedwiediew i Władimir Putin. Paszkowski podał, że telefonował już szef dyplomacji Niemiec Giudo Westerwelle, a kanclerz Niemiec Angela Merkel tuż po katastrofie starała się połączyć z premierem Donaldem Tuskiem. Wszystkie kondolencje premier otrzymał przed południem jadąc samochodem z Gdańska do Warszawy. 

 

Odnaleziono czarne skrzynki z Tu-154M

Śledczy około godziny 13-tej w sobotę dnia 10 kwietnia 2010 odnaleźli już jedną z czarnych skrzynek polskiego samolotu, który rozbił się w sobotę pod Smoleńskiem - podało źródło w rosyjskiej administracji regionalnej. "Jedna z czarnych skrzynek samolotu została odnaleziona na miejscu katastrofy lotniczej" - poinformowało rosyjskie źródło. 

Około godziny 18-tej było już wiadomo, że rosyjskie ekipy ratunkowe odnalazły obie czarne skrzynki. Podejmowane są pierwsze próby ich odczytania. Zawierają zapisy ostatnich 30 minut lotu...

W poniedziałek 12 kwietnia 2010 wydobyto trzecią "czarną skrzynkę" rejestrująca tzw. zawyżone parametry techniczne lotu. - Będzie to miało swoje znaczenie - oczywiście, zapewne mniejsze niż zapisy z pozostałych skrzynek dotyczących przebiegu rozmów między kabiną a wieżą, rejestrujące też rozmowy w tle oraz rozmowy z kabiny pasażerskiej - powiedział Prokurator Generalny Andrzej Seremet. - Stale dokonuje się analizy zapisów tych informacji - podkreślił. Zapowiedział, że niezależnie od tego, prokuratura wojskowa dokona "własnych analiz i odtworzeń zapisów". 

Trzecią "czarną skrzynkę" rozbitego Tu-154 M przekazaliśmy do Moskwy, tej samej polsko-rosyjskiej grupie, która analizuje dwa poprzednie rejestratory - dodał Naczelny Prokurator Wojskowy, płk Parulski. 

 

RIA Nowosti: Znaleziono ciało Lecha Kaczyńskiego

Ciało prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który zginął w wypadku lotniczym pod Smoleńskiem, zostało znalezione na miejscu katastrofy - podała około godziny 16-tej agencja RIA Nowosti. Według wstępnych danych, na miejscu katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem znaleziono ciało prezydenta Lecha Kaczyńskiego – podała agencja RIA Nowosti, powołując się na źródło w siłach bezpieczeństwa obwodu smoleńskiego, które pracują na miejscu tragedii. - Dla zidentyfikowania wielu ofiar niezbędne będą dodatkowe ekspertyzy, w tym także badania DNA – powiedział rozmówca agencji. Sporo osób jest w kawałkach, a szczątki porozrzucane. Trzeba poszczególne znalezione kawałki ofiar dopasować do siebie z pomocą badań DNA. 

 

Rosyjskie władze: wydobyto wszystkie ciała

Rosyjski minister ds. sytuacji nadzwyczajnych Siergiej Szojgu około godziny 19-tej poinformował, że wydobyto i zebrano ciała wszystkich 96 ofiar z miejsca katastrofy pod Smoleńskiem. Brakowało tylko szczątków załogi samolotu w liczbie osób siedem. Rosyjscy śledczy będą prowadzić oględziny miejsca katastrofy samolotu przez całą noc - poinformowała Natalia Chomutowa z pionu śledczego prokuratury rosyjskiej. Ciała ofiar katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem zaczęto od razu ładować do wojskowych śmigłowców. Zostają przetransportowane do Moskwy, gdzie mają zostać zidentyfikowane - potwierdziła rosyjska minister zdrowia Tatiana Golikowa. Do tych czynności wyznaczono 30 ekspertów medycyny sądowej. Rosyjscy specjaliści spodziewają się, że potrwa to nawet kilka dni.

Rosyjski minister ds. sytuacji nadzwyczajnych Siergiej Szojgu powiedział, że dla ustalenia tożsamości wielu zabitych konieczne będą dodatkowe ekspertyzy, w tym badania DNA. Szojgu podkreślił, że już w niedzielę będzie można dokonywać ich identyfikacji. Moskwa, poinformował Szojgu, jest gotowa, aby przyjąć krewnych i bliskich ofiar i wszystkich członków polskiej delegacji. Premier Rosji Władimir Putin oświadczył, że rodzinom ofiar, które przylecą do Moskwy na identyfikację swoich bliskich, należy udzielić wszelkiej możliwej pomocy, w tym psychologicznej. Poinformował też, iż wszystkie wydatki związane z ich pobytem w stolicy Rosji pokryją moskiewskie władze. 

Wcześniej agencja RIA Nowosti informowała, że według wstępnych danych uzyskanych od przedstawiciela rosyjskich sił bezpieczeństwa, pracujących na miejscu tragedii, odnaleziono ciało Prezydenta III RP Lecha Kaczyńskiego. Ciała ofiar zostaną przewiezione na lotnisko Domodiedowo, 70 km na południowy zachód od Moskwy. 

Wstępnie Rosjan poinformowano, że na pokładzie było 88 osób. Pominięto 8 osób z ochrony BOR oraz 7 członków załogi. Rosjanie po wydobyciu 88 osób mieli zakończyć prace, ale znajdowano kolejne zwłoki, aż zweryfikowano liczbę zabitych ze strony polskiej... Stąd przedwczesne rosyjskie zapewnienia o wydobyciu wszystkich ofiar katastrofy...

 

Pierwsze ciała przewieziono do Moskwy

Pierwsze ciała ofiar katastrofy trafiły do Moskwy około godziny 21-ej wieczorem w dniu katastrofy. Śmigłowiec z trumnami wylądował po 21 na lotnisku Domodiewo - poinformowała Informacyjna Agencja Radiowa. Pierwsze ofiary tragedii zostały przeniesione do specjalnych aut i w eskorcie milicyjnych samochodów zostały przewiezione do Biura Ekspertyz Sądowych przy ulicy Tarnyj Projezd w moskiewskiej dzielnicy Carycyno. Tam zostaną wykonane ekspertyzy oraz odbędzie się identyfikacja ofiar. Moskiewskie władze przygotowały już grupę lekarzy psychologów, którzy w razie potrzeby mają pomóc bliskim ofiar. Moskiewskie władze zarezerwowały 150 miejsc dla rodzin ofiar w jednym z hoteli i zobowiązały się do pokrycia kosztów ich pobytu.

 

Potwierdzono, że załoga lądowała wbrew poleceniom

Zapisy z rozmów z załogą samolotu, którym leciała polska delegacja z prezydentem Lechem Kaczyńskim na czele, potwierdzają, że Tu-154 M lądował na lotnisku wojskowym w Smoleńsku wbrew zaleceniom kontrolera lotów - poinformował około godziny 20-tej przedstawiciel rosyjskiej Prokuratury Generalnej Aleksandr Bastrykin podczas spotkania z premierem Władimirem Putinem. Bastrykin dodał, że odnaleziono już wszystkie ciała ofiar katastrofy, a na miejscu ciągle pracuje 60 śledczych.

Wcześniej generał Aleksandr Aloszyn powiedział, że gdy załoga nie wykonała polecenia kontrolera lotów, kilkakrotnie nakazano jej skierowanie maszyny na lotnisko zapasowe. - Mimo to załoga wciąż obniżała lot, co, niestety, zakończyło się tragicznie - stwierdził rosyjski generał Aloszyn. Istotnym jest ustalenie, czyje rozkazy lub naciski wykonywała załoga samolotu. W normalnych warunkach dowodzi takim samolotem pierwszy pilot czyli kapitan samolotu. Jednak w wypadku rejsu wojskowego ze zwierzchnikiem sił zbrojnych i dowódcą lotnictwa na pokładzie, presja na pilotów samolotu jest oczywista! aka jest praktyka w wojsku polskim i rejsach samolotów rządowych z VIP-ami. 

Samolot Tu-154M z prezydentem Polski na pokładzie w odległości 50 km wszedł do strefy i przez szefa lotów został poinformowany o bardzo złych warunkach atmosferycznych w rejonie planowanego lądowania. Zarekomendowano mu, by udał się na lotnisko zapasowe z powodu braku automatycznego naprowadzania. Załoga podjęła decyzję, że wykona podejście do lądowania, a później zdecyduje, czy lądować, czy też lecieć na lotnisko zapasowe - relacjonował generał Aloszyn. - Nie jest to sprzeczne z międzynarodową praktyką. Ostateczną decyzję o lądowaniu bądź udaniu się na lotnisko zapasowe podejmuje kapitan samolotu - dodał. 

 

Jarosław Kaczyński przyleciał do Witebska

Brat prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Jarosław Kaczyński, przyleciał w sobotę wieczorem do Witebska na Białorusi, skąd uda się do odległego o 160 km Smoleńska, gdzie rano rozbił się prezydencki samolot Tu-154M. Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka polecił władzom regionalnym udzielenie wszelkiej niezbędnej pomocy stronie polskiej. I to pomimo robienia awantur politycznych z ekstremistyczną Angeliką Borys rozbijającą ruch mniejszości Polskiej na Białorusi. Pojawiają się głosy internautów, że kataklizm z samolotem to "kara Boża za awanturniczą i konfrontacyjną, szkodliwą dla Polski politykę PiS". Inne głosy sugerują teorie spiskowe oraz doszukują się "zamachu sił specjalnych na Prezydenta". 

 

Tusk i Putin na miejscu katastrofy

Wieczorem w sobotę premier Donald Tusk przyjechał do Smoleńska na miejsce katastrofy samolotowej, w której zginął prezydent Lech Kaczyński. Jest tam też szef rosyjskiego rządu Władimir Putin. Premierzy Rosji i Polski, Władimir Putin i Donald Tusk, złożyli wspólnie wiązanki kwiatów na miejscu katastrofy polskiego samolotu prezydenckiego Tu-154M pod Smoleńskiem. 

 

Rosja ogłosiła żałobę na 12 kwietnia 2010

- Wszyscy Rosjanie dzielą z Wami ból - mówił w specjalnej odezwie do Polaków prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. Ogłosił dzień żałoby narodowej w Rosji w najbliższy poniedziałek po tragedii - 12 kwietnia 2010.

 

Brazylia: trzydniowa żałoba z powodu tragedii pod Smoleńskiem

Rząd Brazylii około godziny 21.00 w sobotę ogłosił trzydniową solidarnościową oficjalną żałobę z powodu tragicznej śmierci prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i towarzyszących mu osób w katastrofie samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem. W depeszy do pełniącego obowiązki prezydenta, marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego i premiera Donalda Tuska prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva złożył na ich ręce "szczere i braterskie kondolencje dla narodu polskiego w imieniu narodu i rządu brazylijskiego oraz swoim własnym".

Szef brazylijskiej dyplomacji Celso Amorim, w depeszy do polskiego ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego wyraził w tych trudnych chwilach solidarność Brazylii z Polską. Polska - podkreślił minister Amorim - jest "krajem, z którym jesteśmy związani poprzez wielką społeczność imigrantów oraz przyjaźń i współpracę". Na przełomie XIX i XX wieku Brazylia zaoferowała imigrantom z Polski korzystne warunki osiedlenia się. Ocenia się, że w tym największym kraju Ameryki Łacińskiej żyje około 100 tys. Polaków. 

 

Litwa ogłosiła żałobę narodową

Władze Litwy podobnie jak Brazylia ogłosiły trzydniową solidarnościową żałobę narodową z Polską. 

 

Dalajlama XIV przekazał kondolencje

Przywódca duchowy Tybetańczyków Dalajlama XIV w liście do premiera Polski Donalda Tuska przekazał kondolencje dla narodu polskiego z powodu śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wszystkich, którzy zginęli w katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem. Także tybetański rząd emigracyjny rezydujący w indyjskiej Dharamśali wyraził głęboki żal z powodu śmierci polskiego prezydenta - poinformowały we wtorek tybetańskie portale. Dalajlama, który przypomniał, że miał zaszczyt spotkać Lecha Kaczyńskiego w czasie swojej wizyty w Polsce, wyraził podziw dla oddania zmarłego prezydenta sprawie wolności, demokracji i praw człowieka. 

 

Żałoba narodowa na świecie

Z powodu katastrofy polskiego samolotu prezydenckiego w Smoleńsku wiele państw ogłosiło żałobę narodową. Węgry, Czechy, Gruzja, Hiszpania, Niemcy, Serbia, Mołdawia, Rumunia, Turcja, Słowacja, Ukraina, Białoruś, Litwa, Rosja a nawet Brazylia ogłosiły żałobę narodową po tragedii polskiego prezydenckiego samolotu w Smoleńsku. Poniedziałek był dniem żałoby narodowej w Brukseli i Rosji. Na Ukrainie mieszkańcy Kijowa składają kwiaty pod polską ambasadą. Prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz ogłosił, poniedziałek dniem żałoby. Z Polską solidaryzują się także Węgry, premier Grodon Bajnai powiedział dziennikarzom, że ogłosi termin żałoby w dniu terminu pogrzebu ofiar, to samo zapowiedział rząd Czech i Słowacji. Także Unia Europejska ogłosiła poniedziałek dniem żałoby po prezydencie Polski.

 

MSWiA: trasa konduktu z ciałem prezydenta

W niedzielę 11 kwietnia 2010 między godz. 14.00 a 14.30 na lotnisku wojskowym Warszawa-Okęcie wyląduje samolot z ciałem Lecha Kaczyńskiego, zmarłego tragicznie prezydenta RP. Wylot trumny z ciałem prezydenta około godz. 12.00 ze Smoleńska ma poprzedzić krótka ceremonia pożegnalna na lotnisku w Smoleńsku. Podczas przekazania trumny obecny jest Władimir Putin. Jednocześnie podano, że opóźnia się pożegnanie i wylot ciała ze Smoleńska. Samolot z ciałem prezydenta Kaczyńskiego miał pierwotnie przywieźć również ciała ostatniego prezydenta na uchodźstwie Ryszarda Kaczorowskiego i wicemarszałka Sejmu Krzysztofa Putry. Ciało małżonki prezydenta zostało już przetransportowane do Moskwy i będzie przewiezione do Polski w późniejszym terminie. Okazało się, że pierwszym samolotem ze zwłokami przywieziono tylko zwłoki Lecha Kaczyńskiego. 

Na lotnisku Okęcie odbyły się uroczystości z udziałem rodziny prezydenta oraz władz polskich. Samolot lądował w asyście myśliwców MIG-29 oraz zostanie powitany przez Kompanię Honorową Wojska Polskiego. Ciało Lecha Kaczyńskiego zostało wedle protokołu dyplomatycznego przewiezione z lotniska do Pałacu Prezydenckiego. Uroczysty kondukt z ciałem prezydenta przejechał ulicami:

- Żwirki i Wigury,

- Krzyckiego,

- Raszyńską,

- Alejami Jerozolimskimi,

- przez Rondo Dmowskiego,

- Marszałkowską,

- przez Plac Bankowy

- Senatorską

- Miodową

- Krakowskim Przedmieściem

Wjazd do Pałacu Prezydenckiego. Trumna została wystawiona na widok publiczny, gdyż rodzina pary  prezydenckiej podjęła taką decyzję.

Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, wykonujący obowiązki Prezydenta RP, podpisał decyzję o tygodniowej żałobie narodowej, która zaczęła się w sobotę o godz. 18 i potrwa do piątku 16 kwietnia. Do południa w niedzielę 11 kwietnia 2010 zidentyfikowano już około 30 ofiar katastrofy! Służby rosyjskie zajmujące się sytuacjami kryzysowymi pracowały nadzwyczaj sprawnie, tym bardziej, że jest weekend. 

W poniedziałek 12 kwietnia 2010 prokurator Andrzej Seremet podał, że służby w Smoleńsku przygotowują się do operacji podniesienia części kadłuba samolotu, spod której mają być wydobywane szczątki kolejnych ofiar katastrofy. Według Prokuratora Generalnego RP zidentyfikowano ostatecznie już 25 ciał (w tym Marii Kaczyńskiej). Wydobyto w całości 87 ciał ofiar - poinformował. Część znajduje się jednak pod ciężkim kadłubem samolotu na podmokłym, bagiennym terenie okolic lotniska. 

 

Szabat uratował naczelnego rabina Polski

- Gdyby nie szabat, to byłbym na pokładzie tego samolotu. - mówi na łamach izraelskiego dziennika "Jeruaslem Post" naczelny rabin Polski Michael Schudrich. Rabin Polski przyznał, że otrzymał zaproszenie na pokład prezydenckiego Tupolewa i zrezygnował z podróży do Katynia tylko dlatego, że wypadała ona na szabat. Zmarłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego określił on mianem "wielkim przyjacielem Izraela oraz Żydów", którego będzie teraz bardzo brakowało. - On pamiętał o tragedii, jaka spadła na nasz naród, ale także pielęgnował pamięć o tym, jaki wpływ na polskie społeczeństwo mieli przez lata Żydzi" - dodał Schudrich. Bóg Elohim JHWH uratował Rabina za to, że przestrzegał zasad religijnych, trwał przy przykazaniu Bożym na temat Szabatu czyli Świętej Soboty! 

Bóg Biblii rzeczywiście zakazał w objawieniach dalekich podróży w Szabat czyli w Sobotę i kto wierzy w Biblię, uważa się za religijnego na podstawie Biblii, co jak co, ale Szabatu jako Odpoczynku Bożego powinien przestrzegać. W świetle zasad biblijnych nie ulega wątpliwości, że podróż do Katynia w Sobotę była ciężkim grzechem przeciwko przykazaniom Boga. Bóg mógł się pogniewać. W czasie popełniania grzechów Boża Ochrona zostaje wyłączona, a ciemne siły mają władzę nad grzesznikiem. Tyle Biblia i teologia biblijna. 

 

Ciało Marii Kaczyńskiej trafiło do kraju we wtorek

We wtorek dnia 13 kwietnia 2010 w godzinach przedpołudniowych zgodnie z przewidywaniami przyleciał do Polski samolot specjalny z ciałem małżonki prezydenta Marii Kaczyńskiej - poinformowała Kancelaria Prezydenta. "Trumny z ciałami pary prezydenckiej zostały wystawione na widok publiczny na parterze Pałacu Prezydenckiego" - poinformowano w komunikacie umieszczonym w poniedziałek na stronach Kancelarii Prezydenta. Ciało Marii Kaczyńskiej zostało zidentyfikowane dopiero w poniedziałek 12 kwietnia 2010. Trumna z ciałem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, która w niedzielę została przywieziona do kraju, znajduje się od tego czasu w kaplicy Pałacu Prezydenckiego. 

Prokurator Generalny RP Andrzej Seremet potwierdził zarazem, że identyfikacja ciała małżonki prezydenta Marii Kaczyńskiej, została w sobotę przeprowadzona wstępnie - przez członka rodziny, Jarosława Kaczyńskiego. Było jeszcze koniecznym przeprowadzanie testów DNA. Jak poinformowała Kancelaria Prezydenta we wtorek w godzinach przedpołudniowych przewidywany był przylot do Polski samolotu specjalnego z ciałem Marii Kaczyńskiej. Trumny z ciałami Pary Prezydenckiej zostają wystawione na widok publiczny na parterze Pałacu Prezydenckiego. 

 

Data wyborów prezydenckich ogłoszona zostanie 21 kwietnia

"Decyzję o dacie wyborów prezydenckich ogłoszę 21 kwietnia w godzinach rannych. Uzgodnienia zostaną przekazane po pogrzebie, po zakończeniu żałoby narodowej" - powiedział Bronisław Komorowski, marszałek Sejmu pełniący obowiązki prezydenta. Marszałek poinformował, że kluby parlamentarne są świadome jakie, taka zwłoka niesie za sobą skutki. "Jesteśmy w tej kwestii solidarni". Bronisław Komorowski podjął także decyzję o przełożeniu posiedzenia Sejmu, które miało się odbyć w następnym tygodniu. Przesunął je na 28-30 kwietnia. "Podpisałem pięć ustaw, które weszły w życie z datą 12 kwietnia i dwa postanowienia ws. kontyngentów wojskowych" - powiedział marszałek. 

