Stowarzyszenie Macierz

Stowarzyszenie MACIERZ powstało jako organizacja zajmująca się ochroną Praw Człowieka, ekologią, promocją zdrowego odżywiania i funkcjonowania, działalnością charytatywną w różnych dziedzinach życia.

Ilość wejść: 11705


Talibowie Zamordowali Polskiego Inżyniera!

Uprowadzenie i Morderstwo Polskiego Inżyniera!

Piotra Stańczaka, inżyniera firmy Geofizyka Kraków, uprowadzono 28 września 2008 roku. Porywacze zabili trzech towarzyszących mu ludzi: ochroniarza i dwóch kierowców. W zamian za uwolnienie Polaka terroryści domagali się między innymi uwolnienia swoich towarzyszy z pakistańskich więzień, choć głównie okupu. Początkowo lista zawierała 130 nazwisk, jednak w styczniu 2009 jedynie cztery. Grozili, że jeśli rząd pakistański nie spełni ich żądań, zabiją uprowadzonego. Organizacja talibów Tehrik-i-Taliban jest konfederacją różnych małych ale aktywnych grup islamskich ekstremistów działających na pograniczu pakistańsko-afgańskim. Jej szefem jest plemienny watażka Baitullah Mehsud, który jest podejrzewany przez USA i Pakistan o dokonanie zamachu na byłą premier Pakistanu Benazir Bhutto w grudniu 2007 roku. Talibowie w Pakistanie i Afganistanie znani są między innymi z tego, że specjalizują się w uprawie i sprzedaży opium. Plaga opiumowej narkomanii jest tam powszechna, a wielu tak zwanych terrorystów to po prostu gangi handlarzy opium i producentów opium.

 

Kim Był Polski Inżynier

Na swoim profilu na Naszej-Klasie inżynier Piotr Stańczak napisał o sobie "introwertyk". Jego koledzy mówią jednak, że to nieprawda. "W czasach szkolnych był świetnym, wesołym chłopakiem" - wspomina w rozmowie z nami Henryk Guzik, z którym porwany inżynier chodził do jednej podstawówki w Krośnie. "Jestem pewien, że czas go nie zmienił" - dodaje. Przyszłość Stańczaka była jasna już w jego dzieciństwie. Urodził się w 1966 roku we wsi Potok koło Krosna otoczonym przez liczne szyby ropy naftowej na wzgórzach otaczjących wieś. Od ponad stu lat przemysł naftowy jest tu głównym źródłem dochodu i dlatego Stańczak po skończeniu podstawówki, jak niemal wszyscy koledzy z klasy, zdecydował się na naukę w "Naftówce", czyli zespole szkół im. Ignacego Łukasiewicza. Po skończeniu technikum Stańczak poszedł na Politechnikę Krakowską, a po studiach rozpoczął pracę jako inżynier górnictwa.

Piotr Stańczak najpierw pracował w Małopolsce, szukając ropy pod Bochnią. Potem trafił do krakowskiej firmy Geofizyka. W sierpniu jako jeden z 18 inżynierów z tej firmy wyjechał na bardzo ryzykowne badania do Pakistanu. Zajmował się wykonywaniem zdjęć sejsmicznych, które ułatwiają poszukiwanie złóż surowców. Właśnie podczas wyjazdu do takiego badania został 28 września 2008porwany. 

Życie prywatne Stańczaka jest szczelnie chronione tak przez jego pracodawcę, jak i przez służby specjalne. Do tego stopnia, że o jego byłej żonie i 13-letnim synu opinia publiczna dowiedziała się czegoś więcej niż to, że istnieją, zaledwie kilka dni przed egzekucją. Dorota Bartula pokazała się publicznie tuż przed 4 lutego, czyli terminem wyznaczonym przez porywaczy. "To krzyk rozpaczy. Mój i mojego dziecka. Zróbcie wszystko, co się da, by go uwolnić" - apelowała kobieta. Wcześniej nie wypowiadała się publicznie, poprosiła nawet ABW o ochronę przed mediami. Stańczak z Bartulą rozwiódł się kilka lat temu i od tamtej pory mieszkał razem z siostrą i matką w Krośnie.

 

Kalendarium Porwania

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


28 września 2008

Uzbrojeni napastnicy uprowadzili na północy Pakistanu polskiego inżyniera w dystrykcie Atak około 90 km na zachód od Islamabadu. W czasie porwania doszło do strzelaniny, w wyniku której dwaj pakistańscy ochroniarze i kierowca zostali zastrzeleni - jak podała pakistańska policja.

14 października 2008

Na stronie internetowej dziennika „Dawn” pojawia się nagrane oświadczenie porwanego Polaka. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wystąpiło do właściciela gazety Dawn o udostępnienie nagrania z apelem porwanego w Pakistanie Polaka. Na stronie internetowej koncernu dostępna była tylko stopklatka z filmu. 

"Nazywam się Piotr, jestem z Polski, pracuje w Pakistanie, teraz jestem w rękach pakistańskich Talibanow, jestem miedzy nimi i czuje się tutaj dobrze, traktują mnie dobrze, oni są jakby zagrożeni, chcą być również wolni i dlatego proszę wszystkich, którzy mnie oglądają i słuchają, Polaków, żeby wywrzeć nacisk na ich rząd, żeby uwolnili tych, którzy są w więzieniach wtedy również ja będę wolny" - słychać było głos Polaka.

25 października 2008

Przebywający w Chinach premier Donald Tusk spotkał się z pakistańskim premierem. Szef polskiego rządu podziękował swojemu pakistańskiemu odpowiednikowi za osobiste zaangażowanie w poszukiwaniu porwanego polaka. Szef gabinetu Tuska, Sławomir Nowak poinformował, że Pakistańczycy dokładają wszelkich starań by odnaleźć i uwolnić uprowadzonego pod koniec września pracownika Geofizyki Kraków.

7 listopada 2008

Ministerstwo Spraw Zagranicznych twierdzi, że porwany w Pakistanie Polak, pracownik geofizyki Kraków. „Wedle mojej najlepszej wiedzy żyje” – powiedział Minister Radosław Sikorski.

20 listopada 2008

Siostra porwanego w Pakistanie Polaka poinformowała o otrzymaniu listu od pakistańskich współpracowników geofizyki Kraków. Pismo datowane jest na 10 października, jednak do siostry porwanego dotarło dopiero teraz.

5 grudnia 2008

Media informują, że sprawą Polaka uprowadzonego w Pakistanie zajmuje się były dyplomata, negocjator Zenon Kuchciak. Misję Kuchciaka zdradzili Pakistańczycy, gdy dziennik "The News" napisał o spotkaniu prezydenta Asifa Alego Zardariego ze "specjalnym przedstawicielem polskich władz". Wiadomość, że negocjator jest w Pakistanie potwierdziła gazecie Ambasada RP w Islamabadzie.

30 stycznia 2009

Porywacze Polaka grożą jego zabiciem, jeśli rząd Pakistanu nie spełni do 4 lutego ich żądań: wycofania sił bezpieczeństwa z terytoriów plemiennych i uwolnienia ich więzionych towarzyszy - poinformował w piątek na swej stronie internetowej pakistański dziennik "Dawn". Jednocześnie poinformowano, że nikt ze strony pakistańskiej nie negocjuje uwolnienia Polaka.

