Stowarzyszenie Macierz

Stowarzyszenie MACIERZ powstało jako organizacja zajmująca się ochroną Praw Człowieka, ekologią, promocją zdrowego odżywiania i funkcjonowania, działalnością charytatywną w różnych dziedzinach życia.

Ilość wejść: 2229


Autobiografia Peddabottu Sharada Devi czyli Kim jest Sai Baba Avatar?

Autobiografia Peddabottu Sharada Devi czyli Kim jest Sai Baba Avatar?

Osobista historia życia i doświadczeń wielbicielki, która była uczennica Sai Baba ponad 100 lat w jego dwóch wcieleniach jako Shirdi i jako Sathya Sai Baba. Pedddabottu została uznana za wzniesioną do świadomości Sharada Devi. Świętość wynika z długiego życia pełnego cnót i heroicznych zmagań, nie jest kwestią kaprysu. Sathya Sai Baba kontynuuje dzieło swej poprzedniej świadomej inkarnacji znanej jako Śirdi Sainatha, będąc szczególnym fenomenem Wschodu.  



Od Śirdi Sai do Sathya Sai

Sharada Devi alias 'Pedda Bottu'

(Prashanthi Nilayam, Indie, 1985)

Sharada DeviMoja matka, Manthrapragada Ramalakshmi Devi, i ojciec, Venkata Narasimha Rao, którzy mimo usilnych starań pozostawali bezdzietni, w 1887 roku odwiedzili swojego guru, Sai Babę z Śirdi, by prosić go o dziecko. Dzięki łasce Śirdi Sai Baby w dniu 8 sierpnia 1888 r. urodziłam się im ja. Imię, Shringeri Sharada Devi, nadał mi osobiście Śirdi Sai Baba. Ponieważ miałam jasną cerę, nazywał mnie Gori [sanskr. gaura znaczy biały, jasny]. 

Gdy miałam sześć lat, dorośli zabrali mnie na pielgrzymkę do Badrinath w Himalajach. Niedługo potem wydano mnie za mąż, (w istocie przyrzeczono za żonę zwyczajem indyjskim) a w wieku dwunastu lat zamieszkałam w domu mojego męża (taki dawniej w Indiach był zwyczaj). Do swojego 23 roku życia urodziłam mężowi sześciu chłopców, ale wszyscy pomarli po przeżyciu ledwie trzech do czterech lat.

Ponieważ straciłam wszystkie swoje dzieci i nie mogłam więcej urodzić, zgodziłam się, by mąż ponownie się ożenił, a ja przeniosłam się na stałe do Śirdi, aby zamieszkać w obecności Sai Baby.

Wielokrotnie widziałam, jak Śirdi Sai Baba dokonuje cudów. Pewnego razu przyszedł po darśan Baby jego wieloletni wielbiciel. Zobaczywszy go, Baba powiedział: “Cieszę się, że przyszedłeś. Chcę zjeść puran poli (smażona słodycz). Załatw mi to.” W tamtych czasach nie było hoteli, więc człowiek ten poszedł aż do Kopargaon, większego miasta leżącego około 20 km od Śirdi, aby jakoś zdobyć kilka puran pali. Następnego dnia przyniósł je w porze lunchu Baby.

Wtedy Baba powiedział do niego: “Najadłem się po uszy. Dlaczego je przyniosłeś? Możesz je odnieść.” Ów wielbiciel wysłuchał tego oniemiały i zaczął płakać. Powiedział: “Ponieważ prosiłeś o puran poli, z dużym wysiłkiem zdobyłem je. Babo, jak mogłeś się najeść, skoro nawet nie zacząłeś lunchu? Proszę zjedz chociaż jedno, by cała moja praca nie była daremna.”

Baba odpowiedział: “Kiedy przygotowywano dla ciebie te słodycze, byłem w tamtym miejscu w postaci mrówek i jadłem je. Nie wierzysz, że naprawdę mam pełen żołądek? Patrz”, co mówiąc Baba sprawił, że mu się odbiło i wypluł kawałki puran poli. Bóg jest duchowym mieszkańcem wewnątrz każdego. Było wiele przykładów, gdy Baba dowodził tej prawdy.

Baba nigdy nie zawodził przychodzić z pomocą tym, którzy modlili się do niego z pełnią wiary.

Pewnego dnia poprosiłam Babę, aby udzielił mi mantry upadeśy (duchowej inicjacji). On odparł: “Jesteś jeszcze młoda. Dam ci upadeśę, gdy będziesz starsza.” Odczekałam do wieku 29 lat i poprosiłam Babę ponownie. W przypływie gniewu krzyczał na mnie: “Ciągle masz obsesję na punkcie upadeśy!” i prawą stopą kopnął mnie w klatkę piersiową.

Przybita, ze łzami lejącymi się po twarzy wyszłam i położyłam się pod drzewem. Po długim płaczu musiałam zasnąć; była już bardzo późna pora nocy, kiedy Baba przyszedł, by mnie zbudzić. Poprosił, abym poszła za nim do ogrodu Lendi. Gdy tam doszliśmy, powiedział: “Moje dziecko! Nie mogłem spać w Dwaraka Maji (mieszkanie Baby), gdy leżałaś tam nie jedząc od rana. Przyprowadziłem cię tutaj, gdyż chcę ci coś powiedzieć. Ale najpierw musisz coś zjeść.”

Wyciągnął prawą rękę z dłonią zwróconą do góry i rzekł: “Allach malik hai” (Bóg jest panem).

Na jego dłoni zmaterializowały się dwa ćapati i kowa (słodki przysmak z mleka) wielkości cytryny. Dał je mi, abym zjadła. Znów wyciągnął rękę i tym razem zmaterializował bardzo mały gliniany dzbanek pełen wody. Kiedy już zjadłam i wypiłam, spytał mnie: “Gori, czy już się nie gniewasz?” Mentalnie odpowiedziałam z pełną pokorą: “Teraz już nie ma we mnie złości ani frustracji. Byłam głupia nie zdając sobie sprawy z tego, że twój kopniak w rzeczywistości był łaską. Jestem ci serdecznie wdzięczna za umożliwienie spożycia twoich boskich materializacji.” Po tym Baba oświadczył: “Powiem ci coś, ale przedtem powinnaś ująć moje stopy i obiecać mi, że nikomu tego nie wyjawisz.” Z bijącym sercem i licząc na wyczekiwana mantrę upadeśę, uczyniłam jak mi kazał.

“Gori, pojawię się w Andhrze (Pradeś) z tym samym imieniem, Sai Baba, ale jako inny Awatar. Wówczas ponownie przyjdziesz do mnie. Zatrzymam cię przy sobie i obdarzę radością.” Z entuzjazmem powiedziałam: “To dla mnie błogosławieństwo, mój Panie; jest to najwyższe szczęście! Czy mam nie wyjawiać tego nikomu?” Baba potwierdził: “Nie, tylko ty zobaczysz mnie w postaci drugiego Awatara – nikt inny. Gdy już zobaczysz moją drugą postać, możesz powiedzieć to innym, gdy nadarzą się okazje.”

Rozmowa ta odbyła się w 1917 r. Później dostałam wiadomość, że moja chora starsza ciotka chce się ze mną widzieć w Rajahmundry. I właśnie kiedy przebywałam w Rajahmundry w 1918 r. dowiedziałam się, że Baba opuścił swoje fizyczne ciało. Wypełnił mnie niewytłumaczalny rodzaj bólu.

Pewnego dnia ciotka powiedziała mi: “Muszę przygotować się na podróż w dniu Ekadaśi, pojutrze. Sam Śri Baba objawił mi się we śnie i wezwał mnie do siebie.” W dzień Ekadaśi odeszła z imieniem Pana na ustach. Porzuciłam swoje rodzinne życie z powodu utraty wszystkich moich synów. Rodzice, którzy kochali mnie, również dawno temu opuścili ten świat. Nie było już pociechy i ochrony, jakie miałam ze strony Baby. Na dobitkę, teraz nie było już także mojej najdroższej ciotki! Czara uczucia opuszczenia i depresji wypełniła się po same brzegi. Dowiedziałam się, że w górach Dwaraki mieszka wielu uczonych świętych i postanowiłam spędzić resztę życia służąc im.

Wyruszyłam w drogę i po pięciu dniach przeprawiania się przez wezbrane rzeki i przerażające lasy dotarłam do przypominającej tunel groty. Przeszedłszy całą jej długość, stanęłam u wyjścia z drugiej strony. Grupa ludzi wznosiła okrzyki sławiące 'Sadguru Maharadźa.' Wkrótce zrozumiałam, że ten wielki człowiek miał około 360 lat. Nabrałam wielkiej chęci otrzymania jego darśanu i zdobycia jakichś duchowych zasług. Usiadłam do medytacji pod drzewem, ale nikt nie przyszedł do mnie ani nie zagadnął. Pogrążyłam się w smutku. Czwartego dnia pojawił się przede mną stary święty, przypuszczalnie Sadguru Maharadź. Spytał o powód mojej zgryzoty. Odpowiedziałam, że ponieważ on, Swamidźi, wszechwiedzący, nie przejmował się mną, straciłam ducha. Ten wielki człowiek rzekł: “Jesteś nowa w tym miejscu. Chciałem sprawdzić twoją wytrwałość. Idź teraz wykąpać się w tamtym świętym jeziorze i wróć. Udzielę ci upadeśy.” Byłam rozradowana! Wykąpałam się w świętych wodach, wróciłam i otrzymałam mantrę upadeśę. Miałam już święte słowo do powtarzania w medytacji i osiągania najwyższego poziomu pokoju.

Sam Sadguru Maharadź miał pięciu Mistrzów. Pokazał mi pięć grot, z których w każdej siedział w nieustannej medytacji jeden z tych najwyższych świętych. Sadguru Maharadź poradził mi, abym wybrała jednego ze świętych, usiadła w jego towarzystwie do medytacji i osiągnęła siddhi (moce duchowe). Wybrałam Mistrza z pierwszej groty. Nazywał się Śri Ćandra Jogi. Wolałam jego, gdyż pamiętałam osobę dokładnie wyglądającą jak Śri Ćandra Jogi, która w dzieciństwie pojawiła mi się we śnie i wzywała mnie do siebie. Codziennie siedziałam medytując w obecności Śri Ćandra Jogiego. Powtórzyłam w ten sposób swoją mantrę dwadzieścia milionów razy i osiągnęłam siddhi.