 

Ambasador: biegliśmy, chcieliśmy wyciągać ofiary

- Biegliśmy. Chcieliśmy wyciągać ofiary, jednak nikogo nie mogliśmy znaleźć - relacjonuje pierwsze chwile po katastrofie ambasador RP w Rosji Jerzy Bahr, który był pierwszym urzędnikiem państwowym, który w świat przesłał wiadomość o katastrofie pod Smoleńskiem. - Chcę podziękować Rosjanom za okazaną nam pomoc - dodaje. - Skierowałem się natychmiast za pierwszym zobaczonym wozem straży pożarnej i dzięki temu znalazłem się na miejscu bardzo, bardzo szybko. Po prostu biegłem przez jakieś tam łąki w tym kierunku, gdzie widać było, że się coś stało - opowiada Bahr. Gdy dotarł na miejsce szczątki samolotu jeszcze się paliły. - Zobaczyłem krajobraz jak po trzęsieniu ziemi - mówi.

Ambasador natychmiast skontaktował się z Centrum Operacyjnym Rządu, które połączyło go z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim, który był "pierwszą czy też jedną z pierwszych osób w Polsce, które się o tym dowiedziały". Zdaniem Bahra, Sikorski nie mógł uwierzyć, w to co słyszy. - Nikt, kto słyszy taką wiadomość - myślę - jeżeli jest zdrowy, to nie jest w stanie uwierzyć - mówił w radiu RMF FM. 

 

Prof. Zoll apeluje o zlikwidowanie komisji śledczych

Profesor Andrzej Zoll w wypowiedzi dla "Tygodnika Powszechnego" apeluje o zlikwidowanie szkodliwych społecznie komisji śledczych w Sejmie, aby utrwalić pokój i nową jakość życia politycznego. "W imię pokoju politycznego apeluję do parlamentarzystów, by natychmiast umorzyli postępowania przed komisjami śledczymi. Niech śledztwa prowadzi prokuratura, niech o winie orzekają sądy. Sejm nie jest od śledztw i wydawania wyroków. Komisje śledcze przerodziły się w areny najgorszych bijatyk politycznych i przy wykorzystaniu mediów często dochodzi do wielkiego napięcia o sprawy, które nie są rangi komisji śledczych powoływanych przez parlament. Skończmy ze sprawami nacisków politycznych i hazardu. Umórzmy aspekt polityczny tych spraw. To szansa na polepszenie kultury politycznej w Polsce". 

Na pytanie Andrzeja Brzezieckiego, czy taki gest marszałka, który jednocześnie pełni obowiązki prezydenta oraz jest kandydatem na przyszły urząd, nie byłby odebrany jako działanie na korzyść PO, prof. Andzrej Zoll odpowiada: "Po ostatnich rewelacjach Romana Giertycha komisja ds. nacisków też na powrót stała się głośna. Jej likwidacja byłaby gestem w stronę PiS, tak jak likwidacja komisji hazardowej byłaby na rękę PO. Nikt tu więc nie powie, że mielibyśmy do czynienia z chowaniem spraw pod dywan przez jedną partię. Byłaby to swoista opcja zerowa. Skończmy z tymi komisjami. Przecież to nie ma oznaczać, że nie będą prowadzone postępowania. Dodatkowym argumentem jest i to, że prokuratura została wyzwolona spod wpływów politycznych – zostawmy to jej."

 

Ponad 2,5 tys. policjantów będzie zabezpieczać Kraków

W niedzielę pogrzeb pary prezydenckiej w Krakowie. Ponad 2,5 tysiąca policjantów będzie czuwało nad bezpieczeństwem uczestników uroczystości pogrzebowych pary prezydenckiej w Krakowie oraz nad porządkiem podczas przemarszu konduktu pogrzebowego - powiedział dziennikarzom rzecznik małopolskiej policji Dariusz Nowak. Małopolskich funkcjonariuszy będą wspierać policjanci z Katowic, Kielc, Lublina, Łodzi, Opola i Rzeszowa. Będą to m.in. funkcjonariusze prewencji i ruchu drogowego.

Przed niedzielnymi uroczystościami, podobnie jak przed pielgrzymkami papieskimi, policjanci odwiedzą domy położone wzdłuż tras przejazdu VIP-ów. - Będą sprawdzać, kto tam mieszka, kogo się ci ludzie spodziewają i jak zabezpieczone są wyjścia" - mówił Nowak. W związku z uroczystościami w Krakowie będą utrudnienia w ruchu drogowym, przede wszystkim w centrum miasta i na trasie przejazdu - z lotniska w Balicach przez Salwator do Rynku Głównego. Czasowego wyłączania ruchu na poszczególnych ulicach w centrum i na trasie przejazdu z Balic można spodziewać się już od soboty od godz. 17.00. W niedzielę od rana zamknięte będą ulice w pobliżu Wawelu.

"Apelujemy do osób mieszkających w obrębie I obwodnicy i przy trasie z Rynku na Wawel, aby nie parkowali tam swoich samochodów. Zaparkowane pojazdy będą odholowywane na koszt państwa. Znaki zakazujące zatrzymywania się i postoju musiałyby być ustawione siedem dni wcześniej. My tego czasu nie mamy, dlatego samochody będą zabierane na koszt państwa, a nie właściciela" - wyjaśnił Nowak. Rzecznik małopolskiej policji dodał, że w niedzielę zostaną zorganizowane cztery punkty dla dzieci zaginionych: dwa stałe - w komisariacie przy ul. Lubicz oraz w posterunku na Rynku Głównym oraz dwa ruchome - w oznakowanych samochodach stojących w pobliżu Wawelu oraz przy placu Kolejowym blisko dworca. W czwartek w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Krakowie zostanie uruchomiona specjalna infolinia. Przy telefonie dyżurować będą policjanci, udzielający informacji o utrudnieniach i zmianach w organizacji ruchu. 

 

Państwowe loty nie były ubezpieczane

"Dziennik Gazeta Prawna": W przeciwieństwie do lotów cywilnych, podróże lotnicze czterech najważniejszych osób w państwie - prezydenta, premiera i marszałków Sejmu i Senatu, nie były ubezpieczane. MON opiera się na artykule prawa lotniczego, który zwalnia z obowiązku ubezpieczenia "państwowe statki powietrzne". I tak też się działo, z bardzo prostej przyczyny - braku pieniędzy. Widocznie nikt nie przewidywał takiej możliwości, jak sobotnia tragedia.

Rodziny osób, które zginęły na pokładzie rządowego TU 154 będą mogły składać w sądach indywidualne pozwy przeciwko Skarbowi Państwa. Jeżeli komisja badająca przyczyny katastrofy orzeknie winę pilotów - odszkodowania mogą być bardzo wysokie. Wygląda na to, że dopiero to tragiczne wydarzenie spowoduje nie tylko bezzwłoczne pozyskanie nowego taboru, ale także rozwiązanie takich kwestii, jak ubezpieczenie każdego lotu, kończy "Dziennik Gazeta Prawna". Polska jak widać skandalami śmierdzi, nie tylko policyjno-prokuratorskimi czy klerykalno-pedofilskimi...

 

Lista 30 zmarłych osób przewożonych do kraju

Na pokładzie wojskowego samolotu, którym w środę 14 kwietnia 2010 do kraju transportowane są ofiary katastrofy prezydenckiego samolotu, są ciała m.in. szefa NBP Sławomira Skrzypka, wicemarszałków Sejmu Krzysztofa Putry i Jerzego Szmajdzińskiego. Trumny z ciałami ofiar katastrofy w Smoleńsku dotarły do Warszawy około godz. 16.20 - poinformowało PAP Centrum Informacyjne Rządu.

CIR podało listę 30 nazwisk:

Joanna Agacka-Indecka, Czesław Cywiński, Leszek Deptuła, Zbigniew Dębski, Miron Chodakowski, Katarzyna Doraczyńska, Aleksander Fedorowicz, Janina Fetlińska, Jarosław Florczak, Paweł Janeczek, Dariusz Jankowski, Mariusz Kazana, Stanisław Komornicki, Stanisław Jerzy Komorowski, Paweł Krajewski, Wojciech Lubiński, Tomasz Merta, Dariusz Michałowski, Justyna Moniuszko, Piotr Nosek, Piotr Nurowski, Jan Osiński, Adam Pilch, Krzysztof Putra, Ryszard Rumianek, Sławomir Skrzypek, Władysław Stasiak, Jacek Surówka, Jerzy Szmajdziński, Paweł Wypych. 

 

Kolejne 34 ofiary przywieziono do kraju w czwartek

Dnia 15 kwietnia 2010 do południa podano informację o zidentyfikowaniu 71 ofiar katastrofy. W tym czasie do Polski przybyła trumna z ciałem Ryszarda Kaczorowskiego - ostatniego prezydenta II RP na uchodźctwie. Trumna z jego ciałem zostanie wystawiona w Belwederze. Pogrzeb ma odbyć się w poniedziałek w Świątyni Opatrzności Bożej. Około godziny 16.30 na Okęciu wylądował samolot z kolejnymi 34 trumnami ofiar. Po południu Polskie Radio podało informację z Rosyjskiego Ministerstwa Zdrowia o zidentyfikowaniu łącznie 74 ciał ofiar katastrofy pod Smoleńskiem. 

Lista ciał przysłanych do Polski w czwartek:

Krystyna Bochenek, Anna Maria Borowska, Bartosz Borowski, gen. dyw. Tadeusz Buk, Grzegorz Dolniak, st. chor. Artur Francuz, ks. Roman Indrzejczyk, o. Józef Joniec, Sebastian Karpiniuk, Janusz Kochanowski (RPO), Andrzej Kremer, Janusz Kurtyka, ks. Andrzej Kwaśnik, Barbara Maciejczyk, Barbara Mamińska, Zenona Mamontowicz-Łojek, Stefan Melak, Stanisław Mikke, Janina Matusiewicz-Mirer, Bronisława Orawiec-Loffler, Katarzyna Piskorska, Maciej Płażyński, bp. gen. dyw. Tadeusz Płoski, mł. chor. Agnieszka Pogródka-Węcławek, Agnieszka Sariusz-Skąpski, Leszek Solski, Aleksander Szczygło, Jolanta Szymanek-Deresz, Izabela Tomaszewska, chor. Marek Uleryk, Anna Walentynowicz, Teresa Walewska-Przyjałkowska, Zbigniew Wassermann, Gabriela Zych...

 

Pozostało 25 nierozpoznanych ciał

W ostatniej chwili pilot zwiększył ciąg silników. Chciał w ten sposób poderwać maszynę. Ale przez ten manewr samolot nabrał prędkości tuż przed katastrofą. Siła uderzenia w ziemię była więc olbrzymia. To dlatego ciała wielu ofiar są w bardzo złym stanie. Do tej pory nie rozpoznano 25 z nich, w tym ciała Aleksandra Szczygły - szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. 

Do identyfikacji, na czwartek, 15 kwietnia 2010 pozostało wciąż 25 ciał. Ich rozpoznanie będzie możliwe wyłącznie na drodze badań DNA. Badania genetyczne mają być zakończone w przyszłą środę. Do tej pory rozpoznano natomiast 71 ciał. Jak wiadomo, 32 z nich, w tym ciała pary prezydenckiej, są już w Polsce od środy. 

 

Na nich jeszcze czekano

Do Polski w stanie na dzień 16 kwietnia 2010 wciąż nie wróciły ciała 21 ofiar katastrofy w Smoleńsku. Wciąż trwa ich identyfikacja. Ich nieobecność na sobotnich uroczystościach pogrzebowych w Warszawie jest szczególnie trudna dla rodzin, które nie potrafią zrozumieć, że ciała nie odnaleziono albo nie da się go zidentyfikować bez żmudnych badań DNA. Podczas sobotniej uroczystości w Warszawie nie zostały wystawione trumny, ale tylko ściana ze zdjęciami wszystkich ofiar katastrofy samolotu Tu 154 M. 

21 nieobecnych uczestników lotu 101 to:

Generał Andrzej Błasik, dowódca Sił Powietrznych (ur. 1962)

Edward Duchnowski, przewodniczący Związku Sybiraków (ur. 1930)

Grażyna Gęsicka, szefowa klubu PiS, doktor socjologii (ur. 1951)

Generał Kazimierz Gilarski, dowódca garnizonu warszawskiego Wojska Polskiego (ur. 1950)

Major Robert Grzywna  członek załogi samolotu(ur. 1974)

Mariusz Handzlik, podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP (ur. 1965 r.)

Natalia Januszko, stewardesa (ur. 1987)

Admirał Andrzej Karweta, dowódca Marynarki Wojennej (ur. 1958)

Janusz Krupski, kierownik Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych (ur. 1951)

Generał Bronisław Kwiatkowski, dowódca operacyjny sił zbrojnych (ur. 1950)

Tadeusz Lutoborski, Rodziny Katyńskie (ur. 1926)

Podporucznik Andrzej Michalak, członek załogi samolotu (ur. 1973)

Aleksandra Natalii Świat, wiceszefowa PiS (ur. 1959)

Generał Włodzimierz Potasiński, dowódca wojsk specjalnych (ur. 1956),

Major Arkadiusz Protasiuk, kapitan samolotu (ur. 1974)

Andrzej Przewoźnik, sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (ur. 1963)

Arkadiusz Rybicki, poseł PO (ur. 1953)

Wiesław Woda, poseł PSL (ur. 1946)

Edward Wojtas, poseł PSL (ur. 1955)

Stanisław Zając, senator PiS (ur. 1949)

Kapitan Artur Ziętek, członek załogi samolotu (ur. 1978)

 

Psycholodzy: Pomoc bliskim ofiar to  trudna akcja

Bliskich ofiar sobotniej katastrofy prezydenckiego samolotu wspiera kilkudziesięciu policyjnych i strażackich psychologów. Jak zaznaczają, dla nich to też trudny okres, bo ta tragedia - podobnie jak wszystkich Polaków - dotknęła również ich. "Dla mnie jest to najtrudniejsza akcja, z jaką miałam do czynienia, ze względu na jej rozmiar, sytuację rodzin i to, że ta tragedia dotknęła całe społeczeństwo. Przecież nie można mówić, że dotyczy to tylko ograniczonego kręgu osób - żałoba dotknęła wszystkich. My też przeżyliśmy szok, to dla nas jest też trudne emocjonalnie i prywatnie" - powiedziała Izabella Solarska, jeden z psychologów policyjnych biorących udział w akcji.

Jak oceniła, bliskich ofiar katastrofy czeka jeszcze wiele trudnych chwil. Wiele osób, będzie musiało skorzystać z długofalowej pomocy psychologa. "Żałoba emocjonalna trwa około roku. W pierwszym momencie jest szok, niedowierzanie. Później na pierwszy plan wychodzą sprawy organizacyjne - tyle rzeczy trzeba zrobić, że nie mamy czasu myśleć o stracie, jaką ponieśliśmy. Kiedy jednak to się zakończy, kiedy wracamy z pogrzebu czy wracamy do pracy okazuje się, że pustka jest wielka" - dodała.

Od soboty rodziny, znajomi i współpracownicy osób, które zginęły pod Smoleńskiem, są pod opieką psychologów. Wśród pomagających jest ponad 70 specjalistów z policji. Ich pomoc ma różnorodny charakter. Psychologowie dyżurują m.in. pod specjalnymi numerami telefonów w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa, spotykają się bezpośrednio z osobami dotkniętymi tragedią w ich domach lub w powołanym w tym celu centrum wsparcia rodzin (mieszczącym się w hotelu Novotel w Warszawie - PAP).

"W tej sytuacji najważniejsze jest wsparcie emocjonalne, które czasami polega na tym, żeby być z drugą osobą, czasem na tym, by udzielić jej najpotrzebniejszych informacji - bo te rodziny mają ogromne zapotrzebowanie na informacje. Staramy się też mówić, jak w przyszłości mają sobie radzić z tą sytuacją" - powiedziała Solarska. "Najtrudniejszy dla nas w tej chwili jest ogrom tej tragedii, dotknęło to bardzo wielu osób. Sądzę, że do wielu z nich dopiero zaczyna to docierać" - dodała.

Zaznaczyła, że pomoc psychologiczna polega na "zapewnianiu osobom dotkniętym tragedią wszystkiego, czego potrzebują". "Czasem jest to pomoc typowo logistyczna czy organizacyjna, czasem wysłuchanie, jak bardzo komuś jest ciężko" - dodała.

Specjaliści podkreślają, że pomocy potrzebują też współpracownicy tych, którzy zginęli. "Oni też mają poczucie straty. Dlatego np. dzisiaj, gdy w Sejmie odbywa się specjalne, żałobne posiedzenie, są wyznaczone pomieszczenia, gdzie od godziny 11 do 19 można porozmawiać z psychologami" - powiedziała Solarska. Rozdawane są także specjalne poradniki, o tym jak radzić sobie w tego typu sytuacjach. W podobnym sposób wspierani są np. pracownicy Kancelarii Prezydenta.

Pomocą psychologiczną objęci byli też ci, którzy pojechali na uroczystości do Katynia pociągiem i tam czekali na przylot delegacji z prezydentem na czele. Już podczas drogi powrotnej, w Terespolu, do pociągu wsiedli specjaliści, aby z nimi porozmawiać. 

 

Komorowski krewnym Kaczyńskiego?

Dr Marek Miniakowski, autor serwisu sejm-wielki.pl, przeanalizował do marca 2010 drzewa geneaologiczne rodu Kaczyńskich i Komorowskich. W wyniku tych badań okazało się, że zmarły prezydent i marszałek sejmu mają wspólnego przodka! Ogniwem łączącym rody Komorowskich i Kaczyńskich był, zdaniem Miniakowskiego, Andrzej z Kurozwęk Męciński herbu Poraj, który zmarł około 1619 roku. Andrzej z Kurozwęk pełnił funkcję posła z sejmiku proszowskiego, był także  jednym z najaktywniejszych przywódców rokoszu Zebrzydowskiego w 1606 roku. Żądza władzy może być zatem zapisana w genach!

Z analizy Marka Miniakowskeigo wynika, że prawnuk Andrzeja Męcińskiego, Józef Olszowski, zmarły w 1712 roku to praprapradziadek Julii z Olszowskich Brzezińskiej. Ta z kolei to prababcia Jadwigi z Jaśkiewiczów Kaczyńskiej, matki braci Kaczyńskich. Córka Andrzeja Męcińskiego, Katarzyna, była prababcią Stefana Dominika Roemera, zmarłego w 1793 r. Prapraprapraprawnukiem tegoż Stefana jest właśnie obecny marszałek sejmu, Bronisław Komorowski. Z "Genealogii potomków Sejmu Wielkiego" Marka Miniakowskiego jasno więc wynika, że droga od Komorowskiego do Kaczyńskiego wcale nie jest taka daleka. Mogą mieć zatem podobną linię życiową, jeśli chodzi o pełnienie stanowisk państwowych. 

 

Jadwiga Kaczyńska nie wie o śmierci syna

Śmierć Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Prezydentowej Marii Kaczyńskiej to cios dla całej rodziny Kaczyńskich. Utratę brata ciężko przeżył Jarosław Kaczyński, który wracając ze Smoleńska po identyfikacji zwłok powiedział rzecznikowi PiS Adamowi Bielanowi, że "to koniec jego życia". Po powrocie z Rosji Jarosław Kaczyński udał się do warszawskiego szpitala przy ul. Szaserów, w którym od ósmego marca 2010 przebywa mama braci Kaczyńskich - 84-letnia Jadwiga Kaczyńska. 

Matka Prezydenta trafiła do szpitala w ciężkim stanie 8 marca 2010. Wykryto u niej przewlekłe schorzenia płuc. Po kilku dniach pobytu w klinice stan matki prezydenta pogorszył się i trafiła ona na odział intensywnej opieki medycznej. Jednak przed Świętami Wielkanocnymi zdrowie Jadwigi Kaczyńskiej polepszyło się na tyle, że odłączono ją od aparatury podtrzymującej życie. Przy łóżku matki czuwali na zmianę Prezes Jarosław Kaczyński i Prezydent Lech Kaczyński. Teraz Jadwigę Kaczyńską odwiedza tylko jeden syn, Jarosław. 

Jak pisze "Super Express", matka prezydenta pyta Jarosława, czy Leszek wrócił już z Katynia. Według Adama Bielana, ktoś w końcu będzie musiał pani Jadwidze powiedzieć prawdę i zapewne będzie musiał zrobić to prezes PiS, ale taka wiadomość dla starej kobiety może być zabójcza. Jednak na razie w szpitalu wojskowym, gdzie leży Jadwiga Kaczyńska obowiązuje zakaz informowania matki Prezydenta o tragicznych wydarzeniach z soboty. Również Jarosław Kaczyński nie chce w najbliższych dniach przekazywać swojej mamie dramatycznych informacji. 

 

Czy rosyjscy agenci przejęli tajemnice III RP?

Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) w pocie czoła pracują na miejscu katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. Sprawdzają czy w ręce rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa nie wpadły materiały ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa polskiego. Na pokładzie samolotu Tu 154 M był nie tylko prezydent i posłowie, ale także dowódcy polskiego wojska, które wchodzi w skład NATO. Na ich laptopach i pendrive'ach mogły być informacje, które nie powinny trafić w niepowołane ręce. Specjaliści twierdzą, że szanse na to, że na pokładzie mogły znajdować się ściśle tajne informacje są małe, ale z polskimi politykami nigdy nic nie wiadomo. Wszystkie osoby mające dostęp do tajnych danych przechodzą specjalne szkolenie, na których uczą się jak postępować z takimi informacjami. 

"Patrzymy czy coś z rzeczy należących do ofiar nie jest kopiowane, zapisywane albo niszczone. Ale nie wiemy, czy zaraz po katastrofie funkcjonariusze FSB (następczyni KGB - przyp. autor) już czegoś nie zabrali" - mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą" anonimowy oficer ABW. "Działa pięć zespołów, które protokolarnie opisują wszystkie znalezione rzeczy" - mówi pułkownik Krzysztof Parulski, naczelny prokurator wojskowy. Po przewiezieniu wszystkich materiałów do Polski - mają zostać zbadane. "Funkcjonariusze będą mogli przeprowadzić analizy i sprawdzić, czy nie próbowano kopiować danych, do których Rosjanie bez problemu mogliby się dostać" - tłumaczy gen. Gromosław Czempiński, były szef Urzędu Ochrony Państwa. 

 

Zniknął sprzęt nawigacyjny?

Trzy dni przed katastrofą prezydenckiego samolotu w Smoleńsku na tym samym lotnisku lądowały samoloty z Władimirem Putinem i Donaldem Tuskiem. Wtedy jeszcze był dodatkowy sprzęt nawigacyjny. Na przylot do Smoleńska premiera Polski i Rosji sprowadzono dodatkowy nowoczesny sprzęt nawigacyjny. Jak podaje "Moscow Times" jest bardzo prawdopodobne, że przed lądowaniem samolotu z Lechem Kaczyńskim sprzęt usunięto z lotniska. Dnia 7 kwietnia to właśnie sprzęt radiolokacyjny pomógł wylądować Władimirowi Putinowi. Specjalne radiolokacyjne przyrządy zostały dostarczone na lotnisko w Smoleńsku wcześniej. I najwyraźniej przed 10 kwietnia stamtąd zniknęły. 

Jednak nawet jeżeli jakiś dodatkowy sprzęt podczas przylotu Putina tam był, nasi piloci o nim nie wiedzieli - tak donosi RMF FM. Pułkownik Bartosz Stroiński w rozmowie z radiem, dowódca Tupolewa, którym 7 kwietnia do Smoleńska poleciał premier Tusk, tłumaczył, żezałoga podchodziła do lądowania, wykorzystując standardowe wyposażenie tamtejszego lotniska wojskowego. Pilot przyznał, że jest ono dość ubogie. 

 

Satelita zarejestrował katastrofę

Katastrofę polskiego samolotu rządowego zarejestrował satelita, który rutynowo robił zdjęcia Ziemi. Będący na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej ISS astronauci jako jedni z pierwszych zobaczyli dokładne zdjęcia z miejsca katastrofy polskiego samolotu. To właśnie oni oglądali fotografie satelitarne zrobione z kosmosu. Chociaż nie są one doskonałe, z łatwością widać miejsce tragedii, w której zginął polski prezydent i nasza delegacja. Widać, że samolot wpadł w drzewa, tak jakby pomylił polna drogę z pasem startowym. Samolot musiał się strasznie palić, bo zostały po nim tylko nieliczne szczątki. Po zrobieniu zdjęć i po tym jak poinformowano, kto zginął, astronauci przysłali nawet kondolencje z kosmosu. 

 

Katastrofa widziana z kosmosu

 

Zły Karman Katynia czy PiS-u?

Z Katyniem kojarzyć się będą od teraz dwa dramaty: poza zamordowaniem polskich oficerów przez radzieckie władze w 1940 roku, także katastrofa samolotu, w której zginął prezydent Lech Kaczyński i dziesięciu duchownych - pisze w sobotę na stronach internetowych belgijski dziennik "Le Soir". Zdaniem komentatora "Gazety" Jurka Kuczkiewicza, katastrofa, w której poza prezydencką parą zginęli inni przedstawiciele polskich władz, oznacza "bezprecedensowy kryzys w polskim państwie". Prezydent leciał na obchody 70-ej rocznicy tak zwanego mordu w Katyniu, którego historyczny opis w Polsce i Rosji jest ciągle kontrowersyjny i sporny.

"Katyń, gdzie 70 lat temu ponad 25 tysięcy polskich oficerów wojskowych i policjantów zostało zamordowanych na rozkaz Stalina, był kojarzony z jednym z największych dramatów polskiej historii: teraz będzie kojarzony z dwoma" - pisze autor komentarza. Podkreśla symboliczny wymiar katastrofy na lotnisku wojskowym nieopodal Smoleńska, 20 km od Katynia, w której zginęli także udający się na uroczystości przedstawiciele rodzin i organizacji katyńskich. 

Należy jednak pamiętać, że Katyń, to nie tylko zbrodnia radziecka, ale zbrodnia wymuszona poprzez ówczesny układ antyradzieckich sił politycznych, zmuszających ZSRR do dramatycznych rozwiązań. Dziś nikt nie chce publicznie mówić wedle jakiego klucza stalinowcy z ZSRR wybierali ofiary do egzekucji w Katyniu, pomija się istotną w tym mordzie rolę hitlerowców i papieża Piusa, antyradzieckie działania terrorystyczne. Wiadomo, że wcześniej, w wojnie polsko-rosyjskiej lat 1919-1920 zostało wymordowanych przez stronę Polską około 140 tysięcy czerwonoarmistów, a w czasach Katynia, wiele rodzin tamtych pomordowanych w niewoli zionęło zemstą i odwetem, chęcią pomsty za ojców, braci i innych krewnych. Hitlerowski atak na Rosję wymuszony przez papieża i Watykan oraz nienawiść ówczesnego kleru i polityków Polski do radzieckiej Rosji oraz ZSRR - to wszystko także są uwarunkowania zbrodni w Katyniu. 

Sztucznie i bezpodstawnie podsycana w Polsce rusofobia jako rodzaj psychicznej choroby fobicznej środowisk narodowych to inna ważna przyczyna nienawiści mogącej dotknąć prezydencki samolot i lecących nim aktywistów PiS oraz katolickich duchownych. Jeśli Polska tak czci pamięć ofiar Katynia, czemu nie wspiera militarnie Czeczenów w ich walce o wyzwolenie i niepodległość? Czemu Polska nie popiera dążenia Ślązaków czy Kaszubów do niepodległości, a chociażby autonomii? 

Czyżby Katyń zabierał kolejne ofiary po siedemdziesięciu latach, jako miejsce w jakiś sposób dla Polski przeklęte? Czy nad Polską wciąż wiszą stare klątwy? I takie z z okresu Restytucji Słowiaństwa lat 1030-1040, i takie z czasów inwazji hord mongolskich chanów? Czy dawne wojny i mordy wojenne w okolicach Smoleńska przyciągają kolejne tragedie tytułem redukcji złej karmy? Diagnostyka karmiczna analizująca zamykające się koło dziejów historycznych może nam wiele powiedzieć o ukrytych siłach stojących za dramatycznymi wydarzeniami. 

Czy tragedia samolotu to tylko karmiczna reakcja zwrotna za współczesne zbrodnie takie jak zbiorowy odwet dokonywany ślepo przez IPN na dawnym aparacie politycznym PRL, który przecież wcale nie był taki zły dla przeciętnego obywatela? Każdy ustrój polityczny ma swoje plusy i minusy, ale w PRL nie wyrzucano bezlitośnie tysięcy rodzin z małymi dziećmi na bruk. Nie zamykano na 5 lat więzienia za obrazę policjanta, partyjniaka czy jakiegoś papieża. Nie eksmitowano z domu staruszek na żądanie chciwych majątków księży katolickich. Nie zostawiano setek tysięcy głodnych ludzi bez chleba, jak robi to dzisiejsza tak zwana Opieka Społeczna... Czy zbrodnie takiej Opieki Społecznej, pozbawienie tysięcy ludzi ubezpieczenia społecznego i prawa do leczenia nie są porównywalne z Katyniem? Pół miliona bezdomnych konających z głodu w kanałach to Polska katolicka, narodowa, papieska, rusofobiczna i antyeuropejska. 

A Polska armia mordująca beztrosko ludzi w ramach okupacji Iraku oraz Afganistanu, czy nie jest przyczynkiem do tragedii jakie spadają na Polskę? Dość przypomnieć, że powódź z lipca 1997 miała miejsce zaraz po tym, jak rząd Polski wydał miliardy złotych na wizytę papieża i wielką religijną fetę. Pieniądze na biednych i głodujących oraz na bezrobotnych zostały obcięte, a do dziś dnia większość ofiar tamtej powodzie nie dostała ani pomocy ani odszkodowań... 

Ilu niewinnych ludzi przeżyło tragedię z powodu politycznych zbrodni IPN czy ABW? A co zrobiono z takim Łyżwińskim, który leży na wózku inwalidzkim, bo został pomówiony przez panienkę, co nie wie z kim spłodziła własne dzieci. Jaki ustrój takie zbrodnie, a zbrodnia na takim Łyżwińskim i Lepperze, to niewątpliwie zbrodnia polityczna, współczesna, zbrodnia PiS. Warto zajrzeć chociażby na stronę taką jak http://aferyprawa.com aby sobie poczytać o współczesnych zbrodniach politycznych.

Chociażby zamordowanie Barbary Blidy na zlecenie sił PiS, to też zalążek złej karmy jaki zwrotnie w PiS uderza! Pewnie o wiele bardziej zmiotło wierchuszkę partii PiS i związanych z tym środowiskiem polityków za tragedie tysięcy ludzi, których za rządów PiS i Prezydenta Kaczyńskiego wyrzucono z ich domów na bruk, bo nie mieli na czynsz, bo za biedni byli. Takie działania krzywdzące zawsze idą na rachunek karmiczny rządzącej partii politycznej, a potem wracają uderzając w złych polityków. 

Prawicowe zbrodnie polityczne na kilkudziesięciu dyskryminowanych i napastowanych przez bojówki policyjne mniejszościach religijnych wyzywanych publicznie od sekt, sekciarzy, kociowierców i insektów, to także zbrodnie prawicy, czyli zła karma PiS (Ryszard Nowak etc)... Czy rząd Polski zarejestruje wreszcie kilkanaście związków wyznaniowych, którym od 5 do 20 lat prawa istnienia odmawia, za wyznania PRZEŚLADUJĄC, nie gorzej niż "Niedźwiedź" prześladował w Katyniu Polskich oficerów co lata wcześniej mordowali hurtowo czerwonoarmistów? Może doczekamy zamknięcia faszystowskiego czy raczej prawicowego i morderczego zarazem portalu jak psychomanipulacja.pl z lubelskiej kurii i paru podobnych stron faszystów pod znakiem dominikanów czy KANA? 

Czy aktywiści prawicowego PiS jak Ryszard Nowak i Jolanta Szczypińska muszą w swoim zwyrodnieniu terroryzować prokuratorskimi napadami i policją polityczną artystów takich jak Dorota Rabczewska "Doda" albo Adam Darski "Nergal"? A prześladowanie Doroty Nieznalskiej przez środowisko polityczne Jolanty Szczypińskiej, kumpelki szefów PiS, to też zbrodnia polityczna prawicy związanej z PiS, zapisana jaka zła karma Prezydenta i PiS.

O zbrodni politycznej i religijnej na Alicji Tysiąc i dziesiątkach tysięcy innych kobiet też warto wspomnieć, bo w każdym przypadku to tragedie za tymi zbrodniami na kobietach stoją. "Jeśli ktoś się domaga od kobiety, żeby urodziła dziecko za cenę własnej śmierci lub kalectwa, to dlaczego sam żyje z kotem?" - pytają na wielu sarkastyczni forach internauci. Stop zbrodniom politycznym prawicy na artystach pokroju Nieznalskiej, Rabczewskiej, Darskiego, stop zbrodniom na tysiącach Alicji Tysiąc! Pan Lech Kaczyński lub jego brat mogą szybko powstrzymać swoich zwyrodniałych ekstremistów, często alkoholików. Może nad grobem Prezydenta ktoś pomyśli o tym, aby innym nie czynić tego, co jemu nie jest miłe... 

Wspieranie awanturniczego rozbijania ruchu mniejszości polskiej na Białorusi przez ekstremistyczną Angelikę Borys i jej klikę, to także przyczynek do złego karmana prawicy i PiS... Gdyby nie zła polityka, można było lądować w Mińsku! 

Popieranie i pochwalanie przez wielu działaczy i władze PiS takich zbrodniarzy i ludobójców jak gen. Pinochet czy gen. Franco to niewątpliwie bardzo zły karman, gdyż ci polityczni bandyci są winni zmasowanego ludobójstwa na znacznie większą skalę niż miało to miejsce w samym Katyniu. Tolerowanie poparcia czy wręcz czci dla ludobójczych zbrodniarzy to wielki grzech PiS-u i jego władz... 

Tuszowanie zbrodni księży czy zakonników pedofilów i odmowa pomocy ofiarom księży pedofilów to także przyczynek do zwrotnego uderzenia sprawiedliwej ręki losu w PiS i jego władze! Blokowanie w mediach zbrodni pedofilskich wielu księży, zakonników i zakonnic to tragedia dla dużo więcej niż 25 tysięcy ofiar Katynia, ale rocznie w Polsce! Podobnie brak porządnych wyroków karnych dla księży pedałów zboczonych seksualnie do dzieci, bo cóż to jest za wyrok w zawieszeniu za wieloletnie gwałcenie ministranta czy dziewczynki na plebanii. "Może tak karać śmiercią księży pedofilów" - pytali sarkastycznie internauci - "tylko kto by wtedy msze prowadził". Tak wygląda ten zamiatany pod dywan problem prawicy w Polsce! Za rządów PiS, żadna ofiara księży pedofilów ani zakonnic pedofile nie otrzymała wsparcia ani w sądzie, ani należytego za cierpienie odszkodowania! Czyż nie jest to zły los polityków PiS-u? 

Zabójstwo dokonane na osobie Barbary Blidy, a ewentualne nawet wymuszenie samobójstwa poprzez fałszywe oskarżenia to też mord polityczny w takim przypadku - jest kolejnym przyczynkiem do złego losu przywódców politycznych PiS-u. 

Ile zbrodni politycznych dokonał aparat policji politycznej o nazwie IPN - trudno dziś policzyć. Weźmy tylko funkcjonariuszy Straży Granicznej zaliczonych do rzekomych zbrodniarzy komunistycznych, gdzie komunizmu nigdy nie było, bo go nie zbudowano, a Straż Graniczna zajmowała się łapaniem przemytników i przestępców. Dlaczegóż zatem pan Robert Leśniakiewicz zostaje pozbawiony swej zasłużonej w Straży Granicznej emerytury? Za to, że oprócz bandytów na granicy łapie także wieści na temat UFO? A co z tysiącami pozostałych odebranych bezprawnie emerytur w ramach bandytyzmu politycznego PiS? Bóg może za to karać taki PiS... 

Zbrodnie ziobrowe PiS-u na doktorze G. i kardiologii polskiej z setkami zmarłych pozbawionych pomocy wybitnego specjalisty, to także kawałek złej karmy czy tam przyczynek do sumy złego losu wierchuszki politycznej z PiS. Wiadomo, że z powodu ataku ziobrowego na doktora G. i kardiologię zmarło w Polsce co najmniej kilkaset osób. Dawcy nie chcieli dawać serca, wiele operacji wstrzymano. Ilość zmarłych wzrosła znacząco. Doktor G. nie ratował tysięcy ludzi, którym mógłby pomóc, gdyby Ziobro i Kaczyńscy nie wywalili go z pracy z powodów osobistych! I to spadnie czy może już spadło na PiS...

A swoją drogą, czy na pogrzeby dostojników z najwyższych władz państwowych zostaną zaproszeni przywódcy religijni orientalnych wspólnot buddyjskich, muzułmańskich, taoistycznych czy hinduistycznych? Czy też jak zwykle, Polak mądry po szkodzie, ale tylko katoliccy i protestanccy duchowni będą celebrować pogrzeby na koszt skarbu państwa? Bóg nie lubi dzielenia swoich duchownych na lepszych (chrześcijańskich)  i gorszych (pogańskich)... Za dyskryminowanie kilkudziesięciu wyznań religijnych, dzielenie ich nawet w konstytucji na lepsze (ustawami osobnymi regulowane) i gorsze zwane związkami wyznaniowymi pod nadzorem policji politycznej z Wydziału Wyznań MSWiA już samo w sobie nie jest zbrodnią? 

Premier Donald Tusk na dwie minuty milczenia w niedzielne południe i różne uroczystości zaprasza duchownych katolickich, protestanckich, prawosławnych, ale duchowni buddyjscy, dżinijscy, taoistyczni czy hinduistyczni jakoś nie zostali ani wpuszczeni ani zaproszeni... Tak trwa prawicowa dyskryminacja, przestępstwo konstytucyjne - zbrodnia ciągnąca się od wieków. Dyskryminacja ludzi Boga przez chrześcijańskich uzurpatorów to niewątpliwie wielka zbrodnia rodząca złego karmana...

Spieprzaj Dziadu czyli Spieprzaj PiS-ie!?

Czy ktoś pamięta słynne "Spieprzaj Dziadu" - którymi Lech Kaczyński pogonił pewnego biednego człowieka? Dokładna wypowiedź brzmiała: "Panie, spieprzaj pan! Spieprzaj dziadu!" Zdarzenie miało miejsce po spotkaniu wyborczym na warszawskiej Pradze Północ, dnia 4 listopada 2002 roku, tuż przed drugą turą wyborów prezydenta miasta stołecznego Warszawy!

Gdyby się ktoś tymi słowy "Spieprzaj Dziadu!" zwrócił do Kaczyńskiego, miałby zaraz całą armię prokuratorów i policjantów kryminalnych na głowie i ani chybi areszt wydobywczy na kilka lata, a może szpital dla umysłowo chorych, jaki już paru oponentów politycznych miało (patrz portal aferyprawa.com). Dziwne zatem, że pan Kaczyński nie trafił za obrażanie człowieka, któremu nie raczył odpowiedzieć na proste pytania w czasie wiecu pod paragraf prokuratora. Polska nie jest państwem prawa...

Czyż karmą nie jest powiedzenie temu Prezydentowi i jego świcie "Spieprzaj Dziadu" przez splot sił natury i metafizycznie rozumianą śmierć? Jakoś nikt z PiS nie wystąpił w obronie Dziada, któremu Lech Kaczyński kazał spieprzać? Winny jest cały PiS, który zapomniał upomnieć swego szefa zwanego Prezydentem za brak kultury i zwykłe chamstwo w miejscu publicznym.

Stosunek Boga do PiS-u jest też stosunkiem Boga do księży katolickich w strukturach PiS, tych dziesięciu co zginęli z Prezydentem i tych z Radia Maryja od księdza Tadeusza Rydzyka z Torunia, którzy popierają PiS i używają jako swojego oręża w polityce. Bóg powiedział zatem NIE zarówno moherowym beretom, Radiu Maryja oraz całemu elektoratowi PiS, wszystkim, co PiS popierali głosem wyborczym. Ktokolwiek zatem zagłosuje jeszcze na PiS jest przeciwnym Woli Bożej bezbożnikiem (bezbożnicą). 

Los płata figle, ale bywa także okrutny, kiedy się odwraca, aby winny doświadczył tego, co robił innym! Wielu myślicieli uważa, że tragedia w Smoleńsku to sygnał dla wyborców, że PiS-u u władzy nie chce już nawet Przyroda, ani Bóg ani Duch Święty. Skoro Bóg dozwolił uśmiercenie tylu działaczy PiS, w tym Prezydenta Kaczyńskiego, czyż nie jest to Wolą Bożą, wolą Nieba i Boskiej Opatrzności? Czyż nie jest to tak, jak zawsze interpretował Kościół katolicki, że to Bóg powiedział dość tej ekipie i wysłał tych ludzi w zaświaty? 