 

Egzekucja - Ścięcie Głowy

Premier RP dnia 7 luty 2009: "Mamy płynące z Pakistanu ciągle nieformalne potwierdzenie, że jednak ta tragedia się wydarzyła" - powiedział premier Donald Tusk o uprowadzonym we wrześniu inżynierze Geofizyki Kraków. Rano polskiego czasu porywacze poinformowali, że Polak został ścięty, bo nie spełniono ich żądań. Jak zaznaczył Donald Tusk, "część przedsięwzięć", które podjął rząd, "były i będą działaniami poufnymi". "Chciałbym prosić dziennikarzy i polityków, aby w tej sprawie powściągnąć jakiekolwiek emocje" - dodał. 

"Mamy nadzieję, póki nie ma dowodów czarno na białym" - powiedział szef rządu pytany o doniesienia pakistańskich mediów, według których porwany w Pakistanie Polak został zabity. "Wszystkie możliwości polityczne, operacyjne, logistyczne wykorzystaliśmy po to, żeby tej tragedii zapobiec" - podkreślił premier. Wyraził "pełną solidarność" z rodziną porwanego.

"Jeśli doszło do tragedii, tak jak się niestety tego wszyscy spodziewają, to będziemy z całą pewnością pamiętać o potrzebnej, koniecznej pomocy rodzinie"
 - powiedział premier. Dodał, że strona polska będzie prowadzić śledztwo w tej sprawie. "Państwo polskie też będzie pamiętało o tym, żeby sprawiedliwość dosięgła tych, którzy byli sprawcami porwania i, nie daj Bóg, nieszczęśliwego finału" - powiedział Tusk. "Proszę wszystkich o cierpliwość. Będziemy chcieli z Ministerstwem Spraw Zagranicznych i naszymi służbami bardzo rzetelnie i odpowiedzialnie podchodzić do wszystkich sygnałów i informacji" - zapewnił szef rządu.

Jak powiedział, nie ma rządu na świecie, który płaci porywaczom okup. "Rząd, który decyduje się na płacenie okupu, skazuje kolejnych obywateli swojego państwa na groźbę porwania" - podkreślił premier. Niestety nie jest to prawdą, bo okupy płacą Niemcy, Anglicy czy Amerykanie. A jeśli polski rząd nie zapłacił i nie negocjował okupu to przyczynił się tylko do śmierci swego obywatela. Porwanego w tamtejszych warunkach można albo wykupić albo odbić z pomocą komandosów. Innych możliwości nie ma, a nieudolność rządu należy zaliczyć do przyczyn zabójstwa. 

Premier przypomniał, że porywacze stawiali żądania rządowi pakistańskiemu, który - jak zaznaczył - "nie potrafił tym żądaniom sprostać, czy nie chciał". Jak dodał, "miał poczucie" pełnego zaangażowania premiera Pakistanu. Podkreślił jednak, że razem z szefem MSZ Radosławem Sikorskim i polskimi szefami służb, miał wrażenie, że "służby pakistańskie czy państwo pakistańskie nie jest dzisiaj w najlepszej formie".

"W Pakistanie rzeczywiście mamy do czynienia z czasami gorącą, czasami zimną wojną domową, dużym rozgardiaszem" - ocenił Tusk. A może premier nie rozumie, że jest uwikłany w trzecią wojnę światową w postaci inwazji na państwa muzułmańskie odbieraną przez muzułąmnów jako kolejną wyprawę chrześcijańskich krzyżowców usiłujących zlikwidować islam? 

Wedle dziennikarza Mumtaz Bangesza, talibowie pozwolili panu Piotrowi się ogolić. Później przynieśli jego własne ubrania, by mógł się przebrać. Gdy wszystko było już gotowe, rozpoczęli nagrywanie taśmy. Najpierw nagrali jego oświadczenie, a później zarejestrowali samą egzekucję. Wszystko to działo się w nocy z piątku na sobotę. Był pewny, że przeżyje. Gdy talibowie proponowali mu, żeby zadzwonił do rodziny i przyjaciół, by się pożegnać, odmówił. Nie wierzył, że naprawdę go zabiją.  Przekonywał, że polski rząd pracuje nad jego uwolnieniem. Spodziewał się, że negocjacje zakończą się sukcesem, dojdzie do wymiany: on za talibów. Uważał, że Polacy naciskają na Pakistan i w końcu rząd w Islamabadzie ulegnie i zgodzi się wypuścić bojowników. Ale tak się nie stało. Pakistański rząd odmówił wypuszczenia więźniów, bo uznał, że są niebezpieczni. Gdy minął termin ultimatum porywacze nie zawahali się, zabili Polaka. Widać bardzo śmiertelnie ryzykownym jest wierzyć w pomoc własnego rządu, gdy się jest porwanym w obcym kraju. 

W niedzielę, 8 luty 2009 tuż po godzinie 20 czasu polskiego film z egzekucji pokazała arabska telewizja Al-Jazeera, która kupiła nagranie od talibów. Polak apeluje na nim m.in. o zerwanie przez Polskę stosunków z Pakistanem. Oskarża rząd tego kraju, że nic nie zrobił dla jego uwolnienia. MSZ już wcześniej apelowało, by filmu nie pokazywać w polskich mediach. Kilkadziesiąt minut po emisji film był już jednak dostępny na YouTube. Zapytać zatem należy, co rząd ma do ukrycia wstydliwego, że apeluje do mediów aby nieujawniały niewygodne dla rządu treści. 

"Egzekucja przez ścięcie jest zgodna z prawem plemiennym, a nie muzułmańskim" - tłumaczy prof. Janusz Danecki, arabista i islamista z zakładu arabistyki Uniwersytetu Warszawskiego. "Nie doszukiwałbym się uzasadnienia tej akurat formy egzekucji w zwyczajach arabskich, ani tym bardziej w prawie muzułmańskim, w Koranie nie ma mowy o ścinaniu głów. To obyczaj, czy też prawo, czysto plemienne. Przy czym powinniśmy pamiętać, że taka właśnie forma egzekucji jest w plemiennym rozumieniu najbardziej honorowym sposobem odebrania życia. Bo na przykład powieszenie to tradycyjna kara dla rozbójników, bandytów, najbardziej upokarzająca forma śmierci, odpowiadająca ukrzyżowaniu. Nie przez przypadek właśnie w ten sposób wykonano wyrok śmierci naSaddamie Husajnie, chodziło nie tylko o jego śmierć, ale właśnie o upokorzenie. Z kolei rozstrzelanie nigdy nie było stosowane w tym regionie, jest typowo europejską metodą wykonywania egzekucji." Talibowie, jak od dawna wiadomo stanowią mieszankę lokalnych kultur plemiennych, które islam wyznają tylko cześciowo. Kultura talibów, to kultura osób będących często narkomanami uzależnionymi od opium i podobnych środków narkotycznych, a jak wiadomo narkoman naćpany jest nieobliczalny i nieprzewidywalny.