W tych świętych górach spędziłam sześć dalszych lat. Sadguru Maharadź wygłosił mi i innym uczniom serię dyskursów o Wedach, wedancie, sekretach całego kosmosu i na inne tematy o duchowym znaczeniu. Któregoś dnia Maharadź rzekł do mnie: “Nauczyłaś się wszystkiego, co trzeba. Teraz posłuchaj mnie uważnie. Musisz dokonać jeszcze wiele dobrych czynów. Bóg, o którym sądzisz, że go straciłaś, już wkrótce przyjdzie na ten świat w celu wydźwignięcia całej ludzkości. Nie zobaczysz go w dawnej postaci, którą znasz. Pojawi się w nowej, urzekającej formie. Będzie najpotężniejszym Awatarem i dokona wielu nadzwyczajnych rzeczy. Wracaj więc do swojego miejsca, dowiedz się o tym sympatycznym Bogu i odbierz swoje zbawienie w służbie jemu.”

Bardzo podobała mi się święta atmosfera tych gór, spokojne życie w medytacjach i towarzystwo świętych, uczonych osób. Z ciężkim więc sercem zmusiłam się do powrotu do Hyderabadu.

Starając się spędzić czas, pieniądze i siły na pożytecznej działalności zaplanowałam dom dla biednych i bezdomnych dzieci. Schronienie to nazwałam 'Ogólnoindyjski Sai Sadan' [sanskr. sadana znaczy dom]. Na początku było osiemdziesiąt dzieci. Zapewniałam im nie tylko wyżywienie i formalne wykształcenie, lecz uczyłam ich też umiejętności zawodowych, takich jak szycie, wyrób zabawek i innych rodzajów rękodzieła. Po jakimś czasie zaczęło brakować pieniędzy. Braki uzupełniałam pisząc Hari kathy (opowiadania o Bogu) i śpiewając gdzie tylko mnie zaproszono. Pewnego dnia zostałam zaproszona, by śpiewać Hari kathę w wiosce nazywanej Uravakonda. W domu, w którym zorganizowano tę imprezę, na ścianie zauważyłam zdjęcie pięknego młodzieńca. Miał wielką koronę włosów. Tak jego twarz, jak i oczy były nadzwyczaj urocze i porywające. Spytałam gospodynię domu, czyje to zdjęcie. Ona odparła: “Nie wie pani? Jest to Puttaparthi Sai Baba. Jeśli pani chce, jutro mogę ją do niego zaprowadzić.” Następnego dnia zaprowadzono mnie do domu niejakiego Seshamy Raju, starszego brata Baby. Wtedy zobaczyłam młodego, 14-letniego Babę. Działo się to w 1940 r. Miałam wtedy 52 lata.

Pierwsze słowa, jakie wypowiedział do mnie Bhagawan Śri Sathya Sai Baba, brzmiały: “Gori, jesteś mi winna 16 rupii w mojej inkarnacji w Śirdi.” Odparłam, że już spłaciłam wszystkie moje długi wobec Śirdi Baby. On rzekł: “Wiem. Powiedziałem tak, gdyż nie potrafisz mnie rozpoznać. W przeciwnym przypadku upadłabyś mi do stóp. W porządku! Po wypełnieniu wszystkich swoich zadań w Domu Biednych, który prowadzisz, jedź do Puttaparthi. Zatrzymam cię przy sobie i obdarzę wszelką radością, jakiej pragniesz.” Przez następne 17 lat często odwiedzałam Puttaparthi, każdorazowo spędzając kilka miesięcy w boskiej obecności Baby. W 1958 r., gdy miałam 70 lat, zamknęłam Dom Biednych i pojechałam do Puttaparthi, by tam spędzić resztę życia. W aśramie Baba przydzielił mi apartament.

Kiedyś zachorowałam w czasie, gdy Baba wyjechał do Bangalore. Mimo niedyspozycji chciałam wykonywać swoje obowiązki wolontariusza przy utrzymywaniu dyscypliny i ciszy w obrębie świątyni. Była godzina 6:30 po południu. Prowadzono medytację po bhadźanach. Nagle zauważyłam Bhagawana Babę jak skinieniem przywołuje mnie do świątynnego korytarza. Ponieważ trwała medytacja, naturalnie w ciszy kiwał ręką, ale jasne było, że chce, abym podeszła do niego. Jak Baba może być także tutaj w świątyni Puttaparthi, gdy przecież w tej chwili znajduje się w Bangalore? Byłam pewna, że jest to jakaś zjawa; mój chory umysł niewątpliwie płatał mi figle. Odwróciłam na chwilę wzrok w inną stronę i ponownie tam spojrzałam. Baba stał jak stał. Nie ufając własnym zmysłom, odwróciłam wzrok. Tym razem Baba podszedł do mnie i wyraźnie powiedział: “Chodź!” Musiałam przynajmniej głosowi uwierzyć. Może Baba wrócił z Bangalore, o czym nie wiedziałam.

Zmaterializował wibhuti i dał mi je, bym wyleczyła się za jego pomocą. Potem dał mi znak, abym przyjęła padnamskar. Przepełniona błogością z powodu jego troski o mnie, skłoniłam się i wykonałam padnamaskar. Gdy podniosłam głowę, Baby nigdzie nie było. W tym momencie otaczało mnie już wiele kobiet. Swobodnie wymieniały poważne wątpliwości o moim zdrowiu umysłowym. Niewiele z nich przyjęło to za dobrą monetę, gdy opowiedziałam, co rzeczywiście się wydarzyło. Pokazałam im wibhuti, które dał mi Baba. Przynajmniej niektóre kobiety z tej grupy musiały pomyśleć, że byłam pobłogosławioną duszą. Poczułam się lepiej, gdy spożyłam to wibhuti. Rano następnego dnia byłam zdrowa jak ryba.

Ta historia zdarzyła się też, gdy Baba był w Bangalore. Miałam chore oko. Czerwona powieka zwisała od spuchlizny, sprawiając mi nieznośny ból. Lekarz w szpitalu w Puttaparthi powiedział, że sytuacja jest poważna i że konieczna jest operacja. Przeraziłam się do tego stopnia, że pognałam do Bangalore. Baba zobaczył mnie i skarcił: “Dlaczego tu przyjechałaś?”

Łkając tłumaczyłam: “Jesteś Panem całego stworzenia. Gdzież indziej mam pójść? Spójrz na moje oko. Przyjechałam tutaj, gdyż nie mogłam znieść bólu.” Zmaterializował wibhuti i wszystko wysypał mi na oko. Kazał mi zamknąć oko i zaprowadził w miejsce, gdzie się położyłam. Zawołał kogoś z ochrony i poinstruował go: “Niech nikt nie przeszkadza tej starszej kobiecie dopóki śpi.” Spałam do ósmej rano następnego dnia. Baba przyszedł i obejrzał oko. Powiedział: “Jest normalne. Wracaj teraz do Puttaparthi i zajmij się swoimi obowiązkami. Ja wracam jutro.”

Przy innej okazji poszłam do Baby użalając się na ból żołądka. Znanym okrężnym ruchem ręki zmaterializował wibhuti i kazał rozsmarować na czole w postaci wielkiego bottu (kropki). Baba dodał: “Twój ból żołądka zniknie. A od teraz będziesz nazywana Pedda Bottu (Kropa)!” W ten sposób Pedda Bottu stało się moim stałym nazwiskiem.

***

Śrimata Sharada Devi alias 'Pedda Bottu' opuściła swoją śmiertelną powłokę kilka lat temu.

[Z saionline.org/shirdi/shirdi3.html tłum. KMB] 



Peddabottu i Śirdi Sai Baba

Autobiografia Peddabottu (1888-1986),
współczesnej Śirdi Sai i Sathya Sai (wyjątki)


Garli Śarada (Sharada) Dewi albo Pedda Bottu była jedną z nielicznych, a może wręcz jedyną osobą, która osobiście znała i wielbiła Śri Śirdi Sai Babę oraz Bhagawana Sathya Sai Babę. Chociażby z tego jednego powodu jej świadectwo jest wyjątkowo ważne. Na tych łamach (w zeszycie 21 Światła Miłości z u.r.) przedstawiliśmy już artykuł Śarady zawierający kilka wspomnień z jej jakże bogatego i ciekawego życia. Obecnie proponujemy wyjątki z jej książki Autobiography – Peddabottu wydanej ostatnio po angielsku (pierwotna wersja była w telugu) przez Sathya Sai Books and Publications Trust. Fragmenty wybrał Bala Subramanian i udostępnił w internetowych archiwach Sat-Guru. W tej części znajdują się wspomnienia z czasów Śirdi Baby, zaś w następnym artykule zamieścimy te z okresu Parthi Baby. 
 

Moja rodzina

Moi przodkowie należeli do pokolenia Manthripragada, o którym mówi się, że pochodzi od Akkanny i Madanny, wujków Ramadasa. Zasłynęli jako z pokolenia na pokolenie ministrowie i skarbnicy nawabów [gubernatorów] Hyderabadu (Hajdarabadu). Mój dziadek Ramachandra Somayajulu stał się somajadźinem [kapłanem ofiarnym] dzięki odprawieniu wielu ofiar. Miał on siedmiu synów. Moja babka wychowała pięć córek swojej siostry. Ani ona, ani jej synowie nie mieli własnych córek. Mój wujek Lakshmi Narasimha Rao udał się do swojego świętego Śri Śri Śri Śirdi Sai Baby, by prosić o dziewczynkę w rodzinie. Wrócił niezmiernie uradowany, gdyż został pobłogosławiony przez Sai Bhagawana. Po sześciu miesiącach moja matka zaszła w ciążę i w piątek o 10-tej rano dnia 8 sierpnia 1888 r. urodziłam się ja. Mój wujek pojechał do Śri Śirdi Baby, a Baba powiedział: “Daj jej imię po Śringeri Śarada Dewi.” Gdy miałam dziewięć miesięcy, moja matka zmarła. Po roku mój ojciec przyjął wyrzeczony tryb życia, po czym moim ojcem został najstarszy wuj Lakshmi Narasimha Rao. Posiadaliśmy dwa duże domy oddzielone drogą. Każdy z moich 70 braci miał osobny pokój.

