Ilość wejść: 640
SADHANA - Praktyka Jogi
SADHANA TO PRAKTYKA JOGI - PRZYGOTOWANIE DO WYŻSZEGO ŻYCIA
* Każda dusza jest potencjalnie boska.
* Należy przejawić w sobie tę boskość dzięki opanowaniu zewnętrznej i wewnętrznej natury.
* Czyń to poprzez pracę lub wiarę, poprzez opanowanie psychiki lub filozofię. Wybierz jedną metodę, dwie lub wszystkie i osiągnij wyzwolenie.
* Oto cała religia. Doktryny, dogmaty, obrządki, święte księgi, świątynie, wszelkie formy są tylko drugorzędnymi szczegółami.
1. Sadhana – przygotowanie do wyższego życia
Jeśli zwycięża atawizm - człowiek cofa się, jeśli ewolucja - rozwija się i kroczy naprzód; dlatego nie należy ulegać atawizmowi. Wciąż jesteśmy zbyt zajęci poprawianiem naszych bliźnich - to duże nieporozumienie! Musimy zacząć od siebie, od własnego ciała.
Oto moje własne ciało, pierwszy przedmiot badań. Serce, wątroba i wszystkie inne narządy są tak bardzo atawistyczne; obejmij je więc świadomością i opanuj tak, aby ci służyły i działały zgodnie z twoim życzeniem. To nie jest teoria: spotkałem wielu ludzi, którzy osiągnęli to wytrwałą pracą. Zapanuj nad wszystkimi nieznanymi dotąd funkcjami ciała, nad „rozległym oceanem" funkcji. Oto pierwszy etap wielkiej nauki - niezbędny dla ciebie i ważny dla pomyślności społeczeństwa, w którym żyjesz.
W naszych dalszych studiach, już nie tak istotnych ze społecznego punktu widzenia, zmierzamy do wyzwolenia. Mamy rozproszyć ciemności, oswobodzić duszę. Oto nasz cel: nadświadomość. A wówczas, po osiągnięciu tego stanu, człowiek jest wolny, osiąga boskość. Dla jego nieograniczonego umysłu odkrywają się tajemnice wszechświata; strona po stronie, aż do końca, otwiera się księga Natury.
Wydostajemy się z tej doliny łez, z życia-śmierci i dochodzimy do Jedności, gdzie nie ma już rozróżniania. I poznając Rzeczywiste, Rzeczywistym się stajemy.
Bardzo ważne jest aby żyć skromnie i spokojnie; bo jeśli trzeba przez cały dzień „gonić za zarobkiem", to trudno będzie osiągnąć wyższy cel w tym życiu. Być może w następnym życiu pojawią się bardziej pomyślne warunki...? Poważne podejście i szczere zaangażowanie sprawi jednak, że warunki zaczną się nagle zmieniać - jeszcze w tym życiu. Czy zdarzyło się, że nie otrzymaliście czegoś, co było wam naprawdę potrzebne? Tak być nie mogło. To potrzeba stworzyła ciało, to światło „wyborowało" otwory w głowie, zwane oczami, a dźwięk stworzył uszy. Przedmiot postrzegania był zawsze pierwszy, potem zaś powstawały narządy. Za kilkaset tysięcy lat lub wcześniej, możemy mieć zupełnie nowe narządy, postrzegające inne rzeczy i zjawiska.
W spokojnym umyśle nie ma pragnień. Nie powstają one też, jeśli na zewnątrz brak jest możliwości ich spełnienia. Tak więc, kiedy pojawi się poważne pragnienie - potrzeba spokojnego życia, w którym wszystko będzie sprzyjać rozwojowi umysłu - ono się spełni; mówię to z własnego doświadczenia - wcześniej czy później, ale na pewno się spełni. Miejcie takie pragnienia i tę niezłomną wiarę w spełnienie - trwajcie w nich mocno! Oczywiście jest różnica między pragnieniem, a pragnieniem. Kiedyś Guruh powiedział swemu uczniowi: - Moje dziecko, jeśli naprawdę zapragniesz Brahmana Boga, Bóg przyjdzie do ciebie. Uczeń nie zrozumiał w pełni słów mistrza. Pewnego razu poszli się kąpać i Guruh kazał chłopcu zanurzyć się w rzece. Wtedy złapał go za głowę i trzymał pod wodą szarpiącego się do chwili, aż uczeń stracił siły. Wyciągnąwszy go na brzeg, guru zapytał:
- O czym myślałeś, tam pod wodą?
- Och, pragnąłem tylko jednego oddechu!
- A czy masz tak samo silne pragnienie Boga?
- Nie, panie.
Zatem pragnij w taki sposób Brahmana Boga, a wtedy na pewno On się zjawi. To, bez czego nie możemy żyć, musi nam być dane, inaczej życie nie mogłoby trwać.