 

Dowódca Talibów: Ścięliśmy Głowę Polakowi

Ścięliśmy głowę polskiemu inżynierowi, bo rządy Polski i Pakistanu nie chciały przystać na nasze żądania - twierdzi talibski dowódca, z którym rozmawiała agencja France Presse. Mężczyzna nie ujawnił swej tożsamości, jednak - według AFP - to właśnie on regularnie informuje o roszczeniach pakistańskich talibów. Za ciało Polaka terroryści żądają ponad 2 tys. dolarów - podaje Reuters.

Wiadomość o domniemanej śmierci Polaka pojawiła się w sobotę dnia 7 luty 2009 kilkanaście minut po godzinie 6:00 czasu polskiego. Informację podały pakistańskie media: telewizja Geo TV i gazeta "The News International". Po godzinie 7:00 rano, na antenie TVN24, rzecznik polskiego MSZ Piotr Paczkowski powiedział, że resort nie ma informacji o tym, by Polak zginął. Wcześnie rano zebrał się w ministerstwie sztab kryzysowy. Po godzinie 10:30 przedstawiciele resortu powtórzyli: nadal nie ma oficjalnych doniesień o losie uprowadzonego Polaka. 

Sekretarz prasowy Ambasady RP w Islamabadzie Piotr Adamkiewicz podkreślał rano, że na razie ma jedynie doniesienia medialne o zabiciu Polaka i "zbierane są informacje", dotyczące jego sytuacji. Adamkiewicz nie potwierdził, ani nie zaprzeczył wiadomości, którą podały media. W TVN24 przyznał jednak, że zarówno Geo TV, jak i "The News" to media wiarygodne.

Przedstawiciele pakistańskich sił bezpieczeństwa potwierdzili agencji France Presse, że talibowie poinformowali o zabiciu zakładnika, ale również zastrzegli, że nie mają na to dowodu. Rzecznik talibów Muhammad - jak podaje "The News International" - mówił, że rządy Pakistanu i Polski nie wykazują zainteresowania rozmowami na temat uwolnienia inżyniera, mimo że minęły cztery miesiące od jego porwania. Gdyby rząd RP był normalny, byłby zainteresowany odzyskaniem zakładnika uprowadzonego w ramach prowadzonej przez siebie wojny krzyżowej z islamem. 

Z Muhammadem rozmawiała również Agencja Reutera. Mężczyzna powiedział agencji, że polski inżynier nie żyje, a jego ciało zostanie przekazane tylko wtedy, gdy zostaną spełnione żądania talibów. "Zabiliśmy mężczyznę po tym, jak władze (Pakistanu) odmówiły uwolnienia naszych towarzyszy" - miał oznajmić domniemany rzecznik talibów. Jak jednak powszechnie wiadomo, partyzantom muzułmańskim chodzi głównie o pieniądze na dalszą działąlność militarną i zakup broni. 

W sobotę dnia 7 luty 2009 minął kolejny termin ultimatum postawionego przez talibów. Jak ustalił DZIENNIK, specjalny wysłannik rządu do Islamabadu, Zenon Kuchciak, negocjował kolejne jego przesunięcie. Również wczoraj pakistańskie służby specjalne zapewniały polskich dyplomatów, że porwany inżynier żyje i czuje się dobrze. Premier Donald Tusk zapowiedział, że "Polska nie zapłaci za niego okupu", czym skazał go na pewną śmierć. GROM jak widać jest zbędny bo nie służy narodowi ani obywatelom państwa Polskiego, aktualnie wasala USA w wyprawach krzyżowych na islam. 

Rzekomo wedle swych własnych zapewnień, rząd z Islamabadu oferował porywaczom 100 mln rupii (ok. 1,25 mln dol.) okupu za uwolnienie Polaka, a porywacze rzekomo mieli się nie zgodzić na okup. Jest to bardzo mało prawdopodobna wersja. Porywacze zwykle najbardziej pożądają pieniędzy, zaczynając negocjacje od kwot bardzo wysokich, a często kończąc na niższych, nawet bardzo niskich. Ludność tego obszaru kulturowego bardzo lubi negocjowanie ceny dosłownie za wszystko, o czym dobrze wiedzą osoby handlujące w tym rejonie. Gdyby rodzina uprowadzonego zebrała ze 100 tysięcy USD w drobnej walucie i zjawiła się u porywaczy z pieniędzmi, miałaby największe szanse na uwolnienie Polaka. Podobnie mogła zrobić Geofizyka zatrudniająca inżyniera, jako, że zainteresowani dziennikarze nie mieli problemów nawet z odwiedzeniem Polaka w niewoli. Raczej pewnym jest, że Polak został zamordowany dlatego, że z porywaczami nikt nie negocjował okupu ze strony pakistańskiej, a na alternatywę w postaci uwolnienia ostatecznie czterech ich bojowników nie zgodził się rząd pakistański. Zwyczajowo talibowie negocjują okup z rodakami porwanego, z jego rodziną lub innymi wskazanymi osobami jego narodowości. Jest to oczywiste dla każdego kto zna tamtejsze uwarunkowania rodowo-plemienne. Rząd Polski odmawiając negocjacji okupu niewątpliwie ponosi znaczną część winy za śmierć swego obywatela, którego w takiej sytuacji państwo powinno jednak starać się bronić. Całkiem możliwe, że Polak zginął dlatego, że talibowie poczuli się obrażeni tym, że nikt nie negocjuje ceny za jego głowę.

 

W Pakistanie Zostało Niewielu Polaków

 

 

 

 

 

 

Firma Geofizyka Kraków wycofała się z Pakistanu od razu po porwaniu swojego inżyniera. Część Polaków pracujących w tym rejonie wciąż jest jeszcze na miejscu - ci, którzy stamtąd wrócili, nie chcą jechać znowu w coraz bardziej niebezpieczny z powodu wojny amerykańsko-muzułamańskiej region. Krakowska Geofizyka, jedna z firm wchodząca w skład Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa (PGNiG), prace poszukiwawcze w Pakistanie prowadzi już od ponad 10 lat. 

Porwany przez talibów Polak pracował przy ogromnym projekcie obejmującym obszar 600 kilometrów kwadratowych - Soghri 3D. Program polegał on na przygotowaniu trójwymiarowej mapy na podstawie zdjęć sejsmicznych, które są bardzo pomocne m.in. w wydobyciu ropy. Mapa miała powstać dla pakistańskiej firmy Oil & Gas Development Company Limited. Pracowało przy niej kilkadziesiąt osób, w tym 18 Polaków. "Na takich kontraktach Polacy stanowią podstawowy personel specjalistyczny, do prac fizycznych czy niewymagających dużych kwalifikacji zatrudniani są mieszkańcy danego rejonu" - mówi Magdalena Pachocka z Geofizyki.