Ponoć nic się nie dzieje bez wiedzy i przyzwolenia katolickiego Boga, zatem trzeba być uczciwym wobec własnych dogmatów. "Spieprzaj PiS-ie", trzeba by sparafrazować słynne "Spieprzaj Dziadu" - motto całej polityki PiS, także w stosunku do wybitnych artystów polskiej estrady jak Dorota Nieznalska, Dorota Rabczewska czy Adam Darski. 

Bitwa pod Smoleńskiem 1634

Zła karma bitew pod Smoleńskiem

Wspomnieć należy obiektywnie dziejowy rachunek krzywd związany ze Smoleńskiem i leżącym w okolicy Katyniem. Nazwa Katyń ma dla Polski bardzo kiepskie konotacje numerologiczne. Katyń to w gematrii Nous (Dusza) o wibracji (566) dającej (17), czyli wartość typowo demoniczna zwana "ojcem/matką diabła". Metafora ta oznacza miejsce, gdzie może powstać dużo zła. Takich miejscowości należy generalnie unikać, trzymać się od nich z daleka, ponieważ przyciągają nieszczęścia i tragedie. Oprócz tego zarówno Nous (Dusza) jak i Soma (Ciało) mają wibracje (17), podobnie zresztą Gematrikon (G=17), co pokazuje, że miejsce to wyzwalać może dzikie, diabelskie i bestialskie instynkty, których człowiek normalny będzie się potem wstydził. W miejscach o takich wibracjach ludzie popełniają złe czyny wbrew sobie, niejako pod wpływem impulsu, a potem popełniają samobójstwa z powodu wyrzutów sumienia z powodu tego, co zrobili. Katyń to miejsce o którym nie powinno się myśleć, ani nic w nim inwestować. Cokolwiek robi się w miejscowości Katyń - może skończyć się ostatecznie nieszczęściem... Tyle numerologia...

Wojna polsko-rosyjska 1632-1634 przyczyną Katynia?

Wojna polsko-rosyjska 1632-1634 (wojna smoleńska) – wojna polsko-rosyjska zakończona zwycięstwem wojsk polsko-litewskich nad rosyjskimi pod dowództwem Michaiła Szeina. Późną jesienią 1632 roku Michił Szein obległ Smoleńsk, aby odbić miasto zajęte przez agresję Polaków. Rosyjska armia liczyła 25 tysięcy żołnierzy i 160 dział. Polscy obrońcy Smoleńska dysponowali 1600 ludźmi załogi i 170 działami. Ponadto w mieście znajdowało się około 1000 osób szlachty z pospolitego ruszenia. Fortyfikacje twierdzy były niedawno naprawione i unowocześnione przez wojewodę smoleńskiego Aleksandra Gosiewskiego, dlatego też obrońcy mogli stawiać długotrwały opór. Oblężenie trwało ponad dziesięć miesięcy.  

Jesienią 1633 roku z odsieczą przybył król Polski Władysław IV Waza. Dowodzona przez niego osobiście i hetmana polnego litewskiego Krzysztofa Radziwiłła ponad dwudziestotysięczna armia doprowadziła do odstąpienia Michaiła Szeina, a następnie otoczyła wojska rosyjskie, rozpoczynając z kolei oblężenie ich obozu i masową rzeź rosyjskich żołnierzy.  Dnia 25 lutego 1634 roku nastąpiła kapitulacja armii rosyjskiej. Zginęła większość rosyjskiego wojska, ponad 25 tysięcy żołnierzy i oficerów. Wszystko działo się w pobliżu późniejszego Katynia, który wydaje się karmicznym odwetem. 

Nowy król Polski, wychowany w nienawiści do Rosji, okazał się świetnym wodzem, śledzącym rozwój sztuki wojennej i umiejętnie stosującym nowatorską wówczas taktykę manewrów stosowaną przez wojska szwedzkie pod dowództwem Gustawa Adolfa. Wynikiem zwycięstwa był pokój w Polanowie pomiędzy Władysławem IV Wazą i Michałem Romanowem (1634), potwierdzający nabytki I Rzeczypospolitej przyznane jej rozejmem dywilińskim. 

Nieszczęścia dawnych rosyjskich żołnierzy zamieniły się zgodnie z prawem karmana w rzeź Polaków dokonaną przez NKWD w marcu 1940 roku. Całkiem możliwe, że w Katyniu zginęli głównie ci, którzy prawie dokładnie trzy stulecia wcześniej wyrżnęli w ludobójczej rzezi ponad 25 tysięcy rosyjskich żołnierzy i oficerów. Prawo karmana jest skomplikowane, ale przestępca wraca do miejsca zbrodni, nawet w kolejnym wcieleniu, aby dokonała się sprawiedliwość. W Katyniu pod Smoleńskiem zginęło 25 700 polskich ofierów, policjantów, ludzi bardzo zaangażowanych przeciwko Rosji i ZSRR...

Czy dawny Władysław IV Waza jest dzisiejszym Lechem Kaczyńskim, a dawny Aleksander Gosiewski jest dzisiejszym Przemysławem Gosiewskim z PiS? To najbardziej prawdopodobny scenariusz pisany przez Prawo Boże zwane prawem karmana. W sprawach ostatecznych należy jednak być bardzo ostrożnym z ferowaniem wyroków, które mogą być bardziej skomplikowane. 

A przecież długotrwała bitwa pod Smoleńskiem z lat 1632-34 nie jest jedyną jaka tam miała miejsce, co dodatkowo komplikuje wszelkie układy rozpatrywania karmana i odwetu, żądzy krwi. Polska powinna się pogodzić z agresywną stroną własnej historii i nauczyć wybaczać,gdy nadchodzą nieuniknione zwroty dyktowane wiecznymi Prawami Nieba, których trzeba się katolikom uczyć od buddystów, dżinistów i hinduistów... 

Napoleon i Polacy pod Smoleńskiem

Napoleońska Bitwa pod Smoleńskiem została stoczona w dniach 16-18 sierpnia 1812, w czasie kampanii rosyjskiej Napoleona. Starły się tutaj armia francuska w sile 175 tysięcy żołnierzy, dowodzonych przez Napoleona, oraz armia rosyjska w sile 130 tysięcy żołnierzy, nad którymi komendę sprawował gen. Michaił Barclay de Tolly. Po zaciekłej bitwie, w której wyraźnie przewyższali Francuzi, Rosjanie wycofali się ze Smoleńska, po drodze paląc miasto (z 2,5 tys. domów ocalało 350). Na polu bitwy zginęło 11 tys. Rosjan i około 9 tys. Francuzów. Zginął też dowódca brygady w V Korpusie Wielkiej Armii - gen. Michał Grabowski. Do Smoleńska jako pierwsze wkroczyły oddziały polskie walczące po stronie francuskiej, znane ze specyficznego okrucieństwa wobec żołnierzy rosyjskich oraz ich jeńców... I to kolejny zaciąg złej karmy ze strony Narodu Polskiego wobec Rosji... 

 

Teorie spiskowe katastrofy prezydenckiej

Już niedzielne wydanie "Timesa" pisze o tym, że na polskich forach internetowych zaroiło się od teorii spiskowych na temat katastrofy. "Niektorzy Polacy dostrzegają związek między śmiercią Lecha Kaczyńskiego i Władysława Sikorskiego, przywódcy, który poniósł śmierć w tajemniczej katastrofie samolotu na Gibraltarze w 1943 roku, gdy zaczął zagłębiać się w wydarzenia w Katyniu" - dodaje gazeta. Musimy się liczyć z tym, że będą się pojawiały różnego rodzaju teorie spiskowe dotyczące katastrofy w Smoleńsku. Coś trzeba zrobić ze smutkiem, który odczuwamy, on sam nie zniknie, dlatego będziemy szukać winnych. Ponieważ do tragedii doszło na terytorium Rosji, gniew może się obrócić przeciwko Rosjanom, szczególnie, że w kontekście Katynia, wciąż jesteśmy wobec nich nieufni – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską psycholog Aleksandra Sarna. 

Katyń to miejsce przeklęte 

Zapewne najbardziej mistyczna jest hipoteza o tym, że Katyń koło Smoleńska to przeklęte miejsce, które sprowadza nieszczęścia na Polaków, ale ma ona bardzo wielu swoich zwolenników. Wielu internautów nazywa katastrofę pod Smoleńskiem „drugim Katyniem”. O mordowaniu Rosjan przez Polaków w latach 1632-34 czy w 1812 oczywiście ani słowa, bo termin "odpłata karmiczna" jest w Polsce mało znany, chociąż oczywistym jest, że z powodu karmana miejsca bywają "przeklęte". 

Lech Kaczyński naciskał na lądowanie 

Internauci przypominają incydent podczas wizyty w Gruzji, kiedy prezydent Kaczyński miał zdenerwować się na pilota, który odmówił lądowania w Tbilisi z powodu złych warunków. To samo mogło wydarzyć się nad Smoleńskiem – twierdzą. „Jak donosiła prasa, po powrocie do kraju nieposłuszny pilot został zwolniony z pracy. O tym wiedziała na pewno załoga samolotu lecącego do Smoleńska” – padają sugestie. Działacze prawicowi często są bardzo autorytarni, chociaż publicznie unikają takiego wizerunku chcąc uchodzić za ojców narodu. Dość wspomnieć ulubionych wodzów PiS-u jak Pinochet czy Franco... A żaden pilot rządowy nie chce być zwolniony po odmowie lądowania wodzowi, bo to wielka plama w karierze i same nieprzyjemności. 

Wybuch na pokładzie 

Chociaż wydaje się to nieprawdopodobne, wielu internautów sugeruje, że mogło dojść do zamachu na prezydencki Tu-154 M. Ich zdaniem mógł zostać do tego wykorzystany mikroładunek umieszczony na pokładzie lub silne zakłócenie za pomocą pól elektromagnetycznych. Pożywką dla tych domysłów są pierwsze doniesienia o pożarze samolotu prezydenckiego. „Jeden z pierwszych świadków na miejscu zdarzenia twierdził, że zanim samolot spadł słyszał nienaturalny, dziwny dźwięk. Potem był huk” – pisze znawca tematu. „Jeszcze w sobotę pokazywali polskiego redaktora, który został w hotelu, bo montował taśmy i widział całe zajście przez okno. Jak pamiętam, mówił, że zaintrygował go dziwny ryk silnika, spojrzał przez okno i zobaczył samolot, który leciał przechylony na lewą stronę i jeszcze przed spadnięciem widział dwa wybuchy”. 

Za wybuch mogą być odpowiedzialni talibowie z Afganistanu lub al-Kaida, tajne służby z Białorusi, przeciwnicy Angeliki Borys w związku Polaków na Białorusi lub byli agenci KGB niezadowoleni z rozpadu imperium radzieckiego do czego przyczyniła się Solidarność Polska...  

Sabotaż służb specjalnych

„Nasz Dziennik” zamieścił wypowiedź dr. inż. Ryszarda Drozdowicza z Politechniki Szczecińskiej. „Okoliczności wskazują na poważną awarię lub celowe zablokowanie układu sterowania. Taką blokadę można celowo zamontować tak, aby uruchomiła się przy wypuszczeniu podwozia lub klap przed lądowaniem” – powiedział Drozdowicz. – „Przy blokadzie klap lub lotek katastrofa była nieunikniona, gdyż pilot, nawet zwiększając nagle ciąg, nie był w stanie wyprowadzić mocno przechylonej ciężkiej maszyny”. 

W wywiadzie dla tej samej gazety filozof Zdzisław Krasnodębski mówił: „Jeśli ktoś chce wierzyć w przypadek, niech wierzy, ja nie jestem w stanie uwierzyć. Takie rzeczy się po prostu nie zdarzają. (...) Przypomnę, że prezydent już raz został ostrzelany, gdy złożył wizytę w Gruzji tuż po rosyjskim ataku na ten kraj. (...) 70 lat temu „trzeba było” zabić 22 tys. Polaków. Teraz – 88... (gdy nagrywano wywiad nieznana była ostateczna liczba ofiar). Przed kilkoma dniami w Katyniu byli inni przedstawiciele władz Polski i nic im się nie stało”.

Jednak przed wysuwaniem daleko idących wniosków przestrzega nawet przeciwnik Kremla, były agent sowieckich służb specjalnych Wiktor Suworow. – Czy oni są zdolni do mordu politycznego? Są i wielokrotnie to pokazali. Ale w tej sprawie nie ma żadnych dowodów. Okoliczności katastrofy powinna zbadać międzynarodowa komisja. Wtedy wszystkiego się dowiemy i spekulacje zostaną ukrócone – powiedział Wiktor Suworow. 

Rosyjscy blogerzy już piszą, że naszego prezydenta zabiło FSB. Niektórzy stawiają na GRU - lotnisko było wojskowe, poza tym GRU mogło zależec by właśnie, przy okazji uderzyc w Putina - to po części załatwia sprawę motywu. Sam Putin - jak widać było w rosyjskiej telewizji - wyglądał na miejscu katastrofy na bardzo zdezorientowanego, może nawet lekko podpitego. Prezydent Lech Kaczyński został zresztą już "uśmiercony" przez telewizję Imedi, która w sławetnym "dokumencie" o rosyjskiej inwazji na Gruzję podała, że samolot Kaczyńskiego został wysadzony w powietrze. 

Rosjanie stoją za katastrofą 

Artur Górski, poseł Prawa i Sprawiedliwości udzielił szokującego wywiadu dla "Naszego Dziennika". Ci, którzy liczyli na nowa jakość w polskiej polityce, mogą już porzucić swoje marzenia. Już w sobotę na forach internetowych pojawiły się spekulacje, że to Rosjanie są odpowiedzialni za katastrofę. - Nie ufamy Rosjanom. W kontekście Katynia wciąż uważamy, że kłamią – komentuje w rozmowie z WP psycholog Aleksandra Sarna. Publicznie jako pierwszy tę teorię przedstawił w wywiadzie dla „Naszego Dziennika” poseł PiS Artur Górski. - Jeśli się złoży w całość informacje, które napływają, nawet jeśli odnoszą się do różnych scenariuszy, a także weźmie się pod uwagę ewentualne intencje Rosjan, to można powiedzieć, choć bez stuprocentowej pewności, że Rosja jest w jakimś sensie odpowiedzialna za ten nowy Katyń – mówił w swej chorobie Górski. W środę przeprosił za te nierozważne słowa. - Proszę mnie zrozumieć. Udzielałem wywiadu kilka godzin po informacji o tragedii. Wtedy byłem w głębokim szoku – powiedział. Poseł Górski nie jest jednak odosobniony w swoich twierdzeniach. Spiskowych scenariuszy dotyczących roli Rosjan jest kilka. 

"Mam niemal pewność, że Rosjanie mataczą. Jeśli się złoży w całość informacje, które napływają, nawet jeśli odnoszą się do różnych scenariuszy, a także weźmie się pod uwagę ewentualne intencje Rosjan, to można powiedzieć, choć bez stuprocentowej pewności, że Rosja jest w jakimś sensie odpowiedzialna za ten nowy Katyń" - zauważa Artur Górski. Według posła Rosjanie chcieli zepsuć uroczystości katyńskie. "Rosjanie chcieli prawdopodobnie uniemożliwić prezydentowi Kaczyńskiemu wzięcie udziału w sobotnich uroczystościach, aby ich ranga i wymowa nie przyćmiła tych sprzed kilku dni. Wiadomo, że prezydent ani z Mińska, ani z Moskwy nie zdążyłby do Katynia, a wtedy uroczystości nie miałyby wymiaru oficjalnego, nie zakłóciłyby w swej wymowie rosyjskiego przekazu sprzed kilku dni" - wyjawia poseł Górski. 

"Rosjanie nałożyli całkowite embargo na wszelkie informacje o wypadku. - Starali się przejąć nad nimi całkowitą kontrolę. Nikogo nie dopuszczono do wraku, a dziennikarzom, którzy czekali na przylot samolotu, rekwirowano taśmy z nagraniami, kasowano zdjęcia fotoreporterom, a komórki w niektórych sieciach straciły zupełnie zasięg" - dodaje Górski. Parlamentarzysta idzie też o krok dalej. "Mieliśmy sygnały, że Bronisław Komorowski podjął w sobotę pierwsze próby przejęcia kontroli nad IPN i BBN. A jeszcze nie ostygły ciała prezesa Kurtyki i ministra Szczygły. Już niebawem możemy mieć sytuację nie tylko dominacji jednej partii, ale dyktaturę niczym w komunizmie albo putinowskiej Rosji" - grzmi poseł PiS uważany za "Palikota" PiS-u.

Lista pasażerów znana wcześniej 

Zwolennicy teorii spiskowych twierdzą, że do katastrofy doszło dlatego, że Rosjanie chcieli za jednym zamachem pozbyć się wszystkich „niewygodnych” dla siebie ludzi. Przede wszystkim znanego z niechęci wobec Kremla Lecha Kaczyńskiego. „Rosjanie mogą zyskać na śmierci Kaczyńskiego” – pisze internauta posługujący się nickiem Wolf i wymienia powody, dla których tak sądzi. „Łatwo zobaczyć, że: - pretendował do roli lidera w regionie widzianym przez Rosjan jako ich naturalna strefa wpływów (Europa Środkowa); - był głównym polskim politykiem, który nie obawiał się wystąpić przeciw interesom Rosji (a w obronie interesu Polski) na forum UE, jak trzeba było, to drastycznie (np. blokując rozmowy UE-Rosja), - "wszedł w drogę" Rosjanom w Gruzji (zwrócił uwagę "Europy", a może i świata na to, co tam Rosjanie robili), a pewnie i na Ukrainie podczas pomarańczowej rewolucji, (…) - pamiętajmy, po co jechał do Katynia: przypomnieć światu o zbrodni, której się ZSRR dopuściło, a Rosja cały czas nie chce jej uznać i mataczy. Jego wystąpienie mogło zniweczyć "sukces" tuskowo-putinowskiego ‘kochajmy się’” – wymienia Wolf. 

Samolot celowo uszkodzono 

Prezydencki samolot pięć miesięcy temu był naprawiany w Rosji. Według zwolenników teorii spiskowych może to być przyczynek do tego, by sądzić, że podczas remontu rosyjskie służby uszkodziły samolot, tak, by rozbił się przy lądowaniu. - Okoliczności wskazują na poważną awarię lub celowe zablokowanie układu sterowania. Taką blokadę można celowo zamontować tak, aby uruchomiła się przy wypuszczeniu podwozia lub klap przed lądowaniem – powiedział w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” dr. inż. Ryszard Drozdowicz z Politechniki Szczecińskiej. – Przy blokadzie klap lub lotek katastrofa była nieunikniona, gdyż pilot, nawet zwiększając nagle ciąg, nie był w stanie wyprowadzić mocno przechylonej ciężkiej maszyny. Ta wypowiedź jest szeroko cytowana na forach internetowych, jako „niezaprzeczalny” dowód na udział Rosjan w katastrofie. 

Mgła wywołana sztucznie 

Fatalna pogoda na miejscu katastrofy to, zdaniem niektórych, również robota Rosjan lub służb Białoruskich. „Skoro mogli przeganiać chmury na obchody różnych uroczystości w Moskwie, to czemu nie wywołać mgłę koło Smoleńska” – sugerują zwolennicy tej teorii. 

Podmieniono czarne skrzynki 

Rosjanie „dobrali się” do czarnych skrzynek – twierdzą niektórzy z wyznawców alternatywnej wersji wydarzeń. Jak? Znali doskonale technologię Tupolewa, mogli je więc spreparować. Już dziś wiadomo, że z zapisu taśmy czarnych skrzynek wynika, że piloci rozumieli, iż katastrofa na lotnisku pod Smoleńskiem jest nieunikniona. Dla innych dowodem na spisek jest także to, że śledztwo ws. tragedii jest prowadzone w Rosji. 

Ciepłe gesty Rosjan – zasłoną dymną 

„Obecne zachowanie rosyjskich władz może być bardzo mylące, kryjące pod sobą fałsz lub strach, iż prawda o przyczynach tej strasznej katastrofy może ujrzeć światło dzienne. Rosjanom nie wolno wierzyć” – pisze jeden z internautów. 

Niesprawne urządzenia na lotnisku 

Niektórzy zwolennicy teorii spiskowych sugerują, że urządzenia na lotnisku w Smoleńsku mogły być niesprawne. W internecie ponoć pojawiły się zdjęcia zrobione kilka godzin po katastrofie, na których żołnierze wymieniają żarówki w lampach naprowadzających. 