Jeśli ktoś chce być joginem, to musi być wolny; musi stać się wewnętrznie samotny i wolny od wszelkiej obawy i niepokoju. Kto pragnie wygodnego, przyjemnego życia i jednocześnie chce wyzwolenia, jest podobny do głupca, który aby przepłynąć rzekę usiadł na krokodylu (myląc go z kłodą drzewa). „Szukajcie tylko Królestwa Bożego i prawdy Jego, a wszystko inne będzie wam dane." Tylko ten otrzymuje wszystko, kto o nic nie zabiega. Ze szczęściem jest jak z kobietą we flircie: ignoruje tego, kto o nią zabiega, ale pada do stóp temu, który ledwie ją zauważa. Wszystko jest dla mistrza; niewolnik niczego nie otrzyma. Mistrzem zaś jest człowiek wolny, którego życie nie zależy od małych, niemądrych rzeczy tego świata. Żyjcie dla doskonałości, tylko dla niej. Niechaj będzie tak wspaniała i wielka, że na nic więcej nie wystarczy miejsca w umyśle.
Przyjrzyjcie się dobrze sobie i otoczeniu. Zauważycie jak niektórzy ludzie potrafią poświęcić całą swoją energię i czas, swoje ciało i rozum - wszystko, żeby tylko zdobyć bogactwo. Nie mają czasu na śniadanie! Od samego rana - praca! Wykańczają się tym ciągłym robieniem pieniędzy i nawet tego nie dostrzegają. A jeśli już są bogaci, to i tak nie są w stanie cieszyć się majątkiem - bo ciągle im mało, bo nie mają czasu. To niezwykłe! Nie mówię, że źle jest próbować zostać bogatym. To wspaniale, cudownie! Dowodzi to, że człowiek potrafi wykrzesać z siebie niebywałą energię, że stać go na ogromny wysiłek. Wystarczy tylko zmienić cel. Przecież wszyscy wiemy, że z chwilą śmierci pozostawimy cały majątek, wszystkie nagromadzone pieniądze i rzeczy, a mimo to poświęcamy tyle energii na ich zdobywanie. Czyż nie powinniśmy raczej włożyć tysiąckrotnie więcej sił i energii w osiągnięcie czegoś, co nigdy nie przepadnie, co zostanie z nami na zawsze?
Mamy jednego, wielkiego przyjaciela: nasze własne dobre czyny, naszą duchową doskonałość, która będzie zawsze z nami. Wszystko inne pozostawimy, razem z ciałem.
Niezwykle ważny jest pierwszy stopień: prawdziwa, gorąca tęsknota do doskonałości. Dalej już wszystko przychodzi łatwo. Jest to, moim zdaniem, duże osiągnięcie myśli indyjskiej. Hindusi od wielu wieków starali się za wszelką cenę dotrzeć do prawdy (Satyah). Tu, na zachodzie wielkim celem jest postęp materialny i wygoda.
Pomyślcie, jak wielkim dobrodziejstwem w tym życiu jest walka; zmaganie się jest wspaniałą lekcją. Jeśli jest jakaś droga do niebios, to, tylko przez piekło. Każda dusza, Atma-purusza, zmaga się z trudnościami, spotyka na drodze śmierć, a mimo to nieustraszenie kroczy naprzód. Wtedy wzrasta, jaśnieje - niepokonana. W końcu spostrzega jak śmieszny i mały - w porównaniu z nią samą stał się ideał, o który walczyła. Widzi, że przerosła wszelkie możliwe ideały i już wie: - Jestem początkiem i końcem, czystą Jaźnią, z którą nic nie może się równać.
Czy jakakolwiek rzecz może się równać z moją Duszą – Atma-puruszą? Nigdy nie było, nie ma i nie będzie takiej rzeczy! Moja Dusza jest najwyższym ideałem, jaki mogę mieć. Urzeczywistnienie prawdziwej natury jest jedynym celem mego życia.
Nie ma rzeczy bezwzględnie złej, a szatan istnieje tak samo jak Brahman Bóg. Powiedziałem już: jedynie przez piekło wiedzie droga do niebios. Wciąż popełniamy w życiu jakieś błędy. Nic to! Nie ustawajcie w dążeniu. Nie oglądajcie się wstecz; nawet jeśli wam się zdaje, że coś zrobiliście źle, nie tak jak należy. Uwierzcie, że nie bylibyście dzisiaj tym, czym jesteście, gdyby nie wasze wczorajsze błędy. Błogosławione zatem są te błędy - nieoczekiwanie okazują się być aniołami. Błogosławione nich będzie cierpienie! Błogosławione szczęście! Nie rozmyślajcie o swoim losie, kroczcie do przodu, nie zważając na błahostki i na błędy. Na tym polu walki powstanie gęsta kurzawa z pyłu waszych błędów.
Nie zniosą tego zbyt słabi i delikatni - sami ustąpią placu. Ale nie wy! Ta niezwykła wola walki, ta krańcowa determinacja - setki razy silniejsza od tej, którą przejawiacie przy zdobywaniu wielkim przygotowaniem.
Już za nią musi przyjść medytacja. Medytacja (Dhyaana) to wielka rzecz, największe zbliżenie do duchownego życia. Tylko w takiej chwili waszego codziennego życia, kiedy Dusza czuje sama siebie i wolna jest od wszelkich przedmiotów, przekraczacie materię, uwalniacie się od ciała.