Kilka dni po tragicznym porwaniu polskiego inżyniera wszyscy pracownicy wraz z wiceprezesem firmy wrócili do Polski, a kontrakt wstrzymano do czasu wyjaśnienia sprawy. W 2008 roku Geofizyka również miała kłopoty z bezpieczeństwem swoich pracowników w zachodnich rejonach tego państwa, przy granicy z Afganistanem. Wtedy też wycofano grupę z tego rejonu. Geofizyka to jednak nie jedyna firma należąca do grupy kapitałowej PGNiG, która wykonuje prace w Pakistanie. Przedstawicielstwo ma sama PGNiG, a działa też Firma Poszukiwania Nafty i Gazu z Krakowa. W Pakistanie jest również należący do Huty Stalowa Wola producent maszyn budowlanych Dressta oraz wiele międzynarodowych firm zatrudniających Polaków, m.in. z branży telekomunikacyjnej. 

Jak się pracuje w Pakistanie? "Są to zazwyczaj kontrakty na kilka lub kilkanaście miesięcy" - mówi Pachocka. Zazwyczaj pracownicy przemieszczają się po całym kraju, miesięczna pensja specjalisty wynosi około 10 tysięcy złotych. "Z Pakistanu wróciłem w sierpniu, miesiąc przed porwaniem kolegi z Geofizyki. Mieszkałem tam przez ponad dwa lata, ale do pracy już więcej tam nie pojadę, bo jest coraz gorzej" - mówi DZIENNIKOWI Jan Gąsior z Tych, który w Pakistanie pracował po kilka miesięcy w 2005, 2007 i 2008 roku dla jednej z firm telekomunikacyjnych. "Wiele firm w ostatnim czasie jednak wycofało się z Pakistanu, bo jest tam coraz niebezpieczniej. 

W 2005 roku biały człowiek z Europy czy USA był jeszcze spotykany i akceptowany, teraz już praktycznie Europejczyków na ulicach nie widać. Polacy, także z Geofizyki, wynajmowali mieszkania lub pokoje. Staraliśmy się unikać drogich hotelów takich jak Marriot bo wbrew pozorom były jeszcze bardziej niebezpieczne, co kilka tygodni zmienialiśmy miejsce" - mówi Gąsior. 

"Firma zapewniała nam ochroniarzy i kierowców. Mnie chronili talibowie, co na początku dawało poczucie bezpieczeństwa. Później jednak zorientowaliśmy się, że oni również zamieszani są w różne walki czy nawet porwania i nie wiedzieliśmy, co o tym myśleć, zaufania na pewno nie było" - opowiada Gąsior. "Zauważyłem wielka różnicę pomiędzy tym, co było w 2005 roku, a tym, co zastałem trzy lata później. Na pewno w tym kraju nie dzieje sie coraz lepiej, a wręcz przeciwnie. Do demokracji im coraz dalej" - dodaje. A wszystko z powodu okupacji Afganistanu przez USA i Polskę.

 

Rząd Nie Negocjował z Talibami

Pakistański rząd także zaniechał rozmów ostatniej szansy z talibami, którzy grozili, że zabiją Polaka - twierdzi gazeta "Dawn". Pakistański dziennik przekonuje, że - aby ocalić życie inżyniera - wystarczyło wypuścić kilku niegroźnych islamistów. Śledzić ich i szybko spowrotem aresztować, co dosyć często bywa praktykowane w innych podobnych przypadkach. "Dawn" twierdzi też, że wie, co działo się z Polakiem w krytycznych godzinach, gdy mijał termin ultimatum. Powołując się na swe źródła gazeta pisze, że polskiemu inżynierowi pozwolono zadzwonić do rodziny. Ten miał odmówić. Wtedy też miała się wywiązać kłótnia między terrorystami, czy Polaka w ogóle zabijać. "Dawn" - powołując się na świadka - twierdzi, że część porywaczy mówiła, iż egzekucja byłaby pustą manifestacją. Talibowie mieli wskazywać, że śmierć Piotra Stańczaka niczemu nie służy. 

Wynika z tego, że talibowie nie wierzyli w uwolnienie przez pakistańskie władze swych towarzyszy. I to mimo że lista z nazwiskami więźniów, których uwolnienia się domagali, nie była ostatecznie długa. Łatwiej było oczywiście wykupić Polaka z rąk porywaczy. Rosyjska agencja ITAR-TASS, powołując się na pakistańską telewizję GEO TV, podała w poniedziałek 9 luty 2009, że ciało Piotra Stańczaka zostało znalezione w jednym z okręgów Doliny Swat na północnym zachodzie Pakistanu. Jednak tych informacji nie potwierdzał ani polski MSZ, ani polska ambasada w Pakistanie.

 

Islamabad Nie Chciał Negocjować

"Sugerowałem rządowi, że na liście było wiele osób, którzy nie są zbyt ważni i kilkoro z nich może zostać zwolnionych jako gest dobrej woli. Ale najwyraźniej rząd uznał, żeby nie negocjować" - powiedział gazecie Maulana Shah Abdul Aziz, były parlamentarzysta, któremu Islamabad zaproponował przeprowadzenie negocjacji z talibami. "Początkowo odmówiłem współpracy. Ale później, w nocy próbowałem się do nich dodzwonić. Ich telefony komórkowe były wyłączone" - powiedział Maulana Shah Abdul Aziz. Polski MSZ twierdził w weekend, że strona pakistańska nie miała jednoznacznych dowodów potwierdzających, że Polak został zabity. Jednak premier Donald Tusk powiedział: "Mamy płynące z Pakistanu ciągle nieformalne potwierdzenie, że jednak ta tragedia się wydarzyła". Jak się okazuje, dowód egzekucji w postaci ciała trzeba jeszcze będzie wykupić.

 

Przerażające Doniesienia a GROM

Foto: Pakistan

Według samych talibów egzekucję wykonano w sobotę wczesnym rankiem, zgodnie z tamtejszymi zwyczajami odnośnie wykonywania kary śmierci. Poinformowali o tym najpierw stację Geo TV, a później gazetę "The News International". W tym drugim medium oskarżyli również polski rząd o zaniechanie rozmów ostatniej szansy, a także negocjowania wysokości okupu. Rzecznik talibów - podający się jako Muhammad - mówił, że terroryści nie wydadzą ciała póki nie zostaną spełnione ich nowe warunki. Informację, że Polak został ścięty, podał w rozmowie telefonicznej z agencją France Presse rzecznik powiązanej z Al-Kaidą organizacji Tehrik Taliban Pakistan (TTP) Suhail Ahmed. W sobotę, 7 lutego 2009 przed południem agencja Reuters podała - powołując się na Muhammada - że owym warunkiem wydania ciała Polaka jest przekazanie terrorystom równowartości 2,5 tysiąca dolarów. 

Początkowo, zaraz po porwaniu, partyzanci talibańscy stawiali śmiałe żądania dotyczące uwolnienia ponad 100 talibów oraz wycofania się sił militarnych z pogranicza pakistańsko-afgańskiego. Później łagodzili stanowisko, naciskając na wypłacenie im okupu w zamian za uwolnienie Polaka. W końcu, postawili ultimatum - jeśli nie zostaną spełnione nasze żądania, Polak zginie. Najpierw egzekucję mieli wykonać 4 lutego, ale później termin ultimatum przedłużono o 2 doby. Rząd RP nie wykorzystał ostatniej szansy na negocjacje, co niewątpliwie rozeźliło porywaczy. 