Tusk zamieszany w katastrofę 

Najbardziej ciekawe są opinie, że sam premier Donald Tusk jest zamieszany w katastrofę samolotu z Prezydentem i ściśle w tej sprawie współpracuje z Rosjanami. Zwolenników tej teorii zastanawia przede wszystkim, dlaczego odbyły się dwie uroczystości w Katyniu. Jak pisze chociażby 35stan na blogu Wojciecha Sadurskiego: 

„1. Z niejasnych powodów Tusk rezygnuje z “pewnej” wygranej w wyborach prezydenckich. Chodzą “słuchy”, że z namowy Angeli Merkel. Pani Profesor Staniszkis mówi, że za tą decyzją musi się kryć jakaś tajemnica. 

2. ‘Ni z gruszki, ni z pietruszki’ Putin zaprasza Tuska na obchody uczczenia ofiar totalitaryzmu (nie do końca wiadomo jakiego, bo nie wymienia słowa ‘komunistycznego’) do Katynia, gdzie przecież miały się odbyć uroczystości z udziałem Prezydenta. 

3. W dniu katastrofy marszałek Komorowski (konstytucyjny sukcesor Prezydenta) przebywa w Trójmieście, gdzie mieszka również premier Tusk. 

4. W dniu katastrofy Prezydent Rosji i Premier Rosji nie mają innych obowiązków i są “prawie natychmiast” do dyspozycji mediów i szybko (weekend) kompletują komisję do badania przyczyn wypadku”. 

Katastrofę przepowiedział Nostradamus 

"I wtem wielki ptak metalowy upadnie, a na nim znajdować się będą osoby ważne kraju niezwyciężonego (...) a na kraj ogarnięty chaosem i żałobą, wrogi najeźdźca ze wschodu uderzy" - w wielu miejscach przywoływana jest ta przepowiednia Nostradamusa, francuskiego lekarza, astrologa i okultysty. Ponieważ jego proroctwa są symboliczne i wieloznaczne, łatwo jest je przypisać do wielu tragicznych wydarzeń. 

Strzały tuż po katastrofie samolotu? 

Jak nieoficjalnie dowiedziało się Radio ZET w środę 14 kwietnia 2010 wojskowa prokuratura zbada film, który pokazuje szczątki prezydenckiego samolotu tuż po katastrofie pod Smoleńskiem. Pod koniec nagrania, które znalazło się w internecie słychać strzały. - Nie możemy zbagatelizować tego filmu - powiedział Radiu ZET pułkownik Jerzy Artymiak z naczelnej Prokuratury Wojskowej. Dodał również, że zapadła decyzja o zbadaniu przez biegłych pochodzenia, zawartości oraz autentyczności tego nagrania. Analizie fonoskopijnej poddane zostanie także tło dźwiękowe filmu. Wyniki mają być znane za 2 dni.

Na nagraniu widać, jak nieznany operator przedziera się przez las w kierunku wraku samolotu. Po chwili w oddali słychać wyjąca syrenę, póżniej krzyki po rosyjsku. Operator wycofuje się za drzewa i wtedy słychać cztery odgłosy przypominające strzały. Słychać także jak ktoś krzyczy po rosyjsku "uciekajcie stąd". 

Komsomolska Prawda o katastrofie

"Komsomolskaja Prawda" jak inne rosyjskie gazety, katastrofie polskiego samolotu prezydenckiego poświęcił bardzo wiele uwagi. Opublikowany tam artykułu sugeruje, że załoga zdecydowała się na niebezpieczne lądowanie tylko i wyłącznie z powodu zapowiedzianego programu w polskiej telewizji – by można było na żywo pokazać przyjazd prezydenta. Rzeczywiście, program 1 TVP miał zaplanowany kilkugodzinny program na temat obchodów 70-tej rocznicy zbrodni katyńskiej, ale sugerowanie, że to miało być najważniejsze, jest oceniane w Polsce jako teoria spiskowa, a nawet przyjmowana ze sztucznym oburzeniem. 

„Jedna z telewizyjnych ekip czekała tu na przylot swojego prezydenta. W Polsce tego tragicznego dnia telewizja nadawała kilkugodzinny program poświęcony uroczystościom rocznicowym w Katyniu. Jego finałem miała być relacja na żywo z tego, jak pan prezydent Lech Kaczyński schodzi po trapie na ziemię smoleńską. Być może właśnie z powodu tych zdjęć piloci prezydenckiego Tu-154 z fatalnym uporem próbowali wylądować w gęstej jak mleko mgle na lotnisku Siewiernyj” – zastanawiają się odważnie dziennikarze "Komsomolskiej Prawdy". 

Autorzy szokującego polską prawicę artykułu na tym nie kończą rozważania na temat ofiar katastrofy: „Rosyjscy kontrolerzy proponowali załodze lotniska zapasowe w Witebsku lub w Mińsku, ale piloci postanowili mimo wszystko wylądować w Smoleńsku. Pierwsze nieudane podejście, drugie, trzecie... Przy czwartym kręgu maszyna zawadziła skrzydłem o ośmiometrowe drzewo (później eksperci powiedzieli, że w tym miejscu pułap lotu nie powinien być mniejszy niż 60 metrów)... Pracownicy lotniska powiedzieli, że pas startowy jest w stanie przyjąć praktycznie każdą maszynę, w tym i transportową. Ale tego dnia mgła była tak gęsta, że nawet doświadczeni piloci, znający miejsce, lecieliby na lotnisko zapasowe” – podkreśla „Komsomolskaja Prawda". 

W Polsce, autorzy publikacji – Aleksandr Koc, Dmitrij Stieszyn i Marina Sokołowa są już wyzywani od najgorszych przez prawicowe media, które same często uprawiają oszołomstwo, podsycając rusofobię, germanofobię, eurofobię i klęcznictwo. 

Zawał serca u pierwszego pilota z powodu Tbilisi? 

Jedna z teorii, mniej spiskowa, mówi, że pierwszy pilot czyli kapitan lotu, tak bał się wyrzucenia z pracy i procesów sądowych za odmowę lądowania, że z powodu stresu dostał zawału serca i zmarł, powodując katastrofę. Jest to teoria bardzo prawdopodobna, gdyż jak pamiętamy, Lech Kaczyński pewnego pilota, który odmówił mu lądowania w strefie wojny w Gruzji nie tylko wyrzucił z pracy w wojsku, ale też jeszcze ciągał po prokuratorach domagając się ukarania za niewykonanie jego idiotycznego i nielegalnego rozkazu!

Prawdopodobne także jest, że w takiej sytuacji, pierwszy pilot wolał zginąć przy lądowaniu niż odmówić wykonania rozkazu zwierzchnika sił zbrojnych, Lecha Kaczyńskiego i jego świty. Pamiętamy pilota kpt. Grzegorza Pietruczuka który odmówił Lechowi Kaczyńskiemu wykonania rozkazu lądowania w Tbilsi - stolicy Gruzji, gdzie były działania wojenne, a lotnisko było zbombardowane i nie nadawało się do użytku. Zawieszono go w czynnościach i wywalono z pułku za ochronę życia 74 pasażerów w tym czterech prezydentów państw, którzy lecieli z Kaczyńskim. Św. Pamięci Kapitan feralnego lotu był wtedy drugim pilotem - dobrze wiedział co go czeka ze strony Lecha Kaczyńskiego gdy odmówi. 

Prezydent Lech Kaczyński zwrócił się do onego pilota słowami "Kiedy się jest oficerem nie można być tchórzem". Była to odpowiedź Kaczyńskiego na słuszną odmowę lądowania w Tbilisi. Lech Kaczyński domagał się o jego degradację do stopnia szeregowego, za za nie wykonanie jego rozkazu. Już w kabinie pilota, do której bezprawnie wszedł, odgrażał się, że jak wrócą do Polski to "zrobi porządek z tym niesubordynowaniem"! Z powodu awantury o pilota odszedł ze stanowiska bardzo doświadczony pułkownik Tomasz Pietrzak, dowódca 36-tego Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, który poparł decyzję pilota. 

Pilot kpt. Grzegorz Pietruczuk dostał później co prawda medal od od ministra Radosława Sikorskiego, ale cały katolicki PiS pisał interpelacje w tej sprawie i opluwał pilota w swoich mediach. Sam poseł Gosiewski złożył interpelację przeciwko temu pilotowi, a teraz zginął w katastrofie. Zło zawsze powraca do swego twórcy. Pilot w sposób oczywisty był w stresie bojąc się takich osób jak Kaczyński czy Gosiewski. 

W sposób oczywisty nasuwa się jednak podejrzenie zawału serca u pierwszego pilota, a dowodem na to mogą być zapisy z czarnej skrzynki w postaci braku jego głosu przez ostatnich kilkanaście sekund lotu, bo tyle wystarcza do zgonu w ciężkim stresie na zawał serca. Kilkanaście ostatnich sekund... 

 


Pełna lista ofiar katastrofy 

Piotr Paszkowski, rzecznik ministerstwa spraw zagranicznych poinformował, że na liscie pasażerów było 89 nazwisk, ale jedna osoba nie stawiła się na lotnisku Okęcie, skąd samolot wystartował. Wszystkie 88 osób, które znajdowały się na pokładzie, zginęły. Nie przeżył też nikt z ośmioosobowej załogi Tu-154M. 

Lista ofiar katastrofy

Lista osób, których nazwiska figurują na liście pokładowej prezydenckiego samolotu z Warszawy do Smoleńska. Ta lista jest obecnie weryfikowana:

Prezydent Lech Kaczyński

Małżonka prezydenta Maria Kaczyńska

ostatni prezydent RP na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski

 

Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Putra

Wicemarszałek Sejmu Jerzy Szmajdziński

Wicemarszałek Senatu Krystyna Bochenek

Władysław Stasiak Szef Kancelarii Prezydenta

Aleksander Szczygło szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego

Paweł Wypych z Kancelarii Premiera

Mariusz Handzlik z Kancelarii Prezydenta

Wiceminister Spraw Zagranicznych Andrzej Kremer

Wiceminister Obrony Narodowej Stanisław Komorowski

Wiceminister Kultury Tomasz Merta 

Szef Sztabu Generalnego WP Franciszek Gągor

Sekretarz Generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzej Przewoźnik

Prezes Stowarzyszenia Wspólnota Polska Maciej Płażyński

Dyrektor Protokołu Dyplomattycznego Mariusz Kazana

 

Posłowie:

Lepszek Deptuła (PSL)

Grzegorz Dolniak (PO)

Grażyna Gęsicka (PiS)

Przemysław Gosiewski (PiS)

Sebastian Karpiniuk (PO)

Izabela Jaruga-Nowacka (Lewica)

Zbigniew Wassermann (PiS)

Aleksandra Natalli-Świat (PiS)

Arkadiusz Rybicki (PO)

Jolanta Szymanek-Deresz (Lewica)

Wiesław Woda (PSL)

Edward Wojtas (PSL)

 

Senatorowie:

Janina Fetlińska (PiS)

Stanisław Zając (PiS)

 

Osoby towarzyszące:

Rzecznik Praw Obywatelskich Janusz Kochanowski

Prezes NBP Sławomir Skrzypek

Prezes IPN Janusz Kurtyka

Kierownik Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych Janusz Krupski

Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Joanna Agatka-Indecka

Doradca prezydenta Jan Krzysztof Ardanowski

Barbara Mamińska z Kancelarii Prezydenta

Zofia Kruszyńska-Gust z Kancelarii Prezydenta

Izabela Tomaszewska z Kancelarii Prezydenta

Katarzyna Doraczyńska z Kancelarii Prezydenta

Dariusz Gwizdała z Kancelarii Prezydenta

Jakub Opara z Kancelarii Prezydenta

Kanclerz Orderu Wojennego Virtutti Militari, generał brygady Stanisław Nałęcz-Komornicki

Członek Kapituły Orderu Wojennego Virtutti Militari podpułkownik Zbigniew Dębski

prezes Światowego Związku Żołnierzy AK Czesław Cywiński

prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego Piotr Nurowski

Anna Walentynowicz - przyczyna pierwszych strajków Solidarności...

Janina Natusiewicz-Miller

Janusz Zakrzeński

Adam Kwiatkowski

Marcin Wierzchowski

Maciej Jakubik

Tadeusz Stachelski

Dariusz Jankowski

 

Księża i prałaci (10 osób): 

Kapelan prezydenta Roman Indrzejczyk

ksiądz Ryszard Rumianek, rektor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego

ordynariusz polowy Wojska Polskiego, ksiądz generał Tadeusz Płoski 

prawosławny ordynariusz Wojska Polskiego, arcybiskup Miron Chodakowski

ewangelickie duszpasterstwo polowe - ksiądz pułkownik Adam Pilch

Ordynariat Polowy Wojska Polskiego - ksiądz podpułkownik Jan Osiński

ksiądz prałat Józef Gostomski

kapelan warszawskiej Rodziny Katyńskiej ksiądz Zdzisław Król

kapelan Federacji Rodzin Katyńskich ksiądz Andrzej Kwaśnik

prezes stowarzyszenia Parafiada ksiądz Józef Joniec

 

Kancelaria Prezydenta:

Marzena Pawlak

lekarz prezydenta Wojciech Lubiński

tłumacz języka rosyjskiego Aleksander Fedorowicz

sekretarz generalny Związku Sybiraków Edward Duchnowski

 

Kombatanci katyńscy:

Tadeusz Lutoborski

prezes Polskiej Fundacji Katyńskiej Zenona Mamontowicz-Łojek

prezes Komitetu Katyńskiego Stefan Melak

Wiceprzewodniczący Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Stanisław Mikke

Bronisława Orawiec-Roessler

Katarzyna Piskorska

prezes Federacji Rodzin Katyńskich Andrzej Sariusz-Skąpski

Wojciech Seweryn

Leszek Solski

Fundacja Golgota Wschodu Teresa Walewska-Przyjałkowska

Gabriela Zych

Ewa Bąkowska

Anna Borowska

Bartosz Borowski

Dariusz Malinowski

 

przedstawiciele dowództwa sił zbrojnych RP (6 osób):

Dowódca Operacyjny Sił Zbrojnych generał Bronisław Kwiatkowski

Dowódca Sił Powietrznych RP generał broni Andrzej Błasik

Dowódca Wojsk Lądowych RP generał dywizji Tadeusz Buk

Dowódca Wojsk Specjalnych generał dywizji Włodzimierz Potasiński

Dowódca Marynarki Wojennej generał Andrzej Karweta

Dowódca Garnizonu Warszawa generał brygady Kazimierz Gilarski

 

Funkcjonariusze BOR (8 osób):

Jarosław Lorczak

Paweł Janeczek

Dariusz Michałowski

Piotr Nosek

Jacek Surówka

Paweł Krajewski

Artur Francuz

Marek Uleryk

 

W katastrofie zginęła także załoga samolotu

W katastrofie prezydenckiego samolotu w Smoleńsku zginęło siedmioro członków załogi z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. To ten pułk odpowiada za obsługę lotów najważniejszych osób w państwie i bierze udział w ewakuacji Polaków z terytoriów innych państw. 

Kapitanem załogi był kpt. pil. Arkadiusz Protasiuk. To 36-letni absolwent Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie (1997 r.), Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego (1999 r.) oraz Wydziału Cybernetyki Wojskowej Akademii Technicznej (2003 r.). Odznaczony brązowym medalem "Za Zasługi Dla Obronności Kraju". Zostawił żonę i dwójkę dzieci.

Członkiem załogi był też mjr pil. Robert Marek Grzywna. Był absolwentem Wyższej Szkoły Oficerskiej Sił Powietrznych (1997 r.); ukończył też Zarządzanie Ruchem Lotniczym w Akademii Obrony Narodowej (2003 r.). Odznaczony brązowym medalem "Za Zasługi Dla Obronności Kraju". Miał 36 lat. Był żonaty; miał jedno dziecko.

Wśród członków załogi był także 31-letni por. pil. Artur Karol Ziętek - starszy pilot specpułku. W 2001 r. ukończył Wyższą Szkołę Sił Powietrznych. Odznaczony brązowym medalem "Za Zasługi Dla Obronności Kraju". Był żonaty, miał dwójkę dzieci.

W sobotniej katastrofie zginął również starszy technik obsługi pokładowej pułku - 36-letni chor. Andrzej Michalak. Był absolwentem Szkoły Chorążych Personelu Technicznego Lotnictwa (1998 r.) oraz Wyższej Szkoły Handlu i Finansów Międzynarodowych (2000 r.). Także on był odznaczony brązowym medalem "Za Zasługi Dla Obronności Kraju". Był żonaty, miał jedno dziecko.

Członkami załogi prezydenckiego samolotu były też trzy osoby personelu pokładowego z 36-ego SPLT: 29-letnia Barbara Maria Maciejczyk, 25-letnia Justyna Moniuszko i 23-letnia Natalia Maria Januszko.

Załoga Samolotu TU 154 M: 

kpt. pil. Arkadiusz Protasiuk

mjr pil. Robert Marek Grzywna

por. pil. Artur Karol Ziętek

chor. Andrzej Michalak

Barbara Maria Maciejczyk - stewardesa

Justyna Moniuszko - stewardesa

Natalia Maria Januszko - stewardesa

 

Cześć ich pamięci! 


 

Komorowski ogłosił tygodniową żałobę narodową

W obliczu ogromnej narodowej tragedii wszyscy jesteśmy razem, nie ma podziałów, nie ma różnic, nie ma lewicy nie ma prawicy - powiedział marszałek Sejmu Bronisław Komorowski o tragicznej katastrofie w Smoleńsku. Komorowski, zgodnie z konstytucją, po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego przejął jego obowiązki. - Jesteśmy razem w ramach żałoby narodowej. Podpisałem decyzję o żałobie narodowej na tydzień. Zwracam się do wszystkich rodaków, abyśmy razem, bez różnic w tej żałobie uczestniczyli - powiedział Komorowski. 

W związku z katastrofą, w całym kraju odwoływane są imprezy rozrywkowe i sportowe. Flaga narodowa na Pałacu Prezydenckim została opuszczona do połowy masztu. Przed Pałacem mieszkańcy Warszawy składają kwiaty, zapalają znicze. 

Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski, wykonujący obowiązki Prezydenta RP, podpisał decyzję o tygodniowej żałobie narodowej, która zaczęła się w sobotę o godz. 18 i potrwa do piątku 16 kwietnia. 

Żałoba narodowa została przedłużona do niedzieli wieczór z uwagi na uroczystości pochówkowe pary prezydenckiej. 

Przedłużono żałobę narodową do niedzieli

Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski zdecydował o przedłużeniu żałoby narodowej po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem do niedzieli do północy - poinformował rzecznik marszałka Jerzy Smoliński.

W sobotę, tuż po katastrofie, Bronisław Komorowski - który po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego przejął obowiązki głowy państwa - ogłosił tygodniową żałobę narodową - miała zakończyć się w najbliższy piątek. W sobotę w Warszawie zaplanowane są państwowe uroczystości żałobne w Warszawie, a w niedzielę pogrzeb pary prezydenckiej w Krakowie. W czasie żałoby narodowej flagi państwowe na gmachach publicznych zostają opuszczone do połowy masztu i przepasane kirem.

Na czas trwania żałoby odwoływane są imprezy masowe, rozrywkowe, koncerty i imprezy sportowe. 

 

Dziesięć księży, biskupów i prałatów

Czy w świetle znanych zbrodni inkwizycji i klerykalnych rozbiorów Polski sterowanych oraz aprobowanych przez Watykan akurat 10 księży i prałatów to najważniejsze osoby w państwie i kancelarii głowy państwa, które muszą latać z Prezydentem? Czy obecność księży odpowiedzialnych także za zło molestowania seksualnego dzieci nie jest przyczynkiem do pokarania Polski? Dziś cały świat płaci ofiarom księży odszkodowania, a w Polsce temat ofiar księży i zakonników pedofilów bezwstydnie się przemilcza, szczególnie na prawicy. 

 

ISLANDIA - WYBUCHŁ WULKAN

W nocy z 20/21 marca 2010 w południowej części Islandii wybuchł wulkan. Z okolicznych osad ewakuowano co najmniej 500 osób. Do erupcji doszło około północy. Istnieje realna groźba powodzi, bowiem lawa topi lód, którym wulkan był pokryty. Pękniecie skorupy ziemskiej, przez którą wydobywa się lawa, ma około kilometra. Obserwatorzy donoszą, iż z wulkanu nadal wydobywają się płomienie. Ostatni raz do erupcji doszło w tym miejscu prawie 200 lat temu.