Ciało może być naszym wrogiem, ale i przyjacielem zarazem. Któż z was może się pogodzić z cierpieniem, swoim czy bliskich? A jak w przypadku, gdy patrzycie na nieszczęście i cierpienie przedstawione na obrazie? Obrazy nie mogą nas dotknąć ani zranić, ponieważ są nierealne, ponieważ nie utożsamiamy się z nimi. Widok najstraszniejszych scen namalowanych na kawałku płótna może nas nawet zachwycić: podziwiany barwy, technikę artysty, jego talent... Czy już rozumiecie, jak ważne jest w życiu nieprzywiązywanie się?
Osiągnijcie zatem stan Świadka (Drishti)! Praktykowanie asan, ćwiczenia oddechowe oraz wszelkie inne praktyki są bezużyteczne, zanim nie osiągniecie stanu Świadka. Pamiętajcie przez cały czas: „jestem Świadkiem", uświadamiajcie to sobie nawet w najgroźniejszych sytuacjach. „Jestem Świadkiem, nietykalną Duszą, nic z zewnątrz nie ma do mnie dostępu." Powtarzajcie, kiedy pojawią się złe myśli:
„Jestem Świadkiem, nie mam żadnego powodu ażeby cierpieć, żeby cokolwiek czynić. Skończyłem ze wszystkim, jestem Świadkiem. Ten wszechświat, to moja galeria obrazów. Oglądam różne obrazy: wszystkie są piękne — dobre czy złe.
Podziwiam geniusz artysty - Wielkiego Malarza!"
Tak naprawdę, nie ma niczego innego. On jest wszystkim. On-Ona-Matka (Amba) pojawia się, a my jesteśmy jak lalki - jej pomocnicy w zabawie. Jednego ubiera w strój żebraka, innego w strój króla, świętego, diabła.... W następnej chwili zmienia stroje; wszyscy uczestniczymy w tej boskiej zabawie.
Kiedy dziecko jest zajęte zabawą, to może nie przyjść nawet na wołanie matki, lecz gdy skończy zabawę, natychmiast do niej przybiegnie. Tak też się dzieje w naszym życiu: gdy czujemy, że nasza zabawa się kończy, natychmiast wracamy do Matki (Amba). Wtedy wszystkie nasze zabawki tracą jakiekolwiek znaczenie: mężczyźni, kobiety i dzieci, nazwisko, sława, uciechy i zaszczyty, niedole i sukcesy życiowe - niczego już nie ma i całe życie zdaje się wielkim widowiskiem. Czujemy tylko Nieskończony Rytm. Nieskończony, bez kierunku, nie wiadomo dokąd zmierzający. I tylko jedno wiemy: nasza zabawa wypełnia się.
2. Cel i metody urzeczywistnienia
Wyobraźmy sobie, że udało się narzucić całej ludzkości tylko jedną wspólną religię, jedno wyznanie, jeden wspólny model moralności. Byłaby to chyba jedna z największych tragedii świata, zapowiedź martwoty i koniec duchowego rozwoju. Zauważmy też, że od dawien dawna dąży się do takiego stanu poprzez namawianie, nakłanianie ludzi różnymi metodami (często krwawymi!), aby dostosowali się do najwyższych ideałów. Czy nie powinniśmy raczej starać się pomóc usunąć przeszkody, utrudniające komuś rozwój zgodny z jego własnymi ideałami?
Ostatecznym celem ludzkości, celem i metą wszystkich religii jest jedno: połączenie z Brahmanem Bogiem, albo - co na to samo wychodzi - uświadomienie sobie, urzeczywistnienie boskości która jest prawdziwą naturą człowieka.
Ale chociaż cel jest jeden, to metod osiągnięcia go znamy wiele i są one różne, tak jak różne są charaktery i usposobienia ludzi. Na cel i metody jego osiągnięcia mamy jedno wspólne określenie: joga. Słowo , joga" wywodzi się z sanskryckiego pierwiastka czasownikowego „judź” (yuj), co oznacza m.in. „wiązać", „łączyć".
Połączyć nas z Rzeczywistością, z Brahmanem Bogiem. Każdy człowiek powinien się rozwijać zgodnie z własną naturą. Jest to niezbędny warunek prawidłowego rozwoju. Dlatego też istnieje duża rozmaitość metod osiągnięcia celu, naucza się różnych rodzajów jogi, dostosowanych do różnych natur, typów ludzkich. (Zaś prawdziwy Guruh, nauczyciel, znajduje dla każdego ucznia indywidualną drogę rozwoju.) Najbardziej ogólna, podstawowa klasyfikacja wymienia cztery rodzaje Jogi:
1. Karma Joga - człowiek realizuje swą boskość przez bezinteresowną pracę;
2. Bhakti Joga - przez oddawanie czci, adorację Brahmana Boga osobowego;
3. Dżnana Joga - przez poznanie, wiedzę i mądrość; przez rozpoznawanie;
4. Radża Joga — przez opanowanie zmysłów i umysłu, królewskie połączenie trzech nurtów;
Wszystkie te drogi prowadzą do jednego - do Brahmana Boga. Tak samo różnorodność wyznań, wierzeń religijnych jest korzystna, jeśli tylko każde z nich zachęca do prawego, religijnego życia.
„Szukajcie tylko Królestwa Bożego i prawdy Jego, a wszystko inne będzie wam dane." Oto wasz wielki obowiązek: prawdziwe wyrzeczenie. Nie jest ono równoznaczne z ucieczką do pustelni, z porzuceniem domu, rodziny, świata (jak to się wielu ludziom wydaje).