Po porwaniu inżyniera Geofizyki popełniono szereg błędów - uważa były dowódca GROM. Generał Roman Polko wytyka premierowi, że jednym z takich błędów było jego wczorajsze oświadczenie. Donald Tusk zapowiedział, że polski rząd nie zapłaci okupu za uprowadzonego. Jakie jeszcze błędy, według generała Polki, popełniła strona polska? Były dowódca GROM krytykuje rząd między innymi za głosy, by w ogóle nie negocjować z porywaczami. Jeszcze we wrześniu pojawiły się opinie, by to GROM odbił uprowadzonego inżyniera.

"Błędem było też jednak powiedzenie otwarcie, że strona polska nie będzie płaciła pieniędzy za życie polskiego obywatela" - powiedział Polko, cytowany przez tvn24.pl. "Polski rząd nigdy nie będzie płatnikiem żadnych okupów" - stanowczo podkreślił wczoraj Donald Tusk. "Uruchomiliśmy największą w historii akcję, która ma doprowadzić do uwolnienia polskiego zakładnika, ale teraz wszystko jest w rękach pakistańskiej administracji. Ja dwa razy w tej sprawie rozmawiałem z premierem Pakistanu" - powiedział szef rządu. I dodał: "Mam nadzieję, że ta sprawa znajdzie swój szczęśliwy finał".

"Zdajemy sobie sprawę, że rzeczywiście zasadą działania jest, że nie płaci się okupów, nie negocjuje się, ale prawda jest taka, że się gra. Gra się również tym, że się zapowiada, że ten okup będzie zapłacony. Gra się propagandowo"
 - wytknął Roman Polko. Nie powiedział też oczywiście całej prawdy, bo gra się na zwłokę, negocjuje jak najniższy okup i zawsze sporo można wynegocjować, albo wykorzystać negocjacje do śledzenia porywaczy aby odbić uprowadzonego.

 

Dziennikarze Handlują Filmem z Zabójstwa Polaka

Kilkuminutowy film ze sceną mordu polskiego inżyniera od poniedziałku, 9 luty 2009 jest już w większości pakistańskich redakcji działających na niespokojnym pograniczu afgańsko-pakistańskim. Wiele z nich zaczęło nawet kupczyć drastycznym nagraniem. Sajed Szahbuddin zaoferował nam je za cztery tysiące dolarów. Odmówiliśmy. Dziennikarze sympatyzujący z talibami gotowi są sprzedać taśmę każdemu, kto tylko będzie gotowy wyłożyć gruby plik banknotów. "Przelejcie na moje konto cztery tysiące dolarów i taśma jest wasza. Mam ją w pełnej wersji, razem z momentem ścięcia" - tak Sajed Szahbuddin, współpracownik Pakistańskiej Agencji Prasowej z doliny Swat, w rozmowie z DZIENNIKIEM zachwalał swój makabryczny towar.

Pracujący na pograniczu przedstawiciele mediów nie kryją się specjalnie z tym, że utrzymują dobre stosunki z lokalnymi ugrupowaniami czy raczej plemionami talibów. Właśnie od nich mają drastyczne materiały z egzekucji. Dla nich moment egzekucji obcokrajowca, proamerykańskiego szatana i okupanta, gdy na ich zapomnianą przez Boga okolicę zwracają się oczy całego świata, to przede wszystkim szansa na pewny i szybki zarobek. Całkiem możliwe, że cena zawiera także datek na rozwój ruchu partyzancko-separatystycznego w tym regionie. 


Amerykanie pomogli ściąć Polaka

Pakistański dziennikarz z telewizji Geo, który jako jeden z nielicznych przeprowadził wywiad z Osamą bin Ladenem, w rozmowie z DZIENNIKIEM przekonuje, że wymianę porwanego Polaka na talibskich jeńców zablokowali Amerykanie. Jego zdaniem egzekucję przyspieszyła prowadzona na terytoriach zdominowanych przez talibów ofensywa wojsk pakistańskich. Hamid Mir - do 2007 prowadził popularny w Pakistanie program publicystyczny w telewizji Geo. Telewizja Geo jako pierwsza poinformowała o zamordowaniu polskiego inżyniera przez talibów. W listopadzie 2001 Mir przeprowadził wywiad z Osamą bin Ladenem. 

HAMID MIR*: "Polski rząd był zupełnie bezsilny i nie mógł nic zrobić, by ocalić życie polskiego inżyniera. Co więcej, śmierć zakładnika przyspieszyła prowadzona przez pakistańską armię akcja militarna przeciwko terrorystom w rejonie przetrzymywania inżyniera. W takich warunkach jego dalsze więzienie było dla porywaczy po prostu ryzykowne. Właśnie dlatego przyspieszono decyzję i postawiono ultimatum. Zakładnik stał się dla talibów po prostu balastem.

Los Polaka od początku wydawał się przesądzony. Talibowie zamordowali ponad tysiąc osób w Pakistanie - urzędników, pakistańskich wojskowych, funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa. Mają na swoim koncie również obcokrajowców. Jedyną szansą mogła być wymiana inżyniera na przesiadujących w pakistańskich więzieniach talibów. Ale takie rozwiązanie zablokowali Amerykanie. To Waszyngton nie pozwolił na wymianę talibskich rebeliantów na Polaka. Wiem, że wywierano presję na rząd pakistański, aby nie zgadzano się na wymianę. Amerykanie mogli w tej sprawie wiele zrobić. W przeciwieństwie do Polaków mają wpływ na rząd w Islamabadzie. Bezskuteczna natomiast byłaby zbrojna próba uwolnienia zakładnika." 

Amerykańskie naciski są jak wiadomo bardzo prawdopodobne, nieznajomość tamtejszych warunków przez rząd Polski nieomal pewny, chociażby z powodu braku skutecznego wywiadu przy prowadzonej akcji militarnej w Afganistanie. Pakistański dziennikarz może jednak mieć punkt widzenia na sprawę skrzywiony osobistą niechęcią do Ameryki, która jest obwiniana o wszelkie nieszczęścia jakie spadają na ludzkość i postrzegana jako polityczny Szatan.

 

Polityczne Pogaduszki i Przepychanki

W Polsce politycy od poniedziałkowego poranka komentowali film, który zawierał sceny egzekucji polskiego geologa. Jacek Cichocki, sekretarz Kolegium do Spraw Służb Specjalnych, oświadczył, że jest zszokowany śmiercią Polaka. "To straszne, naprawdę straszne" - mówił po obejrzeniu filmu nagranego przez talibów. Milczał premier Donald Tusk. Po południu nieoczekiwanie głos zabrał minister sprawiedliwości Andrzej Czuma. "Polski wywiad zna nazwiska porywaczy i ich rodzin" - ujawnił zdumionym dziennikarzom minister. Skąd ta wiedza? Od kiedy rząd ją ma? Czy te słowa oznaczają, że rząd wiedział, gdzie przebywa Piotr Stańczak? Tego minister nie chciał już powiedzieć. "To sensacyjna wypowiedź, ale jeśli jest prawdziwa, to czemu stało się to, co się stało?" - pytałGromosław Czempiński, były szef UOP. A co na słowa Czumy prokuratura? Nic jej nie wiadomo, by polska strona znała fakty, które ujawnił minister sprawiedliwości. 