Mój wuj był zagorzałym wielbicielem Narasinhy [Człowieka-Lwa, czwartego awatara Wisznu poprzedzającego Wamanę i Ramę], który często z nim rozmawiał. Jeśli coś, czego chciał, nie spełniało się, zwykł odprawiać pudźę obrażając tego Pana. Był bardzo ortodoksyjny. To z tego powodu Pan Narasinha odpowiadał na jego modlitwy. We czwartki miał zwyczaj rzucać orzech kokosowy w powietrze. Później można było zobaczyć, że orzech został skosztowany i że są na nim ślady paznokci. Wielu ludzi przychodziło, by obejrzeć ten cud. Wiele podobnych cudów zdarzało się w naszym domu.
 

Ogród Pićammy

Pewnego razu do dziadka przyszła kobieta z jakiegoś plemienia przedstawiając się jako Pićamma. Przyjął ją na służbę. Niezależnie jaką pracę dostała, wykonywała ją w ciągu sekund. Któregoś wieczora, gdy skrócił się knot lampy, Pićamma wyciągnęła język aż do kąta pokoju i podniosła nim knot! Moja babka przestraszyła się i powiedziała, że kobieta ta jest diabłem. Dziadek przywołał Pićammę i spytał: “Dlaczego ukrywałaś się przez 20 lat?” Ona odparła: “Moja klątwa dopełniła się. Odejdę.” Dziadek kazał jej przynieść z określonej góry głaz o rozmiarach 20 na 20 stóp i umieścić go w ogrodzie. Wykonała to zadanie w kilka sekund i znikła jak płomień. Nazwaliśmy ten ogród “Ogrodem Pićammy.”


Ciotka Sitha

Jedna z moich ciotek, Sitha została wydana za mąż w wieku sześciu lat, ale w ciągu 16 dni straciła męża. Ogolono jej głowę i nosiła wyłącznie białe sari. Mieszkała w małym pokoju, w którym był niewielki ołtarz z obrazem Pana Kriszny. Ściśle przestrzegała wybranych rytuałów. Była piękna niczym lalka wykonana ze szczerego złota. Jednego roku w czasie obchodów świąt Daśary poprosiła o pozwolenie zapalenia akhanda dźjoti i otrzymała zgodę. Wyszła po kąpieli o 5-tej godzinie rano i zapaliła szmaciany knot w glinianym dzbanie z wodą! Palił się bez przerwy przez 10 dni Daśary. Wtedy ludzie zdali sobie sprawę z tego, że jest to wielka postać.
 

Wąż Subbanna

Pewnego razu kobra oddała honory mojemu dziadkowi. Był on dźńanim [mędrcem]. Spytał kobrę: “Kim jesteś?” Tej nocy przyśnił mu się młody bramin, który powiedział: “Nazywam się Subbanna. Jeśli będziesz mnie ochraniał przez 21 lat, klątwa ta zostanie odkupiona.” Dziadek kazał zrobić srebrną skrzynkę, do której wszedł kobra-Subbanna. Pojawiał się w snach wszystkich mieszkańców domu mówiąc, że nie ma powodu, by się go obawiać. Bawił się z dziećmi. Przed swoją śmiercią powiedział we śnie mojemu dziadkowi: “Pod krzewem jaśminu znajdziesz klejnoty należące do węży.” Złożył głowę na stopach dziadka i umarł. Jego ciało spalano z tulsi i z drzewem sandałowym. Odtąd corocznie w tym szczególnym dniu jakiś bramin otrzymywał od nas ubrania. Robią to rok w rok wszyscy członkowie mojej rodziny. Podczas Daśary wystawialiśmy tamte cenne klejnoty na pokaz. Ojciec wydał polecenie, aby nikt ich nie dotykał.

 
Dzieciństwo

Mój dziadek pragnął zaprosić Śankaraćarję, lecz mieszkaliśmy w muzułmańskim stanie. Miałam 5 lat, gdy przyśnił mi się ten sen, w którym pewien jogin powiedział: “Śankara Swami na pewno przybędzie, ale twój najstarszy wuj musi zaprosić go osobiście.” Kazał mi pokłonić się mu, po czym powiedziałam: “Pójdź ze mną.” Położył rękę na mojej głowie i odrzekł: “Pójdziesz sama.” Opowiedziałam ten sen ojcu (wujowi). Ojciec udał się do Shringeri i sprowadził Swamidźiego. Kazał mi pokłonić się mu, a Swamidźi poklepał mnie i powiedział: “Będzie biegła w sześciu językach. Dostąpi darśanu wielkich joginów. Będzie służyć inkarnacji Boga wieku kali juga.” Zasmuciło to ojca, który spytał: “Czy nie wyjdzie za mąż?” Swami odpowiedział: “Na bardzo krótki okres.”

Gdy osiągnęłam sześć lat, zaaranżowano mój ślub. Przedtem wszyscy przygotowali się na wycieczkę do Badri. Zatrzymaliśmy się kilka mil przed Badri. Zobaczyłam coś błyszczącego pod drzewem. Była to złota statuetka Kriszny o wysokości 10 cm. Pan Narasinha ukazał się mojemu ojcu we śnie i powiedział: “Śarada znalazła złotą figurę Kriszny. Naucz ją mantry ‘Bala Gopala.’ Ona nie nadaje się na grihasthaśram [rolę pani domu].” Po wycieczce ojciec osadził tę figurę na ołtarzu i nauczył mnie odprawiania pudźy.

Tymczasem przygotowano wszystko do ślubu. Po ślubie wszyscy przeszli do miejsca małżonka. Wróciliśmy po trzech nocach. Do domu teściowej przeniosłam się w wieku 12 lat. Mój mąż miał słabość do kobiet. W domu zawsze było sześć kobiet. Gdy zaszłam w ciążę, mój ojciec zabrał mnie do domu. Kiedy moje dziecko miało 5 miesięcy, zdecydowałam się na powrót. Jednak wkrótce zachorowałam na zapalenie płuc, potem na malarię i podwójny tyfus. Którejś nocy wszyscy płakali, gdyż sądzili, że umarłam. Następnego dnia wyniesiono moje ciało na zewnątrz. Gdy wylali na mnie wodę, nagle ożyłam. W chwili, gdy okazałam oznaki życia, zmarła Śarada, córka lekarza. Przytomność odzyskałam po południu. Opowiedziałam im co się stało: “Czterech ludzi niosło mnie w palankinie do kwiatowego ogrodu. Znajdował się tam złoty tron. Przybył człowiek z czerwonym tilakiem [kropką] na czole i ubrany w żółte jedwabne szaty. Zbeształ ludzi za to, że mnie przynieśli i kazał mi wracać do domu.” Powoli doszłam do siebie i wróciłam do domu teściowej.
 

Wydarzenia

W Kongresie panował ogromny ruch. Harindranath Chatopadya poprosił mnie: “Czy mogłabyś skomponować pieśni, które zwiększą motywację ludzi do wstępowania do Kongresu?” Był bardzo zadowolony z napisanych przeze mnie pieśni. Tymczasem zrobiono dochodzenie i już mnie szukała policja. Miałam 15 lub 16 lat, gdy wtrącono mnie do więzienia w Eluru. Przebywałam tam 4 miesiące i w tym czasie urodziłam chłopczyka.

Główny urzędnik mojego ojca przyszedł, by zabrać mnie do ojca, który czuł się źle. Miał tyfus. Zawołał mnie i rzekł: “W 1903 r. Śirdi Baba zdradził mi pewne tajemnice o swoich rodzicach, miejscu urodzenia, guru itd. Kazał mi to wszystko zapisać i opublikować w języku telugu po Jego zgonie. Nie dostąpię tego szczęścia. Ponieważ ty urodziłaś się dzięki Jego Łasce, zapisz to i przekaż innym.” Zapisałam wszystko, a on kazał mi dbać o te notatki. Złożyłam je w żelaznej skrzynce. Powiedział też, że odejdzie z ziemi w dniu Ekadaśi [11-tym dniu miesiąca księżycowego] i stało się, jak przewidział. {Peddabottu w książce nie podała szczegółów o Śirdi Babie, które otrzymała od ojca – dop. Bali.}

Do Śirdi udałam się z kobietą imieniem Seetha Ramamma. Baba kazał jej położyć się twarzą ku zimi. Kopnął ją w żołądek i powiedział: “Nie zostawaj tu dłużej. Wracaj do swojego domu!” Przestraszyłyśmy się i natychmiast wstałyśmy. Jej mąż wyśmiewał ją. Mnie było bardzo smutno; powiedziałam: “Cokolwiek Swami robi, jest dla naszego dobra.” Pięć miesięcy później, kobieta ta zaszła w ciążę! Także jej mąż zaczął o nią dbać.

Po śmierci czterech moich synów pojechałam do Baby. Podniósł mnie [z pokłonu] i powiedział: “Oszalałaś? Czemu płaczesz? Będziesz miała jeszcze dwóch synów i oni też umrą! Po co płakać skoro taki już twój los?” Łkałam myśląc: ‘Za to, że w Ciebie wierzę, wypowiedziałeś bardzo miłe słowa.’ Baba bardzo rozgniewał się na mojego męża i powiedział: “Jesteś grzesznikiem. Jak twoje dzieci miałyby przeżyć? Zrujnowałeś życie mojej córki. Wynoś się!” Odjechaliśmy, nie zjadłszy niczego. Później miałam jeszcze dwójkę dzieci. Oddałam je krewnym. Tam także zmarły.

Nad brzegami rzeki Godawari spotkałam pewnego Swamidźiego. Powiedział on: “Pochodzę z Pendżabu. Zbłądziłem podczas pielgrzymki. Pewien człowiek zabrał mnie do Dwaraka Hills [Gór Dwaraka]. Dotarliśmy do Udźdźajn (Ujjain) i poszliśmy na Omkara Kshethrę. Doszliśmy do olbrzymiej góry z otworami przypominającymi okna. W środku było ciemno. Szedłem za nim bez słowa. W końcu wyszliśmy z tunelu. Wyglądało to niczym Wajkunta [niebo Wisznu] w kali judze – było tu mnóstwo owoców i kwiatów. Od tamtejszego guru otrzymaliśmy upadeśę [naukę inicjacyjną]. Po kilku latach udałem się do Pendżabu, lecz nie znalazłem tam nikogo z dawnych znajomych; nie było nawet mojego domu. Wróciłem i szukałem po tamtej górze, ale nie mogłem znaleźć wejścia. Teraz wędruję.”