Prawdziwe wyrzeczenie, to m. in. nie rozpraszanie się, nie przywiązywanie do rzeczy tego świata, lecz poświęcenie wszystkich sił i energii na osiągnięcie duchowej doskonałości. Bowiem tylko ona niezawodnie doprowadzi nas do celu.
Zauważcie, jak niezwykle twardym i grubym murem jesteśmy otoczeni. Wciąż go budujemy i umacniamy. To nasz egoizm. Wszystko odnosimy do siebie, mówiąc i myśląc:, ja to czynię", „to jest moje", „tamto jest dla mnie" itd. Uwolnijmy się wreszcie od tego małostkowego „ja”. Nie „ja”, lecz TY - powtarzajmy, czyńmy to, żyjmy tym. Dopóki nie zrezygnujemy ze świata tworzonego przez ego, nigdy nie wejdziemy do Królestwa Niebieskiego. Zrezygnować ze świata, znaczy: zapomnieć o ego; to fatalne ego musi zostać przekreślone. Błogosławieni ci, co was poniżają. Pomyślcie tylko, ile dobrego wam czynią; zranić zaś mogą tylko siebie samych. Pozwalajcie im niszczyć wasze ego; im go mniej zostaje, tym bliżej Brahmana Boga jesteście.
Zaniechajcie złego towarzystwa, zwłaszcza na początku, unikajcie też tzw. zwykłego towarzystwa, które tak otępia umysł. Zrezygnujcie z wszelkiego „ja” i „moje”.
Tylko do tego, kto nic nie posiada, Bóg przyjdzie. Uwolnijcie się od wszystkich światowych emocji i związków, przekroczcie lenistwo i wszelką troskę o siebie, nie oglądajcie się na rezultaty własnych uczynków – wszystko ofiarujcie Bogu. Całą duszę skierujcie ku Niemu. Nie czas już na zdobywanie pieniędzy, pozycji czy sławy, nie czas na żadne inne myśli. Zagości w waszych sercach to nieskończone, cudowne błogosławieństwo Miłości. Boska Miłość bez przerwy wzrasta, jest wciąż świeża... Miłość jest czymś najłatwiejszym, najprostszym, nie wymaga żadnej logiki ani dowodów jest naturalna.
Spójrzcie jak podobni teraz jesteśmy do wałęsających się po kuchni psów, dławiących się ściągniętą ze stołu pieczenia - w strachu, że za chwilę ktoś wejdzie i wyrzuci je kopniakiem za drzwi. Czyż nie lepiej być królem i mieć u stóp cały ten świat? Tak się stanie, jeśli przestaniemy się z nim wiązać, a w końcu całkiem się go wyrzekniemy.
Poznajcie, że wszyscy jesteśmy Jednością, wyzbądźcie się wszelkich innych głupstw, teorii i przesądów. Zapomnijcie o słabości, nawet w obliczu śmierci. Słabi, tchórzliwi i ciemni nie osiągną Atmana. Działajcie! Nie żałujcie niczego, nie rozpamiętujcie przeszłych czynów; co się stało, to się stało. Niczego się nie cofnie, skutki są nieuniknione, przyjmijcie je z godnością. Ofiarujcie Bogu wszystkie czyny, oddajcie mu całe brzemię przeszłych uczynków - złych i dobrych - wszystkich. Brahman Bóg pomaga tym, którzy nie troszczą się o siebie samych.
„Pijąc z kielicha pożądania, świat staje się szalony."
Tak jak dzień z nocą nie spotyka się, tak samo wykluczają się: Bóg i pożądanie. Odrzućcie pożądanie.
3. Dżnana Joga (Jnaańa Yogah)
Jedną z dróg prowadzących do urzeczywistnienia boskości człowieka jest Dżnana Joga, droga poznania. Od sadhaka praktykującego sadhanę Dżnani Jogi wymaga się opanowania poszczególnych jej elementów, kolejnych etapów.
Pierwszy stopień Dżnani Jogi to Śama-dama. Śama-dama polega na utrzymywaniu narządów we właściwym miejscu. Jak rozumiem słowo „narząd". Oto: oczy. Oczy nie są narządem widzenia, a tylko instrumentem. Ażeby widzieć, nie wystarczy mieć oczy, potrzebny jest jeszcze narząd wzroku. Ale i to nie wszystko: instrument i narząd muszą być związane z umysłem. W każdym akcie postrzegania niezbędne jest połączenie tych trzech rzeczy: zewnętrznego instrumentu, wewnętrznego narządu oraz umysłu. Nie może brakować żadnego z nich. Umysł może więc działać wewnętrznie (przez same narządy) albo też zewnętrznie (za pośrednictwem narządów i instrumentów). Na przykład, kiedy oglądam różne przedmioty, umysł „wychodzi przez oczy", wyłączam tylko instrument, bo jeśli nie przestaję myśleć, znaczy to, że narząd pozostał aktywny. I wtedy umysł działa tylko wewnętrznie, poprzez narząd. Bez działalności tych narządów nie byłoby myśli. Każdy może sobie uświadomić, że nie jest w stanie myśleć bez pomocy pewnych symboli. Podsumowując: oczy i uszy są tylko zewnętrznymi instrumentami (widzenia i słyszenia), zaś narządy są wewnątrz (jako odpowiednie ośrodki nerwowe w mózgu). Aby panować nad umysłem, musimy mieć najpierw władzę nad instrumentami oraz opanować narządy.