Polskie służby nie podjęły rzeczywistych starań, by wyciągnąć Polaka z rąk talibów poprzez swoje kontakty w Afganistanie. "Działania koncentrowały się na Pakistanie i polegały głównie na rozmowach dyplomatycznych" - twierdzi rozmówca Dziennika. Uważa, że realny wpływ na to, co się dzieje na pograniczu afgańsko-pakistańskim, mają tylko wojskowi i ludzie ze służb specjalnych, a nie pakistański rząd. "Stawiam tezę, że pakistańskie władze od początku wiedziały, gdzie jest geolog, tyle że nie zależało im na jego uwolnieniu, więc jedyna realna droga wiodła przez Afganistan" - mówi informator gazety. Jego zdaniem operacja odbicia Polaka byłaby całkowicie realna podobnie jak jego wykupienie. 

Polskie władze od poniedziałku 9 luty żądają "szczegółowej i rzetelnej informacji na temat wszelkich działań władz pakistańskich" w sprawie Polaka. Nota w tej sprawie została przekazana przedstawicielowi ambasady Pakistanu, który został wezwany do MSZ. "Ministerstwo Spraw Zagranicznych wystosowało notę protestacyjną do władz Pakistanu w sprawie zamordowania polskiego geologa" - mówi rzecznik ministerstwa Piotr Paszkowski. Notę odebrał charge d'affaires pakistańskiej ambasady. Działania polskiego rządu znów pokazują, że polskie służby nie zrobiły nic, a rząd jednak tylko udawał, że coś robi pozostawiając wszystko w rękach pakistańskich dyplomatów. Tyle, że wielu polityków w Pakistanie jawnie popiera działania talibów i nawet się  ztym poparciem specjalnie nie kryją, chociaż talibowie to w islamie skarjnie prawicowa ekstrema, bardziej polityczna niż religijna. 

Przedstawiciel korpusu dyplomatycznego pakistańskiej ambasady jest oburzony słowami ministra Andrzeja Czumy, który - mówiąc o porywaczach Polaka - powiedział, że "władza pakistańska sprzyja tym bandytom". "Nie chcę wierzyć, że te słowa zostały wypowiedziane" - mówi Malik Farouk. Jednak Krzysztof Mroziewicz, były ambasador Polski w Indiach, znawca problemów regionu, potwierdza słowa ministra Czumy. Jego zdaniem pakistański rząd ma olbrzymi problem z islamskimi radykałami. Wielu polityków to sympatycy ekstremistów. "Niestety to prawda. Część oficerów, szczególnie służb specjalnych, także tzw. elit rządowych sprzyja talibom" - mówi Mroziewicz. Dyplomata Krzysztof Mroziewicz przyznaje Czumie rację, bo w odróżnieniu od polityków zna problemy rgionu z autopsji. "To bardzo zaskakująca wypowiedź. Rząd pakistański walczy z terrorystami. Ta walka nie trwa ani od dziś, ani od wczoraj, ale od bardzo dawna. Dlatego nie mogę zrozumieć, że ktoś w Polsce tak powiedział" - mówi DZIENNIKOWI Malik Farouk z ambasady pakistańskiej w Warszawie. 

Islamscy ekstremiści w Pakistanie traktują porwania przede wszystkim jako środek walki z centralnymi władzami, którym za złe mają dobre stosunki z Waszyngotnem. Oprócz tego jako źródło dochodów na prowadzoną walkę partyzancką. W ciągu ostatnich dwóch lat ofiarą porywaczy padło ponad tysiąc osób, jednak większość została uwolniona. Zabito tylko co 14-ego uprowadzonego. Dla klanowych i plemiennych ekstremistów ważniejszy jest efekt psychologiczny i sianie grozy oraz pieniądze. Rodzin policjantów czy urzędników nie stać na zapłacenie okupów, więc ci często ze strachu rezygnują ze stanowisk. Według najnowszego raportu pakistańskiego MSW w całych siłach zbrojnych kraju jest wolnych aż 18 tysięcy etatów, bo potencjalnych rekrutów skutecznie zniechęca fala porwań. W tym samym raporcie czytamy, że w ciągu ostatnich 10 lat liczba porwań dla okupu w Pakistanie wzrosła prawie czterokrotnie.

W dolinie Swat na północnym zachodzie kraju w ciągu ostatnich miesięcy talibowie rozpoczęli kampanię terroru skierowaną przeciwko elementom prorządowym - policjantom, urzędnikom i wojskowym. W środę po ataku na posterunek policji porywacze pojmali, a następnie wypuścili około 30 funkcjonariuszy. Według rzecznika talibów wszyscy zapowiedzieli złożenie wymówień z pracy, gwarantując sobie bezpieczeństwo. Ostatnio ogłosiliśmy nabór na konstabli. Zgłosiło się siedem osób, ale żadna nie przyszła na rozmowę - mówi Faza Khattak, komisarz policji regionu Swat. Bojownicy talibów stali się silniejsi, a policja nie ma ani broni, ani nie przeszła szkolenia, by z nimi walczyć - uważa znany emerytowany generał pakistański Talat Masood.

 

Ostanie Słowo Skazańca

Wstrząsający film przedstawiający przesłanie inżyniera do Polaków złożone pod presją i przymusem Talibów tuż przed egzekucją. Być może wygłoszone zostało dlatego, że oprawcy obiecali Polakowi ocalenie życia w zamian! Film nie pokazuje okrutnego mordu - jakim było ścięcie głowy inżynierowi Piotrowi Stańczakowi.

Polskie media za namową rządu "nie zdecydowały się" na wyemitowanie filmu, który talibowie przekazali światowym agencjom. MSZ apeluje, by tego nie robić. Nie bardzo można zrozumieć, dlaczego. Film z egzekucji trwa siedem minut. Piotr Stańczak zaczyna mówić około 3:50 nad ranem. Oczywiście nikt zdrowy na umyśle nie pokaże dzieciom dwóch ostatnich minut - z momentem ścięcia. Ale ostatnie słowa Piotra Stańczaka na pewno są warte tego, by je wyemitować. 

Do polskiego rządu inżynier ma jedno główne przesłanie: wysłał do Afganistanu "za dużo wojska". I w ogóle do krajów islamskich na wojnę krzyżową. Najbardziej gorzkie słowa kieruje Stańczak w stronę rządu pakistańskiego: który, jak mówi, nie zrobił w jego sprawie nic i w niczym mu nie pomógł. "Byłem sam", mówi inżynier. Oznacza to, że śmierć polskiego zakładanika jest raczej elementem walki politycznej w Pakistanie, niż wielkiej rozgrywki międzynarodowej. A Polski wywiad o tym nie wiedział czy premierowi zapomniał powiedzieć? 