Islandzkie przepisy nakazują, by w razie wybuchu wulkanu wstrzymać ruch na lotniskach w promieniu ponad 200 kilometrów, zamknięto więc port lotniczy w Reykjaviku i Keflaviku. Cześć samolotów lecących na Islandię zostało skierowanych na inne lotniska krajowe i zagraniczne. Danuta Szostak polski konsul generalny na Islandii powiedziała IAR, że nie ma żadnych informacji by wśród dotkniętych skutkami wybuchu wulkanu byli obywatel Polscy. 

Kolejna erupcja wulkanu na Islandii dnia 14/15 kwietnia 2010 i rozprzestrzenianie się pyłu wulkanicznego nad Europą sparaliżowało ruch lotniczy nad Wyspami Brytyjskimi. Wulkan wybuchł po raz drugi w tym tygodniu wyrzucając olbrzymi pióropusz pyłu na wysokość 18 kilometrów. Chmura pyłu wulkanicznego, zawierająca również większe fragmenty zeszklonej magmy przesuwa się nad Wyspami Brytyjskimi. Zamknięto lotniska w Szkocji i północnej Anglii. Około 14:00 chmura pyłu ma dotrzeć nad południową Anglię. 

Z powodu zagrożenia erupcją wulkanu w okolicach lodowca Eyjafjallajoekull, na południu Islandii, w środę rano ewakuowano około 800 osób - poinformował rzecznik policji. "Od 700 do 800 osób zostało ewakuowanych ze swoich domów z powodu zagrożenia erupcją na Eyjafjallajoekull oraz dlatego, że w okolicy odnotowano liczne wstrząsy ziemi" - oświadczył Baldur Sigurdsson. "Wszystkie drogi zostały zamknięte i właśnie wysłano śmigłowce, by sprawdzić, czy doszło do erupcji" - dodał. 

Erupcje wulkanów są stałą częścią pejzażu Islandii. Jeden z największych, Hekla, wybuchł ostatnio w 2000 roku. W końcu XVIII wieku powtarzające się wybuchy wulkanów zniszczyły jedną czwartą wyspy, a chmura czarnego pyłu na kilka lat przesłoniła światło słoneczne. Do erupcji znajdującego się pod lodowcem wulkanu doszło jesienią 1996 roku. Wybuch spowodował topnienie lodowca Vatnajoekull, a ten nadmiernie zasilił jezioro Grimsvatn, które wylało na okoliczną równinę, niszcząc drogę łączącą Reykjavik ze wschodnią Islandią. Lodowce pokrywają około 12 procent liczącej 103 tys. km kwadratowych powierzchnię Islandii.

Linie British Airways zawiesiły wszystkie loty i zwracają pasażerom koszt biletów. Tanie linie Ryanair odwołały loty na kilku trasach z pod londyńskiego Stansted. Również Heathrow i Gatwick zostaną zamknięte. Jest to wynik ostrzeżeń urzędu meteorologicznego, że popiół, a zwłaszcza pył szklany, mogą poważnie uszkodzić silniki samolotów.

W 1989 roku nad Alaską samolot holenderskich linii KLM został ogarnięty przez chmurę pyłu z wulkanu Mount Redoubt, co spowodowało awarię wszystkich czterech silników. W 1982 roku w podobnych okolicznościach stanęły silniki maszyny British Airways. Choć w obu przypadkach udało się je ponownie uruchomić, brytyjska kontrola lotów postanowiła tym razem uniknąć wszelkiego ryzyka.

Z powodu rozprzestrzeniania się pyłu wulkanicznego znad Islandii władze lotnicze Norwegii, Szwecji i Danii zdecydowały o częściowym zamknięciu przestrzeni powietrznej swych krajów. Chmura pyłu wulkanicznego dotarła do Norwegii powodując zawieszenie ruchu na stołecznym lotnisku Gardermon. W północnej Szwecji zamknięto trzy regionalne lotniska. Chmura pyłu przesuwa się w kierunku Finlandii. Jak twierdzą fińskie władze, około 15:00 można się spodziewać zamknięcia kilku lotnisk.

Ograniczenia komunikacji lotniczej w Danii będą zależeć od kierunku wiatru. Już jednak zapowiedziano, że od 15 kwietnia około 20:00 wstrzymany zostanie ruch w międzynarodowym kopenhaskim porcie lotniczym. Pył wulkaniczny znad Islandii stanowi niebezpieczeństwo dla samolotów, ponieważ w przypadku dostania się do silnika, może spowodować jego awarię i zatrzymanie. 

EUROPA SPARALIŻOWANA - ODWOŁANE LOTY

Lotniska w Wielkiej Brytanii będą zamknięte do niedzieli, 18 kwietnia 2010 roku do godziny 6 rano. Wcześniej postanowiono, że porty lotnicze we Francji nie będą działać co najmniej do niedzieli do 8:00. Do poniedziałku prawie wszystkie rejsy odwołały Skandynawskie Linie Lotnicze. Powodem jest unoszenie się nad Europą pyłu wulkanicznego. 

Z powodu wybuchu wulkanu na Islandii i rozprzestrzeniania się pyłu do końca soboty dnia 17 kwietnia 2010 przestrzeń powietrzna jest zamknięta między innymi w Polsce. O odwołaniu lotów poinformowały również Niemcy, Austria, Szwajcaria, Czechy, Belgia, Dania, Norwegia i Finlandia oraz Rumunia, Białoruś i Ukraina. Zakaz lotów obowiązuje również w północnej części Włoch.

Europejska agencja kontroli ruchu lotniczego poinformowała, że na całym kontynencie odwołano około 16 tysięcy lotów z powodu zagrożenia, jakim jest dla samolotów unoszący się pył wulkaniczny. Według Europolu, przemieszczanie się chmury pyłu znad Islandii może jeszcze przez dobę utrudniać ruch lotniczy nad Europą. Wielu internautów dopytuje w związku z ograniczeniami ruchu lotniczego nad Polską: "czy to możliwe, że sama Natura się sprzeciwia w związku z pochowaniem Kaczyńskich na Wawelu?" 

 

Berlusconi i Obama - nie przyjechali do Krakowa na pogrzeb!

Przywódca Francji Nicolas Sarkozy, przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso, przewodniczący Rady Europejskiej Herman von Rompuy, prezydent Austrii Heinz Fischer i premier Włoch Silvio Berlusconi odwołali już w sobotę dnia 17 kwietnia 2010 udział w niedzielnych uroczystościach pogrzebowych Lecha i Marii Kaczyńskich - poinformował Grzegorz Jopkiewicz z Biura Rzecznika Prasowego MSZ. Udział w uroczystościach pogrzebowych odwołały kolejne z wcześniej zapowiadanych delegacji. Do Krakowa nie przyjadą m.in. prezydent USA Barack Obama i kanclerz Niemiec Angela Merkel. Prezydent USA Barack Obama odwołał podróż do Polski na pogrzeb prezydenta Lecha Kaczyńskiego z powodu poważnego zagrożenia katastrofami, jakie dla lotnictwa stanowi wulkaniczny pył z wulkanu Eyjafjoell nad Europą - powiedział rzecznik Białego Domu Robert Gibbs. 

Jak poinformowała rzeczniczka niemieckiego rządu Sabine Heimbach, kanclerz Niemiec Angela Merkel odwołała swój udział w uroczystościach w Krakowie z powodu ogromnych ograniczeń w ruchu lotniczym. Według MSZ, do soboty wieczór swój udział podczas niedzielnych uroczystości pogrzebowych na Wawelu odwołały m.in. takie delegacje zagraniczne jak:

Austria - prezydent Heinz Fischer;

Belgii - książę Filip; 

Chorwacji - prezydent Ivo Josipović; 

Cypru - prezydent Demetris Christofias; 

Danii - królowa Małgorzata i min. SZ Lene Espersen; 

Egiptu - min. ds. współpracy międzynarodowej Aboulanga Fayza; 

Estonii - prezydent Toomas Ilves i premier Andrus Ansip; 

Finlandii - prezydent Tarja Halonen;

Francja - prezydent Nicolas Sarkozy; 

Grecji - prezydent Georgios Papandreou; 

Hiszpanii - król Juan Carlos i premier Jose Luis Zapatero; 

Indii - min. SZ S.M. Krishna; 

Irlandii - prezydent Mary McAleese; 

Japonii - przew. parlamentu Eda Satsuki; 

Kanady - premier Stephen Harper; 

Korei Płd. - premier Chung Unchan; 

Lichtensteinu - książę Alois; 

Luksemburga - wielki książę Henryk; 

Macedonii - prezydent Gjorge Iwanow; 

Meksyku - min. SZ Patricia Espinoza Cantalleno; 

Nowej Zelandii - gubernator generalny Anand Satyanand; 

Monako - książę Albert II; 

Norwegii - król Harald V i min. SZ Jonas Gahr Store; 

Pakistanu - min. ON Ahmad Chaudhry Mukhtar; 

Szwecji - król Karol XVI Gustaw i min. SZ Carl Bildt; 

Turcji - prezydent Abdullah Gul;

USA - prezydent Barack Obama; 

Wielkiej Brytanii - książę Walii Karol; 

Włoch - premier Silvio Berlusconi i przew. Senatu Renato Schifani.

Poważna zmiana planów części przywódców spowodowana jest decyzją o zamknięciu polskiej przestrzeni powietrznej podjętej po tym, jak pyły wydobywające się z wielkiego wulkanu wulkanu Eyjafjoell na Islandii zanieczyściły atmosferę, drastycznie ograniczając widoczność, co zagraża bezpieczeństwu ruchu lotniczego. Jak dotychczas do Krakowa dotarł premier Maroka Abbas El Fassi i były prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko. Pierwszy z nich do stolicy małopolski przyleciał samolotem, natomiast ukraiński polityk przybył samochodem osobowym.

Niewielka Cesna 560 z premierem Maroka na pokładzie wylądowała w Balicach o godz. 17-tej w sobotę wieczór - podały władze lotniska. Cesna leciała na niskim pułapie, znacznie poniżej chmury pyłów wulkanicznych z nad Islandii. Przylotem maszyny zaskoczone były nie tylko władze lotniska, ale też służby kontroli przestrzeni powietrznej, bo delegacja nie uprzedziła Polaków o tym, że samolot wyleciał z Maroka. 

Prezes Międzynarodowego Portu Lotniczego w Balicach, Jan Pamuła powiedział na sobotniej konferencji prasowej, że do Polski wyleciała już delegacja z Australii. Nie wiadomo jednak jeszcze, czy z powodu chmury pyłu uda się jej wylądować w Krakowie. Przestrzeń powietrzna nad Polską jest nadal zamknięta. Australijczycy mają zaplanowane międzylądowanie w Azji i tam zapadnie ostateczna decyzja.

Pierwotnie przyjazd na uroczystości zapowiedzieli przedstawiciele 98 państw: 69 delegacji państwowych i 29 ambasadorów. Wypada zatem zapytać chyba, czy Natura nie chciała pogrzebu na Wawelu, czy może Polska odbiera negatywną odpłatę za swoją awanturniczą politykę wschodnią, rusofobię i wygrzebywanie trupów z Katynia dla doraźnych gierek politycznych? Bo chyba Putin nie jest sprawcą wybuchu wulkanu w Islandii, jak chcą kręgi wiadomego radyja... A może tylko politycy, jak to chorągiewki polityczne, obawiają się bardziej o swoje życie, stołki i tyłki? W końcu wszyscy chcą żyć, nikt nie chcę ginąć, to czemuż Polscy żołnierze muszą ginąć za cudze skłonności do militarnych podbojów kolonialnych w Iraku czy jakimś Afganistanie? 

 

Kontrwywiad Wojskowy monitorował lot Tu-154 M 

"Rzeczpospolita": Polska Służba Kontrwywiadu Wojskowego na bieżąco otrzymywała informacje o położeniu prezydenckiego Tu-154 w drodze do Smoleńska. Informacje, które wpływały do SKW, były zbliżone do tych przesyłanych przez zwykłe urządzenia GPS. Były to dane m.in. o położeniu maszyny, jej wysokości i prędkości. Z ustaleń "Rzeczpospolitej" wynika, że SKW najprawdopodobniej już w momencie katastrofy posiadała też nagrania m.in. rozmów pilotów samolotu z wieżą kontroli lotów. Wojskowe służby mają bowiem tajną stację nasłuchową. SKW nie chce jednak oficjalnie komentować sprawy, a jak wiadomo, to PiS i Kaczyńscy z Macierewiczem stali za bezmyślnym i szkodliwym dla Polski niszczeniem specjalnych służb Wojska Polskiego. 

 

Inwigilacja nieboszczyków smoleńskich przez ABW? 

W kilka godzin po tragedii pod Smoleńskiem, mafijny aparat PrzemOcy włamywał się do mieszkań, biur ofiar katastrofy. Trzy godziny po tragicznej katastrofie pod Smoleńskiem funkcjonariusze ABW weszli do Domu Poselskiego, przeszukując pokoje parlamentarzystów, którzy zginęli na pokładzie Tupolewa – pisze “Rzeczpospolita”. Agencja nie powiadomiła o swojej akcji rodzin ofiar.

O przeszukaniach bliscy ofiar dowiedzieli się dopiero dwa dni później, w poniedziałek 12 kwietnia. Jak pisze “Rzeczpospolita”, rodziny do dziś nie dostały nawet informacji, jakie przedmioty zabrano. Oficjalnym powodem akcji ABW była chęć zabezpieczenia materiału genetycznego do identyfikacji ofiar. Rosjanie nie prosili jednak Polaków o takie kroki.

O wejściu ABW do Domu Poselskiego, jak i do prywatnych mieszkań polityków (m.in. Zbigniewa Wassermanna i Aleksandra Szczygły), mówiło się od kilkunastu dni. Na dzisiejszej konferencji prasowej naczelny prokurator wojskowy płk Krzysztof Parulski powiedział, że “może być taka sytuacja, że ABW – chcąc szybko pozyskać materiał porównawczy DNA do badań w celu identyfikacji zwłok – wchodziła do mieszkań, które nie mogły być udostępniane”.

Według informacji portalu Niezależna.pl, ABW dość wybiórczo potraktowała swoje zadanie, bo funkcjonariusze Agencji zajęli się przede wszystkim mieszkaniami polityków związanych z PiS (z domu Aleksandra Szczygły miał zginąć laptop). Podobnym zainteresowaniem podwładnych Krzysztofa Bondaryka (byłego członka Rady Krajowej Platformy Obywatelskiej) nie cieszyły się natomiast mieszkania zmarłych w katastrofie przedstawicieli Rodzin Katyńskich czy załogi samolotu. (wg: Niezależna.pl, “Rzeczpospolita”)

 

Rosyjscy i polscy eksperci udali się do USA ws. katastrofy Tu-154

Przedstawiciele Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) i specjaliści z Polski, wyjaśniający przyczyny katastrofy polskiego Tu-154M pod Smoleńskiem, udali się do USA, gdzie wspólnie z amerykańskimi ekspertami zbadają niektóre urządzenia z rozbitej maszyny.

"Przedstawiciele Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego i polscy eksperci udali się do Stanów Zjednoczonych, by wspólnie ze specjalistami Narodowej Rady Bezpieczeństwa Transportu USA (NTSB) zbadać system ostrzegania przed zderzeniem z ziemią TAWS i system nawigacji satelitarnej GNSS z samolotu Tu-154M w (amerykańskich) zakładach, które je wyprodukowały" - poinformował we wtorek MAK.

Międzypaństwowy Komitet Lotniczy podał też, że rosyjscy i polscy specjaliści przesłuchują w MAK przybyłych z Polski dowódców eskadry i samolotu Jak-40, który wylądował na lotnisku Siewiernyj w Smoleńsku przed katastrofą maszyny prezydenckiej. Międzypaństwowy Komitet Lotniczy poinformował również, że jego Podkomisja Lotnicza kontynuuje analizę udostępnionych przez stronę polską dokumentów dotyczących wyszkolenia załogi Tu-154M, jej przygotowania do lotu 10 kwietnia i organizacji lotów w jednostce, do której należał samolot.

MAK przekazał także, iż eksperci dwóch krajów kontynuują prace nad rozszyfrowaniem zapisu czarnej skrzynki z rozmowami w kabinie pilotów. Według Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego, za pomocą specjalnej aparatury nagranie oczyszczono z szumów, jednak jego część wymaga dodatkowej identyfikacji. W czynnościach tych - zaznaczył MAK - uczestniczą wysoko wykwalifikowani tłumacze.

Międzypaństwowy Komitet Lotniczy podał, że jednocześnie kontynuowana jest analiza zapisu dwóch czarnych skrzynek - eksploatacyjnej i awaryjnej - które rejestrowały parametry lotu, a także, iż kontynuowane są prace nad oceną funkcjonowania sprzętu radiotechnicznego i sygnalizacji świetlnej na lotnisku w Smoleńsku. MAK zakomunikował wcześniej, że w czasie lotu Tu-154M 10 kwietnia system TAWS był włączony. 

 

Piloci dostali informację o pogodzie z 5 rano 

"Rzeczpospolita": Meteorolodzy polskiej armii nie śledzili pogody nad Smoleńskiem? Jedną z hipotez jakie bada prokuratura jest niezabezpieczenie lotu prezydenckiego samolotu i błąd obsługi naziemnej. Wojskowe Centrum Hydrometeorologii dowiedziało się o złej widoczności w okolicach lotniska w Smoleńsku 15 minut przed katastrofą - informuje "RZ". Jednak tej informacji nie przekazano pilotom Tu-154. Ostatnia informacja jaką dostali o pogodzie nad Smoleńskiem była z godziny 5 rano i jak się okazało była już zupełnie nieaktualna.

"Rzeczpospolita" pyta dlaczego nie poinformowano pilotów o zmieniających się warunkach. Jak informuje, przyczyną miał być brak procedur. Ponieważ kiedy polskie służby dowiedziały się o złej pogodzie tupolew był już w rosyjskiej strefie powietrznej i to Rosjanie powinni byli poinformować pilotów. Dziś nie wiadomo, czy rosyjski kontroler to zrobił i jak brzmiały jego komunikaty. O tym możemy się dowiedzieć dopiero z zapisów czarnej skrzynki. 

 

Powódź III Tysiąclecia - Kara na Polskę? 

Jakby kataklizmów było mało, przez weekend 15-16 maja 2010 deszcze i ulewy przetoczyły się przez cały kraj i nadal pada. Czy i kiedy pogoda nam odpuści nie wiadomo, a w ludzkiej mentalności kataklizmy interpretowane są jako kary Niebios za złą politykę władz i nadużycia rządzących. Synoptycy zapowiadają, że do końca 20-tego tygodnia i w następnym aura się nie zmieni. Jeśli sprawdzi się pesymistyczny scenariusz grozi Polsce powódź na miarę tej z 1997 roku, kiedy to w lipcu "obmyło Polskę z zanieczyszczeń politycznych". Jak jednak tłumaczy Michał Godek, meteorolog nie mamy do czynienia z anomaliami pogodowymi, gdyż kataklizmy się zdarzają, a powodzie występują z taką samą częstotliwością jak w średniowieczu. 

Stan alarmowy na dzień 17 maja 2010 w dorzeczu dwóch największych rzek został znacznie przekroczony - na 65 wodowskazach w dorzeczu Wisły i na 27 stacjach na Odrze. Natomiast stany ostrzegawcze zostały przekroczone w 50 miejscach w dorzeczu Wisły oraz w 34 na Odrze. Służby ratownicze ewakuowały już prawie 300 mieszkańców z zagrożonych powiatów: nowosądeckiego, bocheńskiego, brzeskiego i oświęcimskiego. W gotowości jest też powiat brzeski, który jest przygotowany do ewakuacji półtora tysiąca osób. Ciekawe, że woda powodzi atakuje najbardziej rejony, które w polityce opowiadają się za władzą PiS i skrajnej prawicy, a w religii są najbardziej katolickie - jak Podkarpacie. Czyżby to jakaś kolejna sugestia od sił wyższych zwanych naturalnymi? 

Polska nie ma dobrych wałów przeciwpowodziowych, a działanie służb ratunkowych ocenianych jest przez społeczeństwa lokalne jako chaotyczne, nieudolne i doraźne. Politycy zajmują się gierkami obliczonymi na pozyskanie władzy, nie interesują się biednymi ludźmi dotkniętymi katastrofą. Całkiem możliwe, że tak jak powódź z 1997 wydarzyła się po wizycie papieża i obmyła kraj dokładnie według mapy politycznego poparcia dla polityków skrajnie prawicowych, kościelnych i katolickich, tak aktualna powódź niszczy struktury według mapy ideologicznego zaangażowania w polityczne skatolicyzowanie lokalnych władz, absurdalną walkę przeciwko aborcji i in vitro etc. Polska 2 miliardy złotych rocznie wydaje na pensje dla katechetów, co jest wydatkiem zbędnym, a na wały powodziowe brak pieniędzy. Za to kościoły są w nocy podświetlane zamiast nakazać gaszenie światła w nocy i oszczędzanie w gminach pieniędzy na cele losowe oraz rozwój gospodarczy społeczności. 