Opanowawszy zewnętrzne instrumenty, utrzymując narządy we właściwych ośrodkach, nie pozwalamy umysłowi błądzić wśród przedmiotów zewnętrznych i wewnętrznych. Oto czym jest Śama-dama.
Kolejnym elementem Dżnani Jogi jest Uparati. Polega na odzwyczajeniu się od rzeczy zmysłowych. Większość naszego czasu trwonimy na rozmyślaniu o przedmiotach zmysłowych, o rzeczach, które widzieliśmy lub słyszeliśmy, które zobaczymy lub usłyszymy, które jemy lub będziemy jeść, o miejscach, w których byliśmy... - dosyć! Myślimy i mówimy o tym niemal bez przerwy, stało się to ogromnym nałogiem. Trzeba z nim zerwać jak najszybciej.
Następnym, najtrudniejszym chyba etapem jest Titiksza. Jest to bezgraniczna cierpliwość – wyrozumiałość - tolerancja, cierpliwe znoszenie wszelkich przeciwności losu. Krótko mówiąc: „nie odpieranie zła". Przypuśćmy, że jakiś człowiek sprawił mi dużą przykrość. Mogłem się nie odezwać, mogłem nie ujawnić swojej złości i nawet nie okazać niczego na zewnątrz. Ale jeśli była we mnie złość i niechęć (którą starannie ukryłem) skierowana ku niemu, to i tak zaistniało „odparcie zła".
Innymi słowy: na zło odpowiedziałem złem. Trzeba osiągnąć stan, w którym żadne tego typu zdarzenie nie wywoła negatywnej reakcji. Negatywną reakcją jest już odczuwanie niechęci, żalu do kogoś lub do losu, jakiekolwiek poczucie krzywdy. Tylko wtedy jestem ugruntowany w Titikszam, jeśli umysł nie jest zdolny do takiej reakcji, niezależnie od okoliczności.
Z kolei wymagana jest Śraddha, wiara, ufność. Ma to być silna, niewzruszona wiara w Brahmana Boga, nieporównywalna z tym, co ogół nazywa wiarą. Wielki mędrzec powiedział mi kiedyś, że wśród dwudziestu milionów ludzi trudno znaleźć jednego, który naprawdę wierzy w Boga. Gdy zapytałem dlaczego tak sądzi, odpowiedział mi: „Przypuśćmy, że w tym pokoju mieszka złodziej, który wie, że za tą cienką ścianą jest skarbiec pełen złota i klejnotów.
W jakim stanie będzie się znajdował ten człowiek?" Odrzekłem, że nie będzie mógł jeść ani spać, bo opęta go tylko jedna myśl: jak za wszelką cenę zdobyć skarb. Wtedy on dodał: „Czy uważasz, że wierząc w Brahmana Boga, można nie poświęcić wszystkiego, by do Niego dotrzeć?
Jeśli ktoś naprawdę wierzy, że istnieje wspaniały, nieskończony Skarbiec Szczęścia, który można osiągnąć, to czy nie będzie jak szalony starał się go zdobyć?"
Ściśle ze Śraddhą związana jest Samadhana, stałe przebywanie w Brahmanie Bogu, stała, niezmienna praktyka skupienia na Nim umysłu. To nie jest jednorazowy akt, jak połknięcie pigułki. Umysł można opanować tylko przez niewzruszoną, wytrwałą praktykę.
Następnie powinna przyjść Mumukszutwa, silne pragnienie wyzwolenia. Wszystkie niedole i cierpienia, które nas spotykają, zawdzięczamy sami sobie; taka jest nasza natura. Wiem, że mi od razu zaprzeczycie, ale spróbujcie się nad tym głębiej zastanowić. Kiedyś w Chinach zdarzyło się, że podczas koronacji nowego cesarza, na znak łaski uwolniono wszystkich więźniów. Był wśród nich stary człowiek, który od sześćdziesięciu już lat przebywał w ciemnym lochu ze szczurami. Gdy go stamtąd wyprowadzono, nie potrafił żyć, nie mógł znieść światła i wolności. Na jego własną prośbę pozwolono mu wrócić do lochu. Podobnie jest z nami.
Gonimy za rożnymi odmianami cierpień, nie zdając sobie z tego sprawy i wręcz nie chcemy się od nich uwolnić. Codziennie szukamy przyjemności, i - zanim ją osiągniemy - zauważymy, że znów wymknęła się nam z rąk. I tak bez końca - niewolnicy natury, ciała, majątku, swoich bliskich i społeczeństwa – wędrujemy w kręgu niezliczonych wcieleń w pogoni za chimerami i bez szans na urzeczywistnienie złudzeń.