Film, który boją się wyemitować polskie media, przekazano pracownikowi Reutersa w miejscowości Dera Ismail Khan w Pakistanie. Dostały go również agencje AFP i Associated Press. Jakimś cudem trafił też do polskiej ambasady. Wygląda na to, że Polska w tej sprawie stroną nie była od samego początku. Nagranie jest podobno analizowane. Bez tego wielkie agencje go nie wyemitują. Takich obiekcji nie mają telewizje arabskie - z nich pochodzi materiał, który prezentowany jest od dawna na stronach w internecie. Chyba znów obędzie się bez wielkich agencji. Piotr Stańczak jest spięty, ale bardzo spokojny. Na pytanie jednego z talibów odpowiada, że jest "w porządku" i "czuje się dobrze". Biorąc pod uwagę że za kilka minut zostanie ścięty, to przejmujące.

 

Bruksela potępia morderstwo

Komisarz UE ds. stosunków zewnętrznych Benita Ferrero-Waldner i przewodniczący Parlamentu Europejskiego Hans-Gert Poettering potępili zamordowanie Polaka. "Potępiam najsilniej, jak można ten nikczemny akt przemocy - oświadczyła Ferrero-Waldner. - Sprawcy tej przerażającej terrorystycznej zbrodni muszą zostać schwytani i postawieni przed obliczem sprawiedliwości". "To jest zbrodnia, która nie może być w żadnym wypadku tolerowana - oświadczył Poettering. - Walka z terroryzmem musi pozostać kluczowym priorytetem dla wspólnoty międzynarodowej." Jak na razie oprócz deklaracji i gier słownych widać brak realistycznych działań i rzeczywistych akcji.

 

Polscy Muzułmanie Potępiają Talibów

"Z wielkim żalem i smutkiem przyjęliśmy informację o zabiciu porwanego inżyniera Polaka, naszego rodaka i w imieniu społeczności muzułmańskiej reprezentowanej przez nasze instytucje zdecydowanie potępiamy ten barbarzyński czyn" - napisały w oświadczeniu Liga Muzułmańska w RP, Muzułmańskie Stowarzyszenie Kształcenia i Kultury orazStowarzyszenie Studentów Muzułmańskich. Organizacje muzułmańskie w Polsce podkreślają, że "islam odcina się od praktyk terrorystycznych i wzywają do zaprzestania podobnych, "haniebnych czynów": "Zgodnie z naszymi doktrynami, uważamy, że zabijanie niewinnego człowieka jest tak jak zabijanie całej ludzkości. Takie praktyki nie są zgodne z naszą religią i z naszymi zasadami". Jak widać Polscy muzułmanie nie ćpają opium czyli nie są talibami.

 

"Zrobili Za Mało"

Siostra porwanego Polaka krytykuje polskie władze. "Dlaczego rząd, dlaczego MSZ nie poinformował mnie o tym, że to tylko leży w gestii rządu pakistańskiego, że to oni przede wszystkim maja wpływ na uwolnienie mojego brata, a nie rząd polski" - skarżyła się siostra uprowadzonego w TVN24.

"Mam dziwne odczucia, że za mało rząd polski robił, za mało naciskał na rząd pakistański, aby doprowadzić do zakończenia pozytywnego tej sprawy" - mówi w cztery miesiące po porwaniu brata, czyli 31 stycznia 2009.

 

Wyznaczono Osobę, Która Odzyska Ciało Polaka

Polski ambasador w Pakistanie dnia 10 luty 2009 miał zwrócić się do mułły Szaha Abdula Aziza o pomoc w wydaniu ciała polskiego inżyniera – informuje "Dziennik" w swoim serwisie internetowym. Szah Abdul Aziz, który ma być "kluczową postacią" w tej misji, oświadczył, że uda się pod granicę, by spotkać się z dowódcami talibów. Jak dodaje, decyzję o wydaniu ciała podejmie jirga, czyli lokalna "rada starszych" talibów tamtejszych plemion i klanów.

 

TALIBOWIE


Talibowie (paszto طالبان Taliban z arab. طالب, ṭālib – student, uczeń) to członkowie fundamentalistycznego ugrupowania muzułmańskiego (sunnickiego), powstałego w 1992 roku w Afganistanie na bazie tradycyjnych plemion i klanów o zwyczajach przedislamskich. Początkiem ruchu było około 30 studentów medresy (szkoły koranicznej) w mieście Kandahar, skupionych wokół Mohammada Omara. Grupa ta w poateistycznej i pokomunistycznej rzeczywistości Afganistanu w początku lat 90-tych była jedną z wielu nieformalnych organizacji planujących zbrojne przejęcie władzy w kraju i wprowadzenie nowego ustroju, opartego na prawie koranicznym.

Stopniowo popularność talibów rosła, a do ruchu przyłączały się kolejne osoby. Powodem tego było rozczarowanie powojenną afgańską rzeczywistością i zniechęceniem do rządu, który nie potrafił rozwiązać problemów kraju, jak też osobowość i zdolności organizacyjne przywódcy ruchu. Uważa się, iż do popularyzacji ruchu przyczyniły się też pakistańskie służby specjalne, które w sposób niejawny popierały talibów, pragnąc uzyskać większy wpływ na Afganistan. Talibowie wyróżniali się noszeniem czarnych turbanów (dlatego tak też niekiedy ich określano) i białej odzieży.

Pod rządami talibów Afganistan pozostawał jednym z największych producentów narkotyków na świecie, a sami talibowie są znaczącymi konsumentami opium. Mimo że produkcja opium była oficjalnie zakazana, przez większość czasu panowania talibów de facto to opium było głównym źródłem finansowania ich rządów. Jednak trwające do dziś działania wojenne nie przyczyniły się do zmniejszenia produkcji opium. Począwszy od roku 2002 odnotowuje się niepokojąco szybki wzrost areału przeznaczonego pod uprawy maku. W roku 2007 osiągnął on rekordową powierzchnię 193 000 ha. 

W marcu 2001 roku talibowie w afganistanie, uznawszy iż przedstawianie postaci ludzkich jest sprzeczne z Koranem zniszczyli dwa gigantyczne starożytne posągi Buddy w Bamianie. Podobny los spotkał tysiące mniejszych zabytków, zarówno buddyjskich jak hinduitycznych. Akt ten potępiło wiele krajów muzułmańskich i ONZ. W Afganistanie po rządami narkotyzujących się i handlujących opium talibów prześladowano też mniejszości religijne, zwłaszcza konkurencyjnych szyitów, a także nielicznych żyjących w Afganistanie hinduistów i buddystów.