Powódź na katolickim południu Polski na dzień 20 maja 2010 spowodowała śmierć ośmiu osób, a trzy uznawane są za zaginione - poinformowało Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Resort apeluje, aby nie zbliżać się do brzegów rzek i zbiorników wodnych. Swoje domy opuściło do tej pory kilkadziesiąt tysięcy osób. Strażacy do tej pory interweniowali ponad 14 tysięcy razy. Mają do dyspozycji, między innymi, łodzie i pontony. Strażacy otrzymają też pompy wysokiej wydajności z Francji, Niemiec i Estonii, które zadeklarowały pomoc. - Część tego sprzętu już strażacy mają, część lada moment się pojawi. Ten sprzęt będziemy wykorzystywać w tych województwach, do których zbliża się fala - powiedziała Małgorzata Woźniak. 

Według prognozy IMGW w najbliższych dniach w kilku miastach Polski, w tym w Puławach, Warszawie, Nowej Soli poziom wody przekroczy stany alarmowe nawet o 2-3 metry. Prognoza pogody nie jest optymistyczna, przewiduje, że w najbliższym czasie nie przestanie padać. Spodziewane są również burze. Do stolicy fala powodziowa, która przemieszcza się na północ kraju, ma dotrzeć 20 maja 2010 około godziny 16.

 

MAK ogłosił wstępny raport o katastrofie smoleńskiej

Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) w Moskwie ogłosił w środę dnia 19 maja 2010 roku wstępny raport dotyczący katastrofy polskiego samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem. Konferencja MAK odbyła się w moskiewskiej siedzibie agencji Interfax. W imieniu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) wystąpiła Tatiana Anodina i szef komisji MAK badającej przyczyny wypadku Aleksiej Morozow.

MAK ustalił m.in., że w kabinie pilotów znajdowały się dwie postronne osoby, których głosy zidentyfikowano. Według źródeł PAP, jedną z nich był gen. Andrzej Błasik. MAK ustalił, że na czarnych skrzynkach samolotu wychwycono dwa głosy spoza załogi - jeden pozostaje nierozpoznany. Głosy osób spoza załogi w kabinie Tu-154 czarne skrzynki zarejestrowały na 16-20 minut przed katastrofą. MAK oficjalnie nie ujawnił, do kogo należał zidentyfikowany głos. Źródło w Moskwie, znające kulisy badania okoliczności katastrofy, powiedziało PAP, że jedną z dwóch osób, których głos zarejestrowała czarna skrzynka, był generał Andrzej Błasik, dowódca sił powietrznych. Teoria o wpływie dowódcy sił powietrznych na przebieg lotu oraz naciskach na pilotów staje się zatem najbardziej prawdopodobna! 

Z ustaleń MAK wynika, że drzwi do kabiny pilotów prezydenckiego samolotu w trakcie podejścia do lądowania były otwarte. Do katastrofy doszło o godzinie 10.41 czasu moskiewskiego (godz. 8.41 czasu polskiego). Wylot z Warszawy nastąpił o 7.27 czasu polskiego, z 27-minutowym opóźnieniem. W momencie wylotu załoga nie miała informacji o warunkach pogodowych na lotnisku w Smoleńsku, a otrzymała je dopiero w trakcie lotu. Kontrolerzy lotu z Mińska i Smoleńska, a także załoga polskiego samolotu Jak-40, który wylądował w Smoleńsku wcześniej, kilkakrotnie informowali załogę Tu-154M o pogarszaniu się pogody na smoleńskim lotnisku. Załoga nie dysponowała też aktualnymi danymi aeronawigacyjnymi, dotyczącymi lotniska Smoleńsk-Siewiernyj, gdzie widoczność pozioma była z powodu mgły ograniczona do co najwyżej 200 metrów (według załogi Jak-40) i 400 metrów według wieży kontrolnej, a widoczność pionowa była rzędu 50 m. 

Tatiana Anodina podała, że komitet zakończył rozszyfrowywanie czarnych skrzynek i rozmów z wieżą kontroli lotów, a oryginały znajdują się w MAK. Poinformowała, że polscy ministrowie: obrony i spraw wewnętrznych Bogdan Klich i Jerzy Miller odsłuchali nagrania rozmów załogi. Czwarta czarna skrzynka Tu-154 - tzw. rejestrator eksploatacyjny - została odkodowana w Polsce - gdzie ją wyprodukowano. Jej odczyty są analogiczne do odczytów trzech czarnych skrzynek odszyfrowanych w Moskwie - podał rzecznik MAK. 

Drugą postronną osobę, której głos zarejestrowała czarna skrzynka, rozmówca PAP określił jako "szefa służby bezpieczeństwa". Według informatora PAP, osoba ta była tytułowana "dyrektorem". Źródło PAP przekazało, że eksperci są bliscy identyfikacji tego głosu ("są pewni na 90 procent"). Szefowa MAK Tatiana Anodina powiedziała, że w najbliższym czasie dokończona zostanie identyfikacja drugiego głosu. Czynności z tym związane będą prowadzone w Warszawie. 

Pytany przez rosyjskiego dziennikarza, Edmund Klich potwierdził, że tuż przed lądowaniem prezydent Lech Kaczyński odbył za pośrednictwem telefonu satelitarnego rozmowę telefoniczną - To była rozmowa prywatna i nie dotyczyła niczego związanego z lotem - powiedział. Tatiana Anodina dodała, że telefon satelitarny nie mógł mieć wpływu na katastrofę Tupolewa. Komisja bada natomiast ewentualny wpływ telefonów komórkowych. 

Ostatnie chwile samolotu

Dokładnie na 18 sekund przed uderzeniem w przeszkodę, które spowodowało pierwsze zniszczenia w konstrukcji maszyny, zadziałał system ostrzegania przed zderzeniem z ziemią (TAWS), wydając załodze polecenie "PULL UP" (do góry) - podał Szef Komisji Technicznej MAK Aleksiej Morozow. Wcześniej system dwukrotnie sygnalizował "TERRAIN AHEAD" (przed wami ziemia). Przed lotniskiem Smoleńsk-Siewiernyj jest parów i tam nastąpiło pierwsze zderzenie. Od pierwszego uderzenia w przeszkodę na ziemi - 1100 metrów do pasa startowego - do całkowitego zniszczenia maszyny minęło 5-6 sekund, wszystkie systemy pokładowe i silniki działały, samolot nie rozpadł się w powietrzu - ustalił MAK. 

W samym momencie katastrofy na pasażerów działały przeciążenia rzędu 100 g. "Przeżycie tego było niemożliwe" - zaznaczył Aleksiej Morozow. Poinformował także, że oprócz systemu TAWS polski Tupolew był też wyposażony w amerykański system nawigacyjny UNS-1D (FMS). Na 4 minuty przed katastrofą załoga Jak-40 przekazała załodze Tu-154M, że widoczność na lotnisku ocenia na 200 m, jednak załoga Tu-154 podjęła ryzykowną próbę lądowania. Wysokość, na której musiała być podjęta decyzja o ewentualnym odejściu na drugi krąg na polecenie wieży, wynosiła 100 metrów, a załoga to polecenie potwierdziła. System wczesnego ostrzegania TAWS, w który był wyposażony - jak ocenili eksperci - był sprawny.

W pisemnej wersji wystąpienia Aleksieja Morozowa, rozdanej dziennikarzom po zakończeniu konferencji prasowej, znalazła się dodatkowo informacja, że samolot schodził do lądowania na autopilocie. Wyłączenie urządzenia nastąpiło na 4-5 sekund przed zderzeniem z przeszkodą (drzewem), które spowodowało pierwsze uszkodzenia w konstrukcji maszyny. Komitet MAK wykluczył zamach terrorystyczny, awarię techniczną, pożar czy wybuch na pokładzie. Według szefowej MAK załoga Tu-154 na czas otrzymywała informacje meteorologiczne i o lotniskach zapasowych. 

Rosyjscy eksperci: Źle ustawiony autopilot 

"Kommiersant" informuje w dzisiejszym tekście, że "w opinii rosyjskich ekspertów główną przyczyną katastrofy były błędy polskich lotników, popełnione w czasie podejścia do lądowania". Całkiem prawdopodobnie, że błędy popełnione zostały pod naciskiem dowódcy sił powietrznych i innych osób postronnych. Polscy koledzy bronią jednak generała Błasika i nie wierzą w naciski z jego strony, chociaż przyznają, że obecność dowódcy może deprymować pilota! Zdaniem byłego szefa szkolenia wojskowych pilotów płk. Piotra Łukaszewicza, już sama obecność takiej osoby w kabinie pilotów mogła mieć w czasie lądowania niekorzystny wpływ na załogę. 

"Pierwszy błąd polegał na tym, że dowódca, wykonując nieprecyzyjne podejście do lądowania, włączył reżim autopilota, czego kategorycznie nie powinien był robić. Ustawiwszy samolot na początku glissady, po której - według jego obliczeń - powinna była zniżać się maszyna, dowódca wprowadził do autopilota prędkość zniżania 4 metry na sekundę i rozpoczął lądowanie, sądząc, iż przy tych parametrach podwozie dotknie ziemi na początku pasa startowego" - relacjonuje gazeta.

"Tymczasem nawigator kontrolował wysokość lotu za pomocą radiowysokościomierza - przyrządu określającego odległość od ziemi na podstawie odbicia od jej powierzchni sygnału radiowego. Fatalną rolę w katastrofie - według ekspertów - odegrał łagodnie pochyły, długi parów o głębokości około 40-60 metrów znajdujący się przed lotniskiem i niedoświadczenie nawigatora" - kontynuuje "Kommiersant".

"Gdy samolot leciał nad dnem parowu i ziemia zaczęła uciekać w dół, nawigator wpadł w panikę i zaczął informować dowódcę, iż idą powyżej kursu oraz że w ten sposób nie trafią na pas. Dowódca uwierzył podwładnemu i zwiększył prędkość zniżania dwukrotnie - do 8 m/sek. Tymczasem parów na trasie się skończył i zaczęło się długie zbocze wzgórza. A o zwiększonej prędkości zniżania lotnicy zapomnieli" - wskazuje dziennik. 

"Kommiersant" podaje, że kontroler (z lotniska) próbował wyprowadzić samolot z lotu nurkowego, krzycząc do pilotów: "Sto pierwszy, horyzont!". Gazeta wyjaśnia, że 101 - to numer polskiej maszyny, a komenda "horyzont" oznacza wyrównanie samolotu do położenia horyzontalnego. Ponadto system ostrzegania przed zderzeniem z ziemią TAWS automatycznie uruchomił w kabinie sygnał "PULL UP" (do góry). "Wszelako załoga była zajęta wizualnym poszukiwaniem ziemi i nikogo już nie słyszała. Lotnicy opamiętali się dopiero, gdy zobaczyli przed sobą brzozę. Było już jednak za późno" - wskazuje "Kommiersant". 

Na autopilocie ląduje się tam, gdzie jest system ILS precyzyjnie pokazujący tor lądowania - mówi dla mediów doświadczony rosyjski pilot oblatywacz, który zna i lotnisko w Smoleńsku, i Tu-154. Polski pilot latający na cywilnych boeingach podkreśla, że na autopilocie schodzi się wyłącznie do tzw. wysokości decyzji, na której pilot ocenia, czy może wylądować. W Smoleńsku kontrolerzy wyznaczyli ją na 123 metry. - Później bezwzględnie pilot powinien przejąć stery. Według Aleksego Morozowa z MAK w samolocie działał system ostrzegający o niebezpiecznym zbliżaniu się ziemi (TAWS). Na 18 sekund przed katastrofą system dał polecenie "Pull Up", czyli "do góry", a potem "Terrain Ahead", czyli "ziemia przed tobą". Rozmówca mediów z cywilnych linii lotniczych dziwi się, że piloci nie poderwali natychmiast samolotu i jeszcze przez kilkanaście sekund lecieli na autopilocie... 

Kontrolerzy lotu informowali o gęstej mgle, widoczności zaledwie 400 m (wedle Jak-40 nawet 200 m) i o tym, że nie ma możliwości lądowania, gdyż minimalna widoczność potrzebna do lądowania Tu-154 na takim lotnisku to 1000 m czyli kilometr. Skąd zatem pomysł lądowania w stylu kamikaze? Nie wiadomo, co generał Błasik mówił pilotom. Wszedł do kabiny dwie minuty po otrzymaniu przez załogę komunikatu o warunkach z lotniska w Smoleńsku i sugestii lotu na lotnisko zapasowe. Mówienie, że załoga nie była pod presją dowództwa jest chyba nie na miejscu... 

Załoga Tu-154 M, która leciała z Prezydentem nie przechodziła regularnych ćwiczeń, została skompletowana na kilka dni przed feralnym lotem. Najprawdopodobniej według klucza politycznego, co nie powinno mieć miejsca. Załoga musi dużo ćwiczyć, aby mieć wysoki stopień integracji, współdziałania i porozumienia. Samolot był sprawny i miał przy wylocie 19 ton paliwa, dość by lecieć na lotniska zapasowe. 

W rozmowie z radiem TOK FM płk. Piotr Łukaszewicz powiedział, że obecność dowódcy w kabinie może odwracać uwagę załogi od parametrów lotu. - Takiej osoby trzeba przecież wysłuchać, zwracać uwagę na to, co mówi - tłumaczył były szef szkolenia. - Zresztą sama świadomość obecności najwyższego przełożonego za plecami jest jak gorący oddech na karku - dodał. Były dowódca szkolenia wojskowych pilotów zwrócił też uwagę na inny fakt. W chwili podejścia do lądowania drzwi do kabiny pilotów były otwarte. - Jest to dla mnie niezrozumiałe. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić wykonywania zejścia do lądowania w trudnych warunkach, w sytuacji, gdy z tyłu dobiegają jakieś głosy z kolejnych pomieszczeń - mówił płk. Łukaszewicz. Tym bardziej, że - jak podkreślił - w dniu katastrofy w Smoleńsku panowały warunki nie "trudne, a ekstremalne". Należy się domyślić, że gen. Błasik wypełniał tylko wolę swojego dowódcy i pana, czyli Prezydenta, znanego z karania pilotów za niesubordynację...

Na wszelki wypadek powiedzmy sobie tak: 

Cześć pamięci lotników wykonujących rozkazy, naciski lub tylko sugestie bezmyślnych czy nachalnych dowódców i polityków! W tym jednego polityka, który już karał pilota za to, że odmówił latania w obszar wojenny...

 

Tajemnice czarnej skrzynki ujawnione

Rząd ujawnił pełny stenogram zapisu rozmów pilotów na podstawie czarnej skrzynki, tak jak zapowiadał premier RP Donald Tusk. Część rozmówców z kokpitu nie została oficjalnie zidentyfikowana, a niektóre wypowiedzi oznaczono jako "niezrozumiałe". Z czarnej skrzynki TU 154M wyłania się obraz katastrofy, który potwierdza większość dotychczasowych nieoficjalnych informacji jakie się pojawiły. 

W trakcie lądowania TU 154M z Prezydentem Kaczyńskim w kabinie pilotów był dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik. W sumie do kabiny pilotów wchodziły cztery osoby, w tym stewardessa. Do kabiny wchodził najprawdopodobniej również pośredniczący między załogą a prezydentem dyrektor protokołu MSZ Mariusz Kazana i/lub szef Kancelarii Prezydenta Władysław Stasiak. Głos nie został ostatecznie zidentyfikowany, a córka Mariusza Kazana wykluczyła, aby to był głos jej ojca. Załoga informowała go m.in.: "Nie damy rady usiąść... Możemy pół godziny powisieć i odlecieć na zapasowe [lotnisko]" - powiedział pilot Arkadiusz Protasiuk. 

Zapis zaczyna się o godz. 8.02.51, a urywa o 8.41.04 czasu polskiego. Pierwsza informacja o trudnych warunkach w Smoleńsku pada o godz. 8.04. Niezidentyfikowany głos stwierdza: "To będzie makabra, nic nie będzie widać". Nie wiadomo, co jest źródłem niepokoju - z wcześniejszej rozmowy nie wynika, by piloci analizowali warunki atmosferyczne. Drugi pilot i nawigator rozmawiają o jakimś generale, który chce wyjechać "za wielka wodę" "na koniec kariery". 

Z lotniska w Mińsku przychodzi komunikat, że korytarz powietrzny jest wolny. Za chwilę załoga wejdzie w kontakt z wieżą w Smoleńsku. Na pożegnanie z Mińskiem piloci próbują żartować po rosyjsku. O godz. 8.08 drugi pilot pyta: "Postanowiliście?", ale nie wiadomo, o co chodzi, bo odpowiedź (anonimowa) jest niezrozumiała. 

Samolot leci na wysokości 3,9 tysięcy metrów. O 8.09 nawigator prosi o "kartę". To oznacza, że przygotowuje procedury przed lądowaniem. Samolot wznosi się na 7,5 tysiąca metrów. O godz. 8.11 drugi pilot najwyraźniej komentując to, co widzi przez okno, mówi: "Nie, no ziemię widać... coś tam widać... może nie będzie tragedii". Potem dodaje: "To co? Powoli się szykujemy?". 

O 8.14 załoga otrzymuje pierwszy komunikat ze Smoleńska. Lotnisko informuje: "Widzialność 400 m. Mgła". Trzy minuty później mjr Protasiuk mówi do stewardesy: "Nieciekawie, wyszła mgła, nie wiadomo, czy wylądujemy". Anonimowy głos pyta: "A jeśli nie wylądujemy, to co?". "Odejdziemy" - odpowiada dowódca. W końcu o 8.19 obaj piloci decydują: "Podejdziemy i zobaczymy". Niezidentyfikowana osoba mówi coś o warunkach, jakie kiedyś panowały w Gdańsku. O 8.20 załoga zapina pasy. O 8.22 drugi pilot mówi: "W dół, panie Arek". 

Minutę później dochodzi do pierwszej rozmowy załogi z kontrolerami w Smoleńsku. Lotnisko jest określane kryptonimem "Korsarz". Rozmowa jest prowadzona po rosyjsku. Kontroler pyta, ile Polacy mają paliwa (odpowiedź: 11 ton) i jakie przewidziano lotniska zapasowe. "Mińsk i Witebsk" - odpowiada kapitan. Wieża w Smoleńsku ostrzega: „Na »Korsarzu« mgła, widzialność 400 m”. To warunki znacznie poniżej minimum dopuszczającego lądowanie. Do rozmowy włącza się "Rafał" - pilot stojącego na lotnisku Jaka-40: "Ogólnie rzecz biorąc, to pizda tutaj jest. Widać około 400 m i na nasz gust podstawy [chmur] są poniżej 50 m".

"Dziękuję, spróbujemy podejścia, ale jeśli nie będzie pogody, to odejdziemy na drugi krąg" - odpowiada kapitan Protasiuk. "Drugi krąg" oznacza wzniesienie się nad lotnisko. Na pytanie drugiego pilota, czy już wylądowali, załoga Jak-a odpowiada jeszcze: "No nam się udało w ostatniej chwili wylądować, natomiast powiem szczerze, że możecie próbować jak najbardziej. (...) Możecie próbować, ale jeśli wam się nie uda za drugim razem, to proponuję wam lecieć np. do Moskwy albo gdzieś". 

W ten dialog włącza się Smoleńsk: "Temperatura plus 2. Ciśnienie 745. Warunków do lądowania nie ma". Potem wieża pyta: "Czy po próbnym podejściu wystarczy paliwa na zapasowe?". Dowódca odpowiada, że wystarczy i prosi o "pozwolenie na dalsze zniżanie".

O godz. 8.26 do kokpitu wchodzi Mariusz Kazana z MSZ lub Władysław Stasiak z Kancelarii Prezydenta, jeden z odpowiadających za przebieg wizyty prezydenta. "Panie dyrektorze, wyszła mgła. W tej chwili w tych warunkach nie możemy usiąść. Spróbujemy podejść, zrobimy jedno zejście, ale prawdopodobnie nic z tego nie będzie" - mówi do niego kapitan samolotu. Dalsza część nie jest tak zrozumiała. Kapitan Protasiuk pyta: "Jak się okaże (niezrozumiałe), to co będziemy robili? Paliwa nam na tak dużo nie wystarczy". Na to Kazana lub Stasiak: "No to mamy problem". 