Wielkim marzeniem jest miłość. Chcemy kochać i być kochani. Wszyscy dążymy do szczęścia, ale im bardziej go szukamy, tym dalej się od nas odsuwa. Tak jest na całym świecie, we wszystkich społeczeństwach, a my, ślepi niewolnicy, płacimy za to cierpieniem. Przyjrzyjcie się własnemu życiu, zauważcie jak mało w nim było szczęścia, jak mało prawdy. Zważcie, że niewolnik może w każdej chwili wszystko stracić.
Pamiętacie może starą historię o Solonie i Krezusie? Król Krezus chełpił się przed Solonem, że jego Azja Mniejsza jest wyjątkowo szczęśliwym krajem.
- Gdzie są ci szczęśliwi ludzie, królu? Nie widziałem tu nikogo naprawdę szczęśliwego.
- Głupstwa, wszystkim się tu dobrze wiedzie, a ja jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie!
- Wolnego, królu, twe życie jeszcze się nie kończy.
Nie minęło wiele lat, a powstało potężne imperium perskie, którego władca podbił z czasem całą Azję mniejszą, a wziętego do niewoli Krezusa kazał żywcem spalić. Kiedy prowadzono nieszczęśnika na stos, zawołał z rozpaczą: „Solonie! Solonie!" Zapytany kogo wzywa, opowiedział rozmowę sprzed lat i poruszony władca Persów darował mu życie.
To jest historia życia każdego z nas, tak wielka jest władza natury nad nami. Niezmiennie trzymamy się własnych wyobrażeń i mimo kolejnych ciosów nie chcemy się od nich uwolnić. Zaślepieni, wciąż mamy nadzieję na szczęście.
Nadzieja - najcudowniejsza, najbardziej zdumiewająca rzecz na świecie. Wciąż ludzie umierają wokół nas, a my nie dopuszczamy nawet myśli o śmierci, o tym, że kiedykolwiek będziemy cierpieć. Wszyscy łudzimy się, że będziemy wybrańcami losu. A kto może tu być naprawdę szczęśliwy? Jeden człowiek jest bogaty i siedzi za suto zastawionym stołem, nie może jeść, bo cierpi na niestrawność. Inny - zdrowy, z wilczym apetytem – jest tak biedny, że często nie może zaspokoić głodu. Jeśli jest bardzo zamożny, nie może mieć dzieci. Jeśli jest biedny jak mysz kościelna, najczęściej ma całą gromadę dzieci, lecz nie ma pojęcia czym je nakarmić...
Dlaczego tak się dzieje? Po prostu szczęście i nieszczęście, bogactwo i nędza są jak dwie strony tego samego medalu. I niestety, wszyscy jesteśmy opętani tym dziwacznym wyobrażeniem, że można uzyskać samą tylko „dobrą" stronę. Tak nas to oślepia, że nie jesteśmy w stanie nad niczym zapanować, nawet nad zmysłami. Spotkałem wielu ludzi, którzy święcie wierzą, że osiągną dobrobyt i szczęście bez żadnych kłopotów i poświęceń. Są dwie w życiu skrajności, pomiędzy którymi wahają się ludzie. Jedna, to krańcowy optymizm, że wszystko jest ładne, dobre i przyjemne. Drugą jest skrajny pesymizm, że wszystko zdaje się być przeciw nam. Większość z nas popada w skrajności.
Kiedy jesteśmy młodzi, pełni zdrowia, świat należy do nas: dobrobyt i szczęście już wkrótce będzie w naszych rękach! Ale później, kiedy tyle przeciwności spycha nas na bok, gorzkniejemy z wiekiem i potrafimy tylko narzekać, i zatruwać entuzjazm młodych, szemrając autorytetem „dojrzałości" „doświadczenia".
Tak mało jest ludzi z dobrze rozwiniętym umysłem, może jednostka na milion. Tak mało ludzi zdaje sobie sprawę, że drugą stroną przyjemności jest ból, cierpienie (Duhkha); że są ze sobą nierozerwalnie złączone. Czyż nie jest to poniżające, uwłaczające człowiekowi, że poddaje się cierpieniom, a z drugiej strony – przyjemnościom?
Dlaczego człowiek ma nie szukać wolności od nich, zamiast wciąż być tak miotanym?
Tylko mądry człowiek pragnie wolności. On już wie, że wszelkie przedmioty zmysłowe są bez wartości, że droga cierpień-przyjemności prowadzi donikąd i nie ma końca. Zauważcie, jak możni tego świata gonią wciąż za nowymi, świeżymi przyjemnościami. Jeśli znudzą im się stare, dokładają wszelkich starań, by wynaleźć coś nowego: nowy hazard, inną przyjemność, kolejne wynaturzenie. Ile ludzkiego wysiłku i pracy poświęca się na wytwarzanie bezsensownych „zabawek", wymyślanie wyszukanych „rozrywek" - tylko po to by „ożywić" martwotę. I byle tylko mieć to złudzenie, byle użyć, choć na chwilę mieć nową podnietę, zanim, jak poprzednie, wejdzie ona w nałóg i nie znudzi się.