 

Talibowie Odzyskują Afganistan

Talibowie mają swoje kryjówki i obozowiska już w prawie trzech czwartych swojego kraju. Coraz bardziej zagrażają Kabulu stolicy Afganistanu - stwierdza raport londyńskiej Międzynarodowej Rady ds. Bezpieczeństwa i Rozwoju (ICOS) z dnia 8 grudnia 2008. ICOS to jeden z najpoważniejszych ośrodków badawczych zajmujących się Afganistanem. Zdaniem jej analityków jeszcze rok temu wpływy talibów obejmowały połowę kraju, dziś znacznie się rozszerzyły. Rada uznaje dany region za znajdujący się pod "trwałymi wpływami" talibów, jeśli w ciągu roku dokonują oni tam co tydzień jednego do dwóch ataków. Według ICOS w tym roku regionami, gdzie na stałe zagnieździli się talibowie, stały się nawet podstołeczne prowincje Wardak, Logar i Kapisa. Kontrolując faktycznie trzy z czterech najważniejszych prowadzących do Kabulu dróg (poza szlakiem północnym), talibowie mogą z łatwością przekradać się do stolicy i dokonywać w niej zamachów bombowych. 

Dowódcy wojsk zachodniej koalicji w Afganistanie uznali raport ICOS za niewiarygodny i przesadzony, ale, powołując się na źródła w Pentagonie, gazeta "New York Times" twierdzi, że dodatkowe 4-5 tysięcy żołnierzy, które USA w styczniu 2009 przyślą do Afganistanu, nie trafi do ogarniętych wojną prowincji na wschodzie i południu kraju, lecz właśnie do Logar i Wardak. Ich zadaniem ma być obrona stolicy. W sumie w ciągu najbliższych miesięcy od początku roku 2009 Amerykanie chcą posłać do Afganistanu ponad 20 tysięcy dodatkowych wojsk. Tak prezydent Barack Obama realizuje wyborcze zapowiedzi zmniejszenia udziału swego państwa w inwazji na kraje islamu. Niemal wszystkie wojska będą przerzucone z Iraku. Waszyngton domaga się też, by jego sojusznicy z Europy także posłali do Afganistanu więcej żołnierzy. Na razie taką gotowość zgłosiła jedynie Wielka Brytania w sile 2 tysiące wojsk. Liczebność sił zachodniej koalicji wzrosłaby wtedy do prawie 100 tysięcy z czego połowę stanowić będą Amerykanie. Taką samą armię w latach 80-tych utrzymywał w Afganistanie Związek Radziecki, ale jak wiadomo nie udało mu się pokonać partyzantów walczących o suwerenność swojej Ojczyzny.

Przywódca talibów - jednooki mułła Muhammed Omar, za którego głowę USA obiecują 25 mln dolarów nagrody - zapowiada, że Amerykanów i ich zachodnich sojuszników spotka identyczny los jak Rosjan. W orędziu wygłoszonym w grudniową niedzielę z okazji muzułmańskiego Święta Ofiarowania emir talibów wezwał przywódców Zachodu, by zamiast posyłać do Afganistanu więcej wojsk, co prędzej wycofali żołnierzy. "Dziś giną oni setkami z naszych rąk. Jeśli poślecie więcej wojsk, będą ginąć tysiącami" - ostrzegał mułła Omar. Od 2001 roku siły koalicji antyislamskiej straciły w Afganistanie 1022 żołnierzy, w roku 2008 - 273. Dobiegający pięćdziesiątki emir talibów wezwał też Afgańczyków, by zbojkotowali zapowiadane na rok 2009 wybory prezydenckie, a dawnych komendantów mudżahedinów, weteranów wojny z Armią Radziecką z lat 80-tych - by porzucili służbę u prezydenta Hamida Karzaja i przystali do talibów. 

Mułła Omar zapowiedział przy okazji, że nie podejmie żadnych rozmów z prezydentem Karzajem, gdyż jest on jedynie marionetką zachodnich najeźdźców. "Nie ma żadnej różnicy między Karzajem, Karmalem czy szachem Szudżą" - oświadczył emir talibów. Szudża Szah Durrani został osadzony na kabulskim tronie przez Brytyjczyków, którzy najechali Afganistan na początku XIX wieku. Proradziecki ateista Babrak Karmal został wwieziony do Kabulu na radzieckich czołgach w grudniu 1978 roku. Obaj przywódcy uchodzą w Afganistanie za symbol ochydnej i plugawej zdrady ojczyzny oraz uległości wobec obcych najeźdźców. Rodzime plemiona i klany w Afganistanie oraz na granicy Pakistanu nie cierpią zależności od obcych najeźdźców i za punkt honoru uważają obronienie swojej wolności od wszelkiej obcej ingerencji. A Afganistan to kraj bardzo górzysty i nie jest tam łatwo prowadzić operacji wojskowych.

Pozwolę sobie na osobistą refleksję, która zrodziła się podczas pisania tego artykułu. Czymże warte jest życie polskiego obywatela, inżyniera, który swoje życie i zdrowie poświęca pracując za granicą w warunkach tak niebezpiecznych (wojna) dla swojego instytutu, dla kraju, który to kraj każdemu obywatelowi ma obowiązek zagwarantować ochronę i opiekę - szczególnie wtedy, gdy ten przebywa  w warunkach tak ekstremalnie niebezpiecznych. Polski inżynier pracował dla swojej ojczyzny, która się na niego po prostu zadem wypięła i nie zrobiła nic, aby go wspomóc, uwolnić i bezpiecznie odtransportować do domu.  Był tam zupełnie SAM! Przerażony i sparaliżowany strachem przed śmiercią, z której sobie doskonale zdawał sprawę, ale w swej naiwnej wierze miał do końca swych chwil życia NADZIEJĘ, że pomoc nadejdzie. Jakże musiał być rozżalony, że nie nadeszła! Czy my Polacy możemy mieć do własnego kraju zaufanie, że będzie nas chronił i strzegł? Jeżeli rząd polski nie zadba o swoich obywateli to takich bezsensownych śmierci może być coraz więcej! Bo nikt się o nas nie upomni gdy za granicą się coś nam stanie! Jakże musiał cierpieć rozczarowanie ten wybitny Polak inżynier Piotr Stańczak, gdy tracił życie w wieku 42 lat.

Podróżując wiele po świecie przekonałam się, że Polak za granicą musi liczyć przede wszystkim  sam na siebie, bo nie dostanie z nikąd opieki ani wsparcia, a polskie ambasady w innych krajach są tylko po to, aby pracujący w nich urzędnicy mieli dobre pensje i ciekawe życie. Jako Polacy jesteśmy we własnych ambasadach traktowani jak zło konieczne i aby coś w nich załatwić, to trzeba się czasem dobrze wykłócić.

Jeszcze bardziej okrutnie został potraktowany przez swój własny kraj, swoją własną ojczyznę inżynier Piotr Stańczak, który poświęcając się dla swego kraju i firmy w której pracował nie doczekawszy się wsparcia - zginął w tak makabryczny i okrutny sposób!

W tym artykule składam hołd inżynierowi Piotrowi Stańczakowi i ubolewam, że z powodu głupoty i ignorancji polskiego rządu, tak wybitny człowiek musiał ponieść tak okrutną i niczym nie zasłużoną śmierć! 


Opracowując artykuł wykorzystałam krótkie informacje agencji prasowych, w tym PAP - Andromedah

Artykuł zamieszczony za zgodą autorki

 

Licznik odwiedzin: 7411771 Ostatnia aktualizacja strony: 2017-09-25 15:29:56