Protasiuk dodaje, że mogą "pół godziny powisieć i dolecieć na [lotnisko] zapasowe". Kazana wychodzi i załoga wraca do rozmowy z Jakiem. Próbuje się dowiedzieć, jak grube są chmury, o ile są oddalone od pasa urządzenia naprowadzające i czy lecący przed nimi rosyjski Ił-76 zdołał wylądować. "Dwa razy odchodził i chyba gdzieś odlecieli" - odpowiada jeden z pilotów!  

Pięć minut później, około godz. 8.30 gdy samolot krążył nad lotniskiem, dyrektor Kazana lub dyrektor Stasiak wrócił do kokpitu i powiedział: "Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić". Nie wiadomo, czy chodzi o decyzję o lądowaniu, czy może o odejściu na lotnisko zapasowe - Mińsk bądź Witebsk. Osiem minut później po wejściu dyrektora, około 8.38 pada zdanie: "Wkurzy się, jeśli jeszcze ...", ale nie wiadomo, kto to mówi ani kto miał się wkurzyć i na co. Pewnie chodziło o Prezydenta Lecha Kaczyńskiego...

Siedem sekund później, po wejściu Dyrektora załoga rozpoczyna procedurę podejścia do lądowania. Wtedy drugi pilot wypowiada bardzo ważne zdanie: "Najgorsze tam jest, że jest dziura, tam są chmury i wyszła mgła". "Dziura" to zapewne rozciągające się przed lotniskiem głębokie na 60 m i szerokie na kilkaset obniżenie terenu. Pilot wie, że może ono zakłócić odczyty radiowysokościomierza. Jednak dalsza część dialogu jest niezrozumiała, a do tematu "dziury" piloci już nie wracają. 

O 8.32 dowódca komunikuje: "Podchodzimy do lądowania. W przypadku nieudanego podejścia odchodzimy w automacie [automatycznym pilocie]". Samolot schodzi na 400 m, pada komenda wysunięcia podwozia. O 8.35 kontroler pyta, czy przy widoczności 500 metrów "na wojskowym lotnisku lądowanie wykonywaliście?". "Tak oczywiście" - odpowiada Protasiuk. Do kabiny wchodzi stewardesa i melduje: "Pokład gotowy do lądowania".

Już pół godziny wcześniej załoga wiedziała, że pogoda nad Smoleńskiem jest bardzo zła. "Makabra, nic nie będzie widać - powiedział ktoś w kabinie. Piloci wiedzieli też zapewne o wąwozie przed lotniskiem; drugi powiedział: "Najgorsze tam jest, że jest dziura, tam są chmury i wyszła mgła" (8.30). Wieża lotniska o 8.24 informowała: "Mgła, widzialność 400 m". Przy dopuszczalnej widoczności około 1000 m. 

Wydaje się dziennikarzom, że kluczowe znaczenie dla podjęcia decyzji przez pilotów miała rozmowa z kolegami z samolotu Jak-40, którzy wcześniej tam wylądowali: "Ogólnie rzecz biorąc, to pizda tutaj jest. Widać jakieś 400 metrów około i na nasz gust podstawy [chmur] są poniżej 50 metrów". Piloci mówią dalej, że wylądowali w ostatniej chwili: "Powiem szczerze, że możecie spróbować [lądować] jak najbardziej". Otwarte drzwi do kabiny Prezydenta i gen. Błasik za plecami w piątym zapasowym fotelu oraz wchodzący dyrektorzy z pretensjami - oto skutki bezmyślności polityków i dowódców wojskowych! 

O 8.32 pada komenda dowódcy pilotów: "Podchodzimy do lądowania. W przypadku nieudanego podejścia odchodzimy w automacie". Wieża ustaliła wysokość decyzyjną na 100 m. Potem następuje sekwencja niezrozumiałych zdarzeń. Piloci słyszą sygnał "terrain ahead" ostrzegający przed zbliżającą się ziemią, ale go ignorują. Gdy wysokość spada do około 100 metrów, system alarmuje co chwila "pull up", nakazujący natychmiast wznieść maszynę. 

Na stenogramie o godz. 8:34:27,9 jest zapisana rozmowa z kimś określanym jako "anonim", a rozpoznanym jako Gen. Błasik. To on mówi: "400 redukuję" [To prędkość, potem zmniejszana]. A drugi pilot mu odpowiada: "Jest 400". To ważny moment. U nas mówi się, że "anonim" to dowódca waszego lotnictwa wojskowego, gen. Andrzej Błasik. Dobry, doświadczony pilot, dla załogi prezydenckiego Tu-154M autorytet i dowódca. Z tej wymiany zdań wynika, że "anonim" wydawał załodze dyspozycje. Niestety gen. Błasik nie miał uprawnień do wydawania rozkazów i nie powinien być w kabinie pilotów. 

Jest jeszcze inny fragment zapisu z godz. 8:30:35, w którym inny "anonim", ponoć szef Prezydenckiego protokołu lub Kancelarii, mówi pilotom: "Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić". Tego w żadnym wypadku nie powinno być. Kabina pilotów to nie miejsce dla "anonimów" czy w ogóle dla jakichkolwiek osób postronnych. Przychodzenie tam w czasie lotu to postępowanie karalne. Prezydent nie pyta przecież pilotów, jaką decyzję polityczną ma podjąć, tak samo jak nie wolno mu za nich decydować.

Samolot krąży nad lotniskiem. Z Jak-a przychodzi informacja, że widać już tylko na 200 metrów. "Wykonujcie czwarty" - mówi kontroler. Najprawdopodobniej chodzi o czwarty zakręt. Zaraz potem anonimowy głos stwierdza: "Wkurzy się, jeśli...". Dalsza część tej wypowiedzi jest rzekomo niezrozumiała. 

W zapisie z godz. 8.39 stenogram rozszyfrowuje wypowiedź generała Błasika. W tle głosu nawigatora gen. Błasik, który w tym momencie musi siedzieć w kabinie, mówi: "Mechanizacja skrzydła przeznaczona jest...". Na tym wypowiedź się urywa. Nie wiadomo, co jeszcze mówił Błasik ani kiedy zasiadł w kabinie. Kontrola potwierdza, że samolot wchodzi na ścieżkę do lądowania. Załoga włącza reflektory, kontrola mówi: "Pas wolny". Każe wejść na tzw. wysokość decyzyjną - 120 metrów. 

O 8.40.07 s, gdy wysokościomierz wskazuje 400 m, włącza się sygnał ostrzegawczy systemu TAWS. Po raz pierwszy w kabinie rozlega się mechaniczny głos: "Terrain Ahead" (Ziemia przed tobą). Ostrzeżenie powtarza się co kilka sekund. O 8.40.44 dochodzi drugie: "Pull up!" (Podnieś się, Natychmiast w górę). Nawigator odlicza wysokość: 100 metrów, 90, 80, 60, 50... Z wieży dochodzi komenda: "Horyzont 101" - polecająca wyrównać lot. Powtarza się między 30-tym a 20-tym metrem. Nadal słychać "Pull up", do którego dochodzi sygnał ostrzegawczy radiowysokościomierza. 

O godzinie 8.41.01 s następuje coś, co w odczycie zidentyfikowano jako "odgłos zderzenia z drzewami". Potem już tylko krzyk drugiego pilota: "Kurwa mać!", równocześnie komenda z wieży: "Odejście na drugi krąg!". I ostatni nagrany głos: przeciągłe "kurwaaaaa" wykrzyczane przez niezidentyfikowaną osobę. Zapis kończy się o godz. 10.41. 5,4 s.

Na 80 metrach drugi pilot woła: "Odchodzimy" - co jest równoznaczne z przerwaniem lądowania. Ale samolot nadal się zniża: 60... 50... 40... metrów - odlicza co ułamki sekund nawigator. Nie wiemy jednak, czy pilot próbuje nabrać wysokości, ale to mu się nie udaje, bo teren gwałtownie się podnosi (zbocze wąwozu). Możliwe, że pierwszy pilot milcząc w ostatnich sekundach miał po prostu zawał serca z powodu silnego stresu: wiedział, że wylądować się nie uda, a presja od Prezydenta poprzez generała Błasika i dyrektora biura była silna! Zawał serca pierwszego pilota tłumaczy brak reakcji na konieczność podniesienia samolotu i jest bardzo prawdopodobny! 

Samolot znalazł się w efekcie na 15 metrów poniżej poziomu lotniska, mając ponad kilometr do pasa startowego. Wleciał w las i walnął w drzewo. Pięć sekund przed końcem wieża komendą "horyzont 101" nakazuje jeszcze podniesienie samolotu w górę. Jest za późno bo o 8.41 tupolew zahacza o drzewa tracą lewe skrzydło, cztery sekundy później ginie 96 osób, w tym prezydent Polski oraz siedem osób załogi, czyli razem 103 osoby. 

Ostatnie słowa pilotów to "O kurwa mać!", "Kurwa mać", a nie "Jezu, Jezu" - jak to imputowała kościelna "Angora" i podobne media. Na tym zapis się urywa. Naciski i presje psychiczne ze strony osób, których nie powinno być w kabinie pilotów są oczywiste, a dialogi jedynie potwierdzają wcześniejsze domysły i ustalenia na ten temat. Warto pamiętać, że kontroler z lotniska w Smoleńsku od początku odradzał lądowanie i sugerował lecieć na lotnisko zapasowe. 

Łatwo się domyśleć, kto decydował o podjęciu lądowania i kto nie mógł się zdecydować na które lotnisko zapasowe polecieć. Tak naprawdę w samolotach VIP-ów rządzi najważniejszy VIP, wszyscy o tym wiedzą, ale kręcą, żeby nie urazić brata i tysięcy zwolenników! Ten VIP dał się już poznać pilotom w Gruzji, kiedy chciał lecieć na teren działań wojennych zamknięty dla lotnictwa! 

Czyżby to kolejny symbol katastrofy decyzji i działań wszystkich polskich polityków!? Kiedyś już inny polityk, Leszek Miller, lądował awaryjnie helikopterem z wysokości 600 metrów. Przeżył cudem i zdolnościami pilota. W Smoleńsku pilotom zabrakło szczęścia przy wykonywaniu bezmyślnych sugestii politycznej władzy nie mającej pojęcia o pilotowaniu samolotem, a co dopiero państwem. Może już dosyć budzącej politowanie całego świata polityki chlubienia się męczeństwem i miejscami kaźni oraz bezsensownymi czynami o pseudobohaterskim charakterze? 

 

 Patriarcha Cyryl na miejscu katastrofy Tu-154

Prawosławny patriarcha Moskwy i całej Rosji Cyryl przyjechał w sobotę dnia 5 czerwca 2010 na miejsce katastrofy polskiego Tu-154M pod Smoleńskiem, by uczcić pamięć prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego i pozostałych ofiar tragedii z 10 kwietnia 2010. Wizyta patriarchy w Smoleńsku potrwała do niedzieli. Jest to pierwszy pobyt Cyryla na ziemi smoleńskiej w roli zwierzchnika Cerkwi. Cyryl, zanim zasiadł na patriarszym tronie, przez ćwierć wieku - w latach 1984-2009 - kierował eparchią w Smoleńsku i dobrze znał temat Katynia. Zwierzchnik rosyjskiej Cerkwi prawosławnej odprawił tam litię - nabożeństwo za zmarłych, poświęcił w ten sposób dusze wszystkich przywódców PiS i lotników, którzy zginęli.

W piątek wieczorem, dnia 4 czerwca 2010, Patriarcha Cyryl odwiedził Zespół Memorialny w Lesie Katyńskim koło Smoleńska, gdzie oddał hołd spoczywającym tam Rosjanom i Polakom - ofiarom stalinowskich represji. Częścią Zespołu Memorialnego jest Polski Cmentarz Wojenny, gdzie spoczywają oficerowie zamordowani przez NKWD wiosną 1940 roku, a także muzeum poświęcone ich pamięci. Patriarcha Cyryl zwiedził wznoszoną tam z jego inicjatywy cerkiew Zmartwychwstania Chrystusa. 

Patriarcha wyznał, iż modli się o pojednanie między narodami Rosji i Polski, a także, iż ma nadzieję na - jak to ujął - "pokojową, kwitnącą przyszłość słowiańskich narodów dwóch krajów". "Mam nadzieję, że świątynia budowana w Katyniu będzie pięknym pomnikiem tych, którzy tutaj zginęli, a jednocześnie - miejscem żarliwej modlitwy dla wszystkich ludzi, jacy będą odwiedzać Katyń" - powiedział. 

 

***) Nowe Dane z Czarnych Skrzynek Tu-154-M

Dnia 8 lipca 2010 rzecznik rządu Paweł Graś powiedział, że polskim specjalistom udało się odczytać więcej informacji z czarnych skrzynek, niż rosyjskim. Ponadto, rzecznik rządu potwierdził, że strona rosyjska ma przekazać stronie polskiej kolejne trzy tomy akt dotyczące katastrofy. Analizę czarnych skrzynek od początku czerwca 2010 roku prowadzi Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie. Na antenie radia TOK FM Paweł Graś powiedział, że trzeba czekać na komunikat w tej sprawie. Natomiast o ewentualnych dalszych odkryciach będzie informował minister spraw wewnętrznych Jerzy Miller.

Rzecznik rządu Paweł Graś odniósł się też do zapewnień wicepremiera Siergieja Iwanowa, zacytowanych na początku lipca 2010 przez agencję ITAR-TASS o tym, że Rosja przekazała już Polsce wszystkie materiały dotyczące okoliczności katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. W przygotowaniu są dokumenty, których jeszcze brakuje. Polska czeka m.in., na protokoły z sekcji zwłok ofiar katastrofy. Także i Rosja czeka na dokumenty od Polski, bo również wystosowała wniosek o pomoc prawną. 

"Jak nie wyląduję/wylądujemy, to mnie zabije/zabiją” - miał powiedzieć kilkanaście sekund przed tragedią w Smoleńsku, kapitan Arkadiusz Protasiuk. Do nieoficjalnej treści odczytanego stenogramu dotarła telewizja TVN24. Wcześniej ten fragment stenogramów był oznaczony jako "niezrozumiały”. Jak podała nieoficjalnie TVN24, nie wiadomo jeszcze w jakim kontekście padły te słowa. Do kokpitu miało wchodzić dużo więcej osób niż to pierwotnie ustalono. 

Katastrofa pod Smoleńskiem. "Patrzcie, jak lądują debeściaki" - miał powiedzieć jeden z członków załogi samolotu prezydenckiego. Prasa około połowy lipca 2010 ujawnia kolejne nieoficjalne zapisy z czarnych skrzynek Tu-154. "To patrzcie, jak lądują debeściaki" - miał powiedzieć jeden z członków załogi w odpowiedzi na ostrzeżenie o złych warunkach pogodowych panujących na lotnisku w Smoleńsku. Zdanie miało paść tuż po otrzymaniu przez Tu-154 ostrzeżeń o fatalnej pogodzie od Jaka-40. Nie było go w stenogramie opublikowanym 1 czerwca 2010. 

Z nieoficjalnych informacji wynika, że zapisy polskiej czarnej skrzynki pokrywają się z zapisami technicznymi pozostałych skrzynek, w tym m.in. dotyczącymi parametrów lotu. Według „Dziennika. Gazety Prawnej” o godzinie 8.41.02 polskiego czasu, ogon samolotu, czyli statecznik pionowy z silnikami, odpadł od maszyny, zapewne wskutek urwania skrzydła. Półtorej sekundy później rozpędzony do prędkości około 290 km/h i obrócony o 180 stopni Tu-154M uderzył dachem o ziemię. Przednia część samolotu, kokpit, salonka prezydencka i saloniki VIP-ów zostały rozerwane pod wpływem siły uderzenia. Druga część maszyny została zgnieciona pod ciężarem tzw. centropłatu. Systemy maszyny przestały działać o 8.41.04 i ten czas przyjęto jako czas katastrofy. Samolot Tu 154 M nie jest przystosowany do akrobatycznych ewolucji powietrznych takich jak beczka, spirala czy wywrót. 

 

***) Krzyżacka Paranoja pod Pałacem Prezydenta RP

Lipiec i sierpień 2010 upłynął pod znakiem nasilającej się paranoi krzyżackiej pod Pałacem Prezydenta III RP, a pozostające pod wpływem PiS media publiczne sztucznie rozdmuchiwały fikcyjny problem rzekomej "obrony krzyża" ustawionego przez katolickich czarnych harcerzy na usługach PiS krótko po katastrofie samolotu w Smoleńsku. Wydało się przy okazji czym jest krzyż w swej istocie: symbolem paranoicznych zadymiarzy. Osoby z obłędem w oczach, niczym w ataku szaleństwa, w amoku paranoi pieniaczej wykrzykiwały, że bronią krzyża, nie pozwoliły księżom katolickim przenieść krzyża do budynku kościoła św. Anny w dniu 3 sierpnia 2010, czyli do miejsca bardziej właściwego dla tego rzymskiego narzędzia mordu, narzędzia zbrodni z pomocą którego zamordowano nie tylko Jezusa Chrystusa, ale miliony ludzi.

Prymitywne zachowanie osób robiących chucpiarską pikietę PiSowsko-Radiomaryjną pokazuje jakie charaktery występują pod szyldem krzyża. Nie tylko obłęd w oczach, ale także wulgarny język, brak kontaktu z otoczeniem, niezdolność do porozumienia czy kompromisu. To wszystko objawy pieniaczej paranoi religijnej oraz maniakalnego nawiedzenia o obrazie psychotycznym. Tak rozfanatyzowany i obłąkany tłum pod koniec pierwszego trzydziestolecia I wieku e.ch. domagał się ukrzyżowania Jezusa Chrystusa, a uwolnienia zbója Barabasza. Krzyżowanie to nic innego jak zbójectwo i mordowanie, epatowanie morderczymi instynktami. Krzyż rzymski, katolicki jest symbolem narzędzia zbrodni, symbolem, a wręcz narzędziem mordu jaki dokonano na Jezusie Chrystusie. I dziś widać nie brakuje wśród politycznego zaplecza fanatyków z PiS osób, które wymachują tym narzędziem zbrodni.

Już od połowy lipca 2010 ataków powyborczego szału dostawał prezes PiS, Jarosław Kaczyński, którego gołębie zachowanie z okresu kampanii wyborczej, ewidentnie z powodu przegranych wyborów zamieniło się w pospolite pieniactwo. Wśród osób usuniętych przez policję w dniu 14 sierpnia 2010 wcześnie rano spod Pałacu Prezydenckiego był jeden obywatel poszukiwany przez policję. Najprawdopodobniej chory psychicznie, który uciekł z domu, a rodzina wszczęła poszukiwania jako osoby zaginionej. Obrazuje to cały awanturniczy element domagający się w swej istocie, nie tyle obrony krzyża, ile powrotu ekipy PiS do Pałacu Prezydenckiego.

Krzyż rzymski to znak miecza, okrutnego jak pokazuje historia bardzo okrutnego miecza, miecza rzymskiego, znak imperializmu, ludobójczych rzezi, kaźni, podbojów, kolonializmu i imperializmu rzymskiego. Krzyż rzymski to także na wzór miecza skonstruowane narzędzie do wykonywania okrutnych egzekucji. Ukrzyżowani umierali powoli w okrutnych męczarniach przez kilka dni do nawet kilku tygodni. Od ludzi występujących pod szyldem krzyża rzymskiego nie można spodziewać się nic dobrego, a jedynie pogromów, rzezi, podbojów, okupacji, rozbiorów, najazdów oraz egzekucji. Dziwi, że w XXI wieku jeszcze ktoś używa krzyża rzymskiego dla identyfikowania się z ludobójstwem, a co najgorsze z zamordowaniem Jezusa Chrystusa. To oburzające, że zamiast czcić pamięć Ukrzyżowanego, czci się narzędzie, którym został zamordowany z całym okrucieństwem...

 

Opracowanie: Redakcja Portalu Macierz Polska

(Artykuł będzie aktualizowany. Zajrzyj znowu!) 

***) Ostatnia aktualizacja: 14 sierpnia 2010 godzina 13.30

Miejsce katastrofy widziane z kosmosu

Widok miejsca katastrofy z satelity...

Z naszego bloga


Top 11

Najpopularniejsze artykuły: 


Newsletter


Wyślij

Po więcej informacji zapisz
się do naszego newslettera

Licznik odwiedzin: 7177663 Ostatnia aktualizacja strony: 2017-05-25 14:24:58