Pewnego dnia mój mąż zakomunikował mi o swoim drugim ożenku z Kanthammą. Uczestniczyłam w ślubie po czym wróciłam do domu. Usiadłam przy Gopali i modliłam się: ‘Dziewczyny w moim wieku nawet nie wychodzą za mąż. Ja zostałam wydana w wieku sześciu lat, straciłam sześciu synów, a mój mąż ponownie ożenił się. Proszę, nie baw się w ten sposób żadną inną dziewczyną.”

Strata najstarszego wuja, nie ujrzawszy nawet twarzy rodziców, utrata synów, mąż flirtujący z sześcioma kobietami, jego drugie małżeństwo, jego odesłanie mnie do ciotki, jego sprzedaż domu i wyjazd do Madrasu – wszystkie te zdarzenia przychodziły jak fale oceanu. Nie mogłam znieść smutku więc płakałam dzień i noc, nie jedząc i nie pijąc.

Moja przyjaciółka z dzieciństwa, Kamala załatwiła mi wstęp na kurs – szkolenie nauczycieli. Czas szybko minął. Zaczęłam nauczać w miejskiej szkole. Dzień w dzień przybywało dzieci. Moja przełożona i kilku innych nauczycieli stali się zazdrośni i napisali donos na mnie, że bawię się z dziećmi zamiast uczyć. Złożyłam rezygnację z pracy a wszyscy uczniowie opuścili szkołę mówiąc, że wrócą tylko wtedy, gdy ja wrócę. Później dowiedziałam się, że tamta przełożona i komisarz w ramach kary zostali przeniesieni do odległych miejsc. Było mi przykro, ale co się ma stać, to się stanie. Nikt nie może tego zmienić.

Po opuszczeniu szkoły popadłam w depresję i nic nie mogłam swobodnie robić. Postanowiłam szukać Sadguru [prawdziwego nauczyciela]. Dostałam list od mojej kuzynki Bharadwadźy, że przyjeżdża. Wyruszyłyśmy razem do różnych wiosek. Ponieważ każdemu guru chodziło o pieniądze, wróciłyśmy do domu i zrezygnowałyśmy z tej idei.


Bapudźi

Bapudżi (Mahatma Gandhi) planował przyjazd do Rajahmundry. Znałam sześć języków, dlatego poproszono mnie o kierowanie mężczyzn i kobiet do właściwych miejsc. Bapudźi przyjechał 15 minut wcześniej. Przedstawiono mnie jako kobietę, którą zamknięto w więzieniu za komponowanie pieśni. Poprosił mnie, abym zaśpiewała jakąś modlitwę. Zaśpiewałam “Wajsznawa dźana tho.” Później zaproponował mi pojechanie z sobą do aśramu Sabarmathi. Uważano go za Boga a jego słowa traktowano jak przesłania Wed. Byłam bardzo szczęśliwa. Otrzymałam miejsce w kącie pokoju Bapudźiego. Nie podobało mi się zachowanie mieszkańców aśramu. Powiedziałam im, by wstawali wcześniej i przyłączali się do jego modlitw. Następnego dnia zadzwoniłam gongiem o 4-tej rano i poszłam do sali modlitw. Zmiotłam podłogę po czym wykąpałam się. Bapudźi i inni przyszli i odprawili modlitwy. Dziewiątego dnia wreszcie uznali, że źle dotąd postępowali. Wszyscy przywykli do nowego rozkładu dnia. Któregoś dnia, dowiedziawszy się o nowym rozkładzie, przyszli także przywódcy: Nehrudźi, Radźadźi i trzech innych. Odtąd i oni wstawali wcześniej i uczestniczyli w porannych modłach.

Bapudźi ciągle recytował imię Pana Ramy. Nigdy nie prosił nikogo o robienie czegokolwiek – wszystko robił sam. Pewnego razu przyjechali muzułmańscy przyjaciele, spożyli posiłek i odjechali. Nikomu nie było spieszno posprzątać po nich talerzy. Bapudźi sam zaczął zbierać talerze i szklanki, więc zabrałam mu je z rąk.


Ellora

Otrzymałam telegram z wiadomością, że moja ciotka jest poważnie chora. Bapudźi rzekł: “Wolałbym cię nie puszczać, ale co mam począć?” Gdy przyjechałam, ona powoli wróciła do zdrowia. Na naszej ulicy mieliśmy szkołę. Nauczyciele poprosili mnie, abym towarzyszyła im w wycieczce do jaskiń Ellora. Odwiedziliśmy dziewięć grot i obejrzeliśmy pobliską skałę z napisem w pięciu językach: “Istnieje 32-stopowy [ok. 10 m] wąż o jedenastu głowach z klejnotem wielkim jak orzech kokosowy na każdej z nich. Ma 16 zwojów. Można obejrzeć otwór w skałach. Brytyjczycy chcieli wysadzić skałę podejmując pięć prób z pomocą setek sepojów [hinduskich żołnierzy na służbie u Brytyjczyków]. Wszyscy zmarli. Oficer miał wizję węża we śnie, po której zrezygnował. Nizam [dawny władca Hyderabadu] widział go przez otwór i oddał mu cześć.” To on kazał wykonać pięciojęzyczny napis. Ja też zajrzałam tam i widziałam 11-głowego Adiśeszę. Rozbiłam orzech kokosowy i wykonałam Arati.

Ruszyliśmy w kierunku wschodnim. Była noc pełni księżyca. Znaleźliśmy małe jezioro. Wykąpaliśmy się. Była już północ i moja kuzynka poczuła senność. Usiadłam na skale i zaczęłam robić dźapę [recytację mantr lub odmawianie modlitw]. Przede mną stał jakiś asceta i błogosławiąc mnie rzekł: “Twój Gopala nie objawi ci się w swojej postaci. Zatrzyma cię blisko siebie. Wszelkie problemy tego świata zostaną złożone na twoją głowę. Dopiero wtedy osiągniesz zbawienie.” Spaliśmy cały następny dzień, po czym wróciliśmy do Rajahmundry.


Mędrzec Bharadwadźa

Dowiedzieliśmy się, że z Rikshikeshu przybył 200-letni tapaswi [asceta]. Zatrzymał się w domu bankiera w Kakindzie. Przyszłam pokłonić się mu i pomagałam swoją znajomością języka hindi. Żona bankiera spytała: “Czy ludzie mogą żyć 200 lat?” On odparł: “Mogą tego dokonywać tylko riszi [mędrcy], którzy zażywają lekarstwa o nazwie somalata. Jest ono dostępne jedynie w górach Nepalu. Należy zerwać liście rośliny o tej samej nazwie i uzyskać z nich sok. W pobliżu tego pnącza występują jadowite węże. Pojawia się tylko jeden liść na dzień. Zwykli ludzie nie są zdolni znaleźć tego pnącza.” Tapaswi przyszedł też do naszego domu, a moja kuzynka Bharadwadźa upadła przed nim na twarz i powiedziała: “Abhiwadaje [cześć Tobie składa] Bharadwadźam”. On powiedział, że nie pozwala ludziom o takim imieniu robić namaskaru [oddawać czci]. Wyjaśnił: “Jest to tajemnica, którą wyjawił mi Maharszi. Mędrzec Bharadwadźa udał się na górę Kajlas [siedziba Śiwy], aby zaprosić Matkę Parwati na pewien obrządek. Ona w tym czasie tańczyła z Panem Śiwą i trwało to długo. Gdy mędrzec zaczął odchodzić, Parwati podeszła do niego i powiedziała: ‘Twój rytuał będzie owocny. Pan inkarnuje się w twoim pokoleniu. Ustanowi na świecie Prawość i porządek.’ Czekam na inkarnację Pana. Kocham ludzi, którzy należą do linii Bharadwadźa i nie pozwalam im padać przede mną na twarz.” {Peddabottu żyła w obecności Swamiego, gdy w latach 60-tych [1963 r.] publicznie wyjawił tę historię wielbicielom – dop. Bala.}


Shirdi

W Shirdi byłam 10 – 15 razy. W czasie ostatniej wizyty Baba zawołał mnie i dał mi Udi [popiół]. Wiedział, że nie będę mogła ponownie Go odwiedzić. Dwa razy wezwał mnie i kazał mi wykonać padanamaskar [pokłon do stóp]. Wręczył mi kawałek swojego kafni [szaty] i kazał go pilnować.

Poszłam do Śirdi Baby i poprosiłam: “Za cokolwiek się wezmę, nic nie idzie gładko. Proszę, daj mi mantropadeś [osobistą mantrę].” On odrzekł: “Już mówiłem ‘nie’, ale ty się upierasz.” Chociaż Baba nie mówił w telugu, ludzi z Andhra [Pradeś] traktował bardzo dobrze i z wielkim uczuciem. Pewnego dnia zrobiłam dla Niego puran poli (smażona słodycz), ale On gdzieś poszedł. Znalazłam Go pod drzewem, gdzie siedział oparty o pień. Miał stos monet. Brał monetę, przecierał ją, wymawiał imię wielbiciela i coś w rodzaju: “Jesteś psem, osłem, obyś spłonął, obyś umarł, obyś sczezł.” Po takiej burze odkładał monetę do torby. Gdy przyszłam, zostały tylko trzy monety – Abdullaha, Lakszmi i moja. Wypowiedział moje imię ‘Gori’ i zaczął besztać. Poczułam jak wszystkie pięć życiowych tchnień mojego ciała burzy się. Zauważył mnie i czterokrotnie uderzywszy mnie po plecach powiedział: “Nie rób tego więcej.”

Poszłam do Dwarakamayi [mieszkania Baby] i stwierdziłam: “Babo, mam już prawie trzydzieści lat. Wiele przecierpiałam. Chcę zrobić coś dla świata lub Boga i zostać wyzwolona. Proszę, daj mi upadeśę.” Wpadł w złość i kopnął mnie. Poszłam miedzy drzewa i płakałam. Powoli podszedł do mnie i polecił: “Chodźmy do ogrodu Lendi.” Wyciągnął rękę i pojawiły się dwa ćapati [naleśniki] i kowa [słodki przysmak z mleka]. Kazał mi je zjeść. W podobny sposób pojawił się mały gliniany dzbanek z wodą. Spytał mnie: “Czy już przeszła ci złość?” Odpowiedziałam: “Jestem bardzo szczęśliwa. Daj mi dobrą mantrę.” On na to: “Ciągle wołasz ‘mantra, mantra.’ Przysięgnij, że nie wyjawisz, co ci teraz powiem. Powrócę z tym samym imieniem w Andhra Pradeś. Przyjdziesz wtedy do Mnie. Zatrzymam cię przy sobie i obdarzę radością. Abdullah, Nana Dixit i inni nie zobaczą Mojej drugiej postaci Awatara. Tylko ty ją zobaczysz.” Następnego dnia spytałam Abdullaha o monety i besztanie. On wyjaśnił: “Każde Jego besztanie jest dla wielbiciela błogosławieństwem. Jego obelgi mają następujące znaczenie:

Jesteś psem – miej wiarę i zadowolenie.

Jesteś osłem – służ nie oczekując odpłaty.

Obyś spłonął – niech spalą się wszystkie twoje złe cechy.

Obyś umarł – niech umrze twoje ego.

Obyś sczezł – niech przepadnie wszystkie sześć twoich przywar; obyś przepełnił się czystością.”


Gdy wróciłam do Rajahmundry, moja ciotka była już chora. We śnie Baba powiedział jej: “W następne Ekadaśi będziesz musiała przyjść do mnie.” Umierając powiedziała: “Rama Ćandra Raghuwira” [imiona Ramy]. Otrzymaliśmy czasopismo, w którym była wzmianka, że Śirdi Baba osiągnął mahasamadhi [zmarł] o drugiej po południu w czasie Widźajadaśami [ostatni dzień świąt Daśary]. Wiadomość ta łamała mi serce; ‘Planowałam pojechać do Baby. Nawet gdy postanowię zrobić coś dobrego, nic z tego nie wychodzi. Mam mnóstwo pieniędzy, ale nie potrafię zrobić nic dobrego. Lepiej już umrzeć.’ Gdy byłam już gotowa skoczyć do Godawari, stwierdziłam, że trzyma mnie ktoś podobny do mojego wuja. Powiedział: “Masz wiele rzeczy do zrobienia. Chodź.” Gdy dotarłam do domu i obróciłam się, jego nie było. Rozpłakałam się: “Babo, ochraniasz mnie nawet po opuszczeniu swojego ciała. Wybacz mi, proszę.” Postanowiłam pójść do Dwaraka Hills wspomnianych przez świętego z Pendżabu. Mój brat Ramana zdecydował się wstąpić do aśramu Ramany. Kazałam mu wysłać Bharadwadźę do jej rodziców. Dałam mu mojego Gopi (złotą figurę Kriszny).

Dwaraka Hills

Z Vijayawady przybyłam do Omkara Kshetry w Udźdźajn i przekroczyłam tamtejszą rzekę. Kupiłam ceramiczną figurę Pondicherry (Puduććeri) Kriszny i nie rozstawałam się z nią. Miałam tuzin pudełek zapałek i wodę w plastikowym pojemniku. Pozostało mi 20 rupii na słodycze. Po pięciu dniach pieszej wędrówki doszłam do podnóża owej góry. Po modlitwie do Omkar Baby znalazłam wejście podobne do okna. Zużywszy wszystkie zapałki szłam w ciemności. Po dwóch dniach doszłam wreszcie do końca tunelu i zobaczyłam jakichś ludzi. Znalazłszy mały zbiornik wody, najpierw wykąpałam Gopiego, a potem siebie. Następnie odprawiłam dźapę i dhjanę [medytację]. Miejsce obfitowało w owoce i kwiaty.

Usiadłam ze swoim Gopim pod drzewem z dala od ludzi. Ludzie ci padali na twarz przed guru, który wygłaszał dyskurs. Nie obdarzyli mnie nawet spojrzeniem. Czwartego dnia najłaskawszy Omkar Baba przyszedł do mnie i rzekł: “Chciałem cię sprawdzić. Moi uczniowie mają więcej współczucia niż ja. Od jutra będą gotowi oddać za ciebie swoje życie.” Nauczył mnie Maha Taraka Mantrę [wielką mantrę wyzwolenia] i kazał mi wykonać jeden kror [10 milionów] dźapy [powtórzeń] w celu zdobycia dźapasiddhi [siddhi – moce jogiczne]. Powiedział też: “Będziemy nazywać cię Radha. Jesteś Radhą tej kali jugi.” [Małżonka Kriszny Radha niekiedy uważana jest za awatara bogini Lakszmi, małżonki Wisznu.]

Istniało tam pięć grot z siedzącymi w nich w pozycji padmasany [lotosu] pięciu riszimi. Było też pięć homakund [miejsc składania ofiary]. Gurudźi powiedział mi: “Są to Maharszi [wielcy mędrcy]. Odprawiają pokutę przez tysiące lat. Ich ciała są podobne do ognia. Naszą dharmą [obowiązkiem] jest właśnie dbanie o nich, kontemplacja i służenie im.”

Minęło sześć lat i któregoś dnia Gurudźi powiedział do mnie: “Twój ulubiony Bóg zstępuje w celu wydźwignięcia świata. Musisz się tam udać. Twój Gopala obdarzy Darśanem w innej postaci. Ale przez jakiś czas będziesz musiała stawiać czoło trudnościom. Gdybyś nawet zechciała tu wrócić, nie znajdziesz drogi.” Przypomniało mi się doświadczenie przeżyte w Nepalu, gdy kąpałam się w rzece Gandaki. Modliłam się wtedy przez trzy dni bez jedzenia. We śnie przyszedł stary bramin i powiedział: “Twój Bóg przyjdzie w innej postaci. Nie będzie to zwykła inkarnacja. Jako swoją broń będzie posiadał satję, dharmę, śanti i premę [prawdę, prawość, pokój i miłość] i ustanowi rozmaite placówki oświatowe. Ujmie cały świat. Będziesz żyła w Jego bliskości.” Był to Pan Śiwa, który przyszedł w tej formie, by mi to powiedzieć.


Aśram

Przemierzywszy miejsce pokuty, tunel, las i rzekę, w końcu wstąpiłam w świat ludzi. Napisałam do brata w Ramanaśramie, aby przywiózł mi mojego Gopi i pieniądze. Postanowiłam założyć Akhila Bharata Sai Sadanam [Ogólnoindyjski Dom Sai] imienia Śirdi Sai. Aśram ten rozwijał się szybko. Mieliśmy 150 dzieci. Ponieważ pieniądze w banku skończyły się, postanowiłam zarabiać na recytowaniu Harikath [opowiadań o Bogu]. Gdy tak chodziliśmy w różne miejsca, pewna kobieta ukradła mi złotego Krisznę oraz mangalasutrę [ślubny naszyjnik]. Później okazało się, że straciła ona swojego jedynego, 18-letniego syna, zaś mężczyzna, który przetopił figurę Kriszny, stracił wzrok.

Od dnia, w którym ukradziono mi mojego Gopi, przybyło mi problemów. Ktoś próbował mnie zabić, a kto inny chciał zniszczyć mi głos. Wróciłam do domu i tu też zastałam złą sytuację. Odesłałam starsze dziewczyny. Odprawiłam do domu także dzieci, które posiadały krewnych i rodziców. Zabrałam ze sobą jedynie 20 małych dzieci. Doszliśmy do wioski Chanugonda, gdzie zaprosił nas pewien sadhu [święty]. Zbudowano nam dom i w sześć miesięcy liczba dzieci wzrosła do 130. Minęły trzy lata. Niektóre ze starszych dzieci zostały poślubione. Pozostało mi tylko kilkoro.

[Tłum. KMB]        



Peddabottu i Sathya Sai Baba

Autobiografia Peddabottu (1888–1986) - Cz.II 
współczesnej Śirdi Sai i Sathya Sai (wyjątki)


Garli Śarada (Sharada) Dewi albo Pedda Bottu była jedną z nielicznych, a może wręcz jedyną, osobą która osobiście znała i wielbiła Śri Śirdi Sai Babę oraz Bhagawana Śri Sathya Sai Babę. Chociażby z tego jednego powodu jej świadectwo jest wyjątkowo ważne. W innym miejscu przedstawiliśmy pierwszą część wyjątków z jej książki Autobiography – Peddabottu wydanej ostatnio po angielsku (pierwotna wersja była w telugu) przez Sathya Sai Books and Publications Trust. Fragmenty wybrał Bala Subramanian i udostępnił w internetowych archiwach Sai-Netu. W tamtej części znajdowały się wspomnienia Śarady z czasów Śirdi Baby, zaś tutaj proponujemy te z okresu Parthi Baby.


Sathya Sai

Pewnego razu udałam się z recitalami do Uravakondy, Penukondy, Vinukondy i innych wiosek. Ktoś powiedział mi o chłopcu z Uravakondy nazywanym Sathya Sai Baba. Zaraz tam pojechałam. W planie miałam recytację opowiadania w świątyni Ramy. Żona Seshamy Raju powiedziała do Swamiego: “Babcia będzie opowiadała. Przyjdziesz?” On odrzekł: “Znam wszystkie te opowiadania.” Miałam krewnego imieniem Anjaneyulu, do domu którego Baba często przychodził. Tam Go zobaczyłam po raz pierwszy.

Dwa lata później przyjechałam z Bellary. Tym razem było zupełnie inaczej. Powiedział do mnie w języku hindi: “Kiedy ci mówiłem, nie słuchałaś. Zapomniałaś i przyszłaś teraz. Jedźmy do Puttaparthi.” Zastanawiałam się, czy mam Mu wierzyć. Potem powiedział: “Musisz dać mi 16 rupii. No, dawaj.” “Jak to, bapu (chłopcze)? Już dałam” – odrzekłam. On na to: “W porządku. Nie wiedząc, że jestem Śirdi Baba, siedzisz zwyczajnie, nie robiąc nawet namasakaru.” Objęłam Jego stopy i załkałam: “Wybacz mi, proszę.” Baba powiedział: “Przyjedź do Puttaparthi. Tam ci wszystko powiem.”

W pewnym domu, w Vayilapadu, zobaczyłam zdjęcie młodego chłopca o bujnych włosach. Tam dowiedziałam się, jak dojść do Puttaparthi, dzięki czemu wkrótce znalazłam się w Starym Mandirze. Pokłoniłam się do stóp i ofiarowałam Mu banany, winogrona i puran poli [smażona słodycz]. On powiedział: “Kazałem ci zamknąć aśram. Czy zrobiłaś to?” “Nie zapomniałam. Widziałam piękne zdjęcie. Nie wiedziałam, że to Ty. Zobacz jak jest piękne!” – odpowiedziałam, a On zauważył: “Nie tylko to; zobaczysz zdjęcia piękniejsze od tego” – i zaśmiał się. Pomyślałam, że może to być Ten opisany w Kaladźńianie Brahmagaru jako “Wielki,” który urodzi się wśród czterech gór.

Z Babą widziałam się w 1940 r. w Uravakondzie i ponownie w 1943 r. w Starym Mandirze. Pojechałam do aśramu, by go zlikwidować. Podobnie jak w Rajahmundry, wszystko skradziono. Pojechałam do Kurnool, pobrałam z banku pieniądze i zabrawszy dokumenty aśramowe, wróciłam prosto do Parthi. W latach 1940 – 1958 często jeździłam tam i z powrotem. W 1958 r. zamieszkałam u Baby na stałe. Zwykle jeździłam za Swamim, gdziekolwiek się wybierał. Pewnego razu powiedział: “Dlaczego nie możesz usiedzieć spokojnie w jednym miejscu?” Odtąd pozostawałam w Starym Mandirze. Przy bramie Daśawatar, po obu jej stronach, rosły krzewy jaśminu. Zwykle sypiałam pod jednym z nich. Widziałam stamtąd olbrzymie góry i budynki – szpital Swamiego i Prasanthi Nilayam.


Prasanthi Nilayam

Któregoś dnia Swami powiedział: “Dunnapota [bawół]! Czy nie możesz czegoś robić zamiast tylko jeść i siedzieć? Od jutra zamieszkasz w szedzie [baraku] i będziesz o niego dbać. Pilnuj przychodzących i odchodzących i przydzielaj im miejsca.” Wspomniałam o tym innym wielbicielom w Starym Mandirze, a oni stwierdzili: “Masz wielkie szczęście. Baba wezwał cię. Koniecznie idź.”

Kiedyś napisałam: “Zapragnęłam złożyć Twoje Lotosowe Stopy na moich udach i służyć Im.” Siedem czy osiem miesięcy później Swami wezwał starych wielbicieli z Bombaju na audiencję. Poprzez Kasturiego przysłał wiadomość, że ja mam przyjść i tłumaczyć. Swami kazał mi usiąść w miejscu, gdzie trzymał Stopy. Postawił swoje Stopy na moich udach i zaczął mówić w hindi. Uroniłam łzy i uszczęśliwiona masowałam Mu stopy. Wezwał mnie do tłumaczenia, ale czy było to konieczne? Tylko On potrafi w taki sposób postępować.

Pewnego razu Swami, wskazując na mnie, powiedział do kogoś: “Ona przyniosła winogrona. Każ jej, by Mi je dała.” Ja go zapytałam: “Czyż On nie jest Śirdi Babą? Poproś Go, by odpowiedział, to dam Mu te owoce.” Człowiek ten odparł: “On jest Bogiem. Nie możemy o to pytać.” Obstawałam jednak przy swoim. Gdy poszedł i zadał Swamiemu to pytanie, On roześmiał się.

Pewnego razu z Mysore [Majsur] przyjechało 16 dziewcząt. Swami powiedział: “Dlaczego przyjechałyście bez żadnej starszej osoby. Nie udzielę wam padanamaskaru.” Ja ich pocieszyłam: “Pan jest łaskawy – wezwie was.” Wezwał je i obdarował zdjęciami, padanamskarem i prasadem [poświęconym pokarmem]. Przyszły do mnie i dotknęły moich stóp, gdyż byłam starszą kobietą. Ktoś, kto mnie nie lubił, doniósł o tym Swamiemu. On postępuje ku zadowoleniu ludzi, którzy skarżą się. Kazał mi odejść. Opuściłam Prasanthi Nilayam. We śnie ukazał mi się stary człowiek i powiedział: “Czy nie zechciałabyś robić dekoracji z kwiatów na Moje urodziny?” Ja uderzyłam go w plecy, mówiąc: “Siedzisz przy mnie.” On zmienił się w mężczyznę w todze i z koroną włosów. Zawołałam: “Swami, pomyliłam się.” Po tym wróciłam do Parthi.

Kuzyn mojego męża poinformował mnie, że mój mąż jest chory. Napisałam list do Swamiego i wyjechałam. Spotkałam Rishyendramani, która dała mi swój samochód. Zabrałam męża i jego drugą żonę do szpitala w Madrasie. Po pięciu dniach od operacji czuł się dobrze. Zostawiłam ich w Ammanabrolu i wróciłam do Parthi. Swami przyjechał z Bangalore. Gestami dał do zrozumienia, że wydałam 500 rupii i powiedział: “Tak kochają mężów, że gotowe są za nich umrzeć. Ale nie ma znaczenia to, co Bóg dla nich robi!”

Zdarzyło się, że suka powiła cztery szczenięta i odeszła. Szczenięta zabawiały się szatą Swamiego, pociągając ją. Swami kazał mi zaopiekować się nimi. Powiedziałam: “Jak mam się nimi opiekować, gdy Ty się mną opiekujesz?” On odparł: “Rozwiń te cechy!”

Pewnego razu poszłyśmy z Ramanammą posprzątać pokój Swamiego. Swami, który w pewnej chwili stał przed nami, nagle znalazł się za nami mówiąc: “Idę.” Natychmiast upadłam Mu do stóp i powiedziałam: “Panie, masz tak wielkie moce.” Nigdy nie zapomnimy tej lili [cudu], gdy znalazł się za nami, kiedy myśmy widziały Go przed sobą.

Kiedyś zrobiłam upmę [pieczywo zbożowo-warzywne] i przyszłam dać ją Swamiemu. Usłyszałam rozmowę. Swami włożył banknot do ręki swojej matki, a ona powiedziała: “Jakbyś tracił własność swojego ojca. Daj resztę – dzieci będą prosić.” Swami odparował żartując: “A co, jeśli nie dam – czy zwiększy to własność twojego ojca?” Po raz pierwszy słyszałam matkę i syna mówiących w taki sposób. Cokolwiek powiedziała, On to uszanował i stosownie do tego postępował. Do jej słów przykładał wielką wartość.

Pewnego razu Jego matka zachorowała. Powiedziała mi: “Swami dał mi wibhuti. Kiedy odchodził, widziałam, że ma koronę na głowie i łuk w ręce; pojawił się jako Pan Rama.” Trzykrotnie powtórzyła: “Swami jest Bogiem. Swami jest Bogiem. Naprawdę, On jest Bogiem!” Zostało to powiedziane mnie osobiście.


Lile (Cuda)

Poszłam kiedyś pod drzewo banjan [figowiec] robić dźapam. Usiadłam i zobaczyłam jakieś niebiańskie istoty wychodzące z pokoju Swamiego. Przepłynęły nad budynkami, skałami i górami. Emanowały poświatą i nosiły girlandy. Słyszałam muzykę. Powoli podeszłam i otworzyłam drzwi do sali bhadźanów. Wszyscy głęboko spali, ale ciągle słyszałam muzykę i odgłosy ozdób na kostkach – takich, jak gdyby ktoś tańczył. Zrozumiałam, że jakieś niebiańskie istoty musiały przyjść, by zabawiać Swamiego.

Pewna kobieta ofiarowała Swamiemu szatę i wszystkim o tym opowiadała. Swami kazał ją pociąć i pozszywać w festony do dekoracji, po czym pokazał to jej. Powiedziałam tej kobiecie, że nie należy rozgłaszać tego, co się zrobiło dla Boga.

Niektórzy z krewnych Swamiego zbesztali nas. Mówili, że gromadzimy się przy Swamim jak prostytutki. Swami powiedział im: “Przyszedłem dla Moich wielbicieli. Gdziekolwiek są, będę z nimi.”

Powiedziałam kiedyś do Swamiego: “Miałam sen, w którym Twoi krewni rozgłaszali plotki.” On odpowiedział: “Dunnapota! To nie sen. Jeden był niski, a drugi wysoki, nieprawdaż? Myślą, że dałem ci pieniądze i skłoniłem do napisania tej książki. Próbowali cię zabić, a potem przekupić. Kto jest w stanie cię zabić, gdy Ja tu jestem?”

Kiedyś przebudziłam się w środku nocy i wypowiedziałam: “Om Śri Sai Ram.” Swami wyszedł na balkon i powiedział: “Jak mam spać, gdy ty Mnie wzywasz? Co to jest dźapam? Powtarzanie Imienia i wzywanie Boga to to samo.”

Pewnego razu zapytałam Swamiego o pisanie książek. On wyjaśnił: “Czy wiesz, czym jest sahadźa karuna (wrodzone współczucie) Sai? Nie pisz o tym – nikt tego nie potrafi sobie wyobrazić. Wplataj sahadźa karunę Sai w opowieści w ogólności.” Pisałam bez przerwy od 8–ej rano do 11–ej wieczorem. Wiele ciekawych faktów pojawiło się bez mojego udziału. Stopniowo zostały opublikowane wszystkie cztery książki: “Sai Mata” [Matka Sai], “Sai Ramudewaru” [Bóg Sai Rama], “Sai Rama Nama Mahima” [Potęga Imienia Sai Rama] i “Sai Mahimai” [Cuda Sai]. Później pisałam skecze dla balwikas, spisałam dyskursy pierwszych letnich szkół, zapisałam wystąpienia Swamiego o ślokach Bhadźagowindy. Napisałam też “Nenu Na Sai Ramudu”, “Sathya Sai Wratakalpam” i “Lekhawali.”

Swami zjawił się w moim śnie i poinstruował mnie, jak pisać “Sathya Sai Wratakalpam.” Chciałam włączyć Nawagraha Sthapanę. Swami powiedział: “Opisz Ganapati Pudźę, Moją Pudźę, powiązaną z historiami – to wystarczy.” Zwróciłam się do Kasturiego, a on zaprotestował: “Czyją historię opiszesz? Wywoła to kłótnie.” Swami znów zjawił się w moim śnie i rzekł: “Dunnapota! Czy Ja mam tylko pięciu wielbicieli? Mam ich lakhy [setki tysięcy]. Nie pisz o nikim, tylko o Mnie.” Gdy skończyłam pisanie, odłożyłam wszystko do pudełka, a Swami poprawił rękopis w kilku miejscach czerwonym atramentem. Kilkakrotnie napisałam “Sarwa Dewata Swarupa [Ucieleśnienie wszystkich Bogów],” a Swami poprawił to na “Sarwa Dewata titha Swarupa [Ucieleśnienie miłości wszystkich Bogów].” Wszędzie postawił znaczek ^ i dopisał “titha.” Wspomniałam, że Swami chodził z dziećmi, śpiewając bhadźany. On dodał: “chodził od ulicy do ulicy.” W jednym miejscu dopisał: “Dharma nigdy nie zaginie.” Tam, gdzie napisałam “Phalaśruti” (owoce czytania), znaczące, że ci, którzy to robią, będą ochraniani przez Swamiego, On poprawił na: “Pan Sai z wielkim uczuciem zaopiekuje się nami i zaspokoi wszystkie nasze pragnienia.” Nic nie mówiłam Swamiemu, ani nie dawałam Mu rękopisu. Kasturidźi zauważył: “Pan Rama poprawił książkę Pothany, a teraz Sai Rama poprawił twoją książkę.” Starannie zachowałam ten rękopis.