A reszta ludzi - jak stado owiec w biegu; kiedy prowadząca wpadnie w przepaść, inne rzucają się na oślep w ślad za nią. Tak się dzieje w społeczeństwie. Ludziom wystarcza ślepe naśladowanie wzorów, autorytetów, bez zastanowienia się, co i dlaczego tak robią. To rzecz niepojęta, uwłaczająca człowiekowi: takie dobrowolne niewolnictwo. Wystarczy powiedzieć komuś kilka miłych słów, połechtać jego próżność, a już jest zadowolony, szczęśliwy. Tak samo wystarczy czasem drobna przykrość, aby zaczął rozpaczać nad swym losem. Jest niewolnikiem łyżki strawy, łyku powietrza, niewolnikiem ubioru, kraju, patriotyzmu, nazwiska czy sławy - niemal wszystkiego. Tak mocno tkwi w tym niewolnictwie, tak się z nim utożsamił, że dokładnie i głęboko pogrzebał w nim rzeczywistego człowieka.
Teraz musi zdać sobie z tego sprawę. Dopiero wtedy przyjdzie pragnienie wolności, gorące pragnienie bycia wolnym. Dotychczasowa niewola zacznie go przygniatać, zobaczy jak bezsensowny, ogromny ciężar dźwigał z własnej woli, jak bardzo się doń przywiązał. I będzie już tylko walczył, aby zrzucić cały ten balast, bo już z niego zrezygnował, bo wybrał wolność.
Kolejnym etapem Dżnani Jogi jest Nitjanitja-wiweka (Nityaanitya-Viveka), czyli odróżnianie tego co prawdą nie jest, nierzeczywistego od rzeczywistego; przemijającego od wiecznego.
Poza Jednym wszystko przemija. Anioły, ludzie i zwierzęta, Ziemia, Słońce i gwiazdy mają swój koniec - wszystko się zmienia. Dzisiejsze góry miały swój początek w oceanach i w oceanach znajdą kres. Cały wszechświat podlega ciągłym przemianom. Ale jest Jedno poza wszelkimi zmianami: Brahman Bóg; im bliżej Niego jesteśmy, tym mniejszym zmianom ulegamy, tym bardziej jesteśmy wolni. A kiedy Go osiągniemy, nic nie zapanuje nad nami, bo niczemu już nie będziemy podlegać.
Jeśli są wśród was tacy, którzy rzeczywiście chcą przyjąć całą przedstawioną dyscyplinę, to doprawdy niczego już więcej nie potrzebują od tego świata. Albowiem cała wiedza jest wewnątrz was. Doskonałość jest, po prostu jest w duszy. Ale ta doskonałość została grubo przysłonięta przez naturę. Grube warstwy natury przykrywają nieskazitelną czystość duszy. Nie musimy wcale rozwijać czy pogłębiać duszy, bo w jaki sposób można rozwinąć doskonałość? Trzeba po prostu odrzucać po kolei wszystkie warstwy, wszystkie zasłony, a wtedy dusza ukaże się w swej pierwotnej czystości, wiecznie jasna i wolna.
Dlaczego dyscyplina jest tak niezbędna? Ponieważ nikt nie staje się bardziej moralny, religijny ani wolny przez samo słuchanie, czytanie czy też rozmyślanie.
Możemy przestudiować wszystkie księgi świata, możemy rozprawiać i dyskutować przez całe nasze życie, ale nie staniemy się dzięki temu lepsi, bardziej czyści. Będąc najbardziej wykształconymi ludźmi na świecie, możemy nic jeszcze nie wiedzieć o Bogu. A na marginesie warto dodać, że jednym z wielkich nieszczęść zachodniej cywilizacji jest kładzenie nacisku na wykształcenie, erudycję, sprawność fizyczną itp. bez jakiejkolwiek troski o serce, o duszę. Niemal jawnie uświęca się egoizm i egocentryzm, maskując to wzniosłymi hasłami.
Jeśli w decyzji i w działaniu powstaje jakiś konflikt pomiędzy rozumem a sercem - usłuchajcie serca. Umysł, Manas, działa w sferze myśli, rozsądku, logiki, i nie może jej przekroczyć. To serce jest jednym z najwyższych poziomów, przekracza ono umysł i osiąga to, co nazywamy natchnieniem, źródłem twórczości. Sam umysł nigdy nie może być natchniony, potrafi to tylko serce.
I tak jak umysł służy wiedzy, tak serce służy natchnieniu. Zazwyczaj jest nierozwinięte i znacznie słabsze od umysłu, ale poświęciwszy mu trochę uwagi, skupiając się na nim sprawimy, że przekroczy umysł, że w końcu będzie samym natchnieniem! Człowiek musi kiedyś przekroczyć intelekt. Cała ludzka wiedza, zdolność postrzegania, rozumowania, umysł i serce człowieka nieprzerwanie mieszają mleko tego świata. Po długim bełtaniu pokaże się masło, i tym masłem będzie Brahman Bóg. Ludziom serca przypadnie „masło", a „maślanka" pozostanie dla ludzi intelektu.
Wszystkie nasze przygotowania i praktyki są przeznaczone dla serca, dla oczyszczenia się, tak aby patrzeć sercem. Erudycja wcale nie jest konieczna, by osiągnąć Brahmana Boga. Czy jesteście czyści? Jeśli tak, to dostąpicie Najwyższego. „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni ujrzą Boga". Jeśli nie jesteście czyści - nie pomogą wam żadne nauki ani nawet cała wiedza tego świata. To Serce, Hridaya, osiąga CEL.