Gdy układałam rangoli [tradycyjne kolorowe wzory z piasku lub mąki ryżowej przy wejściu do domu], Swami spytał: “Czy twój pati (mąż, pan) przyjedzie?” Odpowiedziałam: “Przybędzie Dźagatpati [Pan Świata].” Klepnęłam Go w brzuch i dodałam: “To jest mój Dźagatpati.” Innym razem układałam kwiaty, a Swami rzekł: “Te kwiaty użalają się, że kobiety przecinają im szyję.” Ja odparłam: “Te kwiaty powinny nam to powiedzieć, zamiast donosić Tobie.” On na to: “Czy znasz ich język? Ja wiem wszystko, gdyż jestem Dźagatpati.” Mówiąc to klepnął się w brzuch. Oto w jaki sposób oznajmił o swojej Boskości.

Pewnego razu czułam się źle, a Swami kazał mi odpocząć. Po powrocie z Bangalore spytał: “Jeszcze żyjesz? Kutumba Rao pisał, że Pedda Bottu zmarła. Przyjechałem, by sprawdzić czy cię pochowali, czy spalili.” Odpowiedziałam: “Jak mogę odejść bez Twojego pozwolenia?”

Modliłam się do Swamiego o apartament i trzymałam pieniądze na ten cel. Napisałam wiele listów, ale wszystko na próżno. Mieszkałam na werandzie bez żadnej osłony. Kiedyś powiedział: “Weź swojego pati i przyjedźcie – dam wam dom.” Odparłam: “Gdy Dźagatpati mnie ochrania, kogóż mam sprowadzać?” Następnego dnia wezwał Kutumbę Rao i polecił: “Pedda Bottu powiedziała, że da pieniądze. Idź i weź je.” Po 15 dniach Swami kazał mi przenieść się do apartamentu SA–23.

Swami wykonał grihapraweśam [uroczyste wejście do domu] wszystkim blokom, oprócz South Block. Prosiłyśmy przynajmniej o padanamaskar, ale on uciekł, mówiąc, że nie wszyscy są obecni. Dwa lata później cierpiałam na bóle w plecach. Swami przyszedł, wchodząc po schodach. Przyczołgałam się do drzwi. On powiedział: “Wstań” i pomógł mi wstać. Umyłam Mu stopy i wytarłam je. Zamknąwszy oczy, założyłam Mu girlandę. Chciałam dotknąć Jego policzków, ale poczułam, że są to policzki Śirdi Baby z brodą. Swami wykreował sześć tabletek i nakazał: “Zjedz je w ciągu trzech dni, a będziesz tańczyła.” Po trzech dniach pobiegłam na sewę [służbę] z koszami na kwiaty.

Pewnego razu Swami dał mi piękne sari, ale miało tylko 5 jardów [ok. 4,5 m] długości. Napisałam do Niego: “To dla mnie nie wystarczy. Proszę nie komentować tego przy innych.” Przysłał mi sari siedmiometrowe! W związku z tym kiedyś wspomniałam: “Nie sari, lecz mądrości chcę.” On rzekł: “Tak. Tak. Mądrość nadejdzie” i uśmiechnął się.

Kilka razy mówił mi, że wyda mnie za Karunjanandę. Zastanawiałam się nad tym i zrozumiałam. Bóg jest ucieleśnieniem karuny i anandy [miłosierdzia i błogości]. On chce, bym połączyła się z Nim i błogosławi mnie ku temu celowi.

Kiedyś robiłam rangoli, a Swami przez Kasturiego przysłał mi odznakę. Włożyłam ją do kieszeni i zajęłam się rangoli. Nie zauważyłam, że przyszedł Swami. Powiedział: “Gdzie ona jest?” Zrozumiałam, że gniewa się, że robię sewę nie nosząc odznaki. Uśmiechnął się i odszedł.

Byłam chora, a lekarz powiedział: “Na dobitkę doszło jeszcze ciśnienie krwi.” Popadłam w przygnębienie i dużo płakałam. We śnie przyszedł do mnie Swami i rzekł: “Dunnapota! Weź pięć lub sześć ząbków czosnku, pognieć je i dodaj do zsiadłego mleka. Pij je wcześnie rano na pusty żołądek. Jeśli tak postąpisz przez pięć dni, wszystko zniknie.” Zrobiłam jak kazał i po trzech dniach po chorobie nie było śladu. Wielu ludziom dałam tę receptę. Jeśli zastosować się do tego przepisu przez pięć dni i powtórzyć go w podobny sposób trzykrotnie, choroba całkowicie zniknie.

Kiedyś bolał mnie palec u nogi – ropiał. Swami kazał mi utrzeć trochę liści z wibhuti, obłożyć tym ranę i pozostawić tak przez trzy dni. Ponieważ liście takie są dostępne wszędzie, opowiedziałam wszystkim o tym sposobie. Użyłam go nawet na ukąszenie skorpiona i wyleczyłam tę osobę. (Nazwa rośliny nie jest wymieniona w książce – dop. Bali).

Swami zainicjował Komitet Samorządowy składający się z Nandy, Kundy, Sunithy, Balbir, Saraswathi, Meenakshi, Jayalakshmi, Kamalammy i mnie. Pisałyśmy listy, które ja odczytywałam na głos. Kiedyś Swami napisał: “Czy wy wszystkie chcecie tylko jeść i siedzieć? Jaki pożytek z Mojego przebywania z ludźmi, którzy nie pracują ciężko i są leniwi?” Zorganizowałam spotkanie kobiet i wybrałam z nich 27 pań. Cztery z nich codziennie stawały w określonych miejscach i czuwały, by panował spokój. Zrobiłam tablicę z rozkładem dyżurów. Kupiłam latarki i rozdałam je mówiąc, że mają zadbać o to, by w aśramie zawsze panował spokój. Przekazałam Swamiemu informację o naszej “Niśabdatha Sewa Sangam [Służebne Ugrupowanie Milczenia].” Swami spytał, dlaczego mężczyźni nie podejmują żadnej działalności służebnej. Później oni także z miłością i entuzjazmem podjęli się sewy. Swami ustanowił siedem komitetów, a ja należałam do dwóch: Bezpieczeństwa i Samorządowego.

Po rozwiązaniu Komitetu Samorządowego 4 sierpnia 1977 r. Prasanthi Nilayam stało się miastem. Baba wydał przyjęcie i mnie na nie zaprosił. Stwierdziłam, że w żołądku nie mam już miejsca. On pochylił się i podpowiedział mi do ucha: “Poluzuj ubranie, a wszystko będzie dobrze.” Wszyscy widzieli, jak Swami do mnie mówi, ale ja tylko się uśmiechnęłam i milczałam.

Pewnego razu we śnie zobaczyłam Swamiego w kolorze błękitu spoczywającego na pięknym łóżku z lewą ręką pod głową. Obok Niego stała piękna kobieta nosząca liczne klejnoty. Zaczęłam masować Mu stopy. Kobieta kazała mi odejść. Ja usilnie nalegałam na pozostanie. Nagle Swami zerwał się i odszedł, mówiąc że wielbiciele czekają. Innym razem spytałam Go o tę niewiastę. On oznajmił: “Ona zawsze jest ze Mną. Gdziekolwiek idę, ona idzie za Mną.” Zrozumiałam, że Swami jest Narajaną, a ona to Maha Lakszmi.

Kiedyś uchwyciłam Swamiego za stopy, zamknęłam oczy i złożyłam głowę na Jego stopach. Zobaczyłam wtedy małego Krisznę w żółtej jedwabnej szacie i Jego małe stopy z ozdobami na kostkach. Po długim czasie odzyskałam świadomość i spytałam: “Dlaczego nie dajesz pełnego Darśanu?” On odrzekł: “Gdy obdarzyłem cię połowicznym Darśanem, byłaś w połowie nieżywa.”

W pobliżu stołówki zbudowano olbrzymią halę, ale pewnego dnia Swami kazał ją zburzyć. Zapytałam Go o to, a on odparł: “Budować i niszczyć to Moje zadanie. Urodzić się i umrzeć, to zadanie twoje.” Gdy w Nilayam ktoś umierał, zwykle pomagałam w ostatnich obrządkach. Kiedyś w Bangalore Swami powiedział: “W Nilayam zmarła twoja siostra Narasamma. Udałem się tam i dałem jej wibhuti<, chociaż nikt nie przysłał Mi telegramu.” Później, kiedy wrócił do Nilayam, mówił o niej w dyskursie.

Kiedy mieszkałam z państwem Appa Rao w Vishakapatnam, nabawiłam się nadciśnienia krwi. Potem z tego powodu odczuwałam ból w lewej ręce. Z powodu paraliżu byłam całkowicie przykuta do łóżka. Do Parthi przyniesiono mnie na noszach. Swami kazał Kutumbie Rao dać mi wózek inwalidzki. Żyję teraz z tym paraliżem. W czasie obozu medycznego w 1982 r. Swami kazał lekarzom zoperować mi oczy. Trzymał mnie za rękę, gdy zdejmowali bandaże. Uśmiechnął się i odszedł, powoli wyjmując swoją rękę z mojej.


Z listów Baby do mnie

1. Następujące osoby powinny być obecne o godz. 10 rano w pobliżu pokoju audiencyjnego: Balbir, Nanda, Dr.Jayalakshmi, Kunda, Saraswathi, córka Kulkarniego, Ayyangarla Kamalamma, Sharada, Meenakshi.

2. Śaradamma, przyjmij Moje błogosławieństwa ... Sadhana [praktyka duchowa] bez dyscypliny, życie bez zasad, pociąg bez lokomotywy, zera bez cyfr, mantra bez omkaru [AUM] – wszystko to jest bezużyteczne. Aśram bez dyscypliny jest bezcelowy. Ludzie, którzy nie przestrzegają dyscypliny, są jak bawoły. Najlepiej ich odprawić. Można powiedzieć, że dla takich ludzi w aśramie nie ma miejsca.

3. Balbir, Nanda i Pedda Bottu – przyjmijcie Moje błogosławieństwa. Kobiety, które przyjeżdżają same, powinny być kwaterowane w szedzie przy kantynie. Małe dzieci możesz odesłać po Urodzinach. Do tego czasu dopilnuj, aby przestrzegały dyscypliny. Każ Vijayi, aby od dzisiaj zaczęła bhadźany. Pieśni należy śpiewać raz lub dwa razy, a nie wiele razy. Śpiewajcie tylko pieśni zawierające Imiona, nie śpiewajcie przydługich pieśni. Wieczorami gra na winie powinna trwać pół godziny. Powiedz im, by grali na winie podczas Suprabhatam [porannej modlitwy]. Starzy wielbiciele zajmowali mnóstwo miejsca w szedzie. Zużywa się bardzo dużo wody, a szambo jest pełne. Znajdź kogoś, by dopilnował, żeby nikt nadmiernie nie zużywał wody ani nie prał ubrań. Przyzwyczają się do tego.

4. Do Peddabottu z Błogosławieństwami... Mam nadzieję, że wszyscy wykonują swoje obowiązki i nie marnują czasu... Wielbiciele będą mieli sporo problemów, gdyż pociągi i autobusy nie chodzą regularnie... Wygoda i błogość wielbicieli jest Moją błogością... Działaj zgodnie z poleceniami Swamiego. Ważne jest polecenie Swamiego, a nie to, co mówią inni.

Od rana nie miałem nawet sekundy odpoczynku. Ponieważ pada, nie mogłem wykonywać pracy, dla której przyszedłem. Chatterjee przedstawił Mi szczegóły. Kobiety przejmują dodatkowe obowiązki. To dobrze. U mężczyzn nie ma zmiany. Jeśli jest, to na złe. Ludzie, którzy nie rozumieją natury Swamiego, pogubią się. Taki jest ich los.

Człowiek otrzymuje bliskość Swamiego dzięki wcześniejszym zasługom. Tym, którzy czynią wysiłki, ta zasługa zostanie też dodana i zbliżą się jeszcze bardziej. Gdy tego nie robią, pozostaną w Mojej bliskości tylko do czasu, aż nie wyczerpią się wcześniejsze zasługi; potem odchodzą. Takie jest prapti (przeznaczenie) ludzi w Prasanthi Nilayam. Jeśli przemyślisz to i zaraz wprowadzisz stosowne poprawki, to dobrze. Jeśli nie masz szczęścia, nic na to nie można poradzić.

6. Ciało jest rydwanem dla Pana. Obowiązkiem człowieka jest dbać o nie. Jest to główne narzędzie pozwalające zobaczyć Boga. Musisz okazywać mu wdzięczność. Posilanie się i sen o właściwej porze są niezbędne do utrzymania go w dobrej kondycji. W przeciwnym przypadku nie będzie w stanie prowadzić nawet najłatwiejszej sadhany. Pozostając w szpitalu, odpoczniesz trochę; łazienka jest tam bardzo wygodna. Masz uszkodzone płuca. Od tego tygodnia odpoczywaj w szpitalu. Załatwię mleko, twaróg i ghi [klarowane masło]. Załatwię też środki wzmacniające i zastrzyki.

Każdy list jest diamentem. Wszyscy powinni je czytać i stosować się do ich treści. Smutno mi, że nie zdołaliśmy poprowadzić komitetu, jak kazał Swami. Powiedział, że zostawia to całkowicie w naszych rękach, ale my nie potrafiliśmy utrzymać komitetu. Być w Jego fizycznej Obecności i nie zastosować się do Jego polecenia znaczy tyle, co żywa śmierć. Po tym wszystkim dotknął mnie paraliż. Sześćdziesiąte Urodziny Pana będą obchodzone okazale. Nie mam oczu. Mam jednak nogi. Co zobaczę? Czy przynajmniej dożyję, by to zobaczyć? Tylko On to wie.

Służyłam Śirdi Babie. Mogę wiarygodnie zaświadczyć, że Śirdi Baba reinkarnował się jako Sathya Sai Baba. Można dostrzec wiele podobieństw takich jak usta, nos i ruchy rąk. Obu widziałam. Obserwowałam, jak chronią wielbicieli. Nie marnujcie czasu na rozmyślanie o różnicach. Przychodźcie zobaczyć obecnego Awatara i zostańcie wyzwoleni. Wszelkie trudności, straty i smutki odnosiły się tylko do mojego fizycznego ciała. Nigdy nie stanęły na przeszkodzie mojej sadhanie. Moja dusza zawsze rwała się w zachwycie. Pragnę, by wszystkie moje siostry i bracia postępowali podobnie i zostali wyzwoleni.


Nektarowe nauki (mniej znane)

– Nie musisz się wysilać, by Mnie dostąpić. Jeśli masz Wiarę i czujesz potrzebę, to wystarczy.

– Ludzi nie zmienimy mówieniem. Nauczą się tylko przez przykłady. Stańcie się więc przykładni, to wystarczy.

– Człowiek nie jest po prostu istotą wrzuconą w stworzenie. Jest on Bogiem w ludzkiej postaci.

– Bóg dał wam ciało dla dobra innych. Dopóki nie zobaczysz Boga, służ człowiekowi – nie ustawaj.

– Kiedy zbliżasz się do Mnie, istnieje możliwość, że ulegniesz spaleniu.

– Ludzie słabego umysłu ciągle są niezdecydowani. Nie traćcie wiary tylko dlatego, że ktoś coś powiedział.

– Zadziwiające jest to, że życiowy oddech, nieustanne pobieranie i wydalanie przez dziewięć otworów tego ciała-klatki, ciągle trwa w ciele. Nic w tym dziwnego, jeśli je opuszcza.

– Nie jest możliwe, by wszyscy ponownie rodzili się w tym samym miejscu. Okres, w którym ludzie żyją razem, prowadzi do cierpienia. Ktoś jest krewnym, ktoś przyjacielem, a kto inny służącym. Nie możecie wiedzieć tego, czy w poprzednim życiu był waszym dłużnikiem, wrogiem czy wierzycielem.

– Wszyscy – żona, dzieci, przyjaciele, służący, zwierzęta – nie przyszli z tego samego miejsca. Po śmierci nie spotkają się w tym samym miejscu.

– Gdy jesteśmy sattwiczni, możemy zobaczyć ucieleśnienie duchowości.

– Błogości nie dostępuje się przez proste wyeliminowanie smutku. Błogość będzie możliwa dopiero po przeprowadzeniu sadhany.

– Pewność siebie jest korzeniem. Rozwijaj go poprzez śrawanę, mananę i nidhi dhjasanę [słuchanie, refleksję i medytowanie].

– Nauka wyniesie was w przestrzeń za pomocą maszyny. Na polu duchowym, do serca dotrzecie za pomocą mantry.

– Jeśli umysł uznacie za boską moc, nie przywiąże was, lecz obdarzy wyzwoleniem.

– Aspekty zdrowia i śmierci ciała zostawcie Mnie. Jest to środek, który sprowadza cię do Mnie. W chwili, gdy zrozumiesz, że jestem tobą, kończy się jego zadanie. Dopóki tak chcę, po prostu dbaj o ciało.

– Wszyscy muszą spłacić cztery długi. Dług wobec matki trzeba spłacić przez kochanie jej, wobec ojca – przez szacunek, wobec guru – przez pokorę w stosunku do niego i wobec Boga – przez oddawanie czci.

– Wszechświat jest wszechnicą. Wystarczy kultura, by wstąpić na tę uczelnię. Kultura to język serca.

– Trzeba chcieć pożywienia, odzienia i schronienia. Ale nie dopuszczajcie wystawności i ego.

– Złoto zwykle trzyma się w żelaznym sejfie. Podobnie, cenna Atma mieści się w bezwartościowym ciele.

– Człowiek nie powinien trzymać się głupich religijnych obyczajów.

– Nie dopuszczajcie, by wasze ciało odchodziło z umysłem. Wówczas bowiem umysł powróci.

– Na chorobę potrzebne jest lekarstwo. Na niepokój potrzebna jest namasmarana [wspominanie Imienia].

– Mędrzec postrzega wszystko jako Boga. Wielbiciel we wszystkim widzi grę Boga. Karma–jogin wszystko traktuje jako sewę Boga.

[dla Światła Miłości tłum.: Kazimierz M. Borkowski; marzec 2005]      


Źródła:

http://kazik1.republika.pl/SSB/Uzupelnienia/Shirdi-Sathya.htm
http://kazik1.republika.pl/SSB/Uzupelnienia/Peddabottu.htm
http://kazik1.republika.pl/SSB/Uzupelnienia/Peddabottu2.htm

________________________

OD REDAKCJI: 

ARTYKUŁ był w roku 2007 opublikowany na portalu eioba.pl jednakże został usunięty wskutek agresywnych nacisków członków pedofilskiej mafii pospołu z działaczami pseudonauki czyli teologii z katolickich uczelni pokroju UKSW w Warszawie. Sathya Sai Baba zajmuje się m.in. zwalczaniem pedofilskiej mafii w Indii oraz Południowej Azji, czego polska mafia pedofilska znieść nie może, podobnie jak i zdrowej nauki filozoficznej prezentowanej przez tego wybitnego filozofa, etyka i uczonego indyjskiego jakim Sathya Sai Baba jest.

Artykuł usunięto z eioba.pl z adnotacją: "Artykuł został usunięty przez administrację EIOBA. Artykuł zawierał niedozwolone treści." Redakcja portalu eioba.pl zapomniała jednak napisać jakie to rzekomo niedozwolone treści artykuł zawiera! Taka jest "wolność" publikacji na rzekomo wolnościowych ale skatoliczałych i pedofilskich mafioso wspierających portalach. Tak w Polsce represjonowani i dyskryminowani są wszyscy, którzy publikują nauki filozoficzne, psychologiczne czy religijne rodem ze Wschodu...

Licznik odwiedzin: 7411827 Ostatnia aktualizacja strony: 2017-09-25 15:35:08