Idźcie za sercem, Hridayam. Czyste serce widzi ponad intelektem, jest natchnione, poznaje rzeczy, których nigdy nie dostąpi umysł. W jakimkolwiek konflikcie między czystym sercem i intelektem - słuchajcie serca. Nawet wtedy, gdy wyda się wam to nierozsądne czy wręcz bezsensu. Przekonacie się w końcu, że czynicie dużo mniej błędów, niż gdybyście kierowali się tylko rozumem.
Czyste serce jest najlepszym zwierciadłem, w którym odbija się prawda. Dlatego wszystkie przygotowania, cała dyscyplina służy oczyszczeniu serca. Natychmiast rozbłysną w nim wszystkie prawdy, cała prawda wszechświata przejawi się w waszych sercach, jeśli będziecie dostatecznie czyści. Od wielu wieków ludzie poznawali wielkie prawdy, patrząc sercem. Oczyszczali oni serce, i takie też jest nasze zadanie.
Do czego bowiem doprowadził jednostronny rozwój, kształcenie i rozwijanie umysłu? Powstały setki nauk, wynaleziono tysiące rzeczy „ale ostateczny efekt jest taki, że kilka czy kilkadziesiąt osób ma władzę nad milionami ludzi. Rozbudowano sztuczne potrzeby i każdy, nawet najbiedniejszy - czy ma pieniądze czy nie - walczy o ich zaspokojenie i umiera w tej walce. Oto rezultat! Oto postęp!
To nie umysł rozwiąże problemy ludzkiej niedoli, nie rozwiążą ich żadne systemy. Może to zrobić tylko serce. Gdyby choć część wysiłków ludzie poświęcili oczyszczeniu, nie byłoby trzeba tak gonić za szczęściem. Zagościłoby samo w czystych sercach. Pielęgnujcie Serce, Hridayam, bo przez nie Brahman Bóg przemawia. Intelekt służy wam tylko do rozmowy. Posługując się tylko umysłem, uczycie się różnych rzeczy, poznajecie różne teorie – ale nie naprawdę . Oblicze prawdy jest takie, że każdy kto w nie spogląda, jest przekonany - widzi, że to prawda.
Aby zobaczyć słońce, nie potrzeba żadnego oświetlenia - ono samo świeci. Jeśli prawda miałaby wymagać dowodu, to czym udowodnić ów dowód? Jeśli potrzebne jest prawdziwe świadectwo, to czym to świadectwo zaświadczyć? Nic nie jest potrzebne. Patrząc czystym sercem, będziemy po prostu widzieć co jest prawdą, a co nią nie jest.
Prawdziwa religia (Satya-Dharma) zaczyna się poza naszymi zmysłami, nawet poza naszą świadomością. Nie ujrzymy Brahmana Boga żadnymi zmysłami; nikt tego nie dokonał i nie dokona. Nikt go nie posiadał w świadomości. Nie jestem i nigdy nie będę świadomy Boga; ani wy, ani nikt inny. Świadomość jest jednym z poziomów naszego działania. Przekroczcie zmysły, przekroczcie sferę świadomości i zbliżajcie się coraz bardziej do własnego ośrodka, a tym samym zbliżajcie się do Ojca. Jaki może być dowód na istnienie Brahmana Boga? Jest jeden, za to najbardziej oczywisty: bezpośrednie doświadczenie Brahmana Boga, pratjaksza - naoczność. Dowodem istnienia tego domu jest to, że go postrzegam, doświadczam go.
Brahman Bóg był już doświadczany przez tysiące ludzi. I będzie, przez wszystkich, którzy chcą Go doświadczyć. Ale to doświadczenie nie jest ani trochę zmysłowe. Jest ponadzmysłowe, nadświadome. Cała powyższa sadhana ma nas wynieść ponad zmysły. Wszystkie przygotowania mają nas uczynić czystymi i jasnymi. Opadną z nas wszystkie więzy, wzniesiemy się nad poziom zmysłów i świadomości. Wtedy „zobaczymy", „usłyszymy" i „odczujemy" rzeczy, których nikt w trzech zwykłych stanach (tzn. na jawie, we śnie z marzeniami sennymi i w głębokim śnie) nie widział, nie słyszał i nigdy nie odczuwał. Możemy zacząć mówić dziwnym „tamtejszym" językiem i świat nas wcale nie zrozumie, bo nie zna niczego poza dziedziną zmysłów. Prawdziwa religia przekracza wszystko.
Każda żywa istota w tym Wszechświecie (Brahmandam) ma możliwość przekroczenia zmysłów. Nawet najmniejszy robak kiedyś w przyszłości to uczyni i osiągnie Brahmana Boga. Żadne życie nie będzie zapomniane, bo nie może być jakiegokolwiek zaniedbania we Wszechświecie. Setki razy człowiek już upadał. Może jeszcze tysiące razy sam będzie ranić się i upadać, ale w końcu urzeczywistni swą Boskość (Daivam). Wszyscy pochodzimy z jednego wspólnego Źródła i wszyscy tam powrócimy. Do Źródła „z którego wyszły wszystkie istoty, w którym wszystkie żyją i do którego wszystkie powrócą - do Boga."
…............................. Swami Wiwekananda Paramahansa

2008